Mój wzrok przeszedł na Louisa, który...siedział i robił coś w swoim telefonie. Odłożyłam mój telefon i po cichu podeszłam do chłopaka. Siedział do mnie bokiem i chyba mnie nie widział. Gdy stałam nad nim zauważyłam, że wpatruje się w zdjęcie. I to nie byle jakie zdjęcie. Ale moje zdjęcie gdy spałam!
- Czemu robisz mi zdjęcia jak śpię? - pisnęłam i rzuciłam się na niego, aby odebrać mu telefon. Niestety szatyn jest sprytniejszy ode mnie i szybko wstał przez co ja z hukiem upadłam na łóżku.
Louis zaczął się śmiać. Zablokował telefon, który położył na fotel i rzucił się na mnie. Usiadł na moich biodrach i cały czas patrzył mi w oczy. Zamknęłam powieki, aby nie widzieć co zrobi. Zaśmiał się jeszcze głośniej i schylił się tak, że czułam jego oddech na twarzy. Potarł swoim nosem o mój, a ja się naburmuszyłam.
- Nie smyraj mnie po nosie - powiedziałam i otworzyłam oczy i spojrzałam na niego. Był tylko jakieś dziesięć centymetrów od mojej twarzy. Zasłoniłam twarz swoimi dłońmi, aby się na niego nie patrzeć.
Jedną ręką zdjął moje ręce z twarzy i położył nad moją głową i je tam przytrzymał, a drugą założył moją grzywkę za ucho. Przeniósł ją na moje biodro i lekko je ścisnął. Znów się zaśmiałam i chciałam się podnieść, żeby go pocałować, ale on mi to uniemożliwił. Odsunął twarz od mojej i nie puszczając moich rąk wstał ze mnie. Puścił moje ręce i podszedł mojego biurka. Wykorzystując czas, w którym chłopak był daleko ode mnie wstałam, chwyciłam jego telefon i szybko wbiegłam do łazienki. Szybko zamknęłam drzwi i słyszałam jak chłopak znów się śmieje. Ale z czego? Przecież usunę mu zdjęcie i nie będzie go miał. Nie wiem czy to powód do śmiechu. Usiadłam na wannie i odblokowałam iPhone'a. Znaczy próbowałam go odblokować, ale na ekranie pojawiła się moja śpiąca twarz i niestety hasło. Czy ja jestem taka głupia i nie pomyślałam, że on może mieć założona hasło? Ech... Myśl Stella, myśl... Jakie może mieć hasło?
Najpierw wpisałam swoje imię, ale nic... Później wystukałam kilka innych słów jakie przyszły mi do głowy i nic!
- Louisku - powiedziałam i podeszłam do drzwi - jakie masz hasło do telefonu? - spytałam grzecznie.
Chyba nie słyszał. Ale! Jak miał nie słyszeć? Przecież jest za drzwiami i na pewno słyszał, tylko nie chce powiedzieć. Po cichu przekręciłam zamek i pomału otworzyłam drzwi. Wysadziłam głowę i rozejrzałam się po pokoju. Nigdzie nie zauważyłam chłopaka więc postawiłam jedną nogę w pomieszczeniu. Jeszcze raz przeleciałam wzrokiem cały pokój i nie było go tu. Wyszłam z łazienki i zamknęłam drzwi. Chciałam wyjść z pokoju, ale w ostatniej chwili drzwi się przede mną zamknęły i wyskoczył zza nich Louis. Z przerażenia upadłam dupą na podłogę i upuściłam telefon, który nadal trzymałam w dłoni. Chłopak szybko do mnie doskoczył i pomógł mi wstać. Gdy stanęłam poczułam ból w kostce.
- Auć - zajęczałam i znów bym upadła gdyby nie silne ręce Louisa.
- Boże Stella co cię boli? Przepraszam nie chciałem żebyś się przewróciła. Przepraszam - zaczął trajkotać jak opętany.
- Przestań nie mogłeś przewidzieć, że upadnę. Nic się nie stało - powiedziałam i z jego pomocą usiadłam na sofie. Szatyn szybko złapał moją nogę w swoją dłoń i położył sobie na kolanie. Podwinął moje wczorajsze spodnie, których nie zdążyłam zdjąć wczoraj i zdjął skarpetkę. Zasyczałam z bólu gdy dotkną mojej skóry.
- Stella przecież to moja wina! Mogłem pomyśleć. Ta noga ci puchnie, Stella! - krzyknął i pacnął się dłonią w czoło. Zaśmiałam się, ale zaraz tego pożałowałam, bo zaczęło mnie boleć jeszcze bardziej. Spojrzałam na nią i się skrzywiłam. Zaczynała robić się tam wielka fioletowa plama. Czemu ja jestem taką niezdarą? Co ja takiego zrobiłam, że mam takiego pecha w życiu?
- Spokojnie, nie ma co panikować - powiedziałam, ale niestety sama w to nie wierzyłam.
- Nie ma co panikować?! Ty się słyszysz? Masz spuchniętą nogę i nie ma co panikować? Weź nie rób sobie jaj i się przebieraj! Jedziemy do szpitala - znów zaczął krzyczeć.
- Nie mogę wstać
- A no tak. Już wybieram ci jakieś ciuchy i jedziemy - powiedział i podszedł do szafki z ciuchami.
Otworzył ją szeroko i zaczął rozglądać się po półkach. W swoje ręce chwycił jakieś ubrania i poszedł z nimi do łazienki. Siedziałam spokojnie i czekałam na chłopaka. Po chwili zjawił się przy mnie i pomógł mi pójść do pomieszczenia, w którym był przed chwilą. Posadził mnie na wannie i ustał z rękami na biodrach.
- Na co czekasz? - zapytałam i podniosłam brwi wysoko.
- Dasz radę sama czy mam ci pomóc?
- Poradzę sobie, jak będę potrzebowała pomocy to cię zawołam - powiedziałam i poczekałam aż chłopak wyjdzie. Gdy już to zrobił spojrzałam na ciuchy, które mi wybrał. Była to fioletowa koszulka w paski i dżinsy. Zdjęłam swoje ubrania i założyłam następne. Chciałam wziąć jeszcze prysznic, ale nie dam rady. Zrobię to gdy wrócę. W podskokach podeszłam do umywalki gdzie umyłam twarz i umalowałam rzęsy.
- Louis! - krzyknęłam.
- Idę - odpowiedział i wszedł do łazienki. Podszedł do mnie i złapał pod ramię. Wyprowadził mnie z łazienki i ruszył w stronę drzwi.
- Stój - powiedziałam i się zatrzymałam - cofnij się, muszę wziąć bransoletkę i kolczyki i muszę się przejrzeć w lusterku - powiedziałam. Louis się cofnął i poprowadził mnie do szafki. Chwyciłam z niej fioletowe kolczyki w kształcie zamków i fioletową bransoletkę. Przejrzałam się w lustrze i zobaczyłam cały mój strój. [link]. Nie jest najgorzej. Na swoje nogi wsunęłam fioletowe balerinki i zeszłam z pomocą Louisa na dół. W salonie przed telewizorem siedział Verne i moja matka. Nie patrząc na nich skierowaliśmy się do wyjścia. Niestety...jak zwykle...ktoś musiał mi przeszkodzić. Poczułam czyjąś rękę na ramieniu i znaczące chrząknięcie. Odwróciłam się i zobaczyłam moją matkę.
- Czemu nie ma cię w szkole? - zapytała, ale zignorowałam jej pytanie i otworzyłam drzwi. Chwila! Przecież nie zamknęłam drzwi od pokoju, a teraz nie jestem w stanie żeby iść i to zrobić.
- Louis mam prośbę, bo zapomniałam zamknąć drzwi od pokoju, zrobisz to? - powiedziałam po cichu w jego stronę. Chłopak pokiwał głową i ruszył na górę. - Ale czekaj, kluczyk jest w szufladzie w biurku. - powiedziałam i oparłam się o szafkę w korytarzu. Louis poszedł na górę, a ja stałam i patrzyłam na moją matkę z pogardą.
- Co ja ci takiego zrobiłam, że mnie tak traktujesz? - zapytała, a ja roześmiałam się jej w twarz. Ona ma czelność zadać mi takie pytanie? To ja powinnam się o to jej zapytać, a nie...
- Słuchaj - zaczęłam i zobaczyłam szatyna schodzącego po schodach - nie chce mi się z tobą rozmawiać. Do szkoły nie poszłam, ale to nie twój interes, a teraz wybacz, ale jadę do szpitala. - dokończyłam i z pomocą Louisa chciałam wyjść, ale jakaś ręka zamknęła mi drzwi przed nosem. Kto był tym kimś? Mój ''tatuś''.
- Czemu jedziesz do szpitala? - zapytał. O teraz będzie udawał zatroskanego ojca? Śmieszne i żałosne.
- Bo na pewno ci na to odpowiem - powiedziałam i z trudem otworzyłam drzwi.
- Masz mi powiedzieć, jestem twoim ojcem i się o ciebie martwię
- Ty się o mnie martwisz? Weź mnie nie rozśmieszaj i nie wkurwiaj z samego rana, bo to się dobrze nie skończy - wysyczałam i wyszłam z Louisem z domu. Zeszłam po schodkach i kierowaliśmy się w stronę furtki aby wyjść, ale nie!
- Słuchaj mała gówniaro - zaczął a mi się już nie chciało słuchać - jak wrócisz to mam sobie z tobą do porozmawiania, rozumiesz? - dokończył, a mnie zaciekawiło o czym chce ze mną rozmawiać. Znowu mi zajebie w twarz? Jego nie doczekanie jeśli to zrobi.
- Dobra, a teraz puść mnie, bo się śpieszę
Wyszłam z Louisem z podwórka i podeszliśmy kawałek, aby złapać taksówkę. Wsiadając do niej szatyn podał adres szpitala, a mężczyzna ruszył. Jechaliśmy w ciszy, a ja zastanawiałam się cały czas o czym mam porozmawiać z ojczymem. Czego on może chcieć ode mnie? A jak mnie zgwałci?
Boże Stella ogarnij się, na pewno nie jest taki głupi. Ale wolę mieć się na baczności. Nawet nie zauważyłam kiedy, a już wysiadałam z pojazdu. Louis zapłacił taksówkarzowi i szliśmy w stronę szpitala.
- Louis, ja już nie dam rady iść, za bardzo mnie boli - wyjęczałam i usiadłam dupą na ziemi. Naprawdę noga mnie tak boli, że nie mogę się ruszyć. A co jeśli ona jest skręcona? Nie będę mogła tańczyć...
A przecież w czerwcu mam turniej! Muszę na nim być i zatańczyć, muszę.
- Chodź, zaniosę cię - chłopak się uśmiechnął i wziął mnie na ręce.
Nie sprzeciwiałam się, bo wiem, że i tak bym nie wygrała, a po za tym i tak nie mogę iść sama, więc...
Doszliśmy do szpitala...znaczy ja zostałam doniesiona i od razu skierowaliśmy się do recepcji.
- Przepraszam, ale gdzie mamy się udać? Dziewczyna upadła i boli ją noga - powiedział Louis do bardzo młodej i seksownej recepcjonistki. Ta tylko się uśmiechnęła i puściła do niego oczko. Ej! On jest mój!
Zaczęła szukać czegoś w komputerze cały czas pukając czerwonymi paznokciami ręki.
- Drugie piętro, na końcu korytarza, sala 206, przyjmie cię dr. Hill - powiedziała i znów się uśmiechnęła. Ale mam ochotę zedrzeć jej ten uśmieszek z twarzy. Louis pokiwał głową i nawet nie zwracając uwagi na jej zaloty poszedł ze mną na rękach do windy, którą wjechaliśmy na drugie piętro. Postawił mnie na ziemi i z jego pomocą szłam w stronę sali 206. Ale czekajcie, czy ta recepcjonistka powiedziała, że przyjmie mnie dr. Hill? Przecież ja się tak nazywam! Ale to przecież tylko zwykły przypadek, bo jest dużo osób o takim nazwisku, prawda?
- Wejdziesz sama czy mam iść z tobą?
- Wejdź ze mną, sama się boję. Co jeśli ten lekarz to jakiś zboczeniec i będzie chciał mi coś zrobić? - zasugerowałam zdenerwowana, a szatyn się roześmiał. Ja tu mówię całkiem poważnie, a on się nabija! Co za człowiek...Uderzyłam go w ramię i sama się zaśmiałam. Z sali 206 wyszła jakaś kobieta i stanął w nich lekarz. Bardzo przystojny lekarz. Rozejrzał się po korytarzu i jego wzrok spoczął na mnie.
- Pani do mnie? - spytał wysokim głosem. To na pewno nie jest moja rodzina. Ja jestem taka brzydka zakompleksiona, a on? On jest taki przystojny. Ciekawe czy ma syna? Chwila Stella... Masz chłopaka.
- Tak panie doktorze. - uśmiechnęłam się do niego, a on to odwzajemnił.
- To zapraszam - wskazał ręką gabinet i poczekał aż wejdę razem z Louisem po czym sam wszedł i zamknął drzwi. Poczułam zapach charakterystyczny dla szpitali. Lekarz wskazał dłonią abym usiadła na fotel. Uczyniłam to a zaraz za mną Louis.
- To co się stało? - doktor usiadł na swoim krzesełku przy biurku i założył ręce na piersi.
- No bo proszę pana, rano wstałam i dostałam sms-a więc go odczytałam, przyszła moja siostra i mnie wkurzyła, ale sobie poszła i on - wskazałam na Louisa - przeglądał coś w telefonie i jak podeszłam to zobaczyłam, że to moje zdjęcie jak spałam i chciałam zabrać mu telefon, ale mi się nie udało i on go zablokował i położył, a mnie zaczął gilgotać i jak mu się wyrwałam to zabrałam jego telefon i pobiegłam do łazienki, w której się zamknęłam i chciałam usunąć to zdjęcie, ale on ma hasło więc wyszłam, żeby go poszukać i żeby usunął to zdjęcie i on schował się za drzwiami i jak tam stałam to wyskoczył zza nich i mnie wystraszył i upadłam i upuściłam telefon i nie mogłam wstać i potem mama mnie zdenerwowała i ojczym mnie wkurwił i przyjechaliśmy tutaj - powiedziałam na jednym wdechu, a doktor siedział z szeroko otwartymi oczami. Louis tak samo. Ale co ja zrobiłam? Opowiedziałam po prostu całą historię.
- Panie doktorze, przepraszam za nią, trochę się rozgadała. Stella wystarczyło powiedzieć, że upadłaś - powiedział Louis i pacnął się z otwartej dłoni w czoło. Upsik. Po prostu opowiedziałam mu jak wyglądał mój dzisiejszy dzień. Zaburczało mi w brzuchu i zdałam sobie sprawę, że od wczoraj nic nie jadłam.
- A i jeszcze jestem głodna, od wczoraj nic nie jadłam - dopowiedziałam, a mężczyzna się zaśmiał.
- No dobrze, to podasz mi swoje dane, ja uzupełnię i zbadamy twoją nogę, dobra? - uśmiechnął się i wyjął jakieś papiery z biurka. Kiwnęłam głową w geście zgodzenia się.
- No to podaj swoje imię i nazwisko, imiona rodziców i adres - powiedział i wziął w rękę długopis.
- Nazywam się Stella Hill - powiedziałam, a mężczyzna się na mnie spojrzał, ale ja kontynuowałam - moja mama ma na imię Betty - powiedziałam, ale lekarz mi przerwał.
- A masz tatę? - zapytał. To pytanie mnie zdziwiło. Właśnie i tak miałam mu to powiedzieć.
- No mam, ale nie wiem gdzie jest, bo zostawił moją mamę i mnie i moja mama teraz jest z takim kutasem - powiedziałam i zachciało mi się płakać. Jak dojdę do domu, muszę się dowiedzieć coś o moim biologicznym tacie.
- A jak nazywa się ojczym? - zapytał i miał strasznie dziwną minę.
- Verne i ma córkę Larrisę - powiedziałam i spojrzałam na Louisa, który oglądał plakaty na ścianach.
- A ty jesteś Stella, tak?
- Tak a coś się stało?
- A wiesz może jak nazywa się twój biologiczny tata? - zapytał z dziwnym przerażeniem.
- Ma na imię Ben, a czemu pan pyta? - spytałam, bo ja nie wiem czemu on tak się dopytuje.
- Podaj mi swój adres - powiedział, a ja się zawahałam. A co jak to jakiś pieprzony zboczeniec?
- Green Street 69 GY
- Boże - powiedział i przetarł twarz dłońmi. O co mu chodzi?
- Proszę mi powiedzieć o co panu chodzi - krzyknęłam zdenerwowana
- Powiedz mi kiedy twój tata was zostawił - powiedział. A ja? Ja zaczęłam się bać.
- Yyy po co to panu? Ale jakoś jak miałam około 10 lat a o co panu chodzi? - powiedziałam, bo jestem typem człowieka co się złości, ale mówię zawsze wszystko nawet jeśli nie ma tej potrzeby.
- Stella! - krzyknął i wstał z siedzenia. Co ja powinnam zrobić? No cóż. Siedziałam dalej i patrzyłam na niego ze zdziwieniem.
- Tak? - spytałam i podniosłam wysoko brwi.
- Stella kochanie - krzyknął i rzucił się na mnie. Mocno mnie do siebie przytulił, ale uważał na moją nogę. O co mu chodzi? Czemu nazwał mnie kochaniem? Ale czekajcie... Zbierając wszystko w kupę...
Pojawiły mi się w oczach łzy. To nie może być prawda...
- Tata?
No hejka! Mam tu dla was rozdział 5. Miał być jutro, albo w niedzielę, ale z racji, że troszkę zachorowałam i siedziałam w domu to napisałam. Przepraszam za błędy.
Wyłączyłam weryfikację obrazkową i włączyłam możliwość anonimowych komentarzy więc mam nadzieję, że będziecie komentować. Może dacie radę 3/4 komentarze?
Kolejny pojawi się prawdopodobnie 16 lub 18 marca. Tak szybko, ale po prostu mam wenę i chcę go napisać. :)
Ten jest taki nijaki i wgl, ale kolejny będzie ciekawsze, obiecuję.
Co jeszcze...Zaglądajcie co jakiś czas do zakładki bohaterowie, bo będę ją aktualizowała.
A mam takie pytanie do was. W ogóle podoba wam się to jak piszę i to wszystko?
Komentujcie i
piątek, 14 marca 2014
niedziela, 9 marca 2014
Rozdział 4 ,,Zostaniesz babcią...''
Weszłam i zastałam tam Louisa przy mojej szafce trzymającego moją... bieliznę, a dokładniej stanik i tańczącego do wyśpiewywanej piosenki. Zaśmiałam się widząc jak przykłada go sobie do piersi. Na początku chyba mnie nie zauważył, bo tańczył i śpiewał dalej. Oparłam się o framugę drzwi i się mu przyglądałam. Jejku, jaki on ma pięknu głos. Mogłabym go słuchać godzinami i mi się nie znudzi. Gdy tak stałam usłyszałam jak ktoś wchodzi po schodach. Odwróciłam się i zauważyłam....moją mamę, za którą szedł...Logan? Czy ja na pewno dobrze widzę? Co on tu do chuja robi?
Z racji, że nadal stałam w progu, a drzwi otwarte, chłopak mnie zauważył. Na twarzy pojawił mu się łobuzerski uśmiech. Co kurwa? Przeskoczyłam z nogi na nogę i niestety nie złapałam równowagi przez co runęłam na podłogę zwracając tym samym uwagę Louisa. Spojrzał na mnie i się roześmiał. Rzucił stanik na łóżko i podszedł do mnie.
- Podglądałaś? - spytał wyraźnie rozbawiony. Co go tak bawi? Ach...
- Nie - powiedziałam i sama się zaśmiałam.
- Oj kłamczuszko! Będzie kara - krzyknął i usiadł na mnie, następnie zaczął mnie gilgotać. Kurde... Ja mam łaskotki! Ratunku. Zaczęłam się śmiać jak opętana.
- Oj... Prze-przepraszam. Wię-więcej nie będ-będę - zaczęłam się jąkać przez śmiech.
- Na pewno? - przestał na chwilę i uniósł wysoko brwi. Słodka minka, jak i jej właściciel.
- Tak - powiedziałam i się uśmiechnęłam. Louis zniżył się i był tylko 10 cm od mojej twarzy, kiedy nagle usłyszałam chrząknięcie ze strony drzwi. Fuknęłam, ponieważ ktoś przerwał mi tak uroczy moment. Louis zmieszany zszedł ze mnie i usiadł obok na podłodze. Sama podniosłam się tak, że już nie leżałam, a podpierałam się dłońmi z tyłu. W progu mojego pokoju stałam moja mamusia i jej mężulek. Spojrzałam na nich złowrogo. Jeszcze mają czelność mi przerywać?! No kurwa! Mam ich po dziurki w nosie. Ale... nigdzie nie widziałam Logana... Może sobie poszedł? Oby tak...
- Co tu się dzieje? - spytała moja mama.
- A co ma się dziać? Nie mogę już sobie poleżeć na podłodze? - spytałam i starał się opanować moją złość. Spojrzałam na Louisa, który się trochę zaczerwienił. Ale to było słodkie!
- Możesz, ale czemu on leżał na tobie? - odpowiedziała i weszła do mojego pokoju razem z tym kutasem.
- Bo może lubi? Nie twój interes kurwa! Nie wtrącaj się w to co robię, bo to powinno być dla ciebie mało ważne. Lepiej idź sprawdź czy Larrisa się z kimś nie rucha... - powiedziałam i wstałam z podłogi. Kątem oka spojrzałam na chłopaka, który nadal siedział i patrzył cały czas na moje ruchy. Jakby bał się, że zaraz się rzucę na tą dwójkę. Chociaż...to nie taki zły pomysł...
- Jak ty się odzywasz? - krzyknął mój ojczym, ten frajer.
- Jak chcę, wyjdźcie z mojego pokoju, teraz - wysyczałam w ich stronę i podeszłam do drzwi. Wskazałam ręką na korytarz.
- Słuchaj dziecko - zaczął mężczyzna - albo zwracasz się do nas z szacunkiem albo...
- Albo co? Znowu mnie uderzysz? A może znowu zrobisz coś jemu? - zapytałam i pokazałam dłonią na Louisa - Spróbuj wyciągnąć te swoje brudne łapska do mnie lub do niego, a obiecuję ci, że będziesz cierpieć ty, nie ja - powiedziałam. Ja już mam plan... Jeśli teraz mnie dotknie lub kiedykolwiek to... Będzie źle...
- Weź przestań zachowywać się jak smarkula i przyjmij, że nikt cię nie kocha i tyle - powiedział i zacisnął pięści. No dzięki. Ja wiem, że mnie nikt nie kocha, bo dzisiaj mi to pokazaliście.
- Jak to jej nikt nie kocha? Może i w rodzinie nie ma wsparcia ani miłości, ale ma przyjaciół, którzy ją kochają i zrobią dla niej wszystko i ma mnie - chciałam się odezwać, ale przemówił za mnie Louis, który stanął na przeciwko mojego ojczyma. Ale chwila...co on właśnie powiedział? Boże on jest taki kochany...
- Zamknij się gówniarzu, wy nie wiecie co to miłość - powiedział mężczyzna - ma przyjaciół? Ha ha te coś tutaj ma przyjaciół? Ale zabawne
- Kurwa! Słuchaj jebany kutasie! Ja w przeciwieństwie do ciebie i twojej córki jestem normalna! - krzyknęłam, bo znów zaczynam się wkurwiać.
- Stella, spokojnie, uspokój się - podszedł do mnie Louis i przytulił. Jego głos mnie trochę ukoił.
- Ty mała szmato! - krzyknął i podszedł do mnie. Wiecie co jest najgorsze? Że moja matka stoi za nim i tylko się patrzy z uśmiechem. Co ja jej kurwa zrobiłam, że tak mnie teraz traktuje? Przecież to moja mama...
Gdzie się podziała ta, która się mną opiekowała i byłam dla niej najważniejsza? Nie wiem...ale wiem jedno. Muszę odnaleźć mojego biologicznego tatę. Bo ten tutaj nim na pewno nie jest.
- Szmatą to możesz nazywać swoją córkę jak chcesz, żeby ci coś posprzątała,a nie mnie! A teraz albo wyjdziecie z pokoju albo... - zaczęłam, ale mi przerwał.
- Albo co? Wezwiesz policję? - krzyknął.
- Tak kurwa! Wezwę policję, bo mam cię już dość!
- Zabiję cię, słyszysz? Zabiję - wysyczał w moją stronę i wyszedł, a za nim moja matka. Chwila...Co się właśnie tutaj stało? Nie ogarniam. Cały czas stałam w objęciach Louisa. Dziwne, że tak łatwo mnie uspokaja.
Ale ja bym chciała się wyprowadzić z tego domu...Niestety nie mogę... Nie dam rady się sama utrzymać...
- Stella jak się czujesz? - spytał szeptem Lou.
- Mogłoby być lepiej - odpowiedziałam i się w niego wtuliłam. Potrzebuję wsparcia, a on i Deli mi je dają.
- Chodź usiądziemy i pogadamy - powiedział i poprowadził mnie na łózko. Usiadłam po turecku i czekałam na to co zrobi chłopak. Szatyn zrobił to samo co ja tylko oparł się o ścianę. Możemy pogadać.
- O czym chciałbyś rozmawiać? - spytałam i poczułam się strasznie zmęczona. Dzisiejszy dzień był strasznie męczący. Na dworze już było ciemno. Spojrzałam na budzik stojący na szafce. Już 20:15.
- O wszystkim, tak po prostu szczerze - powiedział i wzruszył ramionami.
- Aha, to może pytamy się nawzajem i odpowiadamy, ale szczerze?
- Dobry pomysł, zaczynaj.
- No to...yyy...masz dziewczynę? - spytałam pierwsze co przyszło mi na myśl. Nigdy nie widziałam go z żadną, ale to nie znaczy, że jej nie ma, bo przecież może się z nią spotykać po szkole czy coś.
- Nie mam, ale jest pewna dziewczyna, która już od dawna zajmuje moje myśli - powiedział a mnie coś ukłuło. Czemu? Może dlatego, że zaczynam coś do niego czuć.
- Aha - tylko tyle odpowiedziałam.
- A ty masz chłopaka? - zapytał.
- Zerwał ze mną ostatnio, nie słyszałeś?
- Aaa już wiem, to ten David?
- Tak to on...
- Aha a mam pytanie, jest ktoś teraz kto ci się podoba, albo coś? - spytał z błyskiem w oku.
- Tak, jest pewien chłopak, ale on jest już zakochany - powiedziałam i miałam ochotę się znów rozpłakać.
- Oj współczuję - powiedział i mnie przytulił. Człowieku po co to robisz? Przez to tylko mam głupie myśli...
- Oj tam. Dobra nie było tematu... Co więcej powiesz o sobie? - powiedziałam, ponieważ nie bardzo mam ochotę się dołować jeszcze bardziej.
- Powiedz mi jak nazywa się chłopak, do którego coś czujesz - powiedział, a mnie zamurowało. Co mam mu powiedzieć? 'Wiesz mówiłam o tobie, ale ty jesteś zakochany'? Przecież to żałosne...
- Emm...ty pierwszy powiedz jaka dziewczyna podoba się tobie - powiedziałam pierwsze co mi przyszło na myśl. Jak coś powie, to ja też coś powiem i git.
- Ale będziesz się śmiać - powiedział
- Nie będę, przysięgam
- Znasz ją i to bardzo dobrze - powiedział, a ja już wiedziałam, że podoba mu się... Madi!
- Nie wierzę! - zakryłam dłonią usta, aby nie wydać pisku - podoba ci się Madi! - krzyknęłam.
- Tak, nie, co? Czekaj... - pogubił się sam. - Madi?
- No tak, Madi
- Nie podoba mi się ona! O tobie mówiłem głuptasie! - powiedział i się zaśmiał, a mnie? Mnie zamurowało. Jak to mu się podobam?
- Ale, że ja? - spytałam głupio, bo nie mogłam w to uwierzyć.
- Tak, ty - odpowiedział i się zarumienił. Jejku nie wierzę w to! To przecież nie możliwe! Ale jednak...
- Ty robisz sobie żarty - powiedziałam i zaczęłam się nerwowo bawić palcami.
- Ja? Chyba nie... Stella zrozum... Ja na prawdę jestem w tobie zakochany...
- Od kiedy? - spytałam nawet na niego nie patrząc.
- Od kiedy cię tylko zobaczyłem, na początku wydawało mi się to śmieszne i nic z tym nie robiłem, ale jakiś rok temu zdałem sobie sprawę, że na prawdę się w tobie zakochałem i też nic z tym nie zrobiłem..I wiem też, że to nie jest tylko zauroczenie. Dopiero teraz nadarzyła się okazja i ci to powiedziałem, ale rozumiem, że ty do mnie nic nie czujesz więc zapomnijmy o tym wszystkim co powiedziałem i zostańmy przyjaciółmi - powiedział i z jego oka wypłynęła jedna, samotna łza. Boże...On płacze przeze mnie. Na czworakach do niego podeszłam i mocno przytuliłam. Przez chwilę nikt nic nie mówił, a ja zastanawiałam się co mam powiedzieć. Przecież...Chwila. Od kiedy on mi się podoba? Już od jakiegoś czasu gdy go widzę mam palpitację serca i mnóstwo motylków w brzuchu. Ale czy ja go kocham? Tak...To chyba dobre określenie..
- Lou, spójrz na mnie - powiedziałam gdy odsunęłam się od niego na długość ramion. Podniósł głowę i spojrzał w moje oczy. Jakie on ma piękne oczy... - A teraz posłuchaj co ci powiem - powiedziałam i nagle coś nam przerwało...a raczej ktoś. A tym kimś okazała się...moja matka. Weszła do pokoju i się po nim rozejrzała.
- Wydaje mi się, że kolega powinien już pójść - powiedziała i ustała na środku pokoju z założonymi rękoma.
- Wydaje mi się, że powinnaś stąd wyjść - powiedziałam nawet na nią nie patrząc. Cały czas mój wzroku utkwiony był w chłopaku przede mną.
- Jak ty się zwracasz do matki? Co ja ci zrobiłam? - powiedziała, ale nie krzyczała. Jeszcze nie...
- Zwracam się jak mi się podoba. A mam wymienić długą listę rzeczy które mi zrobiłaś?
- Podaj przykład - powiedziała i spojrzała z wyższością. Co ten facet z tobą zrobił?
- Okej, no to tak. Wyszłaś za tego frajera - powiedziałam i chciałam kończyć, ale ona machnęła tylko ręką.
- Weź Stella, zachowuj się doroślej. Ten mężczyzna to najlepsze co mnie w życiu spotkało. - powiedziała, a ja aż się zachłysnęłam powietrzem. Ten facet co? - I muszę ci powiedzieć, że będziesz miała młodsze rodzeństwo - dokończyła i złapała się z płaski brzuch. Chwila...Stop...Czy ona właśnie mi powiedziała, że jest w ciąży?
- Ty chyba naprawdę straciłaś rozum! A ty wiesz co? Nie chciałam ci mówić, ale zostaniesz babcią - powiedziałam, oczywiście skłamałam, bo nie jestem w ciąży i tak jak ona złapałam się za brzuch. Spojrzałam kątem oka na Louisa, który na twarzy miał wymalowany smutek.
- Co? Ale jak to? Z kim ty? - zaczęła mi zadawać pytania. Ha! Mam cię... Ale nie powiem jej, że to żart.
- Tak to, a z kim to nie wiem. To już 4 tydzień - powiedziałam i próbowałam się nie roześmiać - I wiesz... Mogliście zrobić coś dziecku - dokończyłam.
- Nie wiesz z kim masz dziecko?! Nie tak cię wychowałam! - krzyknęła i wyciągnęła rękę, aby mnie uderzyć, ale Louis ją złapał.
- Proszę się uspokoić i wyjść stąd - powiedział do mojej matki.
- Ty smarkaczu! To pewnie ty jej dzieciaka zrobiłeś! Zobaczysz! Będziesz płacił wysokie alimenty - powiedziała i wyszła z pokoju. Jak zwykle ona tylko o pieniądzach...
- Stella... Czemu mi nie powiedziałaś? - spytał Louis, gdy tylko zostaliśmy sami w pokoju.
- Lou... Ty na prawdę nie rozumiesz? Ja nie jestem w ciąży... Powiedziałam to tylko aby ją zdenerwować...
- Serio?
- Tak, a i chyba muszę coś dokończyć - powiedziałam i się do niego przysunęłam. - Nie jestem w ciąży, a chłopak, który zawładnął moim sercem ma na imię Louis, nie wiem czy znasz? - dokończyłam...
- Ten Louis? Ten typ z pierwszej klasy? - powiedział i posmutniał. On jest serio taki łupi czy tylko udaje?
- Nie ten, a tam w ogóle jest jakiś Louis? - spytałam, a szatyn pokiwał głową. - A przypomnij mi jak masz na imię, bo chyba zapomniałam...
- Ja...Serio? - zaczął i nagle jakby go olśniło - Serio o mnie mówisz?
- Tak Lou, serio - powiedziałam i przysunęłam się do niego jeszcze bardziej. Złapałam dłońmi jego policzki i spojrzałam w jego oczy. Widziałam w nich miłość i pożądanie. Swój wzrok skierowałam na jego kuszące, malinowe usta. Chłopak zrobił to samo i w tym samym momencie zbliżyliśmy się tak, że stykaliśmy się nosami. Zaśmiałam się widząc minę chłopaka. - Zostaniesz ze mną? - zapytałam.
- Oczywiście - powiedział i naparł swoimi wargami na moje. Boże! Jak on cudownie całuje! Jaram się!!
Z niechęcią oderwałam się od szatyna i mocno do niego przytuliłam. - A pójdziesz jutro do szkoły? - tym razem to on zadał mi pytanie.
- Jeśli będę się dobrze czuła to tak a ty?
- Jeśli ty pójdziesz to ja z tobą jeśli zostaniesz to ja też z tobą - powiedział i położył się na moim łóżku.
Położyłam się obok niego i mocno wtuliłam.
- Dobranoc skarbie - powiedział i pocałował mnie w czoło. Jejku.
- Dobranoc - odpowiedziałam i zamknęłam oczy.
***następny dzień, 7:10***
Obudziłam się, ale nie było obok mnie Louisa. Czyżby to był tylko piękny sen? Jeśli tak to bardzo realistyczny. Spojrzałam na zegarek. O już 7:10. Ale nie pójdę dzisiaj do szkoły, bo strasznie boli mnie głowa. Usiadłam na łóżku i się przeciągnęłam. Nagle z łazienki wyszedł...Louis. Czyli to nie był sen...
- Ooo już wstałaś śpiochu - powiedział i podszedł do mnie. Patrzyłam na niego wielkimi oczami. Zaśmiał się widząc moją minę i pocałował mnie w nos. Rzuciłam w niego poduszką, a on oddał mi tym samym. Położył się na łóżku, a ja wstałam. Uderzył mnie poduszką w nogi, a ja go w brzuch. Zaczęliśmy się śmiać. Pióra z poduszki były wszędzie. Po kolejnym jego uderzeniu upadłam na niego i zaczęłam się śmiać. Całkiem zapomniałam o wczorajszym dniu i o tym co się stało. Przy nim czuję się wspaniale.Złapał mnie za biodra i posadził obok. Sam usiadł i się na mnie popatrzył.
- Stella, bo ja mam do ciebie pytanie...
- Jakie? - powiedziałam i cały czas się uśmiechałam. Zauważyłam, że chłopak jest strasznie poważny, więc też przestałam się uśmiechać.
- No bo...czychciałabyśzostaćmojądziewczyną? - powiedział szybko i nieskładnie przez co nic nie zrozumiałam.
- Co? Powiedz normalnie bo nie rozumiem...
- Czy...chciałabyś zostać moją dziewczyną?
- Ja...oczywiście, że tak - powiedziałam i się uśmiechnęłam. Oczywiście, że tego chcę...
Już miałam go pocałować kiedy do mojego pokoju weszła Larrisa. Kurwa! Czy oni nie mogą mi dać spokoju? Ja chcę tylko przeżyć normalnie jeden dzień, ale nie!
- Mama kazała przekazać, że masz iść do szkoły - powiedziała swoim piskliwym głosikiem, aż mi się żygać zachciało.
- Przekaż jej, że moja szkoła jest zamknięta - powiedziałam pierwsze co mi przyszło do głowy.
- Okej, ale czemu? - serio jesteś aż tak głupia i w to uwierzyłaś? No nic...
- Nie twój interes szmato, a teraz wypierdalaj, bo mi w czymś przeszkodziłaś - wskazałam dłonią drzwi, po czym wstałam i podeszłam do biurka. Chwyciłam w dłonie telefon i zobaczyłam, że mam 3 wiadomości od Madi. Otworzyłam jedną z nich, którą dostałam wczoraj wieczorem.
No więc to jest 4 rozdział. Przepraszam, że jest krótki i wgl ale nie dam rady więcej napisać. A dodaję teraz ponieważ w tygodniu będę zajęta i nie dam rady...
Proszę komentujcie... Piszcie co wam się podoba a co nie... Co powinnam poprawić, a ja to zrobię...
Obiecuję, że kolejny będzie dłuższy i o wiele lepszy. Rozdział 5 pojawi się w okolicach 15 marca...
Do następnego :**
Z racji, że nadal stałam w progu, a drzwi otwarte, chłopak mnie zauważył. Na twarzy pojawił mu się łobuzerski uśmiech. Co kurwa? Przeskoczyłam z nogi na nogę i niestety nie złapałam równowagi przez co runęłam na podłogę zwracając tym samym uwagę Louisa. Spojrzał na mnie i się roześmiał. Rzucił stanik na łóżko i podszedł do mnie.
- Podglądałaś? - spytał wyraźnie rozbawiony. Co go tak bawi? Ach...
- Nie - powiedziałam i sama się zaśmiałam.
- Oj kłamczuszko! Będzie kara - krzyknął i usiadł na mnie, następnie zaczął mnie gilgotać. Kurde... Ja mam łaskotki! Ratunku. Zaczęłam się śmiać jak opętana.
- Oj... Prze-przepraszam. Wię-więcej nie będ-będę - zaczęłam się jąkać przez śmiech.
- Na pewno? - przestał na chwilę i uniósł wysoko brwi. Słodka minka, jak i jej właściciel.
- Tak - powiedziałam i się uśmiechnęłam. Louis zniżył się i był tylko 10 cm od mojej twarzy, kiedy nagle usłyszałam chrząknięcie ze strony drzwi. Fuknęłam, ponieważ ktoś przerwał mi tak uroczy moment. Louis zmieszany zszedł ze mnie i usiadł obok na podłodze. Sama podniosłam się tak, że już nie leżałam, a podpierałam się dłońmi z tyłu. W progu mojego pokoju stałam moja mamusia i jej mężulek. Spojrzałam na nich złowrogo. Jeszcze mają czelność mi przerywać?! No kurwa! Mam ich po dziurki w nosie. Ale... nigdzie nie widziałam Logana... Może sobie poszedł? Oby tak...
- Co tu się dzieje? - spytała moja mama.
- A co ma się dziać? Nie mogę już sobie poleżeć na podłodze? - spytałam i starał się opanować moją złość. Spojrzałam na Louisa, który się trochę zaczerwienił. Ale to było słodkie!
- Możesz, ale czemu on leżał na tobie? - odpowiedziała i weszła do mojego pokoju razem z tym kutasem.
- Bo może lubi? Nie twój interes kurwa! Nie wtrącaj się w to co robię, bo to powinno być dla ciebie mało ważne. Lepiej idź sprawdź czy Larrisa się z kimś nie rucha... - powiedziałam i wstałam z podłogi. Kątem oka spojrzałam na chłopaka, który nadal siedział i patrzył cały czas na moje ruchy. Jakby bał się, że zaraz się rzucę na tą dwójkę. Chociaż...to nie taki zły pomysł...
- Jak ty się odzywasz? - krzyknął mój ojczym, ten frajer.
- Jak chcę, wyjdźcie z mojego pokoju, teraz - wysyczałam w ich stronę i podeszłam do drzwi. Wskazałam ręką na korytarz.
- Słuchaj dziecko - zaczął mężczyzna - albo zwracasz się do nas z szacunkiem albo...
- Albo co? Znowu mnie uderzysz? A może znowu zrobisz coś jemu? - zapytałam i pokazałam dłonią na Louisa - Spróbuj wyciągnąć te swoje brudne łapska do mnie lub do niego, a obiecuję ci, że będziesz cierpieć ty, nie ja - powiedziałam. Ja już mam plan... Jeśli teraz mnie dotknie lub kiedykolwiek to... Będzie źle...
- Weź przestań zachowywać się jak smarkula i przyjmij, że nikt cię nie kocha i tyle - powiedział i zacisnął pięści. No dzięki. Ja wiem, że mnie nikt nie kocha, bo dzisiaj mi to pokazaliście.
- Jak to jej nikt nie kocha? Może i w rodzinie nie ma wsparcia ani miłości, ale ma przyjaciół, którzy ją kochają i zrobią dla niej wszystko i ma mnie - chciałam się odezwać, ale przemówił za mnie Louis, który stanął na przeciwko mojego ojczyma. Ale chwila...co on właśnie powiedział? Boże on jest taki kochany...
- Zamknij się gówniarzu, wy nie wiecie co to miłość - powiedział mężczyzna - ma przyjaciół? Ha ha te coś tutaj ma przyjaciół? Ale zabawne
- Kurwa! Słuchaj jebany kutasie! Ja w przeciwieństwie do ciebie i twojej córki jestem normalna! - krzyknęłam, bo znów zaczynam się wkurwiać.
- Stella, spokojnie, uspokój się - podszedł do mnie Louis i przytulił. Jego głos mnie trochę ukoił.
- Ty mała szmato! - krzyknął i podszedł do mnie. Wiecie co jest najgorsze? Że moja matka stoi za nim i tylko się patrzy z uśmiechem. Co ja jej kurwa zrobiłam, że tak mnie teraz traktuje? Przecież to moja mama...
Gdzie się podziała ta, która się mną opiekowała i byłam dla niej najważniejsza? Nie wiem...ale wiem jedno. Muszę odnaleźć mojego biologicznego tatę. Bo ten tutaj nim na pewno nie jest.
- Szmatą to możesz nazywać swoją córkę jak chcesz, żeby ci coś posprzątała,a nie mnie! A teraz albo wyjdziecie z pokoju albo... - zaczęłam, ale mi przerwał.
- Albo co? Wezwiesz policję? - krzyknął.
- Tak kurwa! Wezwę policję, bo mam cię już dość!
- Zabiję cię, słyszysz? Zabiję - wysyczał w moją stronę i wyszedł, a za nim moja matka. Chwila...Co się właśnie tutaj stało? Nie ogarniam. Cały czas stałam w objęciach Louisa. Dziwne, że tak łatwo mnie uspokaja.
Ale ja bym chciała się wyprowadzić z tego domu...Niestety nie mogę... Nie dam rady się sama utrzymać...
- Stella jak się czujesz? - spytał szeptem Lou.
- Mogłoby być lepiej - odpowiedziałam i się w niego wtuliłam. Potrzebuję wsparcia, a on i Deli mi je dają.
- Chodź usiądziemy i pogadamy - powiedział i poprowadził mnie na łózko. Usiadłam po turecku i czekałam na to co zrobi chłopak. Szatyn zrobił to samo co ja tylko oparł się o ścianę. Możemy pogadać.
- O czym chciałbyś rozmawiać? - spytałam i poczułam się strasznie zmęczona. Dzisiejszy dzień był strasznie męczący. Na dworze już było ciemno. Spojrzałam na budzik stojący na szafce. Już 20:15.
- O wszystkim, tak po prostu szczerze - powiedział i wzruszył ramionami.
- Aha, to może pytamy się nawzajem i odpowiadamy, ale szczerze?
- Dobry pomysł, zaczynaj.
- No to...yyy...masz dziewczynę? - spytałam pierwsze co przyszło mi na myśl. Nigdy nie widziałam go z żadną, ale to nie znaczy, że jej nie ma, bo przecież może się z nią spotykać po szkole czy coś.
- Nie mam, ale jest pewna dziewczyna, która już od dawna zajmuje moje myśli - powiedział a mnie coś ukłuło. Czemu? Może dlatego, że zaczynam coś do niego czuć.
- Aha - tylko tyle odpowiedziałam.
- A ty masz chłopaka? - zapytał.
- Zerwał ze mną ostatnio, nie słyszałeś?
- Aaa już wiem, to ten David?
- Tak to on...
- Aha a mam pytanie, jest ktoś teraz kto ci się podoba, albo coś? - spytał z błyskiem w oku.
- Tak, jest pewien chłopak, ale on jest już zakochany - powiedziałam i miałam ochotę się znów rozpłakać.
- Oj współczuję - powiedział i mnie przytulił. Człowieku po co to robisz? Przez to tylko mam głupie myśli...
- Oj tam. Dobra nie było tematu... Co więcej powiesz o sobie? - powiedziałam, ponieważ nie bardzo mam ochotę się dołować jeszcze bardziej.
- Powiedz mi jak nazywa się chłopak, do którego coś czujesz - powiedział, a mnie zamurowało. Co mam mu powiedzieć? 'Wiesz mówiłam o tobie, ale ty jesteś zakochany'? Przecież to żałosne...
- Emm...ty pierwszy powiedz jaka dziewczyna podoba się tobie - powiedziałam pierwsze co mi przyszło na myśl. Jak coś powie, to ja też coś powiem i git.
- Ale będziesz się śmiać - powiedział
- Nie będę, przysięgam
- Znasz ją i to bardzo dobrze - powiedział, a ja już wiedziałam, że podoba mu się... Madi!
- Nie wierzę! - zakryłam dłonią usta, aby nie wydać pisku - podoba ci się Madi! - krzyknęłam.
- Tak, nie, co? Czekaj... - pogubił się sam. - Madi?
- No tak, Madi
- Nie podoba mi się ona! O tobie mówiłem głuptasie! - powiedział i się zaśmiał, a mnie? Mnie zamurowało. Jak to mu się podobam?
- Ale, że ja? - spytałam głupio, bo nie mogłam w to uwierzyć.
- Tak, ty - odpowiedział i się zarumienił. Jejku nie wierzę w to! To przecież nie możliwe! Ale jednak...
- Ty robisz sobie żarty - powiedziałam i zaczęłam się nerwowo bawić palcami.
- Ja? Chyba nie... Stella zrozum... Ja na prawdę jestem w tobie zakochany...
- Od kiedy? - spytałam nawet na niego nie patrząc.
- Od kiedy cię tylko zobaczyłem, na początku wydawało mi się to śmieszne i nic z tym nie robiłem, ale jakiś rok temu zdałem sobie sprawę, że na prawdę się w tobie zakochałem i też nic z tym nie zrobiłem..I wiem też, że to nie jest tylko zauroczenie. Dopiero teraz nadarzyła się okazja i ci to powiedziałem, ale rozumiem, że ty do mnie nic nie czujesz więc zapomnijmy o tym wszystkim co powiedziałem i zostańmy przyjaciółmi - powiedział i z jego oka wypłynęła jedna, samotna łza. Boże...On płacze przeze mnie. Na czworakach do niego podeszłam i mocno przytuliłam. Przez chwilę nikt nic nie mówił, a ja zastanawiałam się co mam powiedzieć. Przecież...Chwila. Od kiedy on mi się podoba? Już od jakiegoś czasu gdy go widzę mam palpitację serca i mnóstwo motylków w brzuchu. Ale czy ja go kocham? Tak...To chyba dobre określenie..
- Lou, spójrz na mnie - powiedziałam gdy odsunęłam się od niego na długość ramion. Podniósł głowę i spojrzał w moje oczy. Jakie on ma piękne oczy... - A teraz posłuchaj co ci powiem - powiedziałam i nagle coś nam przerwało...a raczej ktoś. A tym kimś okazała się...moja matka. Weszła do pokoju i się po nim rozejrzała.
- Wydaje mi się, że kolega powinien już pójść - powiedziała i ustała na środku pokoju z założonymi rękoma.
- Wydaje mi się, że powinnaś stąd wyjść - powiedziałam nawet na nią nie patrząc. Cały czas mój wzroku utkwiony był w chłopaku przede mną.
- Jak ty się zwracasz do matki? Co ja ci zrobiłam? - powiedziała, ale nie krzyczała. Jeszcze nie...
- Zwracam się jak mi się podoba. A mam wymienić długą listę rzeczy które mi zrobiłaś?
- Podaj przykład - powiedziała i spojrzała z wyższością. Co ten facet z tobą zrobił?
- Okej, no to tak. Wyszłaś za tego frajera - powiedziałam i chciałam kończyć, ale ona machnęła tylko ręką.
- Weź Stella, zachowuj się doroślej. Ten mężczyzna to najlepsze co mnie w życiu spotkało. - powiedziała, a ja aż się zachłysnęłam powietrzem. Ten facet co? - I muszę ci powiedzieć, że będziesz miała młodsze rodzeństwo - dokończyła i złapała się z płaski brzuch. Chwila...Stop...Czy ona właśnie mi powiedziała, że jest w ciąży?
- Ty chyba naprawdę straciłaś rozum! A ty wiesz co? Nie chciałam ci mówić, ale zostaniesz babcią - powiedziałam, oczywiście skłamałam, bo nie jestem w ciąży i tak jak ona złapałam się za brzuch. Spojrzałam kątem oka na Louisa, który na twarzy miał wymalowany smutek.
- Co? Ale jak to? Z kim ty? - zaczęła mi zadawać pytania. Ha! Mam cię... Ale nie powiem jej, że to żart.
- Tak to, a z kim to nie wiem. To już 4 tydzień - powiedziałam i próbowałam się nie roześmiać - I wiesz... Mogliście zrobić coś dziecku - dokończyłam.
- Nie wiesz z kim masz dziecko?! Nie tak cię wychowałam! - krzyknęła i wyciągnęła rękę, aby mnie uderzyć, ale Louis ją złapał.
- Proszę się uspokoić i wyjść stąd - powiedział do mojej matki.
- Ty smarkaczu! To pewnie ty jej dzieciaka zrobiłeś! Zobaczysz! Będziesz płacił wysokie alimenty - powiedziała i wyszła z pokoju. Jak zwykle ona tylko o pieniądzach...
- Stella... Czemu mi nie powiedziałaś? - spytał Louis, gdy tylko zostaliśmy sami w pokoju.
- Lou... Ty na prawdę nie rozumiesz? Ja nie jestem w ciąży... Powiedziałam to tylko aby ją zdenerwować...
- Serio?
- Tak, a i chyba muszę coś dokończyć - powiedziałam i się do niego przysunęłam. - Nie jestem w ciąży, a chłopak, który zawładnął moim sercem ma na imię Louis, nie wiem czy znasz? - dokończyłam...
- Ten Louis? Ten typ z pierwszej klasy? - powiedział i posmutniał. On jest serio taki łupi czy tylko udaje?
- Nie ten, a tam w ogóle jest jakiś Louis? - spytałam, a szatyn pokiwał głową. - A przypomnij mi jak masz na imię, bo chyba zapomniałam...
- Ja...Serio? - zaczął i nagle jakby go olśniło - Serio o mnie mówisz?
- Tak Lou, serio - powiedziałam i przysunęłam się do niego jeszcze bardziej. Złapałam dłońmi jego policzki i spojrzałam w jego oczy. Widziałam w nich miłość i pożądanie. Swój wzrok skierowałam na jego kuszące, malinowe usta. Chłopak zrobił to samo i w tym samym momencie zbliżyliśmy się tak, że stykaliśmy się nosami. Zaśmiałam się widząc minę chłopaka. - Zostaniesz ze mną? - zapytałam.
- Oczywiście - powiedział i naparł swoimi wargami na moje. Boże! Jak on cudownie całuje! Jaram się!!
Z niechęcią oderwałam się od szatyna i mocno do niego przytuliłam. - A pójdziesz jutro do szkoły? - tym razem to on zadał mi pytanie.
- Jeśli będę się dobrze czuła to tak a ty?- Jeśli ty pójdziesz to ja z tobą jeśli zostaniesz to ja też z tobą - powiedział i położył się na moim łóżku.
Położyłam się obok niego i mocno wtuliłam.
- Dobranoc skarbie - powiedział i pocałował mnie w czoło. Jejku.
- Dobranoc - odpowiedziałam i zamknęłam oczy.
***następny dzień, 7:10***
Obudziłam się, ale nie było obok mnie Louisa. Czyżby to był tylko piękny sen? Jeśli tak to bardzo realistyczny. Spojrzałam na zegarek. O już 7:10. Ale nie pójdę dzisiaj do szkoły, bo strasznie boli mnie głowa. Usiadłam na łóżku i się przeciągnęłam. Nagle z łazienki wyszedł...Louis. Czyli to nie był sen...
- Ooo już wstałaś śpiochu - powiedział i podszedł do mnie. Patrzyłam na niego wielkimi oczami. Zaśmiał się widząc moją minę i pocałował mnie w nos. Rzuciłam w niego poduszką, a on oddał mi tym samym. Położył się na łóżku, a ja wstałam. Uderzył mnie poduszką w nogi, a ja go w brzuch. Zaczęliśmy się śmiać. Pióra z poduszki były wszędzie. Po kolejnym jego uderzeniu upadłam na niego i zaczęłam się śmiać. Całkiem zapomniałam o wczorajszym dniu i o tym co się stało. Przy nim czuję się wspaniale.Złapał mnie za biodra i posadził obok. Sam usiadł i się na mnie popatrzył.
- Stella, bo ja mam do ciebie pytanie...- Jakie? - powiedziałam i cały czas się uśmiechałam. Zauważyłam, że chłopak jest strasznie poważny, więc też przestałam się uśmiechać.
- No bo...czychciałabyśzostaćmojądziewczyną? - powiedział szybko i nieskładnie przez co nic nie zrozumiałam.
- Co? Powiedz normalnie bo nie rozumiem...
- Czy...chciałabyś zostać moją dziewczyną?
- Ja...oczywiście, że tak - powiedziałam i się uśmiechnęłam. Oczywiście, że tego chcę...
Już miałam go pocałować kiedy do mojego pokoju weszła Larrisa. Kurwa! Czy oni nie mogą mi dać spokoju? Ja chcę tylko przeżyć normalnie jeden dzień, ale nie!
- Mama kazała przekazać, że masz iść do szkoły - powiedziała swoim piskliwym głosikiem, aż mi się żygać zachciało.
- Przekaż jej, że moja szkoła jest zamknięta - powiedziałam pierwsze co mi przyszło do głowy.
- Okej, ale czemu? - serio jesteś aż tak głupia i w to uwierzyłaś? No nic...
- Nie twój interes szmato, a teraz wypierdalaj, bo mi w czymś przeszkodziłaś - wskazałam dłonią drzwi, po czym wstałam i podeszłam do biurka. Chwyciłam w dłonie telefon i zobaczyłam, że mam 3 wiadomości od Madi. Otworzyłam jedną z nich, którą dostałam wczoraj wieczorem.
''Śpisz już? Louis jest z tobą?''
Uśmiechnęłam się widząc kolejną..
''Rozmawiałaś z Louisem? Powiedział ci co do ciebie czuje?
Jesteście razem? Stella! Odpisz w końcu''
Czyli ona wiedziała o tym! Spojrzałam na miejsce w którym stała moja 'siostra', ale teraz jej tam nie było. Poszła sobie? Bardzo dobrze... Mój wzrok przeszedł na Louisa, który...
No więc to jest 4 rozdział. Przepraszam, że jest krótki i wgl ale nie dam rady więcej napisać. A dodaję teraz ponieważ w tygodniu będę zajęta i nie dam rady...
Proszę komentujcie... Piszcie co wam się podoba a co nie... Co powinnam poprawić, a ja to zrobię...
Obiecuję, że kolejny będzie dłuższy i o wiele lepszy. Rozdział 5 pojawi się w okolicach 15 marca...
Przypominam o asku bohaterów na który serdecznie zapraszam... ---> ask.fm/LouiHazz
Jak myślicie co robił Louis?? <3Do następnego :**
czwartek, 6 marca 2014
Rozdział 3 ,,Louis leży na podłodze...''
Weszłam i zamarłam. Na krześle siedział...a raczej siedzieli...Louis i Harry, a obok stała Madi. Moja mama robiła coś przy kuchence. Ale...co oni tu robią? Przecież ja miałam iść na imprezę, a oni mieli nic nie wiedzieć. Dlaczego tu przyszli? Gdzie jest Zayn? Przecież oni nigdy do mnie nie przychodzą. No Madi przychodzi, ale z nią się przyjaźnię. A z tymi tutaj? Jedynie kumpluję. Chociaż, pamiętacie jak wspominałam podczas 'spotkania' z Niallem, że jest pewien chłopak, który mi się podoba? Wiecie o kim mówiłam? O Louisie. Tak podoba mi się i w ogóle, ale nie jestem w nim zakochana, co to, to nie... A po za tym nikt o tym nie wie, i lepiej, żeby tak zostało. Może i chodziłam z Davidem, ale tak dokładnie to sama nie wiem czemu, w końcu go nawet nie kochałam.Wiem, to było tylko zauroczenie. Teraz się nawet cieszę, że ze mną zerwał.
Popatrzyłam się na wszystkich, a wszyscy na mnie. Dziwne...
- Co wy tu robicie? - spytałam i wskazałam ręką, aby skierowali się za mną do mojego pokoju. Madi i chłopaki poszli za mną po schodach wprost do mojego królestwa. W ręku niosłam reklamówkę z zakupionymi ciuchami, a na ramieniu torbę z książkami. Szłam powoli po schodach kiedy nagle przede mną zobaczyłam niebieskie szpilki. No kurwa! Czy ta szmata zawsze musi się wtrącać wszędzie? No mam jej już dość. Niech ona spierdala, jak najdalej ode mnie. Zatrzymałam się przy samej górze a moi przyjaciele (bo chyba mogę ich tak nazywać) ustali zaraz za mną. Podniosłam głowę i zacisnęłam pięści.
- Czego kurwa? - warknęłam do niej, a ta nagle podskoczyła ze strachu. Och serio? Musisz udawać przed moimi znajomymi biedną myszkę? Serio?
- Gdzie dzisiaj idziemy? Chyba mama do ciebie dzwoniła i przekazała, że masz mnie gdzieś zabrać. - powiedziała przesłodzonym głosem. Ale ja jej nie cierpię!
- W dupę. Nigdzie się z tobą nie pokażę szmato, nie kumasz tego? Mam w dupie co mi mama kazała, mam już 19 lat i mogę robić co chcę i nie muszę się jej słuchać. A ty nie masz pięciu latek, że nie możesz nigdzie sama iść i mnie nie wkurwiaj, bo to się dla ciebie dobrze nie skończy - powiedziałam i chciałam ją ominąć i iść do siebie, ale nie! Ta szmata podstawiła mi swoją nogę przez co wylądowałam na ziemi. Już drugi raz tego dnia! Mam dość..
- Jesteś pewna, że nigdzie nie pójdziemy? - spytała i ustała nade mną. Z racji, że aktualnie teraz siedzę dupą na ziemi to może patrzeć na mnie z góry, ale nie... Ona myśli, że jak podstawi mi nogę to będę się jej bać? Jej nie doczekanie... Zauważyłam, że na dole stoi mama z założonymi rękami i patrzy na mnie.
- Słuchaj - powiedziałam po czym wstałam i stanęłam na przeciwko niej - mam gdzieś ciebie i twojego pierdolonego tatusia, nienawidzę was i mam was w dupie. Jeśli myślisz, że jak podstawiłaś mi nogę i się przewróciłam to się ciebie boję to się mylisz... Przeżyłam dzisiaj to samo i mam dość. Jak mnie jeszcze trochę po wkurwiasz to ci tak wyjebię, że nie będziesz się tak szczerzyła jak głupia. Nigdzie z tobą nie pójdę, rozumiesz? I nie ślin się tak na widok moich znajomych tylko znajdź sobie kogoś takiego jak ty, bo oni są normalni w przeciwieństwie do ciebie. A teraz zejdź mi z oczu, bo zaraz nie będzie tak wesoło. - powiedziałam w jej stronę spokojnym tonem. Na razie jestem spokojna, na razie. Oczywiście do czasu...
Zauważyłam, że szczerzy się jeszcze bardziej, ale nie do mnie, a za mnie. Ktoś za mną stoi? Ale kto?
Odwróciłam się do tyłu i zauważyłam mojego ''tatusia''. No fajnie, pewnie słyszał co mówiłam. I dobrze, nie zależy mi na nim, ani na jego opinii o mnie.
- Co ty sobie wyobrażasz? - krzyknął w moją stronę. Och, mam się z nim teraz kłócić? Teraz kiedy mam akurat znajomych w domu? Serio?
- A co ty sobie wyobrażasz? Że co? Wprowadziłeś się do tego domu z tą pizdą - krzyknęłam i pokazałam na Larrisę - i myślisz, że możecie wszystko? Może i moja matka jest na tyle głupia, żeby kochać takiego frajera jak ty, ale nie ja... Nigdy nie będę miała do ciebie ani do twojej córki szacunku. Jesteście najgorszymi ludźmi jakich kiedykolwiek mogłam poznać! - krzyknęłam w jego stronę i ruszyłam dalej korytarzem, aby dojść do mojego pokoju. - Louis, Madi, Harry chodźcie do mnie - powiedziałam w stronę przyjaciół.
Już miałam łapać za klamkę moich drzwi gdy poczułam szarpnięcie za rękę.
- Co znowu kurwa? - krzyknęłam jeszcze głośniej. Ten ktoś mnie odwrócił i nagle poczułam pieczenie na policzku. Oczy zaszły mi łzami, gdy zauważyłam, że spoliczkowała mnie własna matka. Nie pozwolę im wypłynąć, nie będę słaba.
- Jak ty tak możesz? To on na ciebie zarabia żebyś miała co jeść i żebyś miała się w co ubrać. To on daje nam dach nad głową i tobie daje siostrę, której nigdy nie miałaś - powiedziała do mnie. Widziałam jak moi przyjaciele mają szeroko otwarte oczy i rozdziawione buzie. Wiem to nie codzienny widok, zwłaszcza, że nigdy nie byli u mnie w domu i nie widzieli mojej rodziny, no oprócz Deli.
- Tak? Sama mogę na siebie zarabiać. Mam przyjaciół, którzy mi pomogą! On daje nam dach nad głową? Ha ha przecież to twój dom! Siostrę? Mam siostrę i zarazem przyjaciółkę, która stoi obok mnie - powiedziałam i wskazałam ręką na Madi. - ona jest dla mnie jak siostra, chociaż nic nas nie łączy. A ta tu? To zwykła dziwka, której nienawidzę i podziękuję za taką siostrę. I wiesz? Myślałam, że obstaniesz za córką, a nie za tym kutasem- ostatnie zdanie wykrzyczałam.
- Ej Stella może my pójdziemy i wpadniemy kiedy indziej? - powiedział Louis i już chciał odchodzić kiedy go zatrzymałam. Nigdzie nie idziecie.
- Tak lepiej będzie jak już pójdziecie - powiedziała moja mama, a ja się jeszcze bardziej zdenerwowałam.
- Nie, zaraz to się skończy i nie musicie nigdzie iść. - powiedziałam w stronę Madi i chłopaków - A ty się nie wtrącaj w moje życie, przyszli do mnie, nie do ciebie. - to wypowiedziałam w stronę matki.
Spojrzałam na Larrisę, która stała za swoim ojcem i się szczerzyła. Bawi ją to! Śmieszy ją to, że moja matka ma mnie w dupie i obstaje za tym frajerem. Moja złość była na najwyższym stopniu. Nagle przede mną zamiast matki pojawił się pan Verne, tak mój ojczym. Nigdy nie nazwę go tatą, bo na to nie zasługuje. Jest zwykłym frajerem którego nigdy nie obdarzę szacunkiem. Spojrzał na mnie wzrokiem pełnym pogardy. O co mu do chuja chodzi?
- Jak ty się zwracasz do matki? Przeproś ją i mnie i moją córkę, natychmiast - rozkazał mi. Chyba nie myśli, że będę się go słuchać? Co to, to nie. To się nigdy nie wydarzy. Nie zamierzam nikogo przepraszać, a na pewno nie ich. Ja nic nie zrobiłam!
- Pojebało cię? Jakim prawem mi rozkazujesz? Kim ty w ogóle jesteś żeby mi rozkazywać?! Lecz się!! - krzyknęłam w jego stronę.
- Jestem twoim ojcem! Masz się słuchać i koniec - krzyknął i teraz to on mnie spoliczkował. Nie no kurwa, tego już za wiele. Kłócą się ze mną o chuj wie co, biją i jeszcze każą przepraszać! No oni są jakąś patologią. Kurwa!
- Jesteś moim ojcem? Chyba w snach... Mój ojciec jest gdzieś indziej na świecie i bardzo mu zazdroszczę, że nie widzi co wyprawia jego była ukochana. I wiesz słuchać to ja mogę muzyki, a nie ciebie. Wkurwiacie mnie wy wszyscy!! Ja was nie uderzyłam ani nic nie zrobiłam więc nie będę was przepraszać. A ty możesz mnie pocałować w dupę! Jesteś najgorszym człowiekiem jaki chodzi po tej ziemi. - powiedziałam w jego stronę i byłam o krok od rozpłakania się. No okej jestem twarda, pyskata i w ogóle, ale też mam uczucia jak każdy człowiek. No prawie każdy, bo trójka ludzi którzy stoją przede mną nie mają za grosz uczuć.
Zamknęłam oczy widząc, że znów ma zamiar mnie uderzyć, ale nic nie poczułam. Natomiast kiedy otworzyłam oczy zauważyłam, że Louis leży na podłodze. Boże...
Szybko się do niego schyliłam i sprawdziłam co mu jest. Oddycha, a to najważniejsze. Zauważyłam, że z jego wargi płynie krew.
- Harry proszę weź go i połóż u mnie na łóżku, zaraz do was przyjdę, Madi pokaż im co i jak - skierowałam słowa w stronę loczka i brunetki. Chłopak szybko podszedł do przyjaciela i wziął go na ręce. Madi otworzyła drzwi do mojego pokoju do którego weszli. Patrzyłam chwilę tam i widziałam zatroskany wzrok mojej przyjaciółki. Nic mi nie będzie, chyba. Albo w najgorszym wypadku zginę. Podeszłam do wysokiego mężczyzny, który stał i cieszył mordę. Jego nie doczekanie...
- Słuchaj, rozumiem, że uderzyłeś mnie i chciałeś zrobić to drugi raz, ale jeśli jemu coś się stało...ma złamany nos lub cokolwiek to wiedz, że nie ujdzie ci to na sucho tak samo jak to, że mnie uderzyłeś. Myślisz, że jesteś dorosły to możesz wszystko? Mylisz się. Nie jesteś moim ojcem i nie masz prawa wymierzać mi żadnych kar, rozumiesz? A swoją córeczkę to sobie w dupę wsadź. Przegiąłeś i nie masz prawa się w ogóle do mnie odzywać. - powiedziałam na jednym wdechu i czekałam co zrobi. Gdy tylko wspomniałam o Louisie uśmiech mu zbladł. Przestraszył się? I bardzo dobrze... Zauważyłam, że nic nie robi i chyba nie ma zamiaru więc skierowałam się w stronę mojego pokoju. Jednak szybko się cofnęłam i wbiegłam do łazienki, z której wzięłam apteczkę. Moja matka i 'ojciec' chyba odpuścili i zeszli na dół. Weszłam do mojego pokoju nie zwracając nawet uwagi na Larrisę. Louis leżał na fioletowej sofie i nadal chyba spał, znaczy zemdlał i dlatego ma zamknięte oczy, a Hazz siedział na fotelu naprzeciwko. Weszłam w głąb pokoju.
Madi krążyła po pokoju i chyba rozmyślała. Gdy zobaczyła, że jestem już z nimi od razu do mnie podbiegła i przytuliła. Wtuliłam się w nią jeszcze bardziej i nie chciałam puszczać. Potrzebuję wsparcia, a tylko w niej mogę je znaleźć. Jest moją jedyną przyjaciółką, rozumie mnie i nie zamieniłabym jej na nikogo innego. Gdy już się od niej odkleiłam podeszłam do Louisa i ukucnęłam.
- Jak go obudzić? - spytałam, ponieważ nie wiem jak obudzić kogoś kto zemdlał. Popatrzyłam na brunetkę, ale ta tylko wzruszyła ramionami. Swój wzroki skierowałam na Harrego, a ten się zamyślił.
- Wiem! Trzeba nim potrząchnąć a jak to nie zadziała to oblać go wodą - powiedział jakby go oświeciło.
- Pojebało cię? Nie można go oblać wodą, bo może być tylko gorzej, lepiej otwórz okno i poczekaj chwilę - powiedziała moja przyjaciółka w stronę bruneta i podeszła do mnie. Złapała Louisa za ramiona i lekko nim potrząsnęła. Patrzyłam tylko w jego zamknięte oczy. Cały czas trzymałam rękę szatyna. Proszę, oby nic mu nie było. Nie wybaczę sobie, bo to przeze mnie teraz leży. Poczułam uścisk na ręku. Spojrzałam w oczy szatyna, które były...otwarte. On żyje! Szybko rzuciłam mu się na szyję i mocno przytuliłam. Chłopak również mnie objął i trzymał w ramionach. Dzięki ci Boże, że on żyje!
- Już spokojnie Elli, nic mi nie jest - powiedział z uśmiechem Louis.
- Dlaczego to zrobiłeś? Przecież poradziłabym sobie sama - odpowiedziałam i puściłam go. Stanęłam na środku pokoju,a chłopak usiadł i podparł się na kolanach.
- Nie poradziłabyś tylko jeszcze bardziej pokłóciła i więcej dostała. Nie mogłem pozwolić, żeby cię bili.
- Ale za to ty oberwałeś! Czuję się winna, bo to przeze mnie. Po co w ogóle przyszliście? - powiedziałam i czułam, że w moich oczach zbierają się łzy.
- Bo chcieliśmy sprawdzić jak się masz i czy nie pójdziesz na tą cholerną dyskotekę! - krzyknęła Madi i stanęła na przeciwko mnie. Widziałam jak chłopcy potakują.
- Ale przez to sami widzicie co się stało! Nie chodzi o to, że dostałam bo to jestem w stanie znieść, ale o to, że Louisowi się coś stało! Gdybyście nie przyszli byłoby okej, ja poszłabym na imprezę i już! - krzyknęłam w ich stronę i upadłam na kolana. Wiem chcieli dobrze, ale to tak jakby przez nich się to stało. Pewnie i tak bym się pokłóciła z nimi, ale no... Chyba przesadziłam...
Teraz nawet nie mam odwagi spojrzeć w górę... Co oni o mnie pomyśleli? Boże jestem okropna... Powinnam zatrzymać swoje humorki dla siebie, a nie wyżywać się na nich.
Ten dzień mogę zaliczyć do jednego z najgorszych w moim życiu. Najpierw sytuacja z Niallem, potem spotkanie z Loganem, a teraz kłótnia z 'rodziną' i moje humorki.
- Poszłabyś na imprezę, upiła i nie wiadomo co zrobiła! Pamiętasz swój ostatnio wypad do klubu? - krzyknęła po czym zadała mi pytanie. Hmm... Kiedy ja ostatnio byłam w klubie i co się tam działo? Aaa... Już wiem, chyba chodzi jej o to co było dwa tygodnie temu jak poszłam sama na imprezę. Pamiętam, że weszłam i było strasznie dużo ludzi i dużo wypiłam. Wracając do domu szłam środkiem ulicy i śpiewałam, a na koniec położyłam się na chodniku i każdemu mówiłam, że jestem mostem. Moje zdjęcie z tego widziało pół szkoły. Potem przyszła po mnie Madi i zabrała mnie do domu. Nie wiem jak się dowiedziała gdzie jestem i co robię, ale mi pomogła. Moje samotne wypady do klubu nigdy nie kończą się fajnie. Ale wracając, skrzywiłam się na wspomnienia o imprezie.
- Pamiętam, nie musisz mi przypominać...Ale to nie zmienia faktu, że mogło być gorzej - powiedziałam.
- Ale nie jest! Nie możemy pozwolić, żeby ci się coś stało! Nie widziałaś co oni robią? Ty nie masz szans! - powiedziała do mnie Madi. Nadal miałam spuszczoną głowę w dół. Czułam jak moje poliki robią się mokre. Ja płaczę... - Spójrz na nas w końcu! - krzyknęła zirytowana.
Podniosłam swoją głowę i spojrzałam przed siebie. Moja przyjaciółka stała nade mną z założonymi na piersi rękoma, a Louis i Harry siedzieli na sofie. Gdy zauważyli moje łzy, mieli bardzo zmieszane miny. No tak nigdy nie widzieli mnie płaczącej... Nawet Madi. Do tej pory zdarzyło mi się płakać tylko parę razy i to wtedy gdy byłam sama. Ostatnio raz płakałam gdy miałam 15 lat. Nawet nie pamiętam czemu.
Nie dziwne, że się zmieszali, bo przecież zawsze jestem twarda i w ogóle, ale no halo... Przecież każdy ma uczucia i we mnie właśnie coś pękło...
- Przepraszam was - wyszeptałam te słowa po czym wstałam i szybko weszłam do mojej łazienki. Zamknęłam drzwi na kluczyk i zjechałam po nich zanosząc się szlochem.
Co się ze mną dzieje? Jeszcze rano kłóciłam się z Niallem, później odbyłam rozmowę z Loganem.
To chyba przez to, że pierwszy raz zostałam uderzona w twarz i to przez matkę. I coś we mnie pękło, przecież nie mogę całe życie dusić uczuć.
Nie wiem ile tak siedziałam, ale około 10 minut. Cały czas słyszałam głosy z drugiej strony drzwi. Wiem, że oni tam są, ale ja nie chcę się im pokazywać. Nie mogę...
Nienawidzę swojej rodziny. Straciłam do nich cały szacunek i wszystko. Mogą się już do mnie nie odzywać.
Nagle głosy ucichły, ale wiem, że oni tam nadal są. Moje łzy nie przestawały płynąć, ale muszę się ogarnąć. Podniosłam się z ziemi i podeszłam do lusterka. Kurwa...ale ja wyglądam. Tusz rozmazany po całych policzkach czerwonych od płaczu. Odkręciłam wodę i zamoczyłam w niej dłonie. Następnie zmyłam cały makijaż z twarzy, którą później wytarłam ręcznikiem.
Odwróciłam się w stronę drzwi i stałam tak tępo się w nie wpatrując. Po jakiś 5 minutach ktoś szarpnął za klamkę. Nie chcę im otwierać, nie chcę żeby mnie oglądali. Do tego doszło pukanie w drzwi.
- Stella!! Otwórz te drzwi teraz! - krzyknął Louis i chyba w nie kopnął. Nie odzywałam się, ani nic nie zrobiłam. Usłyszałam jakieś szepty, ale nie za bardzo wiem co mówili.
- Stella! Otwieraj te cholerne drzwi albo je wyważę! - tym razem krzyknął Harry. No ok niech im będzie.
Podeszłam do drewnianej powłoki, a następnie przekręciłam kluczyk. Odsunęłam się od nich i patrzyłam na to co się dzieje. Lou pierwszy wparował do łazienki i szybko do mnie podszedł. Złapał mnie za ręce i obejrzał je dookoła. Chyba szukał oznak pocięcia się. No fakt! Ale ja nie chcę się ciąć. Kiedyś to robiłam i obiecałam sobie i Deli, że więcej tego nie zrobię. Gdy nie znalazł nic takiego mocno mnie przytulił. Do łazienki weszła również brunetka i loczek. Oboje ustali za szatynem, który mnie obejmował. Wtuliłam się w niego i cicho załkałam.
- Cii... Nie płacz... Nie masz za co przepraszać... No już spokojnie - uspokajał mnie Louis. Zauważyłam, że moja przyjaciółka i Harry się uśmiechają. Ciekawe czemu? Przecież tylko się przytulamy. A po za tym przecież Hazzie się podobam więc o co im chodzi? Dobra nie wnikam...
Louis podniósł mnie lekko jakbym nic nie ważyła. Ja oplotłam go nogami w pasie, a twarz schowałam w zagłębieniu jego szyi. Wyszedł ze mną z łazienki i posadził mnie na łóżku. Sam zajął miejsce obok mnie.
- Ej Stella może my pójdziemy już a Louis z tobą zostanie? - spytała Madi i kucnęła przede mną patrząc w moje oczy. Czy oni coś kombinują?
- Jak chcecie - odpowiedziałam cicho.
- No to my spadamy, a ty już się nie rozklejaj więcej, jesteś twarda, pamiętaj. Louis się tobą zajmie. Jutro się widzimy w szkole, a jeśli nie będziesz w stanie to zostań w domu - powiedziała z uśmiechem Delii mocno mnie przytuliła.
- Dobrze, chodźcie odprowadzę was - powiedziałam i wstałam - Louis zostań tu, zaraz wracam.
Wyszłam z Harrym i Madi z pokoju, a następnie zeszliśmy na dół. Podeszłam z nimi do drzwi i poczekałam aż założą buty. Gdy już to uczynili najpierw podszedł do mnie Harry, który mnie przytulił i wyszeptał do ucha abym się trzymała i nie szalała za bardzo z Louisem. Okej. Nie będę wnikać. Lekko się uśmiechnęłam i przytuliłam do mojej przyjaciółki. Na pożegnanie dała mi buziaka w policzek i wyszli razem z mojego domu.
Odwróciłam się i w progu wejścia do salonu stała moja matka. Czego ona jeszcze chce?
- Gdzie jest jeszcze ten jeden? - spytała.
- Ten jeszcze jeden ma imię i niech cię to nie obchodzi. - powiedziałam głosem pełnym jadu. Mimo, że jest moją matka po tym co się dziś stało mam jej dość.
- Dlaczego taka jesteś?
- Jaka? Oschła? niemiła? Będę taka już zawsze, bo sobie na to zasłużyliście - powiedziałam i poszłam na górę do swojego pokoju gdzie czekał na mnie Louis. Weszłam i zastałam tam Louisa przy mojej szafce trzymającego moją....
Przepraszam, że taki beznadziejny... Mam nadzieję, że może w jakimś najmniejszym stopni wam się spodoba. Proszę komentujcie bo to dodaje chęci do pisania i wtedy rozdział może pojawić się o wiele szybciej. Piszcie co wam się podoba, a co powinnam poprawić.
Byłby wcześniej, ale w szkole miałam trochę jazdy i teraz wczoraj i dzisiaj drobne sprzeczki, ale mam nadzieję, że nie gniewacie się... Pozdrawiam <3
Popatrzyłam się na wszystkich, a wszyscy na mnie. Dziwne...
- Co wy tu robicie? - spytałam i wskazałam ręką, aby skierowali się za mną do mojego pokoju. Madi i chłopaki poszli za mną po schodach wprost do mojego królestwa. W ręku niosłam reklamówkę z zakupionymi ciuchami, a na ramieniu torbę z książkami. Szłam powoli po schodach kiedy nagle przede mną zobaczyłam niebieskie szpilki. No kurwa! Czy ta szmata zawsze musi się wtrącać wszędzie? No mam jej już dość. Niech ona spierdala, jak najdalej ode mnie. Zatrzymałam się przy samej górze a moi przyjaciele (bo chyba mogę ich tak nazywać) ustali zaraz za mną. Podniosłam głowę i zacisnęłam pięści.
- Czego kurwa? - warknęłam do niej, a ta nagle podskoczyła ze strachu. Och serio? Musisz udawać przed moimi znajomymi biedną myszkę? Serio?
- Gdzie dzisiaj idziemy? Chyba mama do ciebie dzwoniła i przekazała, że masz mnie gdzieś zabrać. - powiedziała przesłodzonym głosem. Ale ja jej nie cierpię!
- W dupę. Nigdzie się z tobą nie pokażę szmato, nie kumasz tego? Mam w dupie co mi mama kazała, mam już 19 lat i mogę robić co chcę i nie muszę się jej słuchać. A ty nie masz pięciu latek, że nie możesz nigdzie sama iść i mnie nie wkurwiaj, bo to się dla ciebie dobrze nie skończy - powiedziałam i chciałam ją ominąć i iść do siebie, ale nie! Ta szmata podstawiła mi swoją nogę przez co wylądowałam na ziemi. Już drugi raz tego dnia! Mam dość..
- Jesteś pewna, że nigdzie nie pójdziemy? - spytała i ustała nade mną. Z racji, że aktualnie teraz siedzę dupą na ziemi to może patrzeć na mnie z góry, ale nie... Ona myśli, że jak podstawi mi nogę to będę się jej bać? Jej nie doczekanie... Zauważyłam, że na dole stoi mama z założonymi rękami i patrzy na mnie.
- Słuchaj - powiedziałam po czym wstałam i stanęłam na przeciwko niej - mam gdzieś ciebie i twojego pierdolonego tatusia, nienawidzę was i mam was w dupie. Jeśli myślisz, że jak podstawiłaś mi nogę i się przewróciłam to się ciebie boję to się mylisz... Przeżyłam dzisiaj to samo i mam dość. Jak mnie jeszcze trochę po wkurwiasz to ci tak wyjebię, że nie będziesz się tak szczerzyła jak głupia. Nigdzie z tobą nie pójdę, rozumiesz? I nie ślin się tak na widok moich znajomych tylko znajdź sobie kogoś takiego jak ty, bo oni są normalni w przeciwieństwie do ciebie. A teraz zejdź mi z oczu, bo zaraz nie będzie tak wesoło. - powiedziałam w jej stronę spokojnym tonem. Na razie jestem spokojna, na razie. Oczywiście do czasu...
Zauważyłam, że szczerzy się jeszcze bardziej, ale nie do mnie, a za mnie. Ktoś za mną stoi? Ale kto?
Odwróciłam się do tyłu i zauważyłam mojego ''tatusia''. No fajnie, pewnie słyszał co mówiłam. I dobrze, nie zależy mi na nim, ani na jego opinii o mnie.
- Co ty sobie wyobrażasz? - krzyknął w moją stronę. Och, mam się z nim teraz kłócić? Teraz kiedy mam akurat znajomych w domu? Serio?
- A co ty sobie wyobrażasz? Że co? Wprowadziłeś się do tego domu z tą pizdą - krzyknęłam i pokazałam na Larrisę - i myślisz, że możecie wszystko? Może i moja matka jest na tyle głupia, żeby kochać takiego frajera jak ty, ale nie ja... Nigdy nie będę miała do ciebie ani do twojej córki szacunku. Jesteście najgorszymi ludźmi jakich kiedykolwiek mogłam poznać! - krzyknęłam w jego stronę i ruszyłam dalej korytarzem, aby dojść do mojego pokoju. - Louis, Madi, Harry chodźcie do mnie - powiedziałam w stronę przyjaciół.
Już miałam łapać za klamkę moich drzwi gdy poczułam szarpnięcie za rękę.
- Co znowu kurwa? - krzyknęłam jeszcze głośniej. Ten ktoś mnie odwrócił i nagle poczułam pieczenie na policzku. Oczy zaszły mi łzami, gdy zauważyłam, że spoliczkowała mnie własna matka. Nie pozwolę im wypłynąć, nie będę słaba.
- Jak ty tak możesz? To on na ciebie zarabia żebyś miała co jeść i żebyś miała się w co ubrać. To on daje nam dach nad głową i tobie daje siostrę, której nigdy nie miałaś - powiedziała do mnie. Widziałam jak moi przyjaciele mają szeroko otwarte oczy i rozdziawione buzie. Wiem to nie codzienny widok, zwłaszcza, że nigdy nie byli u mnie w domu i nie widzieli mojej rodziny, no oprócz Deli.
- Tak? Sama mogę na siebie zarabiać. Mam przyjaciół, którzy mi pomogą! On daje nam dach nad głową? Ha ha przecież to twój dom! Siostrę? Mam siostrę i zarazem przyjaciółkę, która stoi obok mnie - powiedziałam i wskazałam ręką na Madi. - ona jest dla mnie jak siostra, chociaż nic nas nie łączy. A ta tu? To zwykła dziwka, której nienawidzę i podziękuję za taką siostrę. I wiesz? Myślałam, że obstaniesz za córką, a nie za tym kutasem- ostatnie zdanie wykrzyczałam.
- Ej Stella może my pójdziemy i wpadniemy kiedy indziej? - powiedział Louis i już chciał odchodzić kiedy go zatrzymałam. Nigdzie nie idziecie.
- Tak lepiej będzie jak już pójdziecie - powiedziała moja mama, a ja się jeszcze bardziej zdenerwowałam.
- Nie, zaraz to się skończy i nie musicie nigdzie iść. - powiedziałam w stronę Madi i chłopaków - A ty się nie wtrącaj w moje życie, przyszli do mnie, nie do ciebie. - to wypowiedziałam w stronę matki.
Spojrzałam na Larrisę, która stała za swoim ojcem i się szczerzyła. Bawi ją to! Śmieszy ją to, że moja matka ma mnie w dupie i obstaje za tym frajerem. Moja złość była na najwyższym stopniu. Nagle przede mną zamiast matki pojawił się pan Verne, tak mój ojczym. Nigdy nie nazwę go tatą, bo na to nie zasługuje. Jest zwykłym frajerem którego nigdy nie obdarzę szacunkiem. Spojrzał na mnie wzrokiem pełnym pogardy. O co mu do chuja chodzi?
- Jak ty się zwracasz do matki? Przeproś ją i mnie i moją córkę, natychmiast - rozkazał mi. Chyba nie myśli, że będę się go słuchać? Co to, to nie. To się nigdy nie wydarzy. Nie zamierzam nikogo przepraszać, a na pewno nie ich. Ja nic nie zrobiłam!
- Pojebało cię? Jakim prawem mi rozkazujesz? Kim ty w ogóle jesteś żeby mi rozkazywać?! Lecz się!! - krzyknęłam w jego stronę.
- Jestem twoim ojcem! Masz się słuchać i koniec - krzyknął i teraz to on mnie spoliczkował. Nie no kurwa, tego już za wiele. Kłócą się ze mną o chuj wie co, biją i jeszcze każą przepraszać! No oni są jakąś patologią. Kurwa!
- Jesteś moim ojcem? Chyba w snach... Mój ojciec jest gdzieś indziej na świecie i bardzo mu zazdroszczę, że nie widzi co wyprawia jego była ukochana. I wiesz słuchać to ja mogę muzyki, a nie ciebie. Wkurwiacie mnie wy wszyscy!! Ja was nie uderzyłam ani nic nie zrobiłam więc nie będę was przepraszać. A ty możesz mnie pocałować w dupę! Jesteś najgorszym człowiekiem jaki chodzi po tej ziemi. - powiedziałam w jego stronę i byłam o krok od rozpłakania się. No okej jestem twarda, pyskata i w ogóle, ale też mam uczucia jak każdy człowiek. No prawie każdy, bo trójka ludzi którzy stoją przede mną nie mają za grosz uczuć.
Zamknęłam oczy widząc, że znów ma zamiar mnie uderzyć, ale nic nie poczułam. Natomiast kiedy otworzyłam oczy zauważyłam, że Louis leży na podłodze. Boże...
Szybko się do niego schyliłam i sprawdziłam co mu jest. Oddycha, a to najważniejsze. Zauważyłam, że z jego wargi płynie krew.
- Harry proszę weź go i połóż u mnie na łóżku, zaraz do was przyjdę, Madi pokaż im co i jak - skierowałam słowa w stronę loczka i brunetki. Chłopak szybko podszedł do przyjaciela i wziął go na ręce. Madi otworzyła drzwi do mojego pokoju do którego weszli. Patrzyłam chwilę tam i widziałam zatroskany wzrok mojej przyjaciółki. Nic mi nie będzie, chyba. Albo w najgorszym wypadku zginę. Podeszłam do wysokiego mężczyzny, który stał i cieszył mordę. Jego nie doczekanie...
- Słuchaj, rozumiem, że uderzyłeś mnie i chciałeś zrobić to drugi raz, ale jeśli jemu coś się stało...ma złamany nos lub cokolwiek to wiedz, że nie ujdzie ci to na sucho tak samo jak to, że mnie uderzyłeś. Myślisz, że jesteś dorosły to możesz wszystko? Mylisz się. Nie jesteś moim ojcem i nie masz prawa wymierzać mi żadnych kar, rozumiesz? A swoją córeczkę to sobie w dupę wsadź. Przegiąłeś i nie masz prawa się w ogóle do mnie odzywać. - powiedziałam na jednym wdechu i czekałam co zrobi. Gdy tylko wspomniałam o Louisie uśmiech mu zbladł. Przestraszył się? I bardzo dobrze... Zauważyłam, że nic nie robi i chyba nie ma zamiaru więc skierowałam się w stronę mojego pokoju. Jednak szybko się cofnęłam i wbiegłam do łazienki, z której wzięłam apteczkę. Moja matka i 'ojciec' chyba odpuścili i zeszli na dół. Weszłam do mojego pokoju nie zwracając nawet uwagi na Larrisę. Louis leżał na fioletowej sofie i nadal chyba spał, znaczy zemdlał i dlatego ma zamknięte oczy, a Hazz siedział na fotelu naprzeciwko. Weszłam w głąb pokoju.
![]() |
| pokój Stelli |
- Jak go obudzić? - spytałam, ponieważ nie wiem jak obudzić kogoś kto zemdlał. Popatrzyłam na brunetkę, ale ta tylko wzruszyła ramionami. Swój wzroki skierowałam na Harrego, a ten się zamyślił.
- Wiem! Trzeba nim potrząchnąć a jak to nie zadziała to oblać go wodą - powiedział jakby go oświeciło.
- Pojebało cię? Nie można go oblać wodą, bo może być tylko gorzej, lepiej otwórz okno i poczekaj chwilę - powiedziała moja przyjaciółka w stronę bruneta i podeszła do mnie. Złapała Louisa za ramiona i lekko nim potrząsnęła. Patrzyłam tylko w jego zamknięte oczy. Cały czas trzymałam rękę szatyna. Proszę, oby nic mu nie było. Nie wybaczę sobie, bo to przeze mnie teraz leży. Poczułam uścisk na ręku. Spojrzałam w oczy szatyna, które były...otwarte. On żyje! Szybko rzuciłam mu się na szyję i mocno przytuliłam. Chłopak również mnie objął i trzymał w ramionach. Dzięki ci Boże, że on żyje!
- Już spokojnie Elli, nic mi nie jest - powiedział z uśmiechem Louis.
- Dlaczego to zrobiłeś? Przecież poradziłabym sobie sama - odpowiedziałam i puściłam go. Stanęłam na środku pokoju,a chłopak usiadł i podparł się na kolanach.
- Nie poradziłabyś tylko jeszcze bardziej pokłóciła i więcej dostała. Nie mogłem pozwolić, żeby cię bili.
- Ale za to ty oberwałeś! Czuję się winna, bo to przeze mnie. Po co w ogóle przyszliście? - powiedziałam i czułam, że w moich oczach zbierają się łzy.
- Bo chcieliśmy sprawdzić jak się masz i czy nie pójdziesz na tą cholerną dyskotekę! - krzyknęła Madi i stanęła na przeciwko mnie. Widziałam jak chłopcy potakują.
- Ale przez to sami widzicie co się stało! Nie chodzi o to, że dostałam bo to jestem w stanie znieść, ale o to, że Louisowi się coś stało! Gdybyście nie przyszli byłoby okej, ja poszłabym na imprezę i już! - krzyknęłam w ich stronę i upadłam na kolana. Wiem chcieli dobrze, ale to tak jakby przez nich się to stało. Pewnie i tak bym się pokłóciła z nimi, ale no... Chyba przesadziłam...
Teraz nawet nie mam odwagi spojrzeć w górę... Co oni o mnie pomyśleli? Boże jestem okropna... Powinnam zatrzymać swoje humorki dla siebie, a nie wyżywać się na nich.
Ten dzień mogę zaliczyć do jednego z najgorszych w moim życiu. Najpierw sytuacja z Niallem, potem spotkanie z Loganem, a teraz kłótnia z 'rodziną' i moje humorki.
- Poszłabyś na imprezę, upiła i nie wiadomo co zrobiła! Pamiętasz swój ostatnio wypad do klubu? - krzyknęła po czym zadała mi pytanie. Hmm... Kiedy ja ostatnio byłam w klubie i co się tam działo? Aaa... Już wiem, chyba chodzi jej o to co było dwa tygodnie temu jak poszłam sama na imprezę. Pamiętam, że weszłam i było strasznie dużo ludzi i dużo wypiłam. Wracając do domu szłam środkiem ulicy i śpiewałam, a na koniec położyłam się na chodniku i każdemu mówiłam, że jestem mostem. Moje zdjęcie z tego widziało pół szkoły. Potem przyszła po mnie Madi i zabrała mnie do domu. Nie wiem jak się dowiedziała gdzie jestem i co robię, ale mi pomogła. Moje samotne wypady do klubu nigdy nie kończą się fajnie. Ale wracając, skrzywiłam się na wspomnienia o imprezie.
- Pamiętam, nie musisz mi przypominać...Ale to nie zmienia faktu, że mogło być gorzej - powiedziałam.
- Ale nie jest! Nie możemy pozwolić, żeby ci się coś stało! Nie widziałaś co oni robią? Ty nie masz szans! - powiedziała do mnie Madi. Nadal miałam spuszczoną głowę w dół. Czułam jak moje poliki robią się mokre. Ja płaczę... - Spójrz na nas w końcu! - krzyknęła zirytowana.
Podniosłam swoją głowę i spojrzałam przed siebie. Moja przyjaciółka stała nade mną z założonymi na piersi rękoma, a Louis i Harry siedzieli na sofie. Gdy zauważyli moje łzy, mieli bardzo zmieszane miny. No tak nigdy nie widzieli mnie płaczącej... Nawet Madi. Do tej pory zdarzyło mi się płakać tylko parę razy i to wtedy gdy byłam sama. Ostatnio raz płakałam gdy miałam 15 lat. Nawet nie pamiętam czemu.
Nie dziwne, że się zmieszali, bo przecież zawsze jestem twarda i w ogóle, ale no halo... Przecież każdy ma uczucia i we mnie właśnie coś pękło...
- Przepraszam was - wyszeptałam te słowa po czym wstałam i szybko weszłam do mojej łazienki. Zamknęłam drzwi na kluczyk i zjechałam po nich zanosząc się szlochem.
![]() |
| łazienka Stelli |
To chyba przez to, że pierwszy raz zostałam uderzona w twarz i to przez matkę. I coś we mnie pękło, przecież nie mogę całe życie dusić uczuć.
Nie wiem ile tak siedziałam, ale około 10 minut. Cały czas słyszałam głosy z drugiej strony drzwi. Wiem, że oni tam są, ale ja nie chcę się im pokazywać. Nie mogę...
Nienawidzę swojej rodziny. Straciłam do nich cały szacunek i wszystko. Mogą się już do mnie nie odzywać.
Nagle głosy ucichły, ale wiem, że oni tam nadal są. Moje łzy nie przestawały płynąć, ale muszę się ogarnąć. Podniosłam się z ziemi i podeszłam do lusterka. Kurwa...ale ja wyglądam. Tusz rozmazany po całych policzkach czerwonych od płaczu. Odkręciłam wodę i zamoczyłam w niej dłonie. Następnie zmyłam cały makijaż z twarzy, którą później wytarłam ręcznikiem.
Odwróciłam się w stronę drzwi i stałam tak tępo się w nie wpatrując. Po jakiś 5 minutach ktoś szarpnął za klamkę. Nie chcę im otwierać, nie chcę żeby mnie oglądali. Do tego doszło pukanie w drzwi.
- Stella!! Otwórz te drzwi teraz! - krzyknął Louis i chyba w nie kopnął. Nie odzywałam się, ani nic nie zrobiłam. Usłyszałam jakieś szepty, ale nie za bardzo wiem co mówili.
- Stella! Otwieraj te cholerne drzwi albo je wyważę! - tym razem krzyknął Harry. No ok niech im będzie.
Podeszłam do drewnianej powłoki, a następnie przekręciłam kluczyk. Odsunęłam się od nich i patrzyłam na to co się dzieje. Lou pierwszy wparował do łazienki i szybko do mnie podszedł. Złapał mnie za ręce i obejrzał je dookoła. Chyba szukał oznak pocięcia się. No fakt! Ale ja nie chcę się ciąć. Kiedyś to robiłam i obiecałam sobie i Deli, że więcej tego nie zrobię. Gdy nie znalazł nic takiego mocno mnie przytulił. Do łazienki weszła również brunetka i loczek. Oboje ustali za szatynem, który mnie obejmował. Wtuliłam się w niego i cicho załkałam.
- Cii... Nie płacz... Nie masz za co przepraszać... No już spokojnie - uspokajał mnie Louis. Zauważyłam, że moja przyjaciółka i Harry się uśmiechają. Ciekawe czemu? Przecież tylko się przytulamy. A po za tym przecież Hazzie się podobam więc o co im chodzi? Dobra nie wnikam...
Louis podniósł mnie lekko jakbym nic nie ważyła. Ja oplotłam go nogami w pasie, a twarz schowałam w zagłębieniu jego szyi. Wyszedł ze mną z łazienki i posadził mnie na łóżku. Sam zajął miejsce obok mnie.
- Ej Stella może my pójdziemy już a Louis z tobą zostanie? - spytała Madi i kucnęła przede mną patrząc w moje oczy. Czy oni coś kombinują?
- Jak chcecie - odpowiedziałam cicho.
- No to my spadamy, a ty już się nie rozklejaj więcej, jesteś twarda, pamiętaj. Louis się tobą zajmie. Jutro się widzimy w szkole, a jeśli nie będziesz w stanie to zostań w domu - powiedziała z uśmiechem Delii mocno mnie przytuliła.
- Dobrze, chodźcie odprowadzę was - powiedziałam i wstałam - Louis zostań tu, zaraz wracam.
Wyszłam z Harrym i Madi z pokoju, a następnie zeszliśmy na dół. Podeszłam z nimi do drzwi i poczekałam aż założą buty. Gdy już to uczynili najpierw podszedł do mnie Harry, który mnie przytulił i wyszeptał do ucha abym się trzymała i nie szalała za bardzo z Louisem. Okej. Nie będę wnikać. Lekko się uśmiechnęłam i przytuliłam do mojej przyjaciółki. Na pożegnanie dała mi buziaka w policzek i wyszli razem z mojego domu.
Odwróciłam się i w progu wejścia do salonu stała moja matka. Czego ona jeszcze chce?
- Gdzie jest jeszcze ten jeden? - spytała.
- Ten jeszcze jeden ma imię i niech cię to nie obchodzi. - powiedziałam głosem pełnym jadu. Mimo, że jest moją matka po tym co się dziś stało mam jej dość.
- Dlaczego taka jesteś?
- Jaka? Oschła? niemiła? Będę taka już zawsze, bo sobie na to zasłużyliście - powiedziałam i poszłam na górę do swojego pokoju gdzie czekał na mnie Louis. Weszłam i zastałam tam Louisa przy mojej szafce trzymającego moją....
Przepraszam, że taki beznadziejny... Mam nadzieję, że może w jakimś najmniejszym stopni wam się spodoba. Proszę komentujcie bo to dodaje chęci do pisania i wtedy rozdział może pojawić się o wiele szybciej. Piszcie co wam się podoba, a co powinnam poprawić.
Byłby wcześniej, ale w szkole miałam trochę jazdy i teraz wczoraj i dzisiaj drobne sprzeczki, ale mam nadzieję, że nie gniewacie się... Pozdrawiam <3
czwartek, 27 lutego 2014
Rozdział 2 ,,To nie możesz być ty!''
Skierowałam się w stronę swojej szafki, gdy nagle wpadłam na...blondyna z niebieskimi oczami. Czyżby to nie był Niall Horan? Największy wróg moich kolegów? Chciałam go ominąć, ale ten typ podstawił mi nogę przez co wylądowałam na podłodze, a książki i mój telefon gdzieś daleko przede mną. Zaczął się śmiać jak głupi. Ciekawe czy będzie mu do śmiechu jak wstanę? Zamknęłam na chwilę oczy, aby choć trochę się uspokoić, lecz to nic nie dało. No cóż, trzeba było mnie nie denerwować. Teraz zapłaci za swoje. Podniosłam swoje szanowne cztery litery z ziemi. Podniosłam moje książki i mój telefon, który następnie schowałam do kieszeni spodni. Popatrzyłam się na chłopakach, który teraz stał w towarzystwie swojego kolegi. Jak mu tam? A Liam. Stanęłam na palcach i moje książki położyłam na szafkach, a sama podeszłam do chłopaka. Z racji, że nie jestem najwyższa chłopak górował nade mną wzrostem. Był wyższy o głowę.
- No co tam maleńka? Jakiś problem? - spytał blondynek i popatrzył na mnie z błyskiem w oku.
Nie jestem maleńka. To, że jestem niższa nie znaczy, że słabsza... Jestem inna niż wszystkie dziewczyny ze szkoły. Chociaż każdy mnie lubi ja nie lubię prawie nikogo. Mam w dupie opinie innych. Mam wyjebane na niektórych nauczycieli. Podobam się wielu chłopakom, za to, że jestem taka agresywna. Ale mi nie podoba się nikt, no może jeden chłopak, ale to co innego. Wracając... On chyba zapomniał co się stało z Mikiem z 2 klasy, gdy nazwał mnie małą i się ze mnie śmiał.
Spojrzałam na niego z pogardą w oczach i już miałam mu przywalić, gdy poczułam jakieś ręce wokół mojej talii.
- Puść mnie! Muszę mu zajebać!! - krzyknęłam, gdy zauważyłam, że osoba mnie trzymająca to Zayn, a za nim stoi Madi, Louis i Harry. Widziałam jak Niall z Liamem zaczynają się śmiać.
- Co, dziewczynka nie da rady sama nic zrobić? - spytał cieniutkim głosem Niall. Spojrzał na swojego towarzysza i razem śmiejąc się odeszli. Zniknęli za rogiem, a ja się jeszcze bardziej zdenerwowałam.
- Puść.mnie.teraz! - wycedziłam przez zęby w stronę Malika. Poczułam, że jego ręce się rozluźniają i byłam wolna. Odeszłam dwa kroki do tyłu i rzuciłam się pędem do blondyna. Biegłam ile sił w nogach. Dobrze, że nie straciłam kondycji. Zbiegłam po schodach i znalazłam się na parterze. Zauważyłam, że Louis i Harry za mną biegną, a za nimi Madi i Zayn. szybko wypatrzyłam wzrokiem Nialla i podbiegłam do niego. Zauważył mnie dopiero gdy byłam u niego na plecach i ciągnęłam go za jego włosy. Widziałam w oczach Liama przebłysk strachu. Boi się mnie? Bardzo dobrze. Będzie tak jak ja chcę, a nie jak ktoś inny.
- Złaź ze mnie mała kurwo - zaczął łazić na boki i gadać. O nie! Nie jestem małą kurwą!
- Słuchaj koleś. Zatrzymaj się. - powiedziałam, ale on nie miał zamiaru - Powiedziałam zatrzymaj się kurwa! - krzyknęłam i pociągnęłam go mocniej. Zatrzymał się. Zeszłam z jego pleców, obeszłam go dookoła i stanęłam przed nim. - Mam dość ciebie i twojego przyjaciela. Jeśli jeszcze raz nazwiesz mnie kurwą, to pożałujesz. Kumasz? Pamiętaj, że ja nie dam sobą pomiatać. Trzymaj się z dala ode mnie, Madi, Louisa, Harrego i Zayna. - powiedziałam i zauważyłam, że wymienione przeze mnie osoby doszły i teraz stoją i się patrzą co robię. Widziałam w oczach blondyna rozbawienie. Och tak go to bawi? Może i jestem dziewczyną, ale nie taką jak inne. Jak mi się dokucza to się za to płaci. I koniec.
- Ha ha laluniu, przestań mi grozić. Idź pomaluj pazurki i pooglądaj filmy, a nie kozaczysz - powiedział z wyższością - Wiesz, ja się ciebie nie boję
- Słuchaj jebany szmaciarzu! - krzyknęłam i dźgnęłam go w klatkę piersiową, zaczął cofać się do tyłu, aż natknął się na ścianę - Nie jestem lalunia, nie maluję pazurków jak każda dziwka w tej szkole i nie oglądam filmów, ja w przeciwieństwie do wszystkich mam talent, z którego korzystam. I mam odwagę, z której jestem bardzo zadowolona, a więc jeśli coś ci nie pasuje to spierdalaj... - dokończyłam po czym moja ręka spotkała się z jego policzkiem. Ups... będzie ślad. Złapał się za policzek i się schylił. - Zabolało? - spytałam
- Ty...ty...ty mała szmato... - krzyknął w moją stronę i chciał mnie uderzyć, ale się schyliłam. Tak wiem, jestem bystra. Ale nie będzie mnie jakiś chuj bił! Nie pozwolę na to.
- Nie jestem szmatą! A jak chcesz to ci jakąś szmatę na noc załatwię - powiedziałam, gdy już stanęłam na równe nogi. Mam go dość. Zauważyłam, że w naszą stronę zbliża się...dyrektor. Upsik... Będzie przypał...
Spojrzałam na przyjaciółkę, która była chyba trochę przerażona tą sytuacją..
- Panno Hill, panie Horan, co tu się dzieje? - spytał nasz dyrektorek. Miły facet po 40. I ma ładnego syna.
- Nic, panie dyrektorze, tak sobie rozmawiamy, prawda Niall? - powiedziałam i spojrzałam na Horana, oby tylko przytaknął. Nie chce mieć kolejnych problemów. Nie dość, że w domu, z natrętnym Harrym i z tymi przydupasami to jeszcze mi dyrektor potrzebny.
- Tak, Stella ma rację, to tylko rozmowa - przytaknął blondyn. Dzięki ci Horan! Chociaż raz zrobił to co chcę. Może on też nie chce mieć problemów? A zresztą co mnie to obchodzi.
- Dobrze, w takim razie skończcie rozmawiać i wracajcie na lekcje - powiedział dyrektor i odszedł w stronę swojego gabinetu. Ta na pewno wrócę na lekcję...
- Słuchaj nie chce mi się z tobą gadać, mam cię dość. Jeszcze raz, a pożałujesz - powiedziałam, gdy dyrektor zniknął z zasięgu mojego wzroku. Szybko oddaliłam się od Nialla i skierowałam się na pierwsze piętro po moją torbę. Dzisiaj starczy mi lekcji i wrażeń. Pójdę gdzieś gdzie nikt mi nie przeszkadza. Ooo tak... Tylko ja, parkiet i lustro. Uwielbiam tańczyć... To całe moje życie. Gdy byłam na schodach zauważyłam, że za mną idzie moja przyjaciółka i reszta. Nie zwracałam na nich uwagi. Zgarnęłam moje książki od matematyki, które wcześniej zostawiłam na czyjejś szafce i otworzyłam swoją. Wrzuciłam do niej podręczniki, a wyjęłam torbę. Przeczesałam włosy jedną ręką i zamknęłam szafkę. Odwróciłam się i zauważyłam Madi. Stała z pytającym wzrokiem.
- Gdzie idziesz? - spytała, a ja dopiero zauważyłam, że stoję w kółku zrobionym przez Madi, Louisa, Zayna i Harrego.
- Mam dość dzisiejszego dnia. Idę tam gdzie zawsze. Może wieczorem się spotkamy albo gdzieś wyskoczymy, impreza? - spytałam z nadzieją w oczach.
- Nie idziemy dzisiaj na żadną imprezę, jest środa, a jutro znów do szkoły. - odpowiedział mi Zayn.
- Co? Ale dlaczego? Trudno pójdę sama - powiedziałam do nich. Ja chcę na imprezę!!
- Nigdzie nie pójdziesz, rozumiesz? - warknęła moja przyjaciółka - Jutro szkoła, a ty masz do niej przyjść!
- Ok ok, już się nie bulwersuj, nigdzie nie pójdę - powiedziałam do niej, aby się nie denerwowała. I tak pójdę. Ja robię co chcę i koniec.
- Mam nadzieję, bo jak nie to urwę ci głowę, pamiętaj
- Będę pamiętać, a teraz spadam, póki nie ma dzwonka. Jak coś to powiedzcie pani, że bolał mnie brzuch i poszłam do domu ok? - powiedziałam i ich wyminęłam. Odeszłam kawałek i spojrzałam. Madi kiwnęła głową na tak, a ja szybko zbiegłam ze schodów i wyszłam ze szkoły.
Skierowałam się tam gdzie zawsze, czyli? Opuszczona fabryka mebli. Mam tam swój drugi dom. Tam zawsze tańczę, zresztą nie tylko ja. Chodzą tam ludzie ze szkoły tanecznej do której uczęszczam co sobota. Mili ludzie, ale mam nadzieję, że nikogo tam teraz nie będzie. Nie potrzebuję w tej chwili towarzystwa. Gdy dotarłam na miejsce, które było nie daleko mojej szkoły, nie zauważyłam żadnych samochodów, rowerów ani nic innego. Pewnie nikogo tam nie ma.
Weszłam do środka. Tak jak myślałam, pusto. Rzuciłam torbę w kąt i podeszłam do wielkiej wierzy. Dziwne, że jej nikt jeszcze nie ukradł. Chociaż mało ludzi wie o tym miejscu. Puściłam z niej jakąś nutę i od razu zaczęłam ruszać się do melodii. Moje nogi, ręce poszły w ruch. Wreszcie czuję, że żyję. To jest to co kocham i czym chcę się zajmować do końca życia.
No może nie do końca życia, bo wiadomo na starość to już nie dam rady, ale na pewno długo.
2 godziny później
Jest już 12:46. Jak ten czas szybko leci. Zmęczona usiadłam przy ścianie i wyprostowałam nogi.
Czuję się już zdecydowanie lepiej. Mogłabym wrócić do szkoły jeszcze na 3 lekcje, ale nie za bardzo chce mi się kogoś stamtąd oglądać. Wieczorem pójdę na imprezę do klubu, a jutro rano znów do szkoły. Ech... Ale ja mam trudne życie.
Teraz równie dobrze mogę wrócić do domu, ale nie...lepiej nie... Tam znowu będzie ta suka Larissa i mój kochany tatuś. Czujecie ten sarkazm? Nie wiem czemu, ale nie lubię ani jego ani jego 'pięknej' córki. No ok. Wiem, że nie jestem piękna, ale ja się przy najmniej za taką nie uważam. A ona? Ona myśli, że nie ma piękniejszej od niej i mądrzejszej. A przyznajmy... Wcale nie jest mądra. Ona nawet nie wie ile to jest 2+2x2.
Wiem co zrobię! Mam jakieś pieniądze to pójdę do centrum i kupię sobie jakieś ciuchy. Tak to dobry pomysł. Z torby wyjęłam szczotkę, którą zawsze tam noszę. Rozczesałam swoje długie włosy, a następnie związałam je w kitkę. Szczotkę schowałam do torby, a wyjęłam z niej mój portfel. Usiadłam na ziemi i wysypałam pieniądze na parkiet. Banknoty położyłam obok drobniaków. Zaczęłam liczyć i nucić jakąś piosenkę. Naliczyłam, że mam akurat 80 funtów. Łał. Bogata jestem. Schowałam kasę do portfela, a następnie do torby, którą zapięłam. Wstałam i otrzepałam spodnie z kurzu. Chwyciłam torbę w ręce i opuściłam pomieszczenie. Na dworze dalej świeciło słońce. No tak...mamy już maj. Prawie lato. Za miesiąc wakacje. Już mam plany. Razem z Madi jadę na dwa tygodnie nad morze. Spytacie skąd mam pieniądze? Mój ''tata'' jest bardzo bogaty, jest chirurgiem plastycznym i to najlepszym w całym Londynie. Mama bierze udział w różnych reklamach i promuje wiele kosmetyków. Ogólnie razem zarabiają bardzo dużo, więc nie mam się co martwić o jakiś wyjazd. Bilety mamy już zakupione i leżą w kopercie w biurku. Cieszę się i nie mogę się doczekać. To będą super wakacje. Tylko ja, Madi i morze...
Nawet się nie zorientowałam, a już stoję przy centrum handlowym. Weszłam i skierowałam się do TopShopu, mojego ulubionego sklepu. Najpierw podeszłam do wieszaków z bluzkami. Wybrałam trzy i poszłam z nimi do przymierzalni. Przymierzyłam wszystkie trzy, ale najładniejsza była tylko jedna. Fioletowa bokserka. (link). Wrzuciłam ją do koszyka i poszłam na dział ze spodniami. Wszystkie były fajne, ale tylko jedne przykuły moją uwagę (link). Szybko poleciałam je przymierzyć, a gdy okazało się, że pasują poszłam z bluzką i spodniami do kasy. W drodze do kasjerki szukałam portfela w torbie, i nagle na kogoś wpadłam, przez co ten ktoś upadł na ziemię, a ja niego. Jak się okazało był to chłopak, w kapturze i okularach. Nie gorąco mu? Przecież jest ponad 20 stopni na dworze. A z resztą co mnie to obchodzi. Szybko z niego wstałam i przeprosiłam. Ruszyłam dalej gdy poczułam szarpnięcie za rękę. Co kurwa znowu?
- Stój - powiedział ktoś kto mnie zatrzymał. Och i jeszcze będzie mi rozkazywać? Nie chcę się teraz denerwować. Nie teraz kiedy się już uspokoiłam i było okej. Ale nie! Jakiś typ musi mnie zdenerwować, bo mu się tak podoba! Szkoda, że jeszcze nie wie jaka jestem.
Pomału odwróciłam się w jego stronę i szybko pociągnęłam za kaptur, który zleciał z jego głowy i zdjęłam mu okulary. O boże! To nie możliwe! Przecież...przecież on był w poprawczaku. Jak...kiedy? To nie może być on...To nie może być brat Davida.
Spytacie czemu tak się obawiam? Hmm... Brat Davida, mojego byłego, był kiedyś moim chłopakiem. Ale był strasznie niebezpieczny i nie przewidywany. Bił ludzi i okradał. Trafił do poprawczaka półtora roku temu, mając 17 lat. Teraz ma prawie 19, chyba. Mnie również bił, a nawet wykorzystywał...seksualnie. Gwałtem tego nazwać to chyba nie można było, ale coś bardzo podobnego. Znęcał się nade mną. I to przeze mnie trafił do poprawczaka. I on o tym wie... A jak teraz znowu będzie chciał mi coś zrobić?
- Cześć maleńka - powiedział, kiedy ja się otrząsnęłam. O nie! Muszę się jak najszybciej od niego oddalić.
- Czego chcesz? - spytał nie okazując strachu.
- Chciałem porozmawiać, wiesz szukałem cię, przez ponad 2 miesiące odkąd stamtąd wyszedłem to cię szukałem, aż w końcu sama się znalazłaś - powiedział i chciał mnie chyba wyprowadzić ze sklepu, ale mu się wyrwałam. Nie dam mu się i nie dam mu tej głupiej satysfakcji, że jest silniejszy.
- Nie mamy o czym rozmawiać, rozumiesz? Ja cię nie chcę już znać. Zniszczyłeś moje życie, ale ja je odbudowałam więc teraz trzymaj się ode mnie z daleka. Kumasz? Jak nie to wiedz, że nie jestem taka jak wcześniej - powiedziałam po czym odeszłam do kasy. Ręce mi się strasznie trzęsły. Położyłam ciuchy na ladzie, gdzie kasjerka wszystko spakowała. Zapłaciłam i podziękowałam ładnie i ruszyłam do wyjścia. Widziałam jak Logan czeka na mnie przy wejściu. Szybko cofnęłam się do tyłu i podeszłam do ekspedientki.
- Przepraszam, czy macie tu państwo jakieś osobne wyjście z którego mogłabym skorzystać? Proszę to dla mnie bardzo ważne - powiedziałam cicho w stronę brunetki.
- Emm... tak jest, ale nie możesz z niego skorzystać - powiedziała trochę zakłopotana
- Proszę, niech pani tam spojrzy - powiedziałam i wskazałam palcem na chłopaka, który rozglądał się na boki, o nie oby tylko mnie nie zauważył - widzi pani tego chłopaka w ciemnych włosach? On jest niebezpieczny, jeśli pani mi nie pomoże to prawdopodobnie zginę albo zostanę zgwałcona, i wtedy będzie mnie pani miała na sumieniu - powiedziałam do niej, bo już nie wiedziałam co zrobić. Ona musi mi pomóc!
- No dobrze, chodź za mną - powiedziała i się uśmiechnęła. Jest! Dzięki ci Boże!
Poszłam za brunetką. Weszłyśmy w jakiś ciemny korytarzyk w którym czuć było dym tytoniowy. Pewnie tu robią sobie przerwę na papierosa. Doszłyśmy do jakiś drzwi, które zgaduję, że prowadzą na dwór. Kobieta je otworzyła i wyszła, a ja za nią. Tak jak mówiłam, znalazłam się z tyłu galerii. To dobrze, może ten świr mnie nie znajdzie. Podziękowałam kobiecie i szybko pobiegłam na drugą stronę i wsiadłam do akurat stojącego autobusu. Poszłam schodami na górę, gdyż wiadomo jak to w Anglii, piętrowe autobusy. Usiadłam na siedzeniu a torbę ze spodniami i koszulką rzuciłam na miejsce obok. Wyjęłam z mojej torebki telefon. Spojrzałam na wyświetlacz i miałam 3 nieodebrane połączenia...od mamy? I dwa sms-y od Madi. Była już godzina 16:14. Trzeba jechać do domu i się ubrać i iść na dyskotekę. Tak tego mi trzeba.
Oddzwoniłam do mamy.
- No co tam maleńka? Jakiś problem? - spytał blondynek i popatrzył na mnie z błyskiem w oku.
Nie jestem maleńka. To, że jestem niższa nie znaczy, że słabsza... Jestem inna niż wszystkie dziewczyny ze szkoły. Chociaż każdy mnie lubi ja nie lubię prawie nikogo. Mam w dupie opinie innych. Mam wyjebane na niektórych nauczycieli. Podobam się wielu chłopakom, za to, że jestem taka agresywna. Ale mi nie podoba się nikt, no może jeden chłopak, ale to co innego. Wracając... On chyba zapomniał co się stało z Mikiem z 2 klasy, gdy nazwał mnie małą i się ze mnie śmiał.
Spojrzałam na niego z pogardą w oczach i już miałam mu przywalić, gdy poczułam jakieś ręce wokół mojej talii.
- Puść mnie! Muszę mu zajebać!! - krzyknęłam, gdy zauważyłam, że osoba mnie trzymająca to Zayn, a za nim stoi Madi, Louis i Harry. Widziałam jak Niall z Liamem zaczynają się śmiać.
- Co, dziewczynka nie da rady sama nic zrobić? - spytał cieniutkim głosem Niall. Spojrzał na swojego towarzysza i razem śmiejąc się odeszli. Zniknęli za rogiem, a ja się jeszcze bardziej zdenerwowałam.
- Puść.mnie.teraz! - wycedziłam przez zęby w stronę Malika. Poczułam, że jego ręce się rozluźniają i byłam wolna. Odeszłam dwa kroki do tyłu i rzuciłam się pędem do blondyna. Biegłam ile sił w nogach. Dobrze, że nie straciłam kondycji. Zbiegłam po schodach i znalazłam się na parterze. Zauważyłam, że Louis i Harry za mną biegną, a za nimi Madi i Zayn. szybko wypatrzyłam wzrokiem Nialla i podbiegłam do niego. Zauważył mnie dopiero gdy byłam u niego na plecach i ciągnęłam go za jego włosy. Widziałam w oczach Liama przebłysk strachu. Boi się mnie? Bardzo dobrze. Będzie tak jak ja chcę, a nie jak ktoś inny.
- Złaź ze mnie mała kurwo - zaczął łazić na boki i gadać. O nie! Nie jestem małą kurwą!
- Słuchaj koleś. Zatrzymaj się. - powiedziałam, ale on nie miał zamiaru - Powiedziałam zatrzymaj się kurwa! - krzyknęłam i pociągnęłam go mocniej. Zatrzymał się. Zeszłam z jego pleców, obeszłam go dookoła i stanęłam przed nim. - Mam dość ciebie i twojego przyjaciela. Jeśli jeszcze raz nazwiesz mnie kurwą, to pożałujesz. Kumasz? Pamiętaj, że ja nie dam sobą pomiatać. Trzymaj się z dala ode mnie, Madi, Louisa, Harrego i Zayna. - powiedziałam i zauważyłam, że wymienione przeze mnie osoby doszły i teraz stoją i się patrzą co robię. Widziałam w oczach blondyna rozbawienie. Och tak go to bawi? Może i jestem dziewczyną, ale nie taką jak inne. Jak mi się dokucza to się za to płaci. I koniec.
- Ha ha laluniu, przestań mi grozić. Idź pomaluj pazurki i pooglądaj filmy, a nie kozaczysz - powiedział z wyższością - Wiesz, ja się ciebie nie boję
- Słuchaj jebany szmaciarzu! - krzyknęłam i dźgnęłam go w klatkę piersiową, zaczął cofać się do tyłu, aż natknął się na ścianę - Nie jestem lalunia, nie maluję pazurków jak każda dziwka w tej szkole i nie oglądam filmów, ja w przeciwieństwie do wszystkich mam talent, z którego korzystam. I mam odwagę, z której jestem bardzo zadowolona, a więc jeśli coś ci nie pasuje to spierdalaj... - dokończyłam po czym moja ręka spotkała się z jego policzkiem. Ups... będzie ślad. Złapał się za policzek i się schylił. - Zabolało? - spytałam
- Ty...ty...ty mała szmato... - krzyknął w moją stronę i chciał mnie uderzyć, ale się schyliłam. Tak wiem, jestem bystra. Ale nie będzie mnie jakiś chuj bił! Nie pozwolę na to.
- Nie jestem szmatą! A jak chcesz to ci jakąś szmatę na noc załatwię - powiedziałam, gdy już stanęłam na równe nogi. Mam go dość. Zauważyłam, że w naszą stronę zbliża się...dyrektor. Upsik... Będzie przypał...
Spojrzałam na przyjaciółkę, która była chyba trochę przerażona tą sytuacją..
- Panno Hill, panie Horan, co tu się dzieje? - spytał nasz dyrektorek. Miły facet po 40. I ma ładnego syna.
- Nic, panie dyrektorze, tak sobie rozmawiamy, prawda Niall? - powiedziałam i spojrzałam na Horana, oby tylko przytaknął. Nie chce mieć kolejnych problemów. Nie dość, że w domu, z natrętnym Harrym i z tymi przydupasami to jeszcze mi dyrektor potrzebny.
- Tak, Stella ma rację, to tylko rozmowa - przytaknął blondyn. Dzięki ci Horan! Chociaż raz zrobił to co chcę. Może on też nie chce mieć problemów? A zresztą co mnie to obchodzi.
- Dobrze, w takim razie skończcie rozmawiać i wracajcie na lekcje - powiedział dyrektor i odszedł w stronę swojego gabinetu. Ta na pewno wrócę na lekcję...
- Słuchaj nie chce mi się z tobą gadać, mam cię dość. Jeszcze raz, a pożałujesz - powiedziałam, gdy dyrektor zniknął z zasięgu mojego wzroku. Szybko oddaliłam się od Nialla i skierowałam się na pierwsze piętro po moją torbę. Dzisiaj starczy mi lekcji i wrażeń. Pójdę gdzieś gdzie nikt mi nie przeszkadza. Ooo tak... Tylko ja, parkiet i lustro. Uwielbiam tańczyć... To całe moje życie. Gdy byłam na schodach zauważyłam, że za mną idzie moja przyjaciółka i reszta. Nie zwracałam na nich uwagi. Zgarnęłam moje książki od matematyki, które wcześniej zostawiłam na czyjejś szafce i otworzyłam swoją. Wrzuciłam do niej podręczniki, a wyjęłam torbę. Przeczesałam włosy jedną ręką i zamknęłam szafkę. Odwróciłam się i zauważyłam Madi. Stała z pytającym wzrokiem.
- Gdzie idziesz? - spytała, a ja dopiero zauważyłam, że stoję w kółku zrobionym przez Madi, Louisa, Zayna i Harrego.
- Mam dość dzisiejszego dnia. Idę tam gdzie zawsze. Może wieczorem się spotkamy albo gdzieś wyskoczymy, impreza? - spytałam z nadzieją w oczach.
- Nie idziemy dzisiaj na żadną imprezę, jest środa, a jutro znów do szkoły. - odpowiedział mi Zayn.
- Co? Ale dlaczego? Trudno pójdę sama - powiedziałam do nich. Ja chcę na imprezę!!
- Nigdzie nie pójdziesz, rozumiesz? - warknęła moja przyjaciółka - Jutro szkoła, a ty masz do niej przyjść!
- Ok ok, już się nie bulwersuj, nigdzie nie pójdę - powiedziałam do niej, aby się nie denerwowała. I tak pójdę. Ja robię co chcę i koniec.
- Mam nadzieję, bo jak nie to urwę ci głowę, pamiętaj
- Będę pamiętać, a teraz spadam, póki nie ma dzwonka. Jak coś to powiedzcie pani, że bolał mnie brzuch i poszłam do domu ok? - powiedziałam i ich wyminęłam. Odeszłam kawałek i spojrzałam. Madi kiwnęła głową na tak, a ja szybko zbiegłam ze schodów i wyszłam ze szkoły.
Skierowałam się tam gdzie zawsze, czyli? Opuszczona fabryka mebli. Mam tam swój drugi dom. Tam zawsze tańczę, zresztą nie tylko ja. Chodzą tam ludzie ze szkoły tanecznej do której uczęszczam co sobota. Mili ludzie, ale mam nadzieję, że nikogo tam teraz nie będzie. Nie potrzebuję w tej chwili towarzystwa. Gdy dotarłam na miejsce, które było nie daleko mojej szkoły, nie zauważyłam żadnych samochodów, rowerów ani nic innego. Pewnie nikogo tam nie ma.
Weszłam do środka. Tak jak myślałam, pusto. Rzuciłam torbę w kąt i podeszłam do wielkiej wierzy. Dziwne, że jej nikt jeszcze nie ukradł. Chociaż mało ludzi wie o tym miejscu. Puściłam z niej jakąś nutę i od razu zaczęłam ruszać się do melodii. Moje nogi, ręce poszły w ruch. Wreszcie czuję, że żyję. To jest to co kocham i czym chcę się zajmować do końca życia.
No może nie do końca życia, bo wiadomo na starość to już nie dam rady, ale na pewno długo.
2 godziny później
Jest już 12:46. Jak ten czas szybko leci. Zmęczona usiadłam przy ścianie i wyprostowałam nogi.
Czuję się już zdecydowanie lepiej. Mogłabym wrócić do szkoły jeszcze na 3 lekcje, ale nie za bardzo chce mi się kogoś stamtąd oglądać. Wieczorem pójdę na imprezę do klubu, a jutro rano znów do szkoły. Ech... Ale ja mam trudne życie.
Teraz równie dobrze mogę wrócić do domu, ale nie...lepiej nie... Tam znowu będzie ta suka Larissa i mój kochany tatuś. Czujecie ten sarkazm? Nie wiem czemu, ale nie lubię ani jego ani jego 'pięknej' córki. No ok. Wiem, że nie jestem piękna, ale ja się przy najmniej za taką nie uważam. A ona? Ona myśli, że nie ma piękniejszej od niej i mądrzejszej. A przyznajmy... Wcale nie jest mądra. Ona nawet nie wie ile to jest 2+2x2.
Wiem co zrobię! Mam jakieś pieniądze to pójdę do centrum i kupię sobie jakieś ciuchy. Tak to dobry pomysł. Z torby wyjęłam szczotkę, którą zawsze tam noszę. Rozczesałam swoje długie włosy, a następnie związałam je w kitkę. Szczotkę schowałam do torby, a wyjęłam z niej mój portfel. Usiadłam na ziemi i wysypałam pieniądze na parkiet. Banknoty położyłam obok drobniaków. Zaczęłam liczyć i nucić jakąś piosenkę. Naliczyłam, że mam akurat 80 funtów. Łał. Bogata jestem. Schowałam kasę do portfela, a następnie do torby, którą zapięłam. Wstałam i otrzepałam spodnie z kurzu. Chwyciłam torbę w ręce i opuściłam pomieszczenie. Na dworze dalej świeciło słońce. No tak...mamy już maj. Prawie lato. Za miesiąc wakacje. Już mam plany. Razem z Madi jadę na dwa tygodnie nad morze. Spytacie skąd mam pieniądze? Mój ''tata'' jest bardzo bogaty, jest chirurgiem plastycznym i to najlepszym w całym Londynie. Mama bierze udział w różnych reklamach i promuje wiele kosmetyków. Ogólnie razem zarabiają bardzo dużo, więc nie mam się co martwić o jakiś wyjazd. Bilety mamy już zakupione i leżą w kopercie w biurku. Cieszę się i nie mogę się doczekać. To będą super wakacje. Tylko ja, Madi i morze...
Nawet się nie zorientowałam, a już stoję przy centrum handlowym. Weszłam i skierowałam się do TopShopu, mojego ulubionego sklepu. Najpierw podeszłam do wieszaków z bluzkami. Wybrałam trzy i poszłam z nimi do przymierzalni. Przymierzyłam wszystkie trzy, ale najładniejsza była tylko jedna. Fioletowa bokserka. (link). Wrzuciłam ją do koszyka i poszłam na dział ze spodniami. Wszystkie były fajne, ale tylko jedne przykuły moją uwagę (link). Szybko poleciałam je przymierzyć, a gdy okazało się, że pasują poszłam z bluzką i spodniami do kasy. W drodze do kasjerki szukałam portfela w torbie, i nagle na kogoś wpadłam, przez co ten ktoś upadł na ziemię, a ja niego. Jak się okazało był to chłopak, w kapturze i okularach. Nie gorąco mu? Przecież jest ponad 20 stopni na dworze. A z resztą co mnie to obchodzi. Szybko z niego wstałam i przeprosiłam. Ruszyłam dalej gdy poczułam szarpnięcie za rękę. Co kurwa znowu?
- Stój - powiedział ktoś kto mnie zatrzymał. Och i jeszcze będzie mi rozkazywać? Nie chcę się teraz denerwować. Nie teraz kiedy się już uspokoiłam i było okej. Ale nie! Jakiś typ musi mnie zdenerwować, bo mu się tak podoba! Szkoda, że jeszcze nie wie jaka jestem.
Pomału odwróciłam się w jego stronę i szybko pociągnęłam za kaptur, który zleciał z jego głowy i zdjęłam mu okulary. O boże! To nie możliwe! Przecież...przecież on był w poprawczaku. Jak...kiedy? To nie może być on...To nie może być brat Davida.
Spytacie czemu tak się obawiam? Hmm... Brat Davida, mojego byłego, był kiedyś moim chłopakiem. Ale był strasznie niebezpieczny i nie przewidywany. Bił ludzi i okradał. Trafił do poprawczaka półtora roku temu, mając 17 lat. Teraz ma prawie 19, chyba. Mnie również bił, a nawet wykorzystywał...seksualnie. Gwałtem tego nazwać to chyba nie można było, ale coś bardzo podobnego. Znęcał się nade mną. I to przeze mnie trafił do poprawczaka. I on o tym wie... A jak teraz znowu będzie chciał mi coś zrobić?
- Cześć maleńka - powiedział, kiedy ja się otrząsnęłam. O nie! Muszę się jak najszybciej od niego oddalić.
- Czego chcesz? - spytał nie okazując strachu.
- Chciałem porozmawiać, wiesz szukałem cię, przez ponad 2 miesiące odkąd stamtąd wyszedłem to cię szukałem, aż w końcu sama się znalazłaś - powiedział i chciał mnie chyba wyprowadzić ze sklepu, ale mu się wyrwałam. Nie dam mu się i nie dam mu tej głupiej satysfakcji, że jest silniejszy.
- Nie mamy o czym rozmawiać, rozumiesz? Ja cię nie chcę już znać. Zniszczyłeś moje życie, ale ja je odbudowałam więc teraz trzymaj się ode mnie z daleka. Kumasz? Jak nie to wiedz, że nie jestem taka jak wcześniej - powiedziałam po czym odeszłam do kasy. Ręce mi się strasznie trzęsły. Położyłam ciuchy na ladzie, gdzie kasjerka wszystko spakowała. Zapłaciłam i podziękowałam ładnie i ruszyłam do wyjścia. Widziałam jak Logan czeka na mnie przy wejściu. Szybko cofnęłam się do tyłu i podeszłam do ekspedientki.
- Przepraszam, czy macie tu państwo jakieś osobne wyjście z którego mogłabym skorzystać? Proszę to dla mnie bardzo ważne - powiedziałam cicho w stronę brunetki.
- Emm... tak jest, ale nie możesz z niego skorzystać - powiedziała trochę zakłopotana
- Proszę, niech pani tam spojrzy - powiedziałam i wskazałam palcem na chłopaka, który rozglądał się na boki, o nie oby tylko mnie nie zauważył - widzi pani tego chłopaka w ciemnych włosach? On jest niebezpieczny, jeśli pani mi nie pomoże to prawdopodobnie zginę albo zostanę zgwałcona, i wtedy będzie mnie pani miała na sumieniu - powiedziałam do niej, bo już nie wiedziałam co zrobić. Ona musi mi pomóc!
- No dobrze, chodź za mną - powiedziała i się uśmiechnęła. Jest! Dzięki ci Boże!
Poszłam za brunetką. Weszłyśmy w jakiś ciemny korytarzyk w którym czuć było dym tytoniowy. Pewnie tu robią sobie przerwę na papierosa. Doszłyśmy do jakiś drzwi, które zgaduję, że prowadzą na dwór. Kobieta je otworzyła i wyszła, a ja za nią. Tak jak mówiłam, znalazłam się z tyłu galerii. To dobrze, może ten świr mnie nie znajdzie. Podziękowałam kobiecie i szybko pobiegłam na drugą stronę i wsiadłam do akurat stojącego autobusu. Poszłam schodami na górę, gdyż wiadomo jak to w Anglii, piętrowe autobusy. Usiadłam na siedzeniu a torbę ze spodniami i koszulką rzuciłam na miejsce obok. Wyjęłam z mojej torebki telefon. Spojrzałam na wyświetlacz i miałam 3 nieodebrane połączenia...od mamy? I dwa sms-y od Madi. Była już godzina 16:14. Trzeba jechać do domu i się ubrać i iść na dyskotekę. Tak tego mi trzeba.
Oddzwoniłam do mamy.
-Co chciałaś mamo?
-Skarbie dzisiaj idę z Wernem do restauracji, a ty masz iść gdzieś z Larrisą
-Co? Ciebie pogięło? Ja mam z nią gdzieś iść?
-Tak i nie ma sprzeciwów. Masz ją gdzieś zabrać
-Ale mamo... Ja mam już na dziś plany, a po za tym Larrisa jest dorosła i sama może gdzieś iść
-Nie to nie. Ale ty też nigdzie nie wychodzisz do końca tygodnia
Powiedziała i się rozłączyła. Ale jak to nigdzie nie wychodzę? Do końca tygodnia? A impreza dzisiaj? A impreza w piątek ze znajomymi? No jej się coś chyba pojebało w głowie. I tak pójdę i tak. Już ja coś wymyślę. Gdy dojechałam na przystanek końcowy, wysiadłam i przeszłam kawałek drogi w stronę domu. Wchodząc na podwórko zauważyłam czarnego Vana pod domem. Drzwi były otwarte. Ciekawe co się stało i kto to jest? Weszłam i usłyszałam głosy z kuchni. Zdjęłam buty i poszłam do pomieszczenia w którym ktoś był. Weszłam i zamarłam. Na krześle siedział....
Hej! No to proszę drugi rozdział. Mam nadzieję, że się spodoba. Cóż więcej...
Mam zwiastun do bloga który już możecie obejrzeć. Zmieniłam również szablon bloga.:)
Dziękuję za te cztery komentarze pod rozdziałem pierwszym. :)
Myślę, że ten też jest ok. Jest dłuższy niż tamten i takie powinny się pojawiać cały czas.
Jeśli chcecie to założyłam aska dla bohaterów. Tam możecie ''porozmawiać'' z każdym bohaterem.
ask <3
No to komentujcie, a następny rozdział już niedługo. :**
A i jeśli chcecie być informowani o nowych rozdziałach to zajrzyjcie do zakładki 'informowani'.
A i jeśli chcecie być informowani o nowych rozdziałach to zajrzyjcie do zakładki 'informowani'.
środa, 26 lutego 2014
piątek, 21 lutego 2014
Rozdział 1 ,,Ze mną się nie zadziera!''
Środa, 12.05.2012, godzina 7:00
Dzień jak co dzień. Wstałam, ubrałam się i wyszłam do szkoły. Po drodze spotkałam Madi. Razem poszłyśmy do budynku zwanego szkołą. Poszłam do swojej szafki do której wsadziłam torbę. Spojrzałam na plan, który wisi na drzwiczkach i wzięłam książkę od matematyki. Zamknęłam szafkę i skierowałam się w stronę sali nr 102. Pod klasą czekałam już na mnie przyjaciółka. Podeszłam i usiadłam obok. Po jakichś 10 minutach podszedł do mnie David. Na powitanie dał mi buziaka po czym spytał czy możemy porozmawiać. Zgodziłam się i odeszliśmy do parapetu na którym usiadłam. Czekałam, aż zacznie mówić ale on milczał. Mówiłam już że szybko się denerwuję? Nie? No to już wiecie. Moja cierpliwość powoli się kończyła. Już miałam zacząć się drzeć, żeby coś powiedział, ale on wypowiedział słowa które wbiły mnie w ziemię.
- Z nami koniec - jedyne co w tym momencie czułam to łzy powoli napływające do moich oczu. Nie mogę płakać, przecież jestem silna. Ale no kurwa! On ze mną zerwał!
- Dlaczego? - postarał się o jak najbardziej obojętny ton jaki mogłam tylko stworzyć. Patrzyłam na niego wyczekująco, a on tak jak by myślał czy ma mi to powiedzieć. Niech już to powie i sobie idzie.
- Wiesz, ja cię nie kochałem, byłem z tobą tylko dla zakładu, wygrałem, jesteś bardzo łatwa - powiedział i roześmiał mi się w twarz. Nie wytrzymałam. Dałam krok do przody aby stać bliżej niego i ustałam na palcach. Zbliżyłam usta do jego ucha po czym wyszeptałam
- Jesteś zwykłym skurwysynem, nie zasługujesz na żadną dziewczynę, współczuję twoim przyszłym dzieciom takiego ojca. A teraz wybacz mam lekcję. - powiedziałam i już miałam iść pod klasę gdy przypomniało mi się coś ważnego - I zapamiętaj, że dziewczyny to nie zabawki. A ty jesteś zwykłym szmaciarzem, a teraz spierdalaj z mojego życia - wymówiłam te słowa bardzo powoli, aby je zrozumiał po czym przywaliłam mu z otwartej ręki w twarz i odeszłam do mojej przyjaciółki.
Gdy doszłam pod klasę siedziała ona z Louisem i Harrym. Dosiadłam się do nich i spuściłam głowę w dół między kolana. Słuchałam o czym rozmawiają i z tego co ogarnęłam to o jakimś zbliżającym się szkolnym konkursie tańca. Fajnie będę mogła wziąć udział. Siedziałam i myślałam co będę mogła zatańczyć, ale cały czas moja głowa była zajęta myśleniem o Davidzie. Ja go kochałam, chyba. Nie wiem czy to była miłość, ale zabolało. Dla zakładu? Jak tak w ogóle można? Nie rozumiem logiki chłopaków. Nagle poczułam ciepłą dłoń na ramieniu. Nie chciało mi się patrzeć na nikogo, ale w końcu muszę. Nie chętnie podniosłam wzrok na osobę, która zakłóciła mój spokój i tym kimś okazała się Deli. Lubię ją tak nazywać. Bardziej mi pasuje niż Madi czy Madeleine. Deli to tak słodko. Spojrzałam na nią spod byka po czym znów spuściłam głowę w dół. Nie za bardzo mam teraz rozmawiać z kimkolwiek.
- Elli, co się stało? Co ci David powiedział? - spytała spokojnym głosem.
- Zerwał ze mną, bo był ze mną tylko dla jakiegoś głupiego zakładu, rozumiesz? Dla zakładu... Byłam zabawką... Zresztą zawsze jestem... - powiedziałam i po policzku popłynęła mi jedna łza. Szybko ją starłam i wtuliłam się w przyjaciółkę. W niej zawsze mam wsparcie. Kocham ją nad życie. Jest jedyną osobą, która mnie rozumie. Nie mam nawet wsparcia w własnej matce. Ona wybrała sobie nowego męża i jego pojebaną córkę. Mówiłam już jak ich nienawidzę? A zwłaszcza Larrisy. Ona jest jak wrzód na dupie. Nie usuwalny. Ale wracając. Odczepiłam się od niej a ta wstała i podała mi rękę, abym zrobiła to samo. Zauważyłam, że Lou i Harry się nam przyglądają a do nich dołączył Zayn. No więc wstałam i otrzepałam niewidzialny kurz ze spodni. Nie mogę się nad sobą użalać. Ja taka nie jestem. Podszedł do mnie Louis i chciał coś powiedzieć, ale zadzwonił dzwonek i weszliśmy do klasy. Od razu usiadłam na ostatniej ławce przy oknie. Na krzesło obok usiadła Deli. Położyłam książki na ławce, a sama się na nich położyłam. Mam dość dzisiejszego dnia.
Do klasy weszła pani Deruto. Nie lubi mnie, zresztą ze wzajemnością. A w ogóle ja nie lubię matematyki i jej wcale nie rozumiem, nie to co moja przyjaciółka, która jest kujonem matematycznym. Nauczycielka usiadła przy biurku i zaczęła sprawdzać listę obecności. Gdy już to zrobiła, przeszła do sprawdzania pracy domowej, której ja oczywiście nie miałam.
- Panna Hill, proszę pracę domową mi pokazać - no jak na złość. Ona doskonale wie, że jej nie mam.
- Proszę nie mówić do mnie po nazwisku Deruto - powiedziałam, a ta jak zwykle zaczyna się wkurzać. Tyle, że jak ona się wkurza to i mnie przy okazji wkurwia. A wtedy nie jest już wesoło. Czy oni nie mogą zmienić nam baby od matmy?
- Jak ty się do mnie zwracasz? Trochę szacunku - krzyknęła i podeszła do mojej ławki, o którą się oparła. Jak ona tak to ja też. Wstałam i oparłam się dłońmi o ławkę, tak że byłam na równi z jej oczami. Złość we mnie wzrastała z każdą chwilą. Jeszcze chwila i jej przypierdolę jak dalej będzie się tak na mnie patrzeć.
- Szacunku? Pani w ogóle wie co to szacunek? Czemu się tak na mnie pani uwzięła? Co ja pani zrobiłam? Nie kumam tej jebanej matmy i nigdy nie zrozumiem i pani o tym bardzo dobrze wie! Więc czemu nie odpuścisz? Czemu nie udasz, że nie ma mnie w klasie? Wkurwia mnie pani i nigdy nie będę miała do pani szacunku, bo pani nie ma go do mnie! - zaczęłam krzyczeć i nie zwracałam uwagi na resztę klasy, która mi się przyglądała. No tak oni nigdy nie kłócą się z tym pasztetem. - A teraz przepraszam bardzo, ale wychodzę. - powiedziałam i zgarnęłam swoje książki i kierowałam się do wyjścia. Nagle przede mną znalazła się nauczycielka.
- Nigdzie nie idziesz. Zostajesz i słuchasz mojej lekcji i dajesz mi swoją pracę domową - ona też zaczęła krzyczeć.
- Nie mam żadnej pojebanej pracy domowej! Niech pani wstawi pałę, ale sobie w dupie, a nie mi. Jesteś jebanym pasztetem, którego nikt nie chce i dlatego wyżywasz się na mnie! Powinnaś się leczyć! - krzyknęłam w jej stronę po czym przeskoczyłam z nogi na nogę i czekałam co mi odpowie. Wiem, że to co powiedziałam nie jest miłe, ale ja nie jestem miła i ze mną się nie zadziera.
- Nie jesteśmy na ty! Panuj nad słowami panno Hill. Wstawiam ci pałę i koniec - powiedziała i podeszła do dziennika. Śmiać mi się w tej chwili zachciało...
- Pałę to pani może postawić któremuś chłopakowi z klasy - powiedziałam i wskazałam gestem ręki na klasę. Wszyscy wybuchli śmiechem. Zresztą jak zwykle. Zawsze tak jest jak kłócę się z tym babsztylem. Sama pani Deruto spaliła buraka, zamknęła się i schowała głowę za dziennik. Uniosłam głowę z wyższością i wyszłam z klasy mówiąc ciche ''Nara''. Skierowałam się w stronę swojej szafki gdy nagle wpadłam na...
Hej, hej! To mój drugi blog. Tak właściwie trzeci, ale jeden jest zawieszony. No to tak. Na tym i na Last First Kiss rozdziały będą pojawiały się mniej więcej co tydzień lub 2 tygodnie. Mam nadzieję, że opowiadanie przypadnie wam do gustu i że będziecie czytać. Jeśli chcecie być informowani o nowych rozdziałach to zapraszam do zakładki 'Informowani'.
Co więcej...Komentujcie <3
poniedziałek, 17 lutego 2014
Prolog
Mam dość! Po prostu mam dość! Nie cierpię tej dziwki. Tak, mówię o mojej jakże kochanej siostrze.
Pusta blondynka! Wiem, że też jestem blondynką ale ciemną i nie jestem tak głupia i rozwydrzona jak ta...suka. Znów robi co chce. Pożycza moje rzeczy bez mojej zgody i na dodatek je niszczy. Tym razem wzięła sobie moją prostownicę, którą spaliła. A ja teraz nie będę miała czym prostować włosów.
Muszę iść potańczyć. To mnie odpręża. Wychodzę...
Subskrybuj:
Posty (Atom)


