poniedziałek, 12 maja 2014

Rozdział 22 ,,Naprawdę cię nie zdradziłem...''

**oczami Stelli**
Ostatnie co pamiętam to Louisa w salonie, mój zamiar powrotu do pokoju, upadek i ręce Harrego mnie łapiące. Następnie tylko ciemność. Nie mam pojęcia co się stało. Nie jestem też pewna czy ja w ogóle żyję. Jeśli nie, to bardzo dobrze. Życie jest do dupy. A zwłaszcza moje. Wiem, że próba samobójcza, to najgorsza rzecz jaka mogła mi przyjść do głowy, ale ja nie widziałam innej opcji. 
Po jakimś czasie poczułam ogarniający mnie chłód. Powoli otwierałam oczy. Kiedy byłam już w stanie zobaczyć wszystko wokół, zamknęłam oczy z powrotem. Dlaczego on tu siedzi? 
- Idź sobie - szepnęłam nie patrząc na Louisa. Nie chciałam go tu widzieć. 
- Nigdzie nie idę. - odpowiedział i usiadł obok mnie na łóżku. Złapał moją dłoń, ale ja ją wyrwałam. Nie chciałam aby mnie dotykał. Brzydziłam się nim. - Stella daj mi to wytłumaczyć - dodał.
- Tu nie ma nic do tłumaczenia. Zdradziłeś mnie. Z nią. Jak mogłeś? Nie wystarczałam ci? Rozumiem, że jeszcze się nie kochaliśmy, ale przecież nie to jest najważniejsze prawda? Chociaż dla ciebie pewnie tak - powiedziałam i usiadłam. Spojrzałam na niego i od razu zachciało mi się płakać. Jestem strasznie słaba psychicznie. Nie znoszę tego. Co on ze mną zrobił? Jeszcze niedawno byłam twardą, niezależną tancerką, a teraz? Płaczę cały czas. To jest nie do zniesienia.
- Ale rzecz w tym, że ja cię nie zdradziłem. Nie mógłbym.
- Mówiłeś, że mnie kochasz. Czemu kłamałeś? - spytałam nie zwracając uwagi na jego słowa.
- Nie kłamałem. Kocham cię najbardziej na świecie i zrobiłbym dla ciebie wszystko. Stella, dlaczego tego nie rozumiesz? - spytał i złapał mnie za dłonie.
- Jak wytłumaczysz to zdjęcie? - chciałam pokazać mu telefon, ale gdy spojrzałam na ścianę, przypomniałam sobie, że go zniszczyłam.
- Jakie zdjęcie?
- Oh...Przestań kłamać. Dostałam zdjęcie od Larrisy. Byłeś na nim ty i ona. 
- Ale ja się z nią widziałem nawet! Skąd wiesz, że to ja?
- Była tam jej twarz i twoje ciało. Twoje tatuaże.
- Ale.Ja.Cię.Nie.Zdradziłem! Uwierz mi.
- Chciałabym ci wierzyć - powiedziałam i wyrwałam swoje ręce z jego uścisku.
- Proszę Stella, zaufaj mi - błagał. Kiedy tak na niego patrzyłam nie mogłam. Po prostu nie mogłam. Nie wytrzymałam dłużej. Z bezsilności upadłam na podłogę i schowałam twarz we włosach i znów zaczęłam płakać. Nie daję rady. To dla mnie za dużo. Za dużo. Po chwili poczułam ciepłe ramiona, które mnie do siebie przyciągają. Wiedziałam, że to Lou. Nie miałam siły się opierać wiec go po prostu przytuliłam i płakałam w jego ramiona. Chłopak cały czas szeptał mi do ucha 'przepraszam' i głaskał mnie po głowie. Po jakimś czasie się uspokoiłam. 
- Wybacz mi. Ja naprawdę cię nie zdradziłem i nigdy tego nie zrobię. Proszę...
- Nie wiem. Muszę pomyśleć - odpowiedziałam i wstałam. Wytarłam mokre od łez oczy i poprawiłam spodenki, które mi spadały.
- Dobrze. Ale pamiętaj, że cię kocham - powiedział i chciał mnie pocałować. Odsunęłam się od niego, chociaż było to dla mnie bardzo trudne. Widziałam ból w jego oczach, ale nie powiedziałam nic. Ja też go kocham, ale muszę to przemyśleć. Chłopak wyszedł, a ja usiadłam na łóżku. Może serio Larrisa tylko się nabijała? Może przerobiła te zdjęcia? Spojrzałam na zegarek stojący na komodzie i aż się przestraszyłam. Już 23! Przecież ja za parę godzin wylatuję na Bora Bora! A nawet nie jestem spakowana! Szybko podeszłam do szafy, z której wyjęłam walizkę i zaczęłam chować do niej najpotrzebniejsze rzeczy. Gdy skończyłam zeszłam na dół. W salonie siedział Brad i tata. 
- Madi tu była. Powiedziała, że zajedzie po ciebie rano z chłopakami - powiedział tata, a ja skinęłam głową. Nie mam telefonu więc nie mam jak się z nią skontaktować. 
- Tato... - przeciągnęłam i usiadłam obok rodzica. Spojrzał na mnie, a następnie wrócił wzrokiem do telewizora. - Bo zepsułam telefon i przydałby mi się nowy - dodałam i zauważyłam jak tata się uśmiecha.
- Wiedziałem. Dlatego kupiłem ci nowy. Proszę - powiedział i wręczył mi nowiutkiego iPhone'a. Uśmiechnęłam się szeroko i rzuciłam mu na szyję.
- Dziękuję - powiedziałam.
Posiedziałam tam trochę i poszłam na górę. Szybko zasnęłam z natłoku wrażeń. Jutro o 5 będą tu po mnie chłopaki i Madi. I będzie tam Lou. Mam nadzieję, że jakoś to zniosę. Ogólnie to sama nie wiem co mam myśleć o tym wszystkim.
***
- Wstawaj Stella, Madi już jest - usłyszałam głos nad sobą. Otworzyłam oczy i zobaczyłam tatę. Dłońmi przetarłam twarz i wstałam. Ubrałam się we wcześniej przygotowane ciuchy [klik] i pomalowałam tuszem. Gotowa zeszłam na dół gdzie czekała na mnie przyjaciółka i chłopaki. Louis siedział ze spuszczoną głową i chyba intensywnie o czymś myślał. Przywitałam się ze wszystkimi i wyszliśmy. Przed domem stał czarny van. Kto nim kierował? Zayn? Nawet nie wiedziałam, że ona ma prawko...
- Jedziemy od razu na lotnisko - powiadomił Harry. Przytaknęłam i oparłam się o szybę. Cały czas myślałam o Louisie. Wybaczyć mu? Ale co mam mu wybaczać, jeśli z tego co twierdzi, to w ogóle mnie nie zdradził? Pogubiłam się. Obok mnie siedziała Madi, a obok niej Louis. Przede mną miejsce zajmował Harry, a kierował Zayn. Po około 20 minutach parkowaliśmy pod lotniskiem. Podobno samochód ma zabrać jakiś znajomy Zayna. A zdążyłam się dowiedzieć od przyjaciółki, że ona i Zayn się całowali. To taka super wiadomość! Wiedziałam od jakiegoś czasu, że ta dwójka coś do siebie czuje, ale się nie przyznawali. Mam nadzieje, że chociaż im się poszczęści. Mają moje błogosławieństwo.
- Idziesz? - usłyszałam głos Madi. Nawet nie zauważyłam kiedy się zatrzymałam i zaczęłam myśleć. Myślenie mi szkodzi. Zdecydowanie.
- Tak już - odpowiedziałam zakłopotana. Doszliśmy na miejsce zbiórki. Stali tam już wszyscy uczniowie którzy lecą na Bora Bora. Podobno mamy własny samolot. Fajnie.
- Siema! - usłyszałam głos za sobą. Odwróciłam się i zobaczyłam Nialla i Liama. Westchnęłam i dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że oni również lecą.
- Spierdalać - warknęłam zła i się odwróciłam.
- Może troszkę ładniej? - spytała nauczycielka. Pani Gilbert. Nienawidzę jej. Prychnęłam cicho pod nosem, ale już się nie odezwałam. To, że płakałam w domu nie znaczy, że poza nim również będę taka delikatna. A już na pewno nie w stosunku do Horana.
- A czy wiesz, że będziemy się widzieć przez kolejne dwa tygodnie? - spytał blondyn. W ogóle zapomniałam, że za mną stoi. Tak wiem, że jedziemy na tą samą wycieczkę, w tym samym czasie, ale to nie oznacza, że będę z nim przebywać. Co to, to nie.
- Taa jeszcze czego - prychnęłam i założyłam ręce na piersi. Spojrzałam na moją przyjaciółkę, która uciekała wzrokiem. Coś jest nie tak. A ja nie wiem co...
- Madi ci nie powiedziała? - spytała, a ja popatrzyłam zdezorientowana to na przyjaciółkę to na blondyna. O co mu chodzi? Czego mi nie powiedziała?
- Wybacz Stella, nie było kiedy. Wiesz sama jak było ostatnio - powiedziała brunetka, ale ja nadal nie wiedziałam o co chodzi. Nawet się nie domyślałam. Wiem, głupia jestem.
- Ale o co chodzi do cholery? - spytałam podirytowana.
- No bo...my i oni....







Witam was kolejnym rozdziałem i mam nadzieję, że wam się podoba. I mam nadzieję, że mnie nie schłostacie, za jednodniowe opóźnienie. Wiem, wiem. Krótki. Ale niestety nie dałam rady więcej napisać. Za to kolejny będzie dłuższy. Pojawi się 17 maja i bardzo możliwe że to będą dwa rozdziały na raz . Oczywiście nie obiecuję tylko mówię jak może być. :)
Komentujcie, oceniajcie czy się podoba :D
Violette xoxo

środa, 7 maja 2014

Rozdział 21 ,,Ja nie jestem zakochany, o nie...''

- Harry? - spytał...Brad, który właśnie wszedł do pokoju. Popatrzyłem na niego lekko zdziwiony i odrobinę przestraszony.
- Yyy...tak - odpowiedziałem i położyłem palec na ustach uciszając chłopaka. Zrozumiał mój gest i zamilkł. Gestem dłoni wskazałem na dziewczynę leżącą obok mnie próbując powiedzieć mu, że czekam aż zaśnie. Brunet stał w drzwiach i mi się przyglądał. Po jakichś pięciu minutach usłyszałem ciche pochrapywanie blondynki, co oznaczało, że śpi. Powoli i bardzo cicho wyślizgnąłem się z jej objęć i wstałem. Przykryłem ją kołdrą i się odsunąłem. Razem z jej bratem wyszedłem z pokoju i oparłem się o ścianę.
- Co się stało? - spytał zdezorientowany. Wzruszyłem ramionami i ruszyłem w stronę łazienki. Chłopak podążał za mną, ale nic nie mówił.
- Długa historia - powiedziałem kiedy znaleźliśmy się w pomieszczeniu. Podszedłem do wanny, która była w czerwonych plamkach. Wziąłem gąbkę i zacząłem je zmywać.
- Opowiadaj póki nie ma rodziców - powiedział ostro i usiadł na podłodze za mną. Westchnąłem głośno, ale postanowiłem mu powiedzieć. W końcu to jej brat.
- Dostałem sms-a od Louisa, że Stella nie chce go wpuścić do domu więc przyszedłem tutaj. Drzwi na dole były otwarte więc wszedłem. Wszędzie było cicho i się przestraszyłem. Zacząłem jej wszędzie szukać, aż w końcu wszedłem tutaj. Leżała w wannie, nieprzytomna, na pralce leżał spalony papieros, a woda była czerwona. Wystraszyłem się. Bardzo. Szybko ją wyciągnąłem i zaniosłem do pokoju. Okazało się, że chciała podciąć sobie żyły. Na szczęście jej rany nie są tak głębokie więc teraz śpi. A później przyszedłeś ty - opowiadałem czyszcząc wannę. Chłopak siedział i słuchał w ciszy i spokoju.
- A wiesz czemu to zrobiła? - spytał po chwili zastanowienia. Pewnie przetwarzał sobie moje słowa w głowie. Skinąłem lekko głową i spłukałem czystą już wannę, wodą.
- Powiedziała, że Louis ją zdradził. Z Larrisą - szepnąłem.
- Jaki chuj! - krzyknął i wstał. Zaśmiałem się na jego słowa, w końcu miał rację, ale szybko się opanowałem.
- Nie krzycz! Dopiero co zasnęła. Nie chcę aby coś więcej sobie zrobiła i przeczuwam, że ty też nie - warknąłem. Pokiwał głową i opadł z powrotem na podłogę.
- Nie rozumiem czemu to zrobił... Przecież ostatnio mówił, że ją tak bardzo kocha, nigdy jej nie zdradzi, że jest jego całym światem i zrobiły dla niej wszystko. A teraz co? Odmieniło mu się? - szeptał jakby sam do siebie. Umyłem dłonie i usiadłem obok niego.
- Nie wiem czemu, ale wiem, że Stella jest zraniona.
- Pomożemy jej. Przecież nie można jej zostawić z tym samej - uśmiechnął się lekko. Zgodziłem się z nim i razem wstaliśmy. Wyszliśmy z łazienki i chłopak zszedł na dół, a ja jeszcze raz zajrzałem do dziewczyny. Spała spokojnie.
***
- Zadzwoń do niego - powiedział Brad kiedy we dwójkę siedzieliśmy w salonie i rozmyślaliśmy.
- Co? Po co?
- Musi mieć jakieś wytłumaczenie na to. Może nie wiemy wszystkiego? Może to nie prawda?
- Dobra. - warknąłem zły. Może młody ma rację. Może nie wiemy wszystkiego... Może.
Wstałem i poszedłem do kuchni. Oparłem się o blat i wyciągnąłem telefon z kieszenie. Wybrałem numer Louisa i czekałem. Po chwili odebrał.

- Zbieraj dupę w kroki i przychodź do Stelli. - warknąłem zły.
- Ale co się stało? 
- Nie pytaj. Widzę cię tu za 15 minut.

Powiedziałem i się rozłączyłem. Wróciłem do salonu i usiadłem z powrotem na kanapie.
- Niedługo będzie - powiedziałem i zamknąłem oczy. Jeśli okaże się, że to prawda to go zabiję. Dosłownie. Przecież Stella, mimo swojej maski odważnej i niezależnej, kryje swoją prawdziwą twarz. Ona tak na prawdę jest delikatna i łatwo ją zranić. Już to zauważyłem. 
- Dobra - odpowiedział. Siedzieliśmy w ciszy, każdy pogrążony w własnych myślach. Nie wiem czemu, ale naprawdę martwię się o Stellę. Może dlatego że ci się podoba? podpowiada mi cicho głosik w głowie. Tak to prawda, bardzo mi się podoba. Jej oczy, usta, figura, uśmiech, humor, talent, wszystko po prostu. Ale ja nie jestem zakochany, o nie...
- Louis już jest - z rozmyślań wyrwał mnie głos Brada. Skinąłem głową i wstałem. Razem z chłopakiem przeszliśmy do przedpokoju, a następnie do drzwi, za którymi stał Louis. Wszedł, a ja od razu złapałem go za ramiona. Spojrzał na mnie zdezorientowany, a ja od razu się opamiętałem. Przecież to mój przyjaciel. 
- O co chodzi? - spytał, a ja go puściłem. Całą trójką przeszliśmy do salonu i usiedliśmy na kanapie. Na początku panowała cisza, ale postanowiłem ją przerwać.
- Zdradziłeś Stellę? - spytałem i podniosłem na niego wzrok.
- Co?! Nie! - krzyknął i wstał.
- Spokojnie. Ciszej, bo ona śpi - uspokoiłem go gestem dłoni.
- Kto tak powiedział? - spytał trochę ciszej i usiadł.
- Ona - odpowiedziałem. 
- Dlaczego? Przecież nigdy bym jej nie zdradził...
- Powiedziała, że zrobiłeś to z Larrisą.
- Że co? Nigdy! 
- Okej, okej. Ale ona tak mówi - powiedziałem i wstałem słysząc kroki za sobą. Spojrzałem na blondynkę, która stała na schodach, obejmując się ramionami i patrzyła tępym wzrokiem na jej chłopaka? Może byłego... 
- Co on tu robi? - szepnęła w moją stronę. Zakłopotany spuściłem wzrok i nie odpowiedziałem.
- Spokojnie Stella - odpowiedział za mnie Brad.
- Zadałam pytanie, co on tu robi?! - tym razem krzyknęła. Drygnąłem lekko, ale po chwili do niej podeszłem i złapałem za rękę, z zamiarem zaprowadzenia jej na kanapę. Niestety mi się to nie udało, gdyż strzepnęła moje dłonie i szybko się odsunęła.
- Ja go zaprosiłem - powiedział cicho Brad.
- Po co? - spytała spokojniej. Widziałem jak zaciska pięści i powstrzymuje się przed krzykiem. Bandaż, którym owinąłem jej rękę, był cały czerwony. Spojrzałem na Louisa, który patrzył strachliwym wzrokiem na ciało dziewczyny. Wiedziałem, że się domyśla, co sobie zrobiła. A Louis tego nie znosił. Nie lubił jak ktoś się ciął. A teraz to przez niego. Przecież on jest zrozpaczony. Widzę to...
- Musicie sobie coś wyjaśnić - powiedziałem teraz ja. Jedyne co w tej chwili byłem w stanie zobaczyć to czubki swoich butów. Nie mogłem spojrzeć jej w oczy. Nie teraz.
- Miło było, ale się skończyło. Wybacz - powiedziała i się odwróciła. Chyba zamierzała wejść po schodach. Niestety straciła równowagę i upadła....






JOOOŁ.... No więc tak. Za ten rozdział dziękujcie mojej nauczycielce z polaka, która wyrzuciła mnie z klasy na lekcji i jako, że się nudziłam zaczęłam pisać rozdział w zeszycie więc jest... Więc...wielkie dzięki pani Ewo... A co do treści...Podoba się? Nic się w nim takiego nie dzieje, więc nuuuda. Ale i tak komentujcie.. :D Jak pewnie zauważyliście, jest nowy szablon. I on już zostanie. Wykonała go dla mnie Nancy z Graphic Poison. Podoba się? Rozdział krótki tak jak pisałam wcześniej. Kolejny pojawi się 11 maja. :] 
Pozdrawiam, Violette xoxo

piątek, 2 maja 2014

Rozdział 20 ,,Czemu jestem goła?''

Zignorowałam go i szybko pobiegłam do kuchni. Chwyciłam w swoje dłonie szklankę i nalałam do niej wody. Wypiłam ją i się trochę uspokoiłam. Wzięłam kilka głębokich wdechów i poszłam do siebie do pokoju. Po jakimś czasie pukanie i walenie ustało, więc Louis sobie poszedł. Gdy położyłam się na łóżku znów zaczęłam płakać. Dlaczego to ja mam tak pod górkę? Dlaczego zawsze jest coś co mnie niszczy? Dlaczego? Usłyszałam jak mój telefon dzwoni więc wzięłam go w dłonie. Jedną ręką przetarłam oczy z łez, a drugą odblokowałam klawiaturę. Louis dzwoni. Rozłączyłam się szybko i nie myśląc co robię, rzuciłam telefon o ścianę, a on rozprysł się na kilka części. Dało mi to trochę ulgi, ale nie na tyle bym mogła spokojnie funkcjonować. Wstałam i podeszłam do mojej torby.
Wyjęłam z niej paczkę papierosów i zapalniczkę. Z tym poszłam do łazienki i położyłam to na pralce. Odkręciłam kran w wannie i czekałam aż będzie pełna. Zdjęłam ubrania i zanurzyłam się w gorącej wodzie. Odpaliłam sobie jednego papierosa i wsadziłam między usta zaciągając się porządnie dymem. Zakręciłam wodę, a moje oczy powędrowały w kierunku noża stołowego. Nie wiem co on tu robił, ale w bardzo mi się przyda. Zgasiłam papierosa o kafelki obok wanny i położyłam go na pralce. Wzięłam w swoje dłonie nóż i chwilę się zastanowiłam. Zrobić to...czy nie? Nie mam nic do stracenia. I tak mam posrane życie, więc mogę mieć bardziej. Ja nie widzę problemu. Nie rozmyślając dalej zanurzyłam lewą dłoń w wodzie, a w prawej mocniej ścisnęłam narzędzie. Szybko przyłożyłam go do nadgarstka i modliłam się aby nie okazał się tępy. Kiedy przeciął moją skórą i zobaczyłam krew, uśmiechnęłam się sama do siebie. Zaczęłam robić głębsze nacięcia wypełniając wodę krwią. Obraz lekko mi się zamazywał i nie do końca wiedziałam co się dzieje. Znów usłyszałam walenie w drzwi na dole. Zaśmiałam się tylko gorzko i zrobiłam jeden, mocny ruch nożem, a krew zaczęła szybciej spływać. Zaczęłam tracić jakiekolwiek pole widzenia, a nóż wypadł mi z dłoni. Zjechałam trochę niżej zanurzając się w wodzie do samego nosa i zamknęłam oczy. Ostatnie co usłyszałam to krzyki i wołanie mojego imienia zza drzwi. A później była tylko ciemność...

**oczami Harrego**
Dostałem sms-a od Louisa, że Stella nie chce go wpuścić do domu. Na początku się śmiałem, ale później zdałem sobie sprawę, że to nie są żarty. Szybko się ubrałem i wyszedłem z domu.Oby tylko sobie nic nie zrobiła. Nie mam pojęcia co zrobił Louis, ale jeśli w jakikolwiek sposób ją zranił to normalnie urwę mu jaja. Około dziesięć minut później stałem pod drzwiami Stelli. Zacząłem pukać, ale kiedy nikt nie otwierał złapałem za klamkę. O dziwo, drzwi były otwarte. Gdy znalazłem się w środku ogarnęła mnie głęboka cisza. Szybko sprawdzałem kolejne pomieszczenia, ale nigdzie jej nie było. W końcu pomyślałem o łazience. Otworzyłem do niej drzwi i mało brakowało, a stracił bym panowanie nad nogami. Stella leżała prawie cała zanurzona w wodzie i miała zamknięte oczy. Wszystko dookoła niej było we krwi. W kilku krokach pokonałem odległość od drzwi do niej. Może gdyby to była inna sytuacja, napawał bym się widokiem jej nagiego ciała. Ale w tej chwili ona leży przede mną, zupełnie nieprzytomna, a ja nie wiem co mam zrobić.
Chwyciłem w dłonie ręcznik z grzejnika i przewiesiłem go sobie przed ramię. Jak ja mam ją wyjąć?! Co ja mam w ogóle zrobić?! Zacząłem się przez chwilę zastanawiać i wymyśliłem.
Wyjąłem korek z wanny, aby spuścić wodę i szybko poszedłem do jej pokoju, aby rozłożyć ręcznik na łóżku. Kiedy do niej wróciłem wody już nie było. Schyliłem się i podniosłem jej drobniutkie ciało. W dupie miałem, że będę mokry lub brudny. W tej chwili najważniejsza jest ona. Gdy byłem już u niej w pokoju, położyłem ja na łóżku i przykryłem drugim ręcznikiem. Złapałem się za głowę i wziąłem kilka głębokich wdechów. Mój wzrok skierował się w lewą stronę. Na ziemi leżał jej rozwalony telefon. Co się stało? Co Louis jej zrobił? Wyjąłem swój telefon i wystukałem na klawiaturze.
,,Urwę ci jaja i wsadzę ci je do gardła. Hazz xx''
I wysłałem do Louisa. Schowałem telefon z powrotem do kieszeni i usiadłem obok blondynki. Dopiero teraz zauważyłem na jej nadgarstku cięcia. Co ja mam do cholery zrobić?! Wiem. Wstałem i poszedłem znów do łazienki. Na jednej szafce stała apteczka więc wziąłem ją w ręce i wróciłem do pokoju. Wyjąłem z niej bandaż i owinąłem jej rękę. Jak ją obudzić? Może...Poklepałem ją lekko po policzku i nic. Złapałem ją za ramiona i zacząłem nią lekko trząchać. Powtarzałem jej imię w kółku i w kółku.
Po chwili dziewczyna zaczęła kasłać i otwierać oczy. Odetchnąłem z ulgą i przytuliłem ja mocno.
- Co się stało? - szepnęła. Odsunąłem się od niej i poprawiłem włosy.
- To ja powinienem o to spytać. Dlaczego się pocięłaś? Co się stało? Louis coś zrobił?
- Proszę! Nie wypowiadaj jego imienia. Nie chcę go znać.
- Ale co się stało?
- Zdradził mnie! Wiesz z kim?! Z pierdoloną Larrisą! - krzyknęła i wstała.
- Spokojnie. - podniosłem ręce do góry w geście obronnym.
- Czemu jestem goła? - spytała, a ja zachichotałem.
- Bo musiałem cię jakoś wyjąć z wody? - bardziej spytałem niż odpowiedziałem.
- Aha - przeciągnęła każdą literkę. Poprawiła ręcznik i wyszła. Usiadłem na jej łóżku i schowałem twarz w dłoniach. Dlaczego ona jest taka idealna? I tak bardzo mnie kusi abym się na nią rzucił? Nim się zorientowałem znów stała przede mną w samej piżamie i ze związanymi włosami.
- Zostaniesz ze mną? - szepnęła i wdrapała się na łóżko. Zgodziłem się i położyłem obok niej. Co z tego, że jest dopiero 16? Ważne jest, że ona chce abym został.
- Jak się czujesz? - spytałem kiedy głaskałem ją po głowie. Blondynka mruknęła coś pod nosem i się do mnie przytuliła. Chyba chce spać.
- Dobrze, bo ty tu jesteś - szepnęła i zamknęła oczy. Uśmiechnąłem się lekko i  mocno do siebie przyciągnąłem.
- Będę zawsze kiedy tylko będzie trzeba - powiedziałem i pocałowałem ją w głowę. Usłyszałem trzask drzwi na dole i tupot stóp na schodach. Po chwili drzwi pokoju się otworzyły.
- Harry? - spytał...




Jest już 20 rozdział. Cóż...Muszę wam powiedzieć, że na razie rozdziały nie będą długie, tylko takie jak ten albo troszke dłuższe. Nie będę tłumaczyła czemu bo to denne. Po prostu takie będą. Co jeszcze...KOMENTUJCIE. Kolejny pojawi się prawdopodobnie 5 lub 6 maja. :)
Zapraszam TU I TU oraz na mój blog z zwiastunami --> TU.

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Rozdział 19 ,,Zdradził mnie...''

- Julia? - usłyszałam nad uchem. Odwróciłam się i zauważyłam nieznanego mi jak dotąd chłopaka. Widać, że był pijany i cały czas się na mnie patrzył.
- Ty mnie chyba z kimś pomyliłeś - prychnęłam i wsiadłam razem z resztą do taksówki. Przez całą drogę słyszałam ciche podśpiewywanie Harrego i chrapania Austina. Brad i Mike siedzieli cicho i grali w papier, kamień, nożyce. Madi była oparta o Zayna, który cały czas głaskał ją po głowie. A ja? Ja siedziałam jak zahipnotyzowana i rozmyślałam. Nad czym? Nad tym co zrobi mi tata, kiedy zobaczy nas w takim stanie.
***
- Jesteśmy - powiedział kierowca i się odwrócił. Louis wręczył mu pieniądze do ręki i pomału wyszliśmy z samochodu. Każdy podpierał się o kogoś, bo nikt z nas nie mógł się utrzymać na nogach.
- Mike zostaw tą latarnię! - krzyknęłam do chłopaka, który przytulał słup.
- Ale on mnie kocha! - odpowiedział i usiadł na ziemi. Podeszłam do niego i za bluzkę pociągnęłam do góry. Co ja mam zrobić? Stoimy właśnie przed domem, jest prawie czwarta rano, a mieliśmy być o drugiej, a do tego każdy jest zalany w trupa. Czeka mnie śmierć jak tylko przekroczę próg domu. Mam tylko nadzieję, że tata i Esmeralda śpią. Po jakichś pięciu minutach wszyscy staliśmy pod drzwiami i się śmialiśmy. Z czego? Nie mam pojęcia, ale zauważyłam jak światło na korytarzu się zapaliło.
- Chować się! - szepnęłam do wszystkich i rzuciliśmy się w ucieczkę. Każdy poleciał w inną stronę. Ja biegłam cały czas się potykając za dom. Gdy tam dotarłam zauważyłam, że reszta też tu jest. Znów wybuchliśmy śmiechem, ale szybko schowaliśmy się za krzaki i drzewa w ogrodzie. Siedziałam obok Louisa i Mike'a i powstrzymywałam chichot. Gdy usłyszeliśmy jak ktoś wyszedł na taras przestaliśmy się śmiać i siedzieliśmy cicho. Po jakimś czasie osoba weszła do środka, a my spokojnie wyszliśmy z kryjówek i stanęliśmy w kółku.
- Co wy na to, że przenocujemy w tym domku? - spytał mój brat i wskazał na domek na drzewie. Skąd on tu...? Wcześniej go nie widziałam...Wszyscy się zgodzili i po chwili wchodziliśmy do środka.
- Czyj on jest? - spytałam kiedy zostałam na dole razem z Bradem.
- Mój. Jak byłem mały to mi go tata wybudował - uśmiechnął się i również wszedł do środka. Rozejrzałam się dookoła i również weszłam. Rozejrzałam się po wnętrzu i zawahałam się trochę.
- Jesteś pewny, że on utrzyma naszą ósemkę? - spytałam brata.
- Raczej tak - wzruszył ramionami i położył się na podłodze. Obok niego spali już Mike i Austin. Po drugiej stronie domku leżał Zayn, na którym leżała Madi. Obok nich był Harry, który patrzył się na mnie. Przy mnie stał Louis, który trzymał moją dłoń.
- Kładziemy się? - szepnął mi na ucho. Pokiwałam głową i po chwili leżałam na zimnych deskach przytulona do mojego chłopaka. Z racji, że byliśmy kompletnie pijani nie przeszkadzał nam chłód od drewna, ani ptaki.
***
- Ciszej bądźcie - obudził mnie szept Madi. Otworzyłam oczy i się podniosłam. Wszyscy jeszcze leżeli i rozmawiali między sobą. Zaraz po mnie reszta również wstała. Słońce świeciło prosto w małe okienka i padał na twarz. Głowa mnie strasznie bolała, ale teraz gorsze było to co się zaraz stanie.
- Idziemy do domu? - spytałam kiedy wszyscy staliśmy. Reszta się ze mną zgodziła więc wyszłam. Niestety zapomniałam, że są tu schody i się o nie potknęłam i bym spadłam, ale ktoś złapał mnie za rękę. Harry.
- Dzięki - szepnęłam i zeszłam normalnie po schodkach na ziemię. Obeszliśmy dom dookoła i stanęliśmy przed drzwiami. Lekko zapukałam i gdy usłyszałam kroki po drugiej stronie od razu zatkałam uszy. Po chwili przede mną stał tata i Esme z bardzo groźnymi minami. Zmrużyłam lekko oczy i się odsunęłam.
***
- No przepraszam! - krzyknęłam po raz kolejny.
- Ale Stella! Nam nie chodzi o to żebyś nas przepraszała! Tu chodzi o to, że jesteś nieodpowiedzialna! - odpowiedział tata i załamał ręce. Po co mi to mówi kiedy ja to wiem? Jestem w pełni świadoma, że zawiodłam jego zaufanie i nie musi mi tego powtarzać.
- Dobra! Wiem o tym i nigdy więcej nie zabiorę Brada do klubu, chyba że będzie pełnoletni. Wybaczycie mi? Proszę - powiedziałam cicho.
- Pewnie, że ci wybaczymy - uśmiechnęłam się Esmeralda i poklepała mnie po ramieniu.
- A teraz pożegnajcie się na razie z przyjaciółmi, bo jedziemy do dziadków - powiedział tata i wstał. Tak jak kazał pożegnałam się z przyjaciółmi i poszłam się przebrać.
***
- Stella tylko zachowuj się kulturalnie dobra? - spytał tata kiedy jechaliśmy do jego rodziców. Pokiwałam głową, ale się nie odezwałam. Kac się mnie trzymał i cały czas mnie suszyło. Mam nadzieję, że ten dzień nie będzie taki zły, bo nie mam ochoty na żadne kłótnie. A jutro muszę wstać o piątej rano, bo o siódmej mamy wyjazd na lotnisko i wylot na Bora Bora!
- Już jesteśmy - odezwała się Esmeralda. Nic nie mówiąc wysiadłam z samochodu i posłusznie poczekałam na resztę. Po chwili staliśmy przed drzwiami domku. Tata lekko zapukał, a po kilku sekundach przed nami stała kobieta po 60. Popatrzyłam na nią zboku i zgaduję, że jest moją babcią.
- Stella? - spytała staruszka. Pokiwałam głowę i do niej podeszłam. Ta zgarnęła mnie w swoje ramiona i mocno przytuliła. Niepewnie odwzajemniłam jej uścisk. - Cieszę się, że w końcu cię poznałam.
- Ja też się cieszę...babciu - zacięłam się.
***
- A masz chłopaka? - spytał dziadek podczas obiadu. Cały czas zadawali mi pytania dotyczące mojego życia prywatnego. Na wszystkie odpowiadałam z uśmiechem.
- Tak - powiedziałam i nagle poczułam wibrację w kieszeni. Wyjęłam telefon i zauważyłam wiadomość od nieznanego. Zawahałam się chwilę, ale nacisnęłam otwórz. Od razu tego pożałowałam. W moich oczach zbierały się łzy, a ja czytałam treść wiadomości trzeci raz.
''Właśnie spędzam najcudowniejsze chwile z twoim chłopakiem. Nie sądziłam, że jest taki dobry w łóżku. Pozdrowienia siostrzyczko, Larrisa xx''
A pod spodem było zdjęcie. Zdjęcie jej i ciała Louisa. Widać było jego niektóre tatuaże i kawałek włosów. Boże... Czytałam kolejny raz treść wiadomości kiedy nagle telefon wypadł mi z rąk i spadł pod stół, a ja zakryłam sobie usta ręką.
- Miałam - szepnęłam i wstałam od stołu. Widać moje przypuszczenia i zwidy nie były zwykłym przypadkiem...Jaka ja byłam głupia! Zawsze jestem... Wyszłam na korytarz gdzie oparłam się o ścianę i po niej zjechałam. Schowałam głowę między nogami i zaczęłam płakać. Dlaczego to ja mam zawsze tak trudne życie? Najpierw David ze mną zerwał, bo był ze mną dla zakładu. Teraz okazało się, że chłopak, którego pokochałam całym sercem mnie zdradził. I to z...nią.
- Co się stało? - usłyszałam głos babci obok. Podniosłam głowę, wytarłam łzy i na nią spojrzałam.
- Zdradził mnie... - szepnęłam i znów zaniosłam się szlochem. Staruszka klęknęła obok mnie i pogłaskała po ramieniu.
- Widocznie nie zasługiwał na twoją miłość - uśmiechnęła się.
- Ale ja go kocham! A zarazem nienawidzę - powiedziałam i wstałam.
- Przejdzie ci - powiedziała. Prychnęłam cicho i wróciłam do jadalni.
- Kiedy będziemy wracać? - spytałam tatę. Wiem zachowałam się niekulturalnie, ale no halo! Chłopak mnie zdradził i co mam robić? Skakać z radości?
- Możemy nawet teraz - odpowiedział. Pożegnaliśmy się z dziadkami i wyszliśmy. Przez całą drogę do domu siedziałam przytulona do Brada i płakałam.
***
- Stella jesteśmy - powiedział tata. Otworzyłam oczy i szybko wyszłam z samochodu. Od razu poszłam do swojego pokoju gdzie rzuciłam się na łóżko i dalej płakałam. Chyba wyleję z siebie wszystkie łzy.
- Skarbie my idziemy do znajomej Esmeraldy, chcesz iść z nami? - spytał tata, który właśnie wszedł do samochodu. Zaprzeczyłam, a on wyszedł. Po jakichś 10 minutach usłyszałam trzask drzwi i zapadła cisza. Przynajmniej mogę sobie spokojnie płakać i się nad sobą użalać. Leżałam tak już około godziny kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Nie zwracałam na niego uwagi i miałam nadzieję, że osoba za drzwiami zaraz odpuści i sobie pójdzie. Niestety tak się nie stało. A do dzwonka doszło walenie. Zła zeszłam na dół i podeszłam do drzwi. Otworzyłam je, a gdy zobaczyłam za nimi Louisa chciałam je zamknąć, ale w ostatniej chwili zatrzymał je dłonią.
- Co się stało?! - zapytał głośno. Prychnęłam i otworzyłam szerzej drzwi, ale nie dałam mu wejść.
- No nie wiem. Może ty mi powiesz?
- Ale ja nie wiem.
- Oj przestań kłamać. Przyznaj...Chciałeś tylko mnie zaliczyć i lecieć do kolejnej, nie?
- Co?! - krzyknął, a ja zaśmiałam się gorzko.
- Nie udawaj. Fajnie się bzykało z Larrisą?
- O czym ty mówisz?
- Niezły z ciebie aktor Tomlinson, ale na mnie to nie działa. Z nami koniec...Chociaż nie wiem po co był początek, ale trudno. Leć do barbie, może cię pocieszy - warknęłam i wraz z chwilą jego nieuwagi zamknęłam drzwi, a następnie po nich zjechałam i znów zaczęłam płakać. Sorry, płakać to złe słowo. Zaczęłam ryczeć jak głupia i walić głową w te cholerne drzwi.
- Stella otwieraj! - krzyknął z tamtej strony. Zignorowałam go i szybko pobiegłam do kuchni. Chwyciłam w swoje dłonie...





Na początek wielkie SORRY!!! Wybaczcie, że tak późno, po prostu pisałam rozdziały na inne blogi.. Przepraszam, że taki krótki i nijaki, ale myślę, że nie jest najgorszy. Miał wyglądać całkiem inaczej, ale wyszło jak wyszło i jest. Kolejny pojawi się 2 maja. Jeśli macie jakieś pytania to zapraszam do zakładki 'Kontakt'. Ostatnio dostałam nowe nominacje do LA więc zapraszam do zakładki 'Nominacje'. Jak zauważyliście jest nowy szablon. Jeszcze nie taki jak bym chciała więc w najbliższym czasie może się on zmienić. No to tyle ode mnie. 
Pozdrawiam i zapraszam TU , TU oraz na blog na którym wykonuję zwiastuny na zamówienie KLIK.
Violette xoxo

sobota, 19 kwietnia 2014

Rozdział 18 ,,Mam dziwne przeczucia...''

Następnego dnia obudził mnie sms od Madi, że już do mnie idzie. Szybko zerwałam się z łóżka i pobiegłam do łazienki. Po jakichś 10 minutach byłam ubrana i zostało mi tylko się pomalować. Gdy byłam już gotowa zeszłam na dół i przywitałam się z domownikami. Po 5 minutach usłyszałam dzwonek do drzwi więc poszłam otworzyć. Stała tam Madi i razem poszłyśmy do szkoły.
- No to...Jutro impreza tak? - spytała kiedy szłyśmy. Pokręciłam przecząco głową.
- Jutro nie, dopiero w sobotę idziemy z chłopakami. - powiedziałam. Jutro piątek i nie ma sensu iść skoro i tak następnego dnia idziemy razem z Bradem i resztą.
- A no to okej. Opowiadaj jak tam z Louisem. Co robiliście jak poszliśmy? - spytała i poruszyła zabawnie brwiami.
- Nic. - wzruszyłam ramionami i zaczęłam chichotać.
- Chłopaków dzisiaj w szkole nie będzie - powiedziała nagle. Zatrzymałam się na chwilę.
- Co? Czemu? Czemu ja nic nie wiem? - zasypałam ją pytaniami. Odwróciła się w moją stronę i złapała ze rękę.
- Stella spokojnie. Też się dowiedziałam jak szłam do ciebie. Oni mają jakąś ważną sprawę i nie mogą czekać - odpowiedziała i pociągnęła mnie w stronę szkoły. Kiedy byłyśmy na miejscu ja poszłam do swojej szafki, a Madi do swojej. Przy mojej stało kilka osób, ale z daleka nie widziałam kto. Poprawiłam grzywkę i ruszyłam. Zauważyłam blond czuprynę, która należała oczywiście do Horana. Nie zastanawiając się podeszłam tam. Stała tam również Amanda i Riki. Obok Nialla stał Liam i David.
- Patrzcie kto się wreszcie pojawił. - usłyszałam głos blondyna. Prychnęłam pod nosem i otworzyłam swoją szafkę. Wsadziłam do niej torbę, a wyjęłam książkę od angielskiego. Zamknęłam szafkę i chciałam odejść, ale kiedy się odwróciłam przede mną stał murek. Murek? No nie dosłownie, bo stały przede mną Amanda i Riki oraz Niall i Liam. Założyłam ręce na piersi i popatrzyłam na nich wyczekująco. Nie chcą mnie puścić?
- Czego chcecie? - spytałam zrezygnowana. Zaczęli się śmiać, a ja stałam przed nimi i obmyślałam plan. Co im zrobić? Mi się nie przeszkadza więc muszą ponieść karę za swoje czyny. Hmm...A może wyrwę im wszystkie włosy z głowy? Dziewczyny będą cierpiały, ale mało mnie to obchodzi. A może zacznę krzyczeć i wołać o pomoc? Nie to zbyt słabe. A może...A może powybijam im zęby? Nie wiem czy dam radę...
- Chcieliśmy popatrzeć na twój strach - uśmiechnął się Horan. Już wiem! Wiem co zrobię.
- A wiesz na co ja chcę popatrzeć? Na twój ból - powiedziałam i posłałam mu sztuczny uśmiech. Od razu spoważniał. Ma się te coś...
- Nie boję się ciebie - powiedział nerwowo. Pokiwałam głową i popukałam się w czoło.
- To ja nie boję się ciebie, bo nie możesz mi nic zrobić. Gorzej z tobą, bo masz coś, a raczej kogoś, kto jest ci bardzo potrzebny do życia, nie ja. Pamiętaj Horan - ostatnie zdanie wyszeptałam po czym przeszłam między Riki, a Payn'em. Zauważyłam, że akurat w moją stronę idzie Madi więc przyśpieszyłam.
- Co tam się działo? Coś ci zrobili? - od razu spytała. Pokręciłam przecząco głową, ale nic nie powiedziałam. Razem poszłyśmy pod salę z języka angielskiego i poczekałyśmy na dzwonek.
- Nie chcę mi się tu siedzieć - szepnęłam w środku lekcji do Madi.
- Wiem mi też nie - odpowiedziała i na mnie popatrzyła. Kiwnęłam lekko głową w stronę naszego nauczyciela, a Madi od razu zrozumiała o co mi chodzi.
- Proszę pana! - krzyknęła na całą klasę, a ja udawałam, że zwijam się z bólu. Facet szybko do nas podszedł i oparł się o ławkę - Bo Stellę bardzo boli brzuch - powiedziała, a on do mnie podszedł. Chciało mi się śmiać, ale nie mogę tego teraz zrobić, bo się kapnie. Zagryzłam mocno wargę i próbowałam się rozpłakać. Ale ja nie umiem!
- Stella, wszystko w porządku? - spytał i złapał mnie za ramię. Podniosłam głowę i spojrzałam na niego najbardziej smutnym wzrokiem na jaki było mnie w tej chwili stać.
- Nie - szepnęłam i znów się schyliłam.
- Ona blefuje! - krzyknął ktoś z drugiego końca klasy.
- Zamknij się - odpowiedziała Madi, ale facet jej chyba nie słyszał. - Proszę pana, mogę iść z nią do pielęgniarki? - spytała i pogłaskała mnie po ramieniu.
- Tak idźcie - powiedział i odszedł. Madi wzięła nasze książki i wstała. Uczyniłam to samo i cały czas trzymając się za brzuch i zasłaniając twarz włosami wyszłam. Gdy brunetka zamknęła za nami drzwi od razu się wyprostowałam.
- Brawo - powiedziałam i przybiłam z nią żółwika. Wzięłam swoją książkę i ruszyłyśmy w stronę szafek. Najpierw do niej, a później do mnie.
- Co teraz zrobimy? - spytała kiedy stałyśmy na środku korytarza.
- Pójdziemy gdzieś - wzruszyłam ramionami i pociągnęłam ją za sobą w stronę wyjścia. Nie sprzeciwiała się, więc uznałam to za bardzo dobry pomysł. - Gdzie teraz idziemy? - spytałam kiedy byłyśmy już przed szkołą.
- To był twój pomysł więc ty wymyślaj - odpowiedziała. Westchnęłam i zaczęłam myśleć.
- Może pójdziemy do kawiarni? - zaproponowałam pierwsze co przyszło mi na myśl.
- Dobry pomysł - zgodziła się i skierowałyśmy się w stronę najbliższej kawiarni. Padło na Starbucks'a. Przez całą drogę milczałyśmy. Szczerze? Nie miałam pojęcia o czym mamy rozmawiać. Kiedy doszłyśmy ja usiadłam przy stoliku, a Madi poszła zamówić kawę. Zaczęłam rozglądać się po lokalu, a moją uwagę przykuły długie blond włosy i brązową czuprynę. Całowali się, chyba. Chwilę się im przyglądałam. W końcu nie wytrzymałam i wstałam. Powoli szłam w stronę dwóch osób coraz bardziej się niepokojąc. Jeśli to jest ten ktoś to zabije. Dosłownie. Kiedy byłam na tyle blisko aby dotknąć blondynkę od razu to zrobiłam. Szarpnęłam ją za ramię.
- Co tu się dziej... - zaczęłam, ale się zacięłam kiedy zobaczyłam dwójkę zupełnie obcych mi ludzi.
- O co ci chodzi? - spytał chłopak. Na oko 25 lat.
- Przepraszam. Pomyliłam was z kimś innym - powiedziałam i odeszłam. Ja dostaje jakiś omanów... Wróciłam na swoje miejsce gdzie czekała na mnie przyjaciółka. Usiadłam na przeciwko niej i zamknęłam oczy.
- Stella wszystko okej? - spytała i złapała mnie za dłoń. Wzięłam kilka głębokich wdechów i spojrzałam na brunetkę. Pokręciłam przecząco głową.
- Nie. Proszę powiedz mi, że to przez ten upał - powiedziałam i wskazałam dłonią za okno.
- Ale nie ma dzisiaj żadnego upału. Jest tylko 20 stopni. O co ci chodzi? - odpowiedziała.
- Ja...Nie wiem...Mam jakieś dziwne przeczucia.
- Ale czego one dotyczą? Stella mów dokładnie.
- Widzisz tamtą dwójkę? - spytałam i wskazałam palcem ludzi, których przed chwilą zaczepiłam. Pokiwała głową więc kontynuowałam - Kogo ci przypominają?
- No nie wiem. Jakąś zakochaną parę? - powiedziała i odwróciła się w moją stronę.
- A dobra. Nie ważne - machnęłam ręką i już do końca dnia nie wspominałam o tym. Wiem, że mam coś nie tak ze sobą. Ale czemu?
Po wyjściu z kawiarni ja poszłam do swojego domu, a Madi do swojego. Zdecydowałam, że nie chcę widzieć dzisiaj nikogo. No oprócz Brada, taty i Esme. Weszłam do domu i z całej siły rzuciłam torbą w kąt. Przeszłam do salonu i rzuciłam się na kanapę. Krzyknęłam głośno, a po chwili poczułam dłoń na plecach. Podniosłam głowę i gdy zobaczyłam Esmeraldę z powrotem opadłam na poduszkę.
- Co się stało? - spytała i pogłaskała mnie po ramieniu.
- Mam dość. To jakieś znaki? A może mam schizofrenię?
- Ale co się stało?
- Jak uciekłam z lekcji to byłam w kawiarni i tam siedziała dziewczyna z chłopakiem. Całowali się. I mi się wydawało, że to Louis i Larrisa. A jak on mnie zdradza, a Bóg daje mi jakieś wskazówki? Nie rozumiem już tego - jęknęłam bezradnie i się podniosłam. Usiadłam 'po turecku' i spojrzałam na kobietę.
- Nie przesadzaj. To tylko przypadek - uśmiechnęła się, ale mi wcale nie było do śmiechu.
- Przypadki nie istnieją. Nie w moim wypadku.
- Stella histeryzujesz. To na pewno po prostu zbieg okoliczności - powiedziała i złapała mnie za dłoń - A teraz gadaj czemu uciekłaś z lekcji. - dodała.
***
- Dobranoc - powiedziałam i poszłam do siebie na górę. Esmeralda i tata cały wieczór tłumaczyli mi, że to przypadek, a ja i tak wiem, że jest inaczej. Jeszcze ten mój wcześniejszy sen! Tam też był Louis i Larrisa. A jeśli on mnie na prawdę zdradza? Przez całe popołudnie dostałam z pięćdziesiąt wiadomości od chłopaków dlaczego nie chcę ich widzieć. Na żadną nie odpisałam. Madi nie pisała, bo jej wytłumaczyłam o co chodzi. Poszłam wcześnie spać i wcale nie myślałam o tym co będzie jutro.

**następnego dnia**
Obudziłam się o 6:30. Wstałam i poszłam do łazienki. Gdy wróciłam podeszłam do szafki, z której wyjęłam granatowe rurki, białą koszulkę i białe trampki. [link]. Włosy związałam w koka, a na nadgarstek założyłam bransoletkę. Gotowa zeszłam na dół, gdzie czekała na mnie przyjaciółka. Kiedy ona w ogóle przyszła?
- Gotowa? Możemy już iść? - spytała i wstała z kanapy, na której siedziała. Pokiwałam głową, pożegnałam się z domownikami i wyszłyśmy.
- Jak tam? - spytała kiedy szłyśmy chodnikiem.
- Wczoraj dostałam chyba pięćdziesiąt wiadomości od chłopaków - wzruszyłam ramionami.
- Nie dziwne. Mówisz, że nie chcesz ich widzieć, a nie podajesz powodu.
- Bo sama nie wiem jaki jest dokładny powód.
- Dziwna jesteś. - mruknęła.
- Wiem.
- A co im dzisiaj powiesz? - spytała. No tak. Tego nie przemyślałam.
- Ty mi pomożesz coś wymyślić - uśmiechnęłam. Pokręciła przecząco głową i machnęła rękami.
- O nie! Nie tym razem. Ty zrobiłaś, ty się wytłumaczysz.
- Dobra - prychnęłam. Reszta drogi minęła nam w ciszy. Szczerze? To ja w ogóle nic nie przemyślałam. Nadal twierdzę, że to są jakieś znaki i koniec. Gdy byłyśmy już pod szkołą, zobaczyłam, że chłopaki na nas czekają. Westchnęłam tylko i szłam dalej. Z daleka widziałam jak zawzięcie o czymś rozmawiają.
- O nareszcie jesteście - powiedział Harry, kiedy stanęłyśmy przed nimi.
- Stella co się wczoraj stało? - spytał Louis. Spuściłam głowę w dół i patrzyłam na moje białe buty. Wzruszyłam ramionami i chciałam ich ominąć i wejść do szkoły, ale mnie zatrzymali. Spojrzałam błagalnie na przyjaciółkę, ale ta tylko pokręciła głową.
- Miałam gorszy dzień - mruknęłam cicho, ale nadal na nich nie patrzyłam.
- Dobra, chodźcie do szkoły. - westchnął Zayn. Całą piątką weszliśmy do szkoły i każdy poszedł do swojej szafki. Oczywiście niezdarna ja musiałam się potknąć na schodach. Ale złapałam równowagę.
***
- W domu musicie wykonać zadanie trzecie i czwarte ze strony sto sześćdziesiątej dziewiątej - powiedział nauczyciel z geografii. Zapisałam wszystko i zamknęłam książki. Po chwili zadzwonił dzwonek i wszyscy wyszliśmy z klasy.
- Stella co robisz dzisiaj po szkole? - zapytał Louis kiedy szliśmy pod salę 145.
- Nic a co? - odpowiedziałam.
- Chciałbym cię zabrać w jedno magiczne miejsce.
- Z przyjemnością - uśmiechnęłam się i pocałowałam go w policzek.
***
- Jesteście zwolnieni z dwóch ostatnich lekcji. Czyli po tej idziecie do domu - powiedział dyrektor, który właśnie wszedł do klasy. Wszyscy się ucieszyli, a kiedy zadzwonił dzwonek wybiegli z sali. Ja z Louisem zostaliśmy ostatni. Razem wyszliśmy ze szkoły i Louis pokierował się w jakimś nieznanym mi kierunku. Doszliśmy do parku, w którym nigdy nie byłam.
- Odwróć się. Muszę zasłonić ci oczy - powiedział w pewnym momencie. Nic nie mówiąc wykonałam jego polecenie. Chłopak zawiązał mi jakąś chustkę na oczach i złapał ze rękę. - Możesz zdjąć. - powiedział po dziesięciu minutach marszu. Niepewnie ściągnęłam szmatkę z oczu i aż zaparło mi dech w piersi.
Zaczęłam rozglądać się dookoła i podziwiać widok. Staliśmy właśnie na jakimś pomoście, a dookoła był park i woda. Nie mogłam nacieszyć oczu.
- Boże! Jak tu pięknie - powiedziałam tylko i odwróciłam się do Louisa, który stał za mną. Zarzuciłam mu ręce na szyję i mocno go przytuliłam.
- Wiem, dlatego cię tu przyprowadziłem - powiedział.
- Dziękuję.
- Powiesz mi teraz co się wczoraj stało? - spytał nagle.
- Pod jednym warunkiem - szepnęłam i się od niego odsunęłam.
- Jakim?
- Przysięgnij mi, że mnie nie zdradzasz i nie masz zamiaru tego zrobić - powiedziałam cicho, a chłopak otworzył szerzej oczy. Popatrzyłam na niego wyczekująco.
- Oczywiście, że cię nie zdradzam. I nie mam zamiaru, przysięgam. - powiedział i złapał moją dłoń, którą przyłożył sobie do klatki piersiowej. - Czujesz jak bije? - spytał. Skinęłam delikatnie głową i się do niego przysunęłam. - Ono jest twoje. Pamiętaj. Ale powiedz co się stało. - uśmiechnął się lekko.
- Bo mam jakieś dziwne przeczucia. Ostatnio miałam taki dziwny sen. I ty mnie w nim zdradziłeś. Z Larrisą. I wczoraj jak byłam z Madi w kawiarni to widziałam dwójkę ludzi bardzo podobnych do was. I tak strasznie się boję, że to prawda. Że Bóg daje mi jakieś znaki czy coś. - mruknęłam i zamknęłam oczy.
- Skarbie...Rozumiem twoje obawy, ale naprawdę. Przysięgam ci, że cię nie zdradzam, ani nie zamierzam tego robić. To najgorsza rzecz jaką jeden człowiek może zrobić drugiemu. A ja nie chcę cię zranić, a później stracić. - powiedział i położył swoje ręce na moich biodrach. Oparłam głowę o jego klatkę piersiową i westchnęłam. - Kocham cię - dopowiedział.
- Ja ciebie również kocham. Bardzo i nie chcę cię stracić. Zależy mi na tobie - szepnęłam i oplotłam go rękami w pasie.
- To będziesz o tym pamiętać? - spytał. Pokiwałam głową i nie więcej nie powiedziałam.
***
- Wróciłam! - krzyknęłam kiedy przekroczyłam próg domu. Zdjęłam buty i przeszłam do salonu. Siedział tam Brad i Mike. Austina nigdzie nie było. Słyszałam jak ktoś krząta się w kuchni więc to pewnie Esme.
- Gdzie byłaś? - spytał brat kiedy usiadłam obok nich.
- Z Louisem w parku.
- Co tam robiliście?
- Rozmawialiśmy.
- To co? Jutro impreza tak? - spytał Mike. Pokiwałam głową i się uśmiechnęłam. Jak miło, że już weekend. A potem wycieczka! Tak się cieszę...

**następny dzień**
Wstałam około 12 i od razu poszłam do łazienki. Madi i chłopaki przyjdą dopiero po południu więc mam czas do 15. Wzięłam prysznic i ubrałam się w dżinsowe szorty i białą bluzkę z napisem 'Crazy Mofos'. Tak ubrana zeszłam na dół do kuchni gdzie siedział tata, Esme, Brad i Mike. Co on tu nocował?
- Dzień dobry - powiedziałam i usiadłam obok Mike'a o Brada. Zaczęłam jeść śniadanie i przysłuchiwać się rozmowie o jutrzejszym dniu.
***
- Stella jesteś gotowa? - krzyczała moja przyjaciółka zza drzwi. Przejrzałam się ostatni raz w lustrze podziwiając mój strój [klik] i wyszłam. Spojrzałam na przyjaciółkę, która była ubrana w sukienkę z tygrysem i szpilki. [klik].
- Tak jestem. Idziemy? - powiedziałam i razem zeszłyśmy na dół. Czekali tam na nas nasi przyjaciele, mój brat i jego koledzy oraz tata.
- Macie ich pilnować i wrócić przed drugą - powiedział tata i odszedł. Zaśmiałam się cicho i całą ósemką wyszliśmy z domu. Z racji, że klub jest blisko szliśmy piechoto. Cały czas trzymałam rękę Louisa. Chłopaki byli strasznie podekscytowani.
***
Zabawa trwała w najlepsze. Brad, Mike i Austin ledwo trzymali się na nogach, chociaż mieli nie pić. Sama jestem nie lepsza. Razem z Madi właśnie stoimy i bajerujemy barmana. Chłopaki 'pilnują' mojego brata, mimo, że sami są pijani. Wiem, że jak wrócimy do domu to tata mnie zabije, ale żyje się chwilą nie?
- I wtedy ona podeszła i wylała mi mleko na głowę - powiedział uroczy barman. Razem z przyjaciółką śmiałyśmy się w niebo głosy. Naprawdę nie powinnam pić. Jestem nieodpowiedzialna.
Rozejrzałam się po klubie i znów zauważyłam blondynkę i szatyna, całujących się. Tylko tym razem naprawdę wyglądali jak oni. Już chciałam wstać i do nich podejść kiedy przede mną pojawił się Louis. Westchnęłam z ulgą i mocno go przytuliłam. Spojrzałam jeszcze raz w tamto miejsce, ale zaraz odwróciłam wzrok. Zeszłam ze stołka barowego i stanęłam obok szatyna.
- Może czas się zbierać? - spytałam. Chłopak się ze mną zgodził. Zebraliśmy wszystkich i wyszliśmy z lokalu. Świeże powietrze nocy owiało moje policzki.
- Julia? - usłyszałam tuż nad uchem...







Proszę i przepraszam. Miał być w piątek, ale zapomniałam. Ale jest teraz i tak jak pisałam. Jest dłuuugi. Mam nadzieję, że wystarczająco długi aby się wam podobał. Kolejny pojawi się 24 lub 25 kwietnia. Na pewno. Co do tego rozdziału. Podoba się? Jeśli tak to komentujcie bo to bardzo motywuje. Inaczej mi się pisze kiedy widzę tylko 3 komentarze, a inaczej kiedy jest ich 7 lub 8. 
Zapraszam również        TU       i        TU  .
No to Wesołych Świąt i pozdrawiam <3

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Rozdział 17 ,,Wariatkowo...''

Popatrzyłam na osobę i zobaczyłam...Harrego? Co jest? Co on chce?
- Co tam? - spytał jakby nigdy nic i mnie puścił.
- Co chcesz? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie. Chłopak szeroko się uśmiechnął i wzruszył ramionami.
- Miałem cię zawołać do salonu, bo twój tata chce coś powiedzieć - pokiwałam głową i przeszliśmy do salonu. Wszyscy siedzieli i na mnie patrzyli.
- Co się stało? - spytałam zaniepokojona.
- Są dwie sprawy. Pierwsza, musisz uważać, bo twoja matka wróciła - zaczął mój tata, a ja wcale się nie zdziwiłam. Ona nie umie długo gdzieś posiedzieć. Kiwnęłam tylko głową w znaku zrozumienia i słuchałam dalej. - Druga, to w niedzielę jedziemy do twoich dziadków, a moich rodziców - dokończył, a ja się uśmiechnęłam. Nigdy nie miałam okazji ich poznać. A dziadkowie ze strony mamy nie żyją, a ja ich nie pamiętam, bo zmarli jak miałam zaledwie 5 lat.
- Dobra - powiedziałam i poczułam wibrację w kieszeni. Wyjęłam telefon i odczytałam wiadomość od Brada.
,,Powiedz im, że zabierasz nas na imprezę. Dzięki xxx''
Popatrzyłam na brata, a ten się tylko uśmiechał. Pokręciłam głową z dezaprobatą, ale się zgodziłam.
- Tato chciałam spytać czy mogę wziąć Brada i chłopaków w sobotę na imprezę? - spytałam słodkim głosem. Jakoś trzeba go przekonać nie?
- Co? Nie ma mowy! On ma dopiero 17 lat - krzyknął tata, a ja załamałam ręce. Obiecałam im to muszę dotrzymać słowa. Ale jak go przekonać?
- No tato... - jęknęłam tylko.
- Nie ma takiej opcji - powiedział.
- Ale dlaczego? Przecież nie pozwolę im się napić i sama również nie będę. No proszę 
- Stella oni są niepełnoletni nie wpuszczą ich tam - westchnął tata.
- Posłuchaj, ja wiem, że oni mają po 17 lat. Ja mam 19 i to nie jest moja pierwsza impreza. Chodziłam na imprezy odkąd skończyłam 15 lat. Nie wierzysz? Spytaj Madi i chłopaków. To oni ze mną chodzili. Nie miałam rodzeństwa, z którym mogłam iść. Jak miałam już 16 lat to zaczęłam pić. Na początku tylko po jednym drinku, ale później upijałam się do nieprzytomności i nic nie pamiętałam. A oni mają już 17 lat i nie pójdą sami. Będę z nimi i będę ich pilnować. Pozwól im iść i się zabawić. Są przecież młodzi, muszą się wyszaleć - mówiłam, a wszyscy słuchali - Mnie nikt nie pilnował i musiałam sama znać umiar, a oni będą ze mną. Nic im się nie stanie. Proszę - dokończyłam.
- Ja...nie wiem co powiedzieć. - tylko tyle usłyszałam z ust taty. Serio? Ja tu tyle powiedziałam, a on nic? 
- Nie musisz nic mówić, po prostu pozwól mu iść. 
- No dobrze, ale kochanie ty się zgadzasz? - zwrócił się do Esmeraldy. Kobieta stała i tępo patrzyła w ścianę. Nie dziwię się jej, po tym co usłyszała.
- Niech idą, Stella jest odpowiedzialna i się nimi zajmie. W końcu sami niedługo będą dorośli i nic ich nie zatrzyma - powiedziała, a ja się uśmiechnęłam. Chłopcy rzucili się na nią i mocno przytulili. 
- Dziękuję - powiedziałam. - Która godzina?
- Osiemnasta piętnaście - odpowiedziała na moje pytanie Madi.
- Chodźcie do mnie do pokoju - powiedziałam w stronę przyjaciół i razem poszliśmy na górę.
- Co to było? Idziesz na imprezę? - zadał pytania Harry kiedy byliśmy całą piątką w moim pokoju. 
- Tak, a wy idziecie ze mną - uśmiechnęłam się chytrze i usiadłam na łóżko. Zaraz obok mnie pojawił się Louis, którego mocno przytuliłam. 
- A kto powiedział, że my chcemy? - zapytał Zayn, a ja się roześmiałam.
- Weź se nie żartuj. Każdy wie, że chcesz iść więc cicho. A napić też byś się chciał przed wycieczką 
- No tak, ale...powiedziałaś coś innego tacie - zauważył, a ja pacnęłam się w czoło.
- Cicho. Jak bym powiedziała, że ktoś będzie pił to by ich nie puścił, a oni mnie tak bardzo prosili
- A rozumiem. Sprytna jesteś - uśmiechnął się Zayn, a ja nie zwracając na nich uwagi cmoknęłam Louisa w usta. Szatyn lekko się uśmiechnął i zagryzł wargę.
- To może my pójdziemy do domu. Louis znasz drogę prawda? - zaśmiał się Harry. Wstali i wyszli nie czekając na żadną reakcję. Co z nimi?
- Co im się stało? - spytałam kiedy siedzieliśmy sami. Chłopak wzruszył ramionami i się położył. Nie czekając długo położyłam się obok niego, a głowę trzymałam na jego klatce. Wsłuchałam się w miarowe bicie jego serca i zapomniałam o rzeczywistości. 
- Jak widzisz swoją przyszłość? Widzisz tam nas? - Louis przerwał ciszę tym pytaniem. Przekręciłam się i teraz opierałam się brodą o jego tors i patrzyłam w jego szare tęczówki. Ostatnio sama o tym rozmyślałam, a teraz on się o to pyta...
- Chciałabym abyśmy byli razem długi, a nawet wiecznie. A ty? - odpowiedziałam i zamknęłam oczy.
- Ja to widzę tak. Będziemy razem, później weźmiemy ślub i będziemy mieli dużo dzieci - powiedział, a ja szeroko się uśmiechnęłam. - Tylko pamiętaj, pierwszy ma być chłopczyk - pstryknął mnie w nos.
- A co jeśli będzie dziewczyna? - spytałam i otworzyłam oczy.
- Wtedy będziemy robili drugie, aż w końcu będzie chłopczyk - wyszczerzył zęby w uśmiechu.
- Naprawdę chcesz mnie w swojej przyszłości? - zapytałam całkiem poważnie.
- Oczywiście, że tak. Kocham cię i chcę być z tobą do końca i jeszcze dłużej 
- Kocham cię Louis
- Ja ciebie również kocham - powiedział, a ja podniosłam się na łokciach. Patrzyliśmy na siebie przez jakieś dwie minuty po czym się podniosłam. Usiadłam okrakiem na chłopaku i popatrzyłam w jego oczy, a potem mój wzrok skierował się na usta chłopaka. Zagryzłam wargę i zbliżyłam się do jego twarzy, tak, że stykaliśmy się nosami. - Pocałujesz mnie wreszcie? - zaśmiał się. Pokiwałam głową i mocno naparłam swoimi wargami, na usta chłopaka. On nie był mi dłużny, bo lekko zagryzł moją dolną wargę, i po chwili nasze języki walczyły o nominację. Przeciągnęłam swoimi biodrami po jego kroczu, a on jęknął gardłowo. 
- Ykhym - usłyszałam za swoimi plecami. Szybko zeskoczyła z chłopaka. Niestety nie w tą stronę co trzeba i spadłam z łóżka. 
- Co tu robisz? - spytałam tatę, który stał w przejściu. Uśmiechnął się pod nosem i pokręcił głową.
- Stoję. Chciałem spytać czy Louis zostaje na kolację? - powiedział, a ja wstałam z podłogi. Rozmasowałam bolący tyłek i usiadłam na łóżku. Spojrzałam na mojego chłopaka, ale on pokręcił przecząco głową.
- Chciałbym, ale nie mogę. - powiedział Louis i wstał. Uczyniłam to samo i we trójkę zeszliśmy na dół. Tata poszedł do salonu, a ja poszłam odprowadzić Louisa.
- Naprawdę nie możesz zostać? - spytałam kiedy chłopak ubierał buty.
- Jutro się zobaczymy, i w piątek, a w sobotę idziemy na imprezę. A w poniedziałek jedziemy, pamiętasz? Będziemy całe dwa tygodnie razem. - powiedział, a ja się do niego przytuliłam. - Kocham cię - powiedział i pocałował mnie w głowę. Mocniej go przytuliłam i westchnęłam.
- Ja ciebie też - odpowiedziałam i go puściłam. 
- Do jutra - powiedział i cmoknął mnie w policzek, po czym wyszedł. Zamknęłam za nim drzwi i przeszłam do salonu. Nie było już Mike'a i Austina, tylko sam Brad. Esme i tata pewnie w kuchni. Usiadłam obok brata i położyłam głowę na jego ramieniu.
- Co oglądasz? - spytałam i ziewnęłam.
- Nie wiem. - odpowiedział, a ja się zaśmiałam. - Dzięki - powiedział cicho. 
- Spoko. Jeszcze nie raz mnie pewnie wykorzystasz, ale pamiętaj - zagroziłam palcem - Ja się o coś upomnę. Ale w końcu znalazłam rodzinę i muszę z tego korzystać. Ty wykorzystasz mnie, a ja ciebie i będziemy kwita - zaśmiałam się, znów. Ostatnio często się uśmiecham. Moja rana na ręce się prawie zagoiła, ale znaki są. I zawsze będą.
- Ale pozwolisz nam coś wypić? - spytał szeptem. Uśmiechnęłam się, ale pokiwałam głową. Dam im się napić. A co ja będę żałować? Sama robiłam gorsze rzeczy, nich dzieciaki zaznają stanu ukojenia. Szczegół, że na następny dzień mi się dostanie, ale przynajmniej się wybawimy. Raz się żyje nie? Właśnie...
- Oczywiście, ale masz nikomu nie gadać - również wyszeptała i oboje zaczęliśmy się śmiać.
- Jesteś najlepszą siostrą na świecie, wiesz? - spytał, a ja go przytuliłam.
- Tak wiem.
- I do tego strasznie skromną - zauważył i znów wybuchliśmy śmiechem. Po chwili do salonu wpadł tata i na nas spojrzał. 
- Dzieci, wszystko w porządku? - spytał zdezorientowany. Popatrzyliśmy na siebie, a potem na tatę i znów zaczęliśmy się śmiać. - Wariatkowo - westchnął zrezygnowany i wyszedł.
Po jakichś 5 minutach śmiechu uspokoiliśmy się i poszliśmy do kuchni. Zjedliśmy kolację i każdy poszedł do siebie. Weszłam do mojego pokoju i rzuciłam telefon na łóżko, a sama poszłam do łazienki z moją piżamką. Wzięłam prysznic, a następnie się wytarłam. Postałam chwilę w ręczniku i się ubrałam. Umyłam jeszcze włosy, które następnie wysuszyłam i zostawiłam rozpuszczone. Wróciłam do pokoju gdzie wybrałam sobie ciuchy na jutro. Wyjęłam siwe rurki, różową koszulę na ramiączkach i do tego różowe vansy. Dobrałam różowy zegarek i różowe kolczyki. [link]. Ubrania położyłam na komodzie razem z biżuterią. Podeszłam do okna i spojrzałam w przestrzeń. Przede mną rozwijał się widok Londynu. Jak zwykle tętniącego życiem. Samochody jeździli, ludzi gdzieś szli i wszędzie paliły się światła. Uwielbiam to miasto chociaż nie zawsze jest piękna pogoda. Nie dane było mi się nacieszyć tym widokiem, bo usłyszałam dźwięk przychodzącego sms-a. Podeszłam do łóżka, z którego wzięłam telefon i go odblokowałam.
''Dobranoc skarbie. Kolorowych i do jutra. Kocham. Lou xx''
Przeczytałam wiadomość od Louisa i od razu szeroko się uśmiechnęłam. Położyłam telefon na półkę, a sama zgasiłam światło. Po ciemku podeszłam do łóżka, w którym się położyłam. Na początku nie mogłam zasnąć, ale kiedy zaczęłam myśleć, o mojej przyszłości z Louisem zasnęłam z uśmiechem na ustach...






No i macie. 17 rozdział jest. Mam nadzieję, że może być. Następny pojawi się w czwartek lub piątek, ale będzie baaardzo długi. Obiecuję. A natomiast w 19 to się będzie działo... Mam cichą nadzieję, że akcja która mi wpadła do głowy się wam spodoba tak jak mi. Rozdział 19 będę pisała z pomocą siostry więc będzie lepszy niż wszystkie dotąd. Ale musicie na to poczekać :P
Komentujcie, głosujcie w ankietach i obserwujcie. 
Wiecie...Mam taki pomysł aby jak oni już będą na tej wycieczce to może napiszę takie zboczone sceny... xD Ale to tylko jeśli chcecie. Bo jeśli nie to ja się nie będę w ogóle za to brała. Także napiszcie mi pod tym rozdziałem czy chcecie czy nie. Ja dostosuję się do was, bo to w końcu wy czytacie, a ja tylko piszę.
No to tyle ode mnie... A i zapraszam was na moje drugie opowiadanie. 
Pozdrawiam xoxo

czwartek, 10 kwietnia 2014

Rozdział 16 ,,Odpłacicie mi się...''

Powiedziałam i wybiegłam z klasy. Niestety jestem niezdarą przez co wpadłam na...blond sukę Riki. Spojrzałam na nią dziwnym wzrokiem i nic nie mówiąc odeszłam. Przeszłam przez całą szkołę, aż doszłam do mojej szafki, gdzie czekali na mnie przyjaciele. Uśmiechnęłam się szeroko i otworzyłam szafkę.
- O czym mówiłaś kiedy rozmawiałaś z Horanem? - spytał Harry.
- A no wiesz. O czymś bardzo ważnym dla niego - odpowiedziałam i wyjęłam książkę z chemii. Lubię ten przedmiot, jako jeden z nie wielu.
- Dobra. A co chciała od ciebie baba z matmy? - oczywiście ciekawski pan Zayn musiał spytać.
- Jestem zagrożona - wzruszyłam ramionami jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie. Dla mnie jest, bo i tak wiem, że ta małpa mnie przepuści, bo nie chce się ze mną dłużej użerać. Chłopaki się zaśmiali, ale zostali skarceni przez Madi. - Wyluzuj. Ja tam się nie martwię - walnęłam lekko przyjaciółkę w ramię.
- Wyluzuj? Wyluzuj?! Sama wyluzuj. Ja jestem wyluzowana, ale się o ciebie martwię - warknęła.
Chciałam coś powiedzieć, ale znów przerwał mi dzwonek. Czy on nie ma kiedy dzwonić? Westchnęłam i zamknęłam szafkę. Całą piątką ruszyliśmy w stronę sali 213 na lekcję Chemii. Gdy już tam weszliśmy rozejrzałam się po całym pomieszczeniu, ale nikogo w nim nie było. Co jest?
- Gdzie się wszyscy podziali? - spytała Madi, również rozglądając się po sali. Wzruszyłam ramionami i zajęłam swoje miejsce w ostatnie ławce. Tym razem siedzę z Madi. Po jakichś 10 minutach do sali weszła nasza nauczycielka, a za nią cała klasa. Lekcja się zaczęłam, a ja przestałam uważać na to co mówi nauczycielka i zaczęłam rysować na czystej kartce.

**5 godzin później**
Lekcje się skończyły, a ja właśnie wracam do domu. Idę sama, ponieważ moi przyjaciele przyjdą do mnie później, może. Dzisiejszy dzień nie był taki straszny. Po lekcji chemii miałam kolejne spotkanie z Amandą i Riki, a później było spokojnie. Całą drogę do domu rozmyślałam. Za niecały tydzień wycieczka, bo już w poniedziałek wyjazd. Wiem, że już wszyscy zapłacili. Nawet ja, tylko nie osobiście, bo zrobił to tata. W sobotę będę musiała się spakować. Ciekawe z kim weźmiemy pokój? Nas jest piątka, ale pięcioosobowe są już zajęte. Jak dostaniemy domek na siedem osób to ciekawe kto będzie z nami...
Ciekawa jestem jaka czeka mnie przyszłość? Będzie w niej Louis? Nie wiem, ale bardzo bym tego chciała. Chciałabym zostać zawodową tancerką. Mieć męża, Louisa najlepiej, dwójkę dzieci, chłopczyka i dziewczynkę i mieszkać w ładnym domku na obrzeżach z pieskiem. Ach te marzenia. Jak wrócę z wycieczki to muszę się przygotować do turnieju tańca, który będzie tydzień po moim powrocie. O zbitej kostce już dawno zapomniałam i wcale mnie nie boli. Strata matki... Nie czuję tego. Jakoś jest mi lepiej kiedy wiem, że nie ma jej w pobliżu.
Mam najlepszych przyjaciół na świecie, a zwłaszcza przyjaciółkę i za nic bym ich nie oddała. Jestem w stanie oddać za nich życie. Przyjaźń jest bardzo ważnym elementem układanki jaką jest nasze życie. Tak samo jest z miłością. Nie ma jej to czujemy kompletną pustkę i jesteśmy rozdarci. Każdy zasługuje na miłość i przyjaźń. Nawet najgorszy drań. Po prostu bez miłości nie da się żyć.
Nawet nie zauważyłam kiedy i już stałam przy furtce do mojego domu. Otworzyłam drzwi i poczułam cudowne zapachy dobiegające z kuchni. Zdjęłam buty, a plecak rzuciłam na szafkę w przedpokoju. Później go zabiorę. Przeszłam do salonu, ale nikogo tam nie było. Weszłam do kuchni, a przy kuchence stała Esmeralda. Brad pewnie jeszcze nie wrócił ze szkoły. Przywitałam się z kobietą po czym zasiadłam przy stole.
- Jak tam w szkole? - spytała nie odwracając się.
- Może być. - odpowiedziałam bawiąc się palcami. - Tata musi iść do szkoły - dodałam przypominając sobie rozmowę z Deruto.
- Czemu? Co zrobiłaś? - zaśmiała się.
- Nic, chyba. Po prostu baba od matematyki kazała mu przyjść, bo jestem zagrożona i chce pogadać o moim zachowaniu. Ale ja jestem grzeczna - poprawiłam włosy i wstałam. Podeszłam do kobiety i zajrzałam jej przez ramię. - Co to? - spytałam wskazując palcem na patelnię.
- To są warzywa. Dzisiaj na obiad będzie chińszczyzna - uśmiechnęła się, i jak na zawołanie mój brzuch zaburczał. Zaśmiała się głośno, a ja razem z nią.
- Gdzie Brad? I o której wraca tata? - spytałam wracając na swoje miejsce przy stole.
- Brad jeszcze w szkole. Wróci niedługo. A Ben wraca o 17. - powiedziała, a ja kiwnęłam głową. Wstałam z krzesła i skierowałam się do wyjścia z kuchni.
- Zawołaj mnie jak będzie gotowe. Muszę iść coś zrobić - powiedziałam, i wyszłam z pomieszczenie. Po drodze zgarnęłam swój plecak i poszłam na górę. Weszłam do swojego pokoju i rzuciłam plecak pod szafę. Wyjęłam telefon z kieszenie i położyłam na komodzie. Muszę iść potańczyć. Dawno tego nie robiłam. Może jutro? Kończę wcześnie więc będę miała czas przejść się tam gdzie zawsze. Usiadłam na łóżku i przymknęłam oczy. Nie dane było mi tak posiedzieć, bo usłyszałam trzask zamykanych drzwi, a po chwili wołanie. Z czołgałam się z łóżka i zeszłam po schodach na dół. W korytarzu stał uśmiechnięty Brad z torebką w ręku. Oparłam się o ścianę i założyłam ręce na piersi.
- Co chcesz? - spytałam i od razu tego pożałowałam. Przede mną pojawili się dwa chłopaki. Chwila...Znam ich..To nie jest przypadkiem syn dyrektora Mike? Ten drugi to na pewno Austin, bo uczy się w szkole tanecznej tej co ja. Ale skąd Brad ich zna?
- Chcieliśmy cię prosić, abyś poszła z nami na imprezę w piątek - powiedział mój brat, a ja się zaśmiałam. Chcą żebym poszła z nimi na imprezę? Po co? No tak...Nie są pełnoletni i ich nie puszczą. Ale Austin ma już skończone 18 lat... A może dopiero skończy.
- A co ja będę z tego mieć? - spytałam patrząc na nich. Spojrzeli po sobie, a następnie na mnie. Chyba się tego nie spodziewali. Ale jak mam im pomóc to muszę coś z tego mieć. Za darmo tego nie zrobię.
- Radość, że pomogłaś bratu? - spytał niepewnie mój braciszek. Zaśmiałam się gorzko, ale pokiwałam głową. Pomogę im, a potem się upomnę o coś.
- Zgoda - powiedziałam, a chłopaki zaczęli skakać z radości. Ja tak nigdy nie miałam. Nie miałam starszego rodzeństwa z którym mogłam chodzić na imprezy. Zawsze chodziłam sama lub z przyjaciółmi. Nigdy z rodzeństwem, chociaż chciałam. Z czasem była Larrisa, ale z nią nigdy nie żyłam w zgodzie.
- Dziękujemy - mrugnął do mnie okiem Mike.
- Odpłacicie mi się. - uśmiechnęłam się i poprawiłam włosy - To w piątek o 18 idziemy do klubu 'Big Star' i od razu mówię, że ze mną idzie Madi i może chłopaki więc nie będziecie za dużo pić ani rozrabiać, rozumiemy się? - spytałam. Zachowuję się jak matka, ale nie pozwolę im się schlać w trzy dupy, bo wiem jak to jest. Sama również nie będę mogła dużo wypić, bo będę ich pilnować.
- No dobra - powiedzieli całą trójką i do mnie podeszli. Rozłożyłam szeroko ramiona, a po chwili mnie przytulali.
- Dobra, dość tych czułości - zaśmiałam się i zostawiłam ich na korytarzu. Weszłam po schodach na górę, a następnie prosto do mojego pokoju. Wzięłam telefon w rękę i zauważyłam, że mam trzy nieodebrane połączenia od Madi i dwa od Louisa. Nie zdążyłam nic nacisnąć i znów rozległ się dźwięk telefonu. Odebrałam i przyłożyłam słuchawkę do ucha.

- Czego znowu?
- Czemu nie odbierasz? Co robisz? - usłyszałam pytania Madi.
- Nie słyszałam dzwonka. Rozmawiałam z bratem.
- Jesteś w domu? My już idziemy
- Taa jestem. Zapraszam 

Nie usłyszałam odpowiedzi tylko dźwięk oznajmiający zakończenie połączenia. Rzuciłam telefon na łóżko i znów zeszłam na dół. W salonie siedzieli chłopaki, a w kuchni była Esme. Tata chyba jeszcze nie wrócił.
- Co tam robicie? - przeskoczyłam kanapę i usiadłam obok nich.
- Gadamy o imprezie - poruszył śmiesznie brwiami Mike. Zaśmiałam się i odchyliłam głowę do tyłu.
- Stella możemy pogadać? - usłyszałam głos obok. Spojrzałam na osobę, która do mnie mówiła i był to Austin. Pokiwałam głową i wstałam. Ruszyłam w stronę korytarza, a chłopak za mną. 
- O czym? - spytałam kiedy staliśmy sami.
- Ja widziałem TE zdjęcie - powiedział dając nacisk na przedostatnie słowo. Dopiero teraz przypomniało mi się co mówiła Madi. TE zdjęcie widziała ona i Austin! Przełknęłam głośno ślinę. - Ale nie martw się, nikomu o tym nie powiem - uśmiechnął się, a mi kamień spadł z serca. - To jest wasze życie i wy wiecie co robicie dobrze, a co źle. Nie mam prawa tego rozpowiedzieć, bo nie brałem w tym udziału, a i jest to naruszenie waszej prywatności - powiedział, a ja rzuciłam mu się na szyję.
- Dziękuję - wyszeptałam tylko i usłyszałam śmiechy.
- Ella! Tylko nie zdradź Louisa - usłyszałam krzyk brata. Zaśmiałam się i przeszłam razem z Austinem do salonu. Mój brat właśnie stał tyłem do mnie i pokazywał coś Mike'owi. Nie myśląc wiele po cichu podbiegłam i wskoczyłam mu na plecy. Chłopak się zachwiał i nie udało mu się utrzymać równowagi przez co się wywrócił. Leżeliśmy i się śmialiśmy, a chłopaki razem z nami. Nasze śmiechy przerwał dzwonek do drzwi, więc się uspokoiliśmy. Wstałam i podbiegłam do drzwi. Otworzyłam je szybko i zaśmiałam się głośno widząc moich przyjaciół. Popatrzyli na mnie jak na wariatkę, ale nic nie powiedzieli. Zaprosiłam ich gestem dłoni do środka, a sama zamknęłam za nimi drzwi. Cały czas cicho chichotałam. Weszliśmy do salonu gdzie nadal byli chłopcy. Popatrzyli się na towarzyszy i znów wybuchli śmiechem, a ja razem z nimi. Czwórka moich przyjaciół stała i patrzyła się na nas jak na idiotów. Zgięłam się w pół i złapałam za bolący brzuch. Za dużo śmiechu. Ale lepiej się śmiać niż płakać, nie? Jasne, że tak.
- O co wam chodzi? - spytał zrezygnowany Harry. Wskazałam palcem na mojego chłopaka i dalej się śmiałam. Nie mogłam łapać oddechu więc powoli zaczęłam się uspokajać. Louis zaczął poprawiać ciuchy i fryzurę, a następnie na nas spojrzał.
- Co z nim nie tak? - zabrał głos Zayn. Pokręciłam przecząca głową, machając przy tym rękami.
- Nic. - powiedziałam już prawie spokojna. Wzięłam głęboki wdech, a następnie wydech.
- Dzieci! Zapraszam na obiad, wszystkich! - usłyszałam krzyk Esmeraldy z kuchni. Popatrzyłam po reszcie i wszyscy powoli ruszyliśmy do kuchni. W tym samy czasie przyszedł tata i wszyscy zasiedliśmy przy stole jedząc. Po obiedzie całą ósemką, oprócz taty i Esme, siedzieliśmy w salonie.
- Słyszałem, że tańczysz - zwrócił się do mnie mój brat. Pokiwała głową. - Pokażesz coś?
Wzruszyłam ramionami i wstałam. Stanęłam na środku salonu i się zamyśliłam.
Co im zatańczyć? Coś łatwego, bo nie chce mi się wysilać.
- Włącz jakąś muzykę - powiedziałam i podparłam się o biodro. Brat podszedł do odtwarzacza pod telewizorem i włączył jakąś nieznaną mi muzykę. Zaczęłam machać nogami i rękami, co wychodziło na taniec. Wszyscy patrzyli z zafascynowaniem i zaciekawieniem. Nawet Austin, który widział jak tańczę. Tak ogólnie to jak tańczę to widziała tylko Madi. Wcześniej nie przyjaźniłam się tak bardzo z Louisem, Zaynem i Harrym.
Piosenka się skończyła, i ja także skończyłam swój występ. Poprawiłam grzywkę, która spadła mi na czoło i teatralnie się ukłoniłam. Usłyszałam oklaski przyjaciół i taty oraz Esme, którzy doszli w trakcie mojego 'występu'. Zaśmiałam się i wróciłam na kanapę. Oparłam się o ramię Louisa i głośno westchnęłam.
- Ślicznie tańczysz - pochwalił mój tata. Podziękowałam skinieniem głowy i wstałam. Poszłam do kuchni gdzie się napiłam. Oparłam się o blat i popatrzyłam w okno. Mam wielkie szczęście. Naprawdę. I bardzo się z tego powodu cieszę. Stałam tak i rozmyślałam kiedy nagle poczułam dłonie na biodrach i szybko zostałam odwrócona. Popatrzyłam na osobę i zobaczyłam...






Oto i jest! Rozdział 16... Mam nadzieję, że wam się spodoba, bo mi się podoba. Kolejny dodam w niedzielę wieczorem lub w poniedziałek, bo nie będzie mnie cały weekend. :(
Najdłuższy nie jest, ale krótki też nie, prawda? Może się nie obrazicie za to... ^.^
W tym rozdziale nie ma dramy i mam nadzieję, że nie będziecie na mnie źli jeśli przez kolejne kilka rozdziałów będzie spokojnie, a później mam plany zrobić takie wielkie wydarzenie. Oczywiście to 'wydarzenie' nie będzie miłe. I wiem, że wyjdzie super... :)
Komentujcie, głosujcie w ankietach i dodajcie się do obserwowanych.
Ode mnie lecą pozdrowienia xoxo