czwartek, 22 maja 2014

Rozdział 25 ,,Kocham cię, Niall''

Notka pod rozdziałem!

- Louisa, ja... - zaczęłam, ale przerwał mi gestem ręki.
- Nie Stella to ja muszę coś powiedzieć...
- Byłam pierwsza, proszę posłuchaj - powiedziałam szybko i się zatrzymałam. Chłopak skinął głową i powtórzył mój ruch. Złożyłam ręce i chwilę się zastanowiłam.
- No...? - pośpieszył.
- To może ty zacznij? - spytałam zrezygnowana. Bo w końcu co mi może powiedzieć? Że mnie kocha? Że tęsknił?
- Okej. No więc chcę abyś wiedziała, że już się z kimś spotykam - powiedział z obojętnym wyrazem twarzy. Że co proszę?! On nie mówi serio. Nie może mówić serio... Otworzyłam usta z chęcią powiedzenia czegoś, ale nic ze mnie nie wyszło.
- A ty co chciałaś powiedzieć? - spytał jakby nigdy nic. No nie wierzę! Po prostu nie wierzę! Jak on? Jak? Kiedy? Dlaczego?
- Ładna dziś pogoda - mruknęłam pod nosem i ruszyłam przed siebie. Taa wiem. Denny tekst, ale to jedyne co wpadło mi w tej chwili do głowy. Mój mózg toczył walkę z sercem. Serce mówi zawróć, pocałuj, a rozum każe odejść. Oczywiście słucham się rozumu. Jak zawsze... Po chwili usłyszałam jak do mnie podbiegł i teraz szliśmy równym krokiem. Cały czas patrzyłam na czubki butów i obejmowałam się ramionami. Doszliśmy do plaży, na której zauważyłam Madi i chłopaków. Dziewczyna siedziała na piasku, a reszta była w wodzie. Podeszłam do niej, a Louis poszedł do przyjaciół. Pacnęłam tyłkiem na piasek i popatrzyłam na brunetkę.
- Co tam? - spytała uśmiechnięta. Nie wiem czemu jej tak wesoło, ale ja nie podzielam jej humoru. Nie tym razem. Nie odpowiedziałam tylko zamknęłam oczy. Zaraz się rozpłaczę. Znowu.
- Ej co jest? - zmartwiła się i położyła rękę na moim ramieniu. Pokręciłam przecząco głową i wstałam. Zacisnęłam usta w wąską linię.
- Nie mogę już - szepnęłam i szybko odeszłam. Słyszałam jak Madi woła Zayna, Harrego i Louisa, ale się tym nie przejmowałam. Jedyne co chciałam w tej chwili, to znaleźć się w domku i położyć się na łóżku i nigdy nie wyleźć. Przyśpieszyłam kroku i kilka minut później otwierałam drzwi. Weszłam i trzasnęłam drewnianą powłoką. Oparłam się o nią i dopiero wtedy łzy wyleciały mi z oczu. Ja już nie daję rady. Kocham go, a on? Najpierw twierdzi, że mnie nie zdradza i kocha, a teraz? Teraz...Ma inną. Kolejny potok łez mnie zalewa, a ja słyszę głosy za drzwiami. Szybko wstaję z podłogi, na której usiadłam chwilę temu, i podchodzę do łóżka. Kładę się na nim, zasłaniam twarz włosami i udaję, że śpię. Po chwili słyszę jak drzwi się otwierają i do pokoju wchodzą dwie osoby. Horan i Payne. Dlaczego oni? Ja nie wiem co się dzieje, ale ostatnio Bóg każe mnie jak jeszcze nigdy. To nie sprawiedliwe. Dlaczego to ja mam tak cierpieć? Może powinnam ze sobą skończyć? Albo rzucić to wszystko i wszystkich i wyjechać? 
- I ona się mnie pyta czy mam dziewczynę, a ja że mam - usłyszałam głos blondyna. Rozmawiał właśnie z Liamem, ale nie mam pojęcia o co dokładnie chodzi. Postanowiłam sobie trochę posłuchać. I tak myślą, że śpię. 
- Ale ty nie masz dziewczyny! - odpowiada mu towarzysz.
- No właśnie wiem. Ale muszę sobie znaleźć, bo tamta chcę ją poznać. Tak jak chłopaki.
- Stary, nie znajdziesz dziewczyny w dwie godziny! - powiedział głośno brunet. Chciałam się zaśmiać, ale przypomniałam sobie, że 'śpię'. 
- Po pierwsze ciszej. Po drugie właśnie leży przed tobą - skarcił blondyn. Wstrzymałam oddech. Czy on miał na myśli mnie? Jasne, że mnie. Przecież nikt inny nie leży w tym domku. Ale, że ja niby mam udawać jego dziewczynę? Pojebało go czy jak?
- Dobra, nie pytam więcej - powiedział Liam.
- Obudź ją - warknął blondyn.
- Sam ją obudź.
- Ja nie śpię! - krzyknęłam i podniosłam się do pozycji siedzącej.  Spojrzeli na mnie przestraszeni, a ja się zaśmiałam. Nie lubię ich, ale może jak już on chce żebym udawała jego dziewczynę...to mogę.
- Ymm...Słyszałaś wszystko prawda? - spytał Niall i podrapał się po karku. Kiwnęłam głową i wstałam z łóżka. - Zgodzisz się?
- Czemu nie... - wzruszyłam ramionami. Skoro Louis już kogoś ma, to mogę udawać, że ja też. Ale to będzie bardzo dziwne. Wszyscy wiedzą, że się nienawidzimy, a tu nagle co? Miłość? Śmieszne.
- Serio?! To super - uśmiechnął się, a ja się dziwnie poczułam. On się do mnie uśmiechnął!
- Ale mam swoją zasadę, której musisz się pilnować - zastrzegłam.
- Jaką?
- Nikt ma nie wiedzieć, że udajemy, rozumiesz? Ani Madi, ani Zayn, ani Harry, a tym bardziej Louis - powiedziałam.
- Dobra. Ale ode mnie też jest zasada - mruknął. Podniosłam wysoko brwi w znaku słuchania.
- Udajemy prawdziwą parę. No wiesz, przytulanie, całowanie, obejmowanie - zaczął wymieniać. Przeskanowałam jego słowa w głowie. Całowanie? Może to nie jest zły pomysł, ale...No właśnie...Zawsze jest jakieś 'ale'.
- Zgoda - powiedziałam nie myśląc dłużej.
- Ubierz się ładnie i za godzinę wychodzimy - mruknął i wyszedł z domku. Dobra. Jesteśmy na egzotycznej wyspie, jest gorąco, idę z nim, jako jego dziewczyna na jakieś spotkanie z nie wiadomo kim i mam się ładnie ubrać. Spoko. Podeszłam do walizki i ją otworzyłam. Zaczęłam przerzucać ciuchy nie mogąc nic znaleźć. W końcu wybrałam sobie krótką sukienkę w kwiatki, a do tego białe conversy. [klik]. Weszłam do łazienki gdzie wzięłam szybki prysznic i umyłam włosy. Wysuszyłam się ręcznikiem, a następnie ubrałam świeżą bieliznę i sukienkę. Zrobiłam makijaż składający się z tuszu, czarnej kredki i błyszczyku. Na nadgarstek założyłam bransoletkę, a w uszy wsadziłam kolczyki w kształcie serduszek.Włosy wysuszyłam i zostawiłam rozpuszczone. Zostało mi jakieś pół godziny do wyjścia. Usiadłam na łóżku i spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Zero nieodebranych, zero wiadomości. Nie obchodzę ich. Z resztą, to nie nowość. Zablokowałam telefon i rzuciłam go za siebie. Chciało mi się płakać, ale nie mogłam rozmazać tak pięknego makijażu jaki mi wyszedł. Zaczęłam rozglądać się po pokoju szukając czegoś co by mnie zaciekawiło. Nagle w moje oczy rzucił się telefon. Czyj? Louisa! Szybko poderwałam się z miejsca i złapałam przedmiot. Odblokowałam i co? Nie było hasła! Po chwili mina mi zrzedła. Miał mnie na tapecie. Nawet nie wiem kiedy zrobił mi to zdjęcie. Weszłam w jego galerię i zobaczyłam tam masę moich zdjęć. Zaczęłam przeglądać każde po kolei i lekko się uśmiechnęłam. Po jakiś pięciu minutach przeglądania mu zawartości telefonu usłyszałam głosy na zewnątrz. Szybko się zakręciła i odłożyłam telefon. Oparłam się o ścianę i z dziwną miną patrzyłam na drzwi.
- A ona mi powiedziała, że ładna pogoda! - usłyszałam krzyk Louisa, a po chwili do domku wpadł on, Zayn, Harry i Madi. Spojrzeli na mnie, a ja posłałam im krzywy uśmiech.
- Wybierasz się gdzieś? - spytała brunetka. Skinęłam lekko głową i podeszłam do łóżka. Chwyciłam mój telefon w dłonie i go odblokowałam. Za dziesięć minut będzie tu Horan. Kurwa!
- Ymm...Umówiłam się - bąknęłam i podeszłam do drzwi. Już chwytałam za klamkę, kiedy pewien głos mnie zatrzymał.
- Z kim? - spytał Harry. Myśl Stella, myśl.
- Emm...Z chłopakami - powiedziałam pierwsze co wpadło mi do głowy. Co, mam mu może powiedzieć, że z Niallem? Po moim trupie. Oni by mnie chyba udusili.
- A dokładniej? - dopytywała przyjaciółka.
- Z Horanem - powiedziałam i szybko przyłożyłam sobie dłoń do ust. Czy ja to serio powiedziałam? Głupia, głupia, głupia. Pacnęłam się mentalnie w czoło.
- Że co? - krzyknęli całą czwórką, a ja aż się skuliłam.
- Ymm...no...ten... - zaczęłam się jąkać, a kiedy usłyszałam jak drzwi za mną się otwierają, zabrakło mi powietrza. No nie!
- O hej kochanie, gotowa? - spytał blondyn, który właśnie wszedł do domku. Podszedł i cmoknął mnie w policzek. Nie mogłam oddychać. W tej chwili czułam się jakby całe stado bydła po mnie przebiegło. Spojrzałam na przyjaciół, którzy stali z minami typu ''Zaraz ci zapierdolę''. Co ja zrobiłam?
- Umm...tak - mruknęłam. Te słowa ledwo opuściły moje usta, a już usłyszałam krzyk.
- Co to kurwa jest? Stella! Co ty odpierdalasz? Jak możesz? Nie rozumiem cię! On? Serio? - zaczęła Madi i od razu do mnie podeszła. - Przecież Louis cię kocha, a ty już sobie innego znalazłaś? I to jeszcze jego? - krzyczała i wymachiwała rękami. Spojrzałam w bok i zauważyłam zdezorientowaną minę blondyna. Tak, ja też nie ogarniam co tu się właśnie dzieje.
- Wyluzuj. Tak dla twojej wiadomości nie jestem jedyna, która już się pocieszyła - mruknęłam i pociągnęłam Nialla za rękę. Wyszliśmy z domku i od razu go puściłam.
- Co to było? - spytał i wskazał ręką na budyneczek.
- Nie wiem. Chodź - wzruszyłam ramionami, a chwilę później szliśmy pomostem w stronę plaży i drzew.
- Jak tylko zajdziemy to trzymamy się za ręce i wiesz, ogólnie zachowujemy się jak para. I jak tylko podejdzie do nas taka ruda dziewczyna, w czarnej spódnicy i z taką jakby obrożą, i tunelami w uszach, i w glanach to powiesz głośno, że mnie kochasz, okej? - wytłumaczył kiedy zobaczyliśmy grupkę ludzi na plaży.
- Ymm..Taa, okej. A ta dziewczyna to po prostu emo, tak? - spytałam i się lekko uśmiechnęłam.
- No tak - zaśmiał się nerwowo i kiedy zauważył, że zbliżamy się do nastolatków złapał mnie za rękę. Poczułam dziwny prąd, który przebiegł po całym moim ciele, ale nic nie powiedziałam. Kiedy doszliśmy zauważyłam Liama, a na jego kolanach jakąś blondynkę. Blondyn usiadł na piasku obok jakiegoś chłopaka w okularach. Chciałam usiąść obok niego, a pociągnął mnie za rękę i upadłam między jego nogami. Objął mnie ramionami, a brodę położył na moim ramieniu. Nie powiem, że mi to przeszkadzało, bo wręcz przeciwnie. Było miło. Posiedzieliśmy tak kilka chwil nic nie mówiąc, aż w końcu poczułam szturchnięcie w bok.
- Idzie - mruknął mi do ucha i pokazał palcem na dziewczynę, zbliżającą się do nas. Rzeczywiście straszna. Nie dziwne, że nie chce mieć z nią bliskich kontaktów. Odwróciłam się do niego przodem i położyłam ręce na jego torsie. Kiedy dał mi lekki znak oczami, zaczęłam grać.
- Wiesz, dawno ci tego nie mówiłam, ale chcę żebyś wiedział jedno. Kocham cię, Niall  - powiedziałam i aż się zdziwiłam, że wyszło mi to tak świetnie. Usłyszałam głośny wdech za sobą, a kiedy lekko przekręciłam głowę w bok, ujrzałam tą dziewczynę. Dobra. Może to jej nie przekonało. Ale...
- Ja ciebie też kocham Stella - powiedział blondynek. Nie myśląc długo złapałam go za oba policzki i przycisnęłam swoje usta do niego. Na początku wydawał się być oszołomiony, ale po chwili oddał pocałunek. Boże! Jak on świetnie całuje! Wiadomo, że nie tak jak Louis, ale również dobrze. Powoli się od niego odsunęłam i spojrzałam w jego oczy. Jakie śliczne, niebieskie tęczówki! Dosłownie jak ten ocean za mną. Ale i tak Louis ma ładniejsze. Och zamknij się durny głosiku w mojej głowie. Ja tu próbuję o nim zapomnieć!
- Wracamy? - spytałam.
- Jeszcze nie. Trzeba posiedzieć, napić się i wyluzować - powiedział uśmiechnięty. Zauważyłam, że ruda już za mną nie stała. Zeszłam z kolan chłopaka i wstałam. Blondyn powtórzył moją czynność i po chwili stał obok mnie. Objął mnie ręką w tali i pociągnął w stronę chłopaków z alkoholem.
- Dajcie dwa piwa - powiedział mój towarzysz. Jeden z nich spojrzał na niego, a następnie na mnie. Ja go znam! Poznałam go wcześniej. To ten co mieszka na przeciwko mnie. Ale nie znam jego imienia.
- O to ty - uśmiechnął się w moją stronę i podał otwartą butelkę z alkoholem. Upiłam łyk i posłałam mu jeden z moich pięknych uśmiechów. Taa....Jeśli cokolwiek w moim wykonaniu można nazwać pięknym...
- A to ty - odpowiedziałam.
- Znacie się? - spytał Niall.
- Poznaliśmy się wcześniej. Mieszka na przeciwko nas - powiedziałam. Horan skinął głową, ale nic nie odpowiedział. Może to i dobrze? Powiedziałam temu chłopakowi, że nie wiem czy mam chłopaka, a jak się spyta Nialla czy to on, to będzie klapa. Nie wiem co odpowie, albo co ja zrobię.
- Jestem Christian - powiedział i podał mi rękę. Uścisnęłam ją i również się przedstawiłam.

Posiedzieliśmy tam około godziny, rozmawiając, pijąc i się śmiejąc. Nagle poczułam się strasznie śpiąca.
- Możemy już wracać? Spać mi się chce - ziewnęłam.
- Okej, chodź - odpowiedział i wstał. Zrobiłam to samo i po chwili szłam oparta o jego ramię, do naszego domku. Gdy tam weszliśmy wszyscy spali. Gdzie ja mam spać?! Chyba jestem skazana na podłogę. Blondyn poszedł do łazienki, a po pięciu minutach wyszedł z niej przebrany. Położył się do swojego łóżka i zamknął oczy. No pięknie. Wzięłam piżamę z walizki i również poszłam się przebrać. Kiedy wyszłam w pokoju panowała jedna, wielka ciemność. Podeszłam do łóżka, na którym spał Louis i zabrałam mu jedną poduszkę. Położyłam ją na środku pokoju, a sama związałam swoje włosy w kucyka. Rozejrzałam się ostatni raz dookoła i położyłam się na podłodze. Nie wygodnie. I to bardzo. Na rano nie będę mogła ruszyć ani ręką, ani nogą, ani niczym innym. Trudno. Zwinęłam się w kłębek i zamknęłam oczy.
- Chodź do mnie - usłyszałam po pięciu minutach głos Horana. Zastanowiłam się czy to do mnie, czy mówi przez sen, ale kiedy powiedział to drugi raz, podniosłam się. Nie spał. Siedział na łóżku i trzymał w dłoni kołdrę. Rozejrzałam się wokół siebie jakby chcąc sprawdzić czy na pewno mówi do mnie, a kiedy nikogo innego nie zauważyłam, wiedziałam, że to było do mnie. Wstałam i podeszłam do niego. Odsunął kołdrę i sam również przesunął się w bok. Szybko położyłam się koło niego.
- Dobranoc - mruknął i przyciągnął mnie bardziej do siebie. Chciałam zaprotestować, ale przypomniałam sobie, że będę musiała spać na podłodze.
- Dobranoc - powiedziałam cicho i się do niego przytuliłam. Cmoknął mnie w głowę, a po chwili odpłynęłam...





No heja! Rozdział 25 już jest. Podoba się? Mam nadzieję. Długi jest, nie? 
A teraz tak jak mówiłam coś ode mnie. Bardzo ważne.
Po pierwsze - jak wiadomo za 35 dni wakacje (tak sądzę, że nie macie kalendarzy w domu i tego nie wiedzieliście xD) i muszę wam powiedzieć że do wakacji pojawi się jeszcze około 10 rozdziałów, a później zawieszam bloga. Nie na długo, bo tylko do połowy sierpnia.  Powód? Wyjeżdżam na wakacje za granicę i nie będę tam miała kiedy napisać rozdziału. Ale to jeszcze napiszę przed samym wyjazdem oddzielną notkę.

Po drugie - jak wrócę mam zamiar zacząć prowadzić innego bloga, ale nie sama. Chciałabym abyście przez ten czas pomyślały czy może chciałybyście robić to ze mną i potem dały mi znać. Bo samej nie chcę już pisać. A pomysł mam i już stworzyłam blog i jest na nim fabuła i bohaterowie. Niedługo pojawi się prolog i rzecz w tym aby ktoś pisał rozdziały razem ze mną. Więc pomyślcie i kiedy przyjdzie czas dacie mi znać. Link --> http://together-more-1d.blogspot.com/.

Po trzecie - PROSZĘ ABY KAŻDY KTO CZYTA TEGO BLOGA SKOMENTOWAŁ TEN ROZDZIAŁ. Chciałabym wiedzieć ile was jest. I czy wam się to wszystko podoba. Wystarczy, że napiszecie ''podoba mi się / nie podoba mi się''. Oczywiście miło się czyta długie komentarze, ale nie musicie. Po prostu KAŻDY KOMENTUJE. 
+ Jak pewnie zauważyliście (lub nie) dodałam ankietę. Chciałabym abyście zagłosowali w niej. 'Z kim ma być Stella'. Ponieważ sama nie umiem dokonać wyboru.
Mam nadzieję, że was nie zanudziłam i dotarliście do końca. Kolejny rozdział pojawi się 28 maja. 
Violette xoxo

sobota, 17 maja 2014

Rozdział 24 ,,Nie mam dziewczyny...''

- Drodzy państwo, prosimy o spokój. Sytuacja została opanowana i za kilka godzin wylądujemy na wyspie - powiadomiła stewardesa przez mikrofon. Odetchnęłam z ulgą i lekko się uśmiechnęłam.
- Dzięki Bogu, wszystko okej! - krzyknął ktoś z tyłu. Tak, mamy wielkie szczęście, że pilot opanował sytuację. Gdyby nie on, pewnie teraz wszyscy leżelibyśmy martwi na ziemi.
- Wybaczysz Louisowi? - spytała przyjaciółka. Popatrzyłam na nią zdziwiona i pokiwałam głową. Wybaczyłam mu, ale muszę mieć pewność, że mnie nie zdradził. W tym samy momencie poczułam wibrację w ręce i spojrzałam na telefon. Sms od Larrisy. Jeśli to kolejne zdjęcie to zaraz skoczę z tego samolotu. Wzięłam kilka głębokich oddechów i otworzyłam wiadomość.
,,Dałaś się nabrać. Cieszę się, że rozbiłam twój związek... Jesteś naiwna. Pozdrowienia siostrzyczko i udanej wycieczki xx''
Czytałam tą wiadomość trzeci raz i nadal nie docierała do mnie jej treść. Że to był żart? Głupi. Ale ja naiwna uwierzyłam! Nie spojrzę teraz nawet Louisowi w oczy. Może Madi myśli, że rzucę mu się w ramionami i wycałuję, ale ja taka nie jestem. To nie on mnie zranił tylko ja siebie. Sama siebie.
- Co to? - spytała brunetka i wyrwała mi telefon z ręki. Chciałam jej go odebrać, ale ona zdążyła przeczytać treść wiadomości. Gdy skończyła czytać, uśmiechnęła się szeroko i oddała mi moją własność. Podziękowałam uśmiechem i zablokowałam klawiaturę.
- Co ty tu jeszcze robisz? Leć do Louisa! Szybko! - pogoniła mnie przyjaciółka. Pokręciłam głową.
- Nie mogę. Nie pokarzę mu się na oczy. On mnie nie zdradził, a ja głupia mu nie uwierzyłam. - sapnęłam i oparłam się o siedzenie. Jeszcze tylko 3 godziny lotu.
- Jak uważasz - mruknęła.
***
- Stella wstawaj. Wylądowaliśmy - obudził mnie głos przyjaciółki. Otworzyłam oczy. Rzeczywiście. Prawie nikogo nie było już w samolocie. Wstałam i się rozciągnęłam. Po chwili razem z Madi stałam na zewnątrz. Ciepłe powietrze, słońce, plaża i szum wody. Czego chcieć więcej? No tak. Szczęścia.
- Ale tu pięknie - powiedział Zayn, który właśnie objął Madi ramieniem.
- Taa, rzeczywiście - mruknęłam pod nosem.
- Jaki numer ma nasz domek? - spytał Harry. Właśnie chciałam zadać to samo pytanie.
- 69 - powiedziała uśmiechnięta brunetka. Zaśmiałam się cicho pod nosem i ruszyłam na poszukiwania. Z tego co mi wiadomo walizki będą dostarczone do domków. Czułam jak piasek wpada mi do trampek. Mogłam założyć krótkie spodenki, a nie długie. Teraz mi gorąco. Weszłam na pomost przy którym stały budyneczki z drewna. Mijałam kolejne domki. 65, 66, 67, 68 i 69. Przyjrzałam się mu lepiej i zdałam sobie sprawę, że nie mam kluczyka czy karty. Nasza chatka znajdowałam się prawie na samym końcu w lewym 'skrzydle'. Z zewnątrz wygląda ładnie, ciekawe jak w środku.
Dobrze, że przy pomoście jest jakaś poręcz inaczej każdy lądował by w wodzie.
- Czekasz na coś? - usłyszałam głos za sobą. Odwróciłam się i zobaczyłam uroczego chłopaka. Na oko 25 lat. Stał ubrany tylko w spodenki.
- Yyy...Tak. Na przyjaciół - ocknęłam się. Był naprawdę przystojny.
- Wakacje z przyjaciółmi?
- Z całą klasą - uśmiechnęłam się.
- Rozumiem.
- A ty pewnie jesteś tu z dziewczyną?
- Nie mam dziewczyny. - powiedział i ukazał rząd bielusieńkich zębów. Zdziwiłam się, ponieważ jak taki przystojny chłopak może nie mieć dziewczyny?
- Dziwnee - rzuciłam.
- Ale ty za to pewnie masz chłopaka? - spytał i poruszył zabawnie brwiami. Zaśmiałam się lekko, ale po chwili posmutniałam. Nie wiem co mu odpowiedzieć.
- Nie wiem. Masz tu gdzieś domek? - wzruszyłam ramionami i zmieniłam temat.
- Tak, ten - powiedział i wskazał domek na przeciwko.
- O to będziemy blisko mieszkali - uśmiechnęłam się.
- Miło. Zobaczymy się później? Kumple na mnie czekają - spytał. Kiwnęłam lekko głową i po chwili zostałam sama. Rozglądałam się dookoła i podziwiałam piękne widoki. Ciekawe kiedy reszta tu przylezie. Teraz to ja nawet nie wiem gdzie oni są.
- Tu jesteś! - usłyszałam znajomy głos, a kiedy się odwróciłam zobaczyłam Madi. Zayn, Harry, Louis, Niall i Liam stali za nią. Machnęłam ręką w ich stronę, a po chwili wszyscy stali obok mnie.
- Chodźmy do domku! - krzyknął uradowany Harry. Po jakiś 5 minutach weszłam jako ostatnia do domku. Rozejrzałam się po pomieszczeniu i prawie zawału dostałam. Stało tam tylko pięć łóżek! I trzy z nich były tylko dla jednej osoby! A do tego były tylko jedne drzwi. Zgaduję, że prowadzące do łazienki.
- Co to do cholery jasnej ma być? - warknęłam zła i założyłam ręce na piersi.
- Ymm...Nasz domek? - odpowiedział pytaniem blondyn i się zaśmiał.
- Och zamknij się - rzuciłam od niechcenia i usiadłam na jedne z łóżek. Ciekawe jak oni to podzielą. Ale nie obchodzi mnie to. Ja śpię sama i koniec.
- No więc wymyśliłam jak będziemy spać - głos zabrała Madi. Popatrzyłam na nią spod byka. Ja.Śpię.Sama.
- Słuchamy cię - powiedział wrednie blondyn.
- Ja i Zayn na jednym łóżku - zaczęła i wszyscy się zaśmiali, a ona spaliła buraka, ale kontynuowała - Stella z Louisem, a wy sami - skończyła. Wiesz, że cię kiedyś zabiję?
- Okej - wszyscy się zgodzili, tylko nie ja.
- Nie zgadzam się! - krzyknęłam i wstałam. Popatrzyli na mnie jak na wariatkę, a ja zaczęłam myśleć. Mam spać z Louisem. Przecież to nic złego. Chyba.
- Nie masz wyboru - warknął Horan. Spojrzałam na niego morderczym wzrokiem, ale zignorowałam jego słowa. Mój wzrok skierowałam na Louisa. Widziałam w jego oczach ból. Muszę odkręcić to co powiedziałam.
- Znaczy, moim zdaniem to Niall i Liam powinni razem spać - poprawiłam i przybiłam sobie mentalnie w czoło.
- Nie, jest okej - uśmiechnął się Zayn. Dobra. Teraz tylko czekam kiedy ta dwójka się zaręczy.
- Jak chcecie - powiedziałam i podeszłam do mojej walizki, która stała na środku pomieszczenia i położyłam ją na dwuosobowym łóżku. Otworzyłam ją i wyjęłam z niej czarną bokserkę i spódniczkę. [klik] Do tego wybrałam balerinki i skierowałam się z tym do łazienki. Weszłam i się zatrzymałam. [klik] Pomieszczenie było bardzo piękne i można powiedzieć, że romantyczne. Załatwiłam swoje potrzeby i się ubrałam. Wyszłam i rozejrzałam się po pokoju. Był w nim tylko Louis.
- Wszyscy poszli się rozejrzeć, a ja miałem na ciebie zaczekać i miałaś iść tam ze mną - powiedział nieskładnie.
- No okej - zgodziłam się i razem wyszliśmy z domku.
- To twoja karta - powiedział i wręczył mi dany przedmiot. Zamknął domek i ruszyliśmy. Przez pół drogi było cicho, ale nie mogłam znieść tego dłużej. Musiałam przerwać tą krępującą ciszę.
- Louisa ja...




Heeeja! To jest nasz 24 rozdział. Liczę na szczere komentarze i wasze opinie. To bardzo motywuje do dalszego pisania. Tak jak mówiłam jest dzisiaj. Dodaję teraz bo zaczyna się psuć pogoda i burza :c i nie wiem czy później udałoby mi się dodać. DZIĘKUJĘ ZA PRAWIE 10 TYS WEJŚĆ NA BLOGA. To bardzo wiele dla mnie znaczy. Naprawdę. Kolejny rozdział pojawi się 23 maja. A wraz z nim pewna notka. ZAPRASZAM również  na ''I'm nice when I want to'' http://loveyouandhate.blogspot.com/ oraz na ''Our love will be immortal'' http://hope-tomorrow-1d.blogspot.com/. No to do następnego. 
Violette xoxo

czwartek, 15 maja 2014

Rozdział 23 ,,Tęsknię kochanie...''

- No bo...my i oni...będziemy razem w pokoju. - wybełkotała. Otworzyłam szerzej oczy, a usta miałam szeroko otwarte. Co ona właśnie powiedziała? Próbowałam przyswoić sobie jej słowa do głowy, ale nic z tych słów nie chciało mi wejść do głowy. W ogóle. Jakby to co usłyszałam rozpłynęło się w powietrzu. 
- Że co proszę?! - krzyknęłam kiedy dotarło do mnie co właśnie powiedziała. Trochę czasu mi to zajęło.
- No jakoś tak wyszło. - jęknęła bezradnie. 
- Jakoś tak wyszło? Jakoś tak wyszło?! Wolałabym spać z niedźwiedziami, a nie z tym idiotą! - krzyczała. W tej chwili miałam w dupie, że jestem na lotnisku i wszyscy na mnie patrzą. Jestem zła i będę się tą złością dzielić ze światem. 
- Spokojnie Stella. To tylko dwa tygodnie z nimi. A przecież nie musisz z nimi nawet rozmawiać. - powiedział Harry i mnie przytulił od tyłu. Widziałam smutne spojrzenie Louisa i aż zachciało mi się płakać. Kocham go, to pewne. Ale wciąż ta zdrada siedzi w mojej głowie.
- Dobra. - warknęłam i się od niego odsunęłam. Nie mogę patrzeć na smutnego Louisa. Nie wytrzymam dłużej. Nie dam rady.
- Wszystkich uczniów zapraszam do wejścia numer 3 - usłyszałam krzyk nauczycielki. Cała moja klasa i kilkoro innych uczniów skierowaliśmy się do wejścia numer 3. Stała tam ochrona i inni ludzi. I oczywiście nasi opiekunowie. Sprawdzili wszystkim dowody i paszporty i mogliśmy wchodzić do samolotu. Ja weszłam jako ostatnia. Stanęłam na środku i miałam wielki dylemat. Wolne miejsce było obok Harrego i 
obok Louisa. I obok Nialla, ale jego nie brałam pod uwagę. Nie myśląc długo usiadłam obok loczka. Wiem, że to boli Louisa. Ale mnie również.
- Jak tam? - spytał Harry. Wzruszyłam ramionami i włożyłam słuchawki w uszy. Oparłam głowę o szybę i zamknęłam oczy. 
I can be tough
I can be strong
But with you, it's not like that at all
There's a girl
That gives a shit
Behind this wall
You just walk trough it
Czuję pierwsze łzy w oczach. Te słowa tak idealnie mnie opisują. Jestem twarda i silna, ale kiedy jestem z tobą jestem inna. Staję się wrażliwa. To ty mnie niszczysz. To ty mnie zmieniasz.
And I remember all those crazy things you said
You left them running trough my head
You're always there
You're everywhere
But right now I wish you were here
Kolejne łzy lecą mi po policzkach. Nawet nie próbuję ich zatrzymać. Zawsze mówiłeś różne rzeczy, które pamiętam do teraz. Nawet przed tym jak zaczęliśmy się tak dobrze przyjaźnić, zawsze potrafiłeś mnie rozśmieszyć. Żałuję tego co się stało. I teraz rozumiem jaką głupotę popełniłam nie wierząc ci. 
All those crazy things we did
Didn't think about it just went with it
You're always there
You're everywhere
But right now I wish you were here
Ryczę. Już nie płaczę tylko ryczę. Nie zwracam uwagi na śpiącego Harrego ani na innych. Liczysz się tylko ty i ta piosenka. Pamiętam te wszystkie szalone rzeczy. Ucieczki z lekcji. Szalone imprezy. Zabawa do białego rana. Dużo alkoholu. W końcu wyznałeś, że jesteś we mnie zakochany. To był najlepszy moment w moim życiu. Nigdy go nie zapomnę.
Damn, damn, damn
What I'd do to have you
Here, here, here
I wish you were here
Damn, damn, damn
What I'd do to have you
Near, near, near
I wish you were here
Oglądam się za siebie. Patrzysz na mnie pustym wzrokiem. To mnie zabija. Nie chcę żebyś mnie nienawidził. Ja cię kocham. Chciałabym siedzieć teraz obok ciebie i się do ciebie tulić. Moje miejsce jest przy tobie. Ty jedyny się dla mnie liczysz. Może i nie byliśmy ze sobą bardzo długo, bo tylko miesiąc lub dwa, ale przywiązałam się do ciebie. I nie wiem czemu ci nie uwierzyłam.
I love the way you are
It's who I am
Don't have to try hard
We always say
Say like it is
And the truth
Is that I really miss
Zamykam oczy i pogrążam się w przemyśleniach. Dlaczego ja zawsze jestem taka głupia? Dlaczego muszę niszczyć wszystko na czym mi zależy? Tak. Zależy mi na tobie. Cholernie mi na tobie zależy i nie odpuszczę. Może pomyślisz teraz, że jestem wariatką, ale jesteś najlepszym co mnie w życiu spotkało. To ty dałeś mi motywację do życia. To dzięki tobie miałam ochotę wstać z łóżka i przeżyć kolejny dzień. Nie daję rady sama. Gubię się w tej całej grze zwanej życiem. To bardzo trudne. Jesteś mi bardzo potrzebny do życia. Nie wiem czemu zdałam sobie sprawę z tego tak późno, ale lepiej późno niż wcale, nie? Często cię denerwowałam, ale taka jestem. Nie chciałeś mnie zmieniać. Kochałeś mnie taką jaką jestem. Nie wiem czy dalej mnie kochasz, ale chcę abyś wiedział, że ja tak i nigdy nie przestanę. 
No, I don't wanna let go
I just wanna let you know
That I never wanna let go
Let go, let go, let go...
Tak przyznaję, jestem słaba. Nigdy nie byłam silna. Udawałam przed wszystkimi, że tak jest aby nie wyjść na szarą myszkę bojącą się życia, a tak naprawdę nic o nim nie wiem. Od zawsze czułam, że nie daję sobie rady, ale nie miałam powodów aby tak myśleć, a tym bardziej mówić. Teraz mogę to wykrzyczeć. Jestem słaba. Ale jedno wiem na pewno. Jeśli kocham to na serio. Może i sama nie daję rady, ale jesteś ty i dzięki tobie mogę podbić świat. Razem możemy wszystko. Tęsknię kochanie.
- Stella? - przerwał mi czyjś głos. Otworzyłam spuchnięte oczy i zobaczyłam twarz przyjaciółki. Harrego obok mnie nie było. Pewnie zamienili się miejscami. 
- Co się stało? - spytała. 
- Nie daję rady - szepnęłam i ją przytuliłam. - Chciałabym być silna, niezależna, móc zrobić wszystko co zechcę, ale mi się to nie uda. A wiesz dlaczego? Bo jestem sama - dodałam i znów się rozpłakałam. Przytuliła mnie mocno i szeptała uspokajające słowa do ucha. Powoli się uspokajałam, ale nie na tyle aby normalnie mówić. 
- Spokojnie. - powiedziała i się odsunęła. Spojrzałam za nią i napotkałam rozbawiony wzrok Horana. Nawet nie miałam siły mu nic powiedzieć, a tym bardziej coś zrobić. Wzruszyłam tylko ramionami i spuściłam głowę. 
- Nie jesteś sama. Masz mnie, Harrego, Zayna i masz Louisa. On cię naprawdę kocha. - powiedziała. Nie odpowiedziałam nic. Ostatnie co usłyszałam to krzyk pasażerów i głos stewardesy mówiący, że spadamy... 




No witajcie. Więc to jest rozdział 23. Miał pojawić się w sobotę, ale napisałam i chciałam wstawić. Smutno mi. Pisałam go i płakałam. Nie wiem ale po prostu jakoś wzięło mnie aby napisać takiego smutasa. Jeśli to w ogóle jest smutas. Nie było takiego czegoś w planach, ale moim zdaniem wyszło zaje***cie. Kolejny rozdział jest już w połowie napisany więc pojawi się w sobotę. Mam nadzieję, że wam się podoba ten rozdział. Komentujcie i obserwujcie. :*
Kocham was i pozdrawiam,
Violette xoxo

poniedziałek, 12 maja 2014

Rozdział 22 ,,Naprawdę cię nie zdradziłem...''

**oczami Stelli**
Ostatnie co pamiętam to Louisa w salonie, mój zamiar powrotu do pokoju, upadek i ręce Harrego mnie łapiące. Następnie tylko ciemność. Nie mam pojęcia co się stało. Nie jestem też pewna czy ja w ogóle żyję. Jeśli nie, to bardzo dobrze. Życie jest do dupy. A zwłaszcza moje. Wiem, że próba samobójcza, to najgorsza rzecz jaka mogła mi przyjść do głowy, ale ja nie widziałam innej opcji. 
Po jakimś czasie poczułam ogarniający mnie chłód. Powoli otwierałam oczy. Kiedy byłam już w stanie zobaczyć wszystko wokół, zamknęłam oczy z powrotem. Dlaczego on tu siedzi? 
- Idź sobie - szepnęłam nie patrząc na Louisa. Nie chciałam go tu widzieć. 
- Nigdzie nie idę. - odpowiedział i usiadł obok mnie na łóżku. Złapał moją dłoń, ale ja ją wyrwałam. Nie chciałam aby mnie dotykał. Brzydziłam się nim. - Stella daj mi to wytłumaczyć - dodał.
- Tu nie ma nic do tłumaczenia. Zdradziłeś mnie. Z nią. Jak mogłeś? Nie wystarczałam ci? Rozumiem, że jeszcze się nie kochaliśmy, ale przecież nie to jest najważniejsze prawda? Chociaż dla ciebie pewnie tak - powiedziałam i usiadłam. Spojrzałam na niego i od razu zachciało mi się płakać. Jestem strasznie słaba psychicznie. Nie znoszę tego. Co on ze mną zrobił? Jeszcze niedawno byłam twardą, niezależną tancerką, a teraz? Płaczę cały czas. To jest nie do zniesienia.
- Ale rzecz w tym, że ja cię nie zdradziłem. Nie mógłbym.
- Mówiłeś, że mnie kochasz. Czemu kłamałeś? - spytałam nie zwracając uwagi na jego słowa.
- Nie kłamałem. Kocham cię najbardziej na świecie i zrobiłbym dla ciebie wszystko. Stella, dlaczego tego nie rozumiesz? - spytał i złapał mnie za dłonie.
- Jak wytłumaczysz to zdjęcie? - chciałam pokazać mu telefon, ale gdy spojrzałam na ścianę, przypomniałam sobie, że go zniszczyłam.
- Jakie zdjęcie?
- Oh...Przestań kłamać. Dostałam zdjęcie od Larrisy. Byłeś na nim ty i ona. 
- Ale ja się z nią widziałem nawet! Skąd wiesz, że to ja?
- Była tam jej twarz i twoje ciało. Twoje tatuaże.
- Ale.Ja.Cię.Nie.Zdradziłem! Uwierz mi.
- Chciałabym ci wierzyć - powiedziałam i wyrwałam swoje ręce z jego uścisku.
- Proszę Stella, zaufaj mi - błagał. Kiedy tak na niego patrzyłam nie mogłam. Po prostu nie mogłam. Nie wytrzymałam dłużej. Z bezsilności upadłam na podłogę i schowałam twarz we włosach i znów zaczęłam płakać. Nie daję rady. To dla mnie za dużo. Za dużo. Po chwili poczułam ciepłe ramiona, które mnie do siebie przyciągają. Wiedziałam, że to Lou. Nie miałam siły się opierać wiec go po prostu przytuliłam i płakałam w jego ramiona. Chłopak cały czas szeptał mi do ucha 'przepraszam' i głaskał mnie po głowie. Po jakimś czasie się uspokoiłam. 
- Wybacz mi. Ja naprawdę cię nie zdradziłem i nigdy tego nie zrobię. Proszę...
- Nie wiem. Muszę pomyśleć - odpowiedziałam i wstałam. Wytarłam mokre od łez oczy i poprawiłam spodenki, które mi spadały.
- Dobrze. Ale pamiętaj, że cię kocham - powiedział i chciał mnie pocałować. Odsunęłam się od niego, chociaż było to dla mnie bardzo trudne. Widziałam ból w jego oczach, ale nie powiedziałam nic. Ja też go kocham, ale muszę to przemyśleć. Chłopak wyszedł, a ja usiadłam na łóżku. Może serio Larrisa tylko się nabijała? Może przerobiła te zdjęcia? Spojrzałam na zegarek stojący na komodzie i aż się przestraszyłam. Już 23! Przecież ja za parę godzin wylatuję na Bora Bora! A nawet nie jestem spakowana! Szybko podeszłam do szafy, z której wyjęłam walizkę i zaczęłam chować do niej najpotrzebniejsze rzeczy. Gdy skończyłam zeszłam na dół. W salonie siedział Brad i tata. 
- Madi tu była. Powiedziała, że zajedzie po ciebie rano z chłopakami - powiedział tata, a ja skinęłam głową. Nie mam telefonu więc nie mam jak się z nią skontaktować. 
- Tato... - przeciągnęłam i usiadłam obok rodzica. Spojrzał na mnie, a następnie wrócił wzrokiem do telewizora. - Bo zepsułam telefon i przydałby mi się nowy - dodałam i zauważyłam jak tata się uśmiecha.
- Wiedziałem. Dlatego kupiłem ci nowy. Proszę - powiedział i wręczył mi nowiutkiego iPhone'a. Uśmiechnęłam się szeroko i rzuciłam mu na szyję.
- Dziękuję - powiedziałam.
Posiedziałam tam trochę i poszłam na górę. Szybko zasnęłam z natłoku wrażeń. Jutro o 5 będą tu po mnie chłopaki i Madi. I będzie tam Lou. Mam nadzieję, że jakoś to zniosę. Ogólnie to sama nie wiem co mam myśleć o tym wszystkim.
***
- Wstawaj Stella, Madi już jest - usłyszałam głos nad sobą. Otworzyłam oczy i zobaczyłam tatę. Dłońmi przetarłam twarz i wstałam. Ubrałam się we wcześniej przygotowane ciuchy [klik] i pomalowałam tuszem. Gotowa zeszłam na dół gdzie czekała na mnie przyjaciółka i chłopaki. Louis siedział ze spuszczoną głową i chyba intensywnie o czymś myślał. Przywitałam się ze wszystkimi i wyszliśmy. Przed domem stał czarny van. Kto nim kierował? Zayn? Nawet nie wiedziałam, że ona ma prawko...
- Jedziemy od razu na lotnisko - powiadomił Harry. Przytaknęłam i oparłam się o szybę. Cały czas myślałam o Louisie. Wybaczyć mu? Ale co mam mu wybaczać, jeśli z tego co twierdzi, to w ogóle mnie nie zdradził? Pogubiłam się. Obok mnie siedziała Madi, a obok niej Louis. Przede mną miejsce zajmował Harry, a kierował Zayn. Po około 20 minutach parkowaliśmy pod lotniskiem. Podobno samochód ma zabrać jakiś znajomy Zayna. A zdążyłam się dowiedzieć od przyjaciółki, że ona i Zayn się całowali. To taka super wiadomość! Wiedziałam od jakiegoś czasu, że ta dwójka coś do siebie czuje, ale się nie przyznawali. Mam nadzieje, że chociaż im się poszczęści. Mają moje błogosławieństwo.
- Idziesz? - usłyszałam głos Madi. Nawet nie zauważyłam kiedy się zatrzymałam i zaczęłam myśleć. Myślenie mi szkodzi. Zdecydowanie.
- Tak już - odpowiedziałam zakłopotana. Doszliśmy na miejsce zbiórki. Stali tam już wszyscy uczniowie którzy lecą na Bora Bora. Podobno mamy własny samolot. Fajnie.
- Siema! - usłyszałam głos za sobą. Odwróciłam się i zobaczyłam Nialla i Liama. Westchnęłam i dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że oni również lecą.
- Spierdalać - warknęłam zła i się odwróciłam.
- Może troszkę ładniej? - spytała nauczycielka. Pani Gilbert. Nienawidzę jej. Prychnęłam cicho pod nosem, ale już się nie odezwałam. To, że płakałam w domu nie znaczy, że poza nim również będę taka delikatna. A już na pewno nie w stosunku do Horana.
- A czy wiesz, że będziemy się widzieć przez kolejne dwa tygodnie? - spytał blondyn. W ogóle zapomniałam, że za mną stoi. Tak wiem, że jedziemy na tą samą wycieczkę, w tym samym czasie, ale to nie oznacza, że będę z nim przebywać. Co to, to nie.
- Taa jeszcze czego - prychnęłam i założyłam ręce na piersi. Spojrzałam na moją przyjaciółkę, która uciekała wzrokiem. Coś jest nie tak. A ja nie wiem co...
- Madi ci nie powiedziała? - spytała, a ja popatrzyłam zdezorientowana to na przyjaciółkę to na blondyna. O co mu chodzi? Czego mi nie powiedziała?
- Wybacz Stella, nie było kiedy. Wiesz sama jak było ostatnio - powiedziała brunetka, ale ja nadal nie wiedziałam o co chodzi. Nawet się nie domyślałam. Wiem, głupia jestem.
- Ale o co chodzi do cholery? - spytałam podirytowana.
- No bo...my i oni....







Witam was kolejnym rozdziałem i mam nadzieję, że wam się podoba. I mam nadzieję, że mnie nie schłostacie, za jednodniowe opóźnienie. Wiem, wiem. Krótki. Ale niestety nie dałam rady więcej napisać. Za to kolejny będzie dłuższy. Pojawi się 17 maja i bardzo możliwe że to będą dwa rozdziały na raz . Oczywiście nie obiecuję tylko mówię jak może być. :)
Komentujcie, oceniajcie czy się podoba :D
Violette xoxo

środa, 7 maja 2014

Rozdział 21 ,,Ja nie jestem zakochany, o nie...''

- Harry? - spytał...Brad, który właśnie wszedł do pokoju. Popatrzyłem na niego lekko zdziwiony i odrobinę przestraszony.
- Yyy...tak - odpowiedziałem i położyłem palec na ustach uciszając chłopaka. Zrozumiał mój gest i zamilkł. Gestem dłoni wskazałem na dziewczynę leżącą obok mnie próbując powiedzieć mu, że czekam aż zaśnie. Brunet stał w drzwiach i mi się przyglądał. Po jakichś pięciu minutach usłyszałem ciche pochrapywanie blondynki, co oznaczało, że śpi. Powoli i bardzo cicho wyślizgnąłem się z jej objęć i wstałem. Przykryłem ją kołdrą i się odsunąłem. Razem z jej bratem wyszedłem z pokoju i oparłem się o ścianę.
- Co się stało? - spytał zdezorientowany. Wzruszyłem ramionami i ruszyłem w stronę łazienki. Chłopak podążał za mną, ale nic nie mówił.
- Długa historia - powiedziałem kiedy znaleźliśmy się w pomieszczeniu. Podszedłem do wanny, która była w czerwonych plamkach. Wziąłem gąbkę i zacząłem je zmywać.
- Opowiadaj póki nie ma rodziców - powiedział ostro i usiadł na podłodze za mną. Westchnąłem głośno, ale postanowiłem mu powiedzieć. W końcu to jej brat.
- Dostałem sms-a od Louisa, że Stella nie chce go wpuścić do domu więc przyszedłem tutaj. Drzwi na dole były otwarte więc wszedłem. Wszędzie było cicho i się przestraszyłem. Zacząłem jej wszędzie szukać, aż w końcu wszedłem tutaj. Leżała w wannie, nieprzytomna, na pralce leżał spalony papieros, a woda była czerwona. Wystraszyłem się. Bardzo. Szybko ją wyciągnąłem i zaniosłem do pokoju. Okazało się, że chciała podciąć sobie żyły. Na szczęście jej rany nie są tak głębokie więc teraz śpi. A później przyszedłeś ty - opowiadałem czyszcząc wannę. Chłopak siedział i słuchał w ciszy i spokoju.
- A wiesz czemu to zrobiła? - spytał po chwili zastanowienia. Pewnie przetwarzał sobie moje słowa w głowie. Skinąłem lekko głową i spłukałem czystą już wannę, wodą.
- Powiedziała, że Louis ją zdradził. Z Larrisą - szepnąłem.
- Jaki chuj! - krzyknął i wstał. Zaśmiałem się na jego słowa, w końcu miał rację, ale szybko się opanowałem.
- Nie krzycz! Dopiero co zasnęła. Nie chcę aby coś więcej sobie zrobiła i przeczuwam, że ty też nie - warknąłem. Pokiwał głową i opadł z powrotem na podłogę.
- Nie rozumiem czemu to zrobił... Przecież ostatnio mówił, że ją tak bardzo kocha, nigdy jej nie zdradzi, że jest jego całym światem i zrobiły dla niej wszystko. A teraz co? Odmieniło mu się? - szeptał jakby sam do siebie. Umyłem dłonie i usiadłem obok niego.
- Nie wiem czemu, ale wiem, że Stella jest zraniona.
- Pomożemy jej. Przecież nie można jej zostawić z tym samej - uśmiechnął się lekko. Zgodziłem się z nim i razem wstaliśmy. Wyszliśmy z łazienki i chłopak zszedł na dół, a ja jeszcze raz zajrzałem do dziewczyny. Spała spokojnie.
***
- Zadzwoń do niego - powiedział Brad kiedy we dwójkę siedzieliśmy w salonie i rozmyślaliśmy.
- Co? Po co?
- Musi mieć jakieś wytłumaczenie na to. Może nie wiemy wszystkiego? Może to nie prawda?
- Dobra. - warknąłem zły. Może młody ma rację. Może nie wiemy wszystkiego... Może.
Wstałem i poszedłem do kuchni. Oparłem się o blat i wyciągnąłem telefon z kieszenie. Wybrałem numer Louisa i czekałem. Po chwili odebrał.

- Zbieraj dupę w kroki i przychodź do Stelli. - warknąłem zły.
- Ale co się stało? 
- Nie pytaj. Widzę cię tu za 15 minut.

Powiedziałem i się rozłączyłem. Wróciłem do salonu i usiadłem z powrotem na kanapie.
- Niedługo będzie - powiedziałem i zamknąłem oczy. Jeśli okaże się, że to prawda to go zabiję. Dosłownie. Przecież Stella, mimo swojej maski odważnej i niezależnej, kryje swoją prawdziwą twarz. Ona tak na prawdę jest delikatna i łatwo ją zranić. Już to zauważyłem. 
- Dobra - odpowiedział. Siedzieliśmy w ciszy, każdy pogrążony w własnych myślach. Nie wiem czemu, ale naprawdę martwię się o Stellę. Może dlatego że ci się podoba? podpowiada mi cicho głosik w głowie. Tak to prawda, bardzo mi się podoba. Jej oczy, usta, figura, uśmiech, humor, talent, wszystko po prostu. Ale ja nie jestem zakochany, o nie...
- Louis już jest - z rozmyślań wyrwał mnie głos Brada. Skinąłem głową i wstałem. Razem z chłopakiem przeszliśmy do przedpokoju, a następnie do drzwi, za którymi stał Louis. Wszedł, a ja od razu złapałem go za ramiona. Spojrzał na mnie zdezorientowany, a ja od razu się opamiętałem. Przecież to mój przyjaciel. 
- O co chodzi? - spytał, a ja go puściłem. Całą trójką przeszliśmy do salonu i usiedliśmy na kanapie. Na początku panowała cisza, ale postanowiłem ją przerwać.
- Zdradziłeś Stellę? - spytałem i podniosłem na niego wzrok.
- Co?! Nie! - krzyknął i wstał.
- Spokojnie. Ciszej, bo ona śpi - uspokoiłem go gestem dłoni.
- Kto tak powiedział? - spytał trochę ciszej i usiadł.
- Ona - odpowiedziałem. 
- Dlaczego? Przecież nigdy bym jej nie zdradził...
- Powiedziała, że zrobiłeś to z Larrisą.
- Że co? Nigdy! 
- Okej, okej. Ale ona tak mówi - powiedziałem i wstałem słysząc kroki za sobą. Spojrzałem na blondynkę, która stała na schodach, obejmując się ramionami i patrzyła tępym wzrokiem na jej chłopaka? Może byłego... 
- Co on tu robi? - szepnęła w moją stronę. Zakłopotany spuściłem wzrok i nie odpowiedziałem.
- Spokojnie Stella - odpowiedział za mnie Brad.
- Zadałam pytanie, co on tu robi?! - tym razem krzyknęła. Drygnąłem lekko, ale po chwili do niej podeszłem i złapałem za rękę, z zamiarem zaprowadzenia jej na kanapę. Niestety mi się to nie udało, gdyż strzepnęła moje dłonie i szybko się odsunęła.
- Ja go zaprosiłem - powiedział cicho Brad.
- Po co? - spytała spokojniej. Widziałem jak zaciska pięści i powstrzymuje się przed krzykiem. Bandaż, którym owinąłem jej rękę, był cały czerwony. Spojrzałem na Louisa, który patrzył strachliwym wzrokiem na ciało dziewczyny. Wiedziałem, że się domyśla, co sobie zrobiła. A Louis tego nie znosił. Nie lubił jak ktoś się ciął. A teraz to przez niego. Przecież on jest zrozpaczony. Widzę to...
- Musicie sobie coś wyjaśnić - powiedziałem teraz ja. Jedyne co w tej chwili byłem w stanie zobaczyć to czubki swoich butów. Nie mogłem spojrzeć jej w oczy. Nie teraz.
- Miło było, ale się skończyło. Wybacz - powiedziała i się odwróciła. Chyba zamierzała wejść po schodach. Niestety straciła równowagę i upadła....






JOOOŁ.... No więc tak. Za ten rozdział dziękujcie mojej nauczycielce z polaka, która wyrzuciła mnie z klasy na lekcji i jako, że się nudziłam zaczęłam pisać rozdział w zeszycie więc jest... Więc...wielkie dzięki pani Ewo... A co do treści...Podoba się? Nic się w nim takiego nie dzieje, więc nuuuda. Ale i tak komentujcie.. :D Jak pewnie zauważyliście, jest nowy szablon. I on już zostanie. Wykonała go dla mnie Nancy z Graphic Poison. Podoba się? Rozdział krótki tak jak pisałam wcześniej. Kolejny pojawi się 11 maja. :] 
Pozdrawiam, Violette xoxo

piątek, 2 maja 2014

Rozdział 20 ,,Czemu jestem goła?''

Zignorowałam go i szybko pobiegłam do kuchni. Chwyciłam w swoje dłonie szklankę i nalałam do niej wody. Wypiłam ją i się trochę uspokoiłam. Wzięłam kilka głębokich wdechów i poszłam do siebie do pokoju. Po jakimś czasie pukanie i walenie ustało, więc Louis sobie poszedł. Gdy położyłam się na łóżku znów zaczęłam płakać. Dlaczego to ja mam tak pod górkę? Dlaczego zawsze jest coś co mnie niszczy? Dlaczego? Usłyszałam jak mój telefon dzwoni więc wzięłam go w dłonie. Jedną ręką przetarłam oczy z łez, a drugą odblokowałam klawiaturę. Louis dzwoni. Rozłączyłam się szybko i nie myśląc co robię, rzuciłam telefon o ścianę, a on rozprysł się na kilka części. Dało mi to trochę ulgi, ale nie na tyle bym mogła spokojnie funkcjonować. Wstałam i podeszłam do mojej torby.
Wyjęłam z niej paczkę papierosów i zapalniczkę. Z tym poszłam do łazienki i położyłam to na pralce. Odkręciłam kran w wannie i czekałam aż będzie pełna. Zdjęłam ubrania i zanurzyłam się w gorącej wodzie. Odpaliłam sobie jednego papierosa i wsadziłam między usta zaciągając się porządnie dymem. Zakręciłam wodę, a moje oczy powędrowały w kierunku noża stołowego. Nie wiem co on tu robił, ale w bardzo mi się przyda. Zgasiłam papierosa o kafelki obok wanny i położyłam go na pralce. Wzięłam w swoje dłonie nóż i chwilę się zastanowiłam. Zrobić to...czy nie? Nie mam nic do stracenia. I tak mam posrane życie, więc mogę mieć bardziej. Ja nie widzę problemu. Nie rozmyślając dalej zanurzyłam lewą dłoń w wodzie, a w prawej mocniej ścisnęłam narzędzie. Szybko przyłożyłam go do nadgarstka i modliłam się aby nie okazał się tępy. Kiedy przeciął moją skórą i zobaczyłam krew, uśmiechnęłam się sama do siebie. Zaczęłam robić głębsze nacięcia wypełniając wodę krwią. Obraz lekko mi się zamazywał i nie do końca wiedziałam co się dzieje. Znów usłyszałam walenie w drzwi na dole. Zaśmiałam się tylko gorzko i zrobiłam jeden, mocny ruch nożem, a krew zaczęła szybciej spływać. Zaczęłam tracić jakiekolwiek pole widzenia, a nóż wypadł mi z dłoni. Zjechałam trochę niżej zanurzając się w wodzie do samego nosa i zamknęłam oczy. Ostatnie co usłyszałam to krzyki i wołanie mojego imienia zza drzwi. A później była tylko ciemność...

**oczami Harrego**
Dostałem sms-a od Louisa, że Stella nie chce go wpuścić do domu. Na początku się śmiałem, ale później zdałem sobie sprawę, że to nie są żarty. Szybko się ubrałem i wyszedłem z domu.Oby tylko sobie nic nie zrobiła. Nie mam pojęcia co zrobił Louis, ale jeśli w jakikolwiek sposób ją zranił to normalnie urwę mu jaja. Około dziesięć minut później stałem pod drzwiami Stelli. Zacząłem pukać, ale kiedy nikt nie otwierał złapałem za klamkę. O dziwo, drzwi były otwarte. Gdy znalazłem się w środku ogarnęła mnie głęboka cisza. Szybko sprawdzałem kolejne pomieszczenia, ale nigdzie jej nie było. W końcu pomyślałem o łazience. Otworzyłem do niej drzwi i mało brakowało, a stracił bym panowanie nad nogami. Stella leżała prawie cała zanurzona w wodzie i miała zamknięte oczy. Wszystko dookoła niej było we krwi. W kilku krokach pokonałem odległość od drzwi do niej. Może gdyby to była inna sytuacja, napawał bym się widokiem jej nagiego ciała. Ale w tej chwili ona leży przede mną, zupełnie nieprzytomna, a ja nie wiem co mam zrobić.
Chwyciłem w dłonie ręcznik z grzejnika i przewiesiłem go sobie przed ramię. Jak ja mam ją wyjąć?! Co ja mam w ogóle zrobić?! Zacząłem się przez chwilę zastanawiać i wymyśliłem.
Wyjąłem korek z wanny, aby spuścić wodę i szybko poszedłem do jej pokoju, aby rozłożyć ręcznik na łóżku. Kiedy do niej wróciłem wody już nie było. Schyliłem się i podniosłem jej drobniutkie ciało. W dupie miałem, że będę mokry lub brudny. W tej chwili najważniejsza jest ona. Gdy byłem już u niej w pokoju, położyłem ja na łóżku i przykryłem drugim ręcznikiem. Złapałem się za głowę i wziąłem kilka głębokich wdechów. Mój wzrok skierował się w lewą stronę. Na ziemi leżał jej rozwalony telefon. Co się stało? Co Louis jej zrobił? Wyjąłem swój telefon i wystukałem na klawiaturze.
,,Urwę ci jaja i wsadzę ci je do gardła. Hazz xx''
I wysłałem do Louisa. Schowałem telefon z powrotem do kieszeni i usiadłem obok blondynki. Dopiero teraz zauważyłem na jej nadgarstku cięcia. Co ja mam do cholery zrobić?! Wiem. Wstałem i poszedłem znów do łazienki. Na jednej szafce stała apteczka więc wziąłem ją w ręce i wróciłem do pokoju. Wyjąłem z niej bandaż i owinąłem jej rękę. Jak ją obudzić? Może...Poklepałem ją lekko po policzku i nic. Złapałem ją za ramiona i zacząłem nią lekko trząchać. Powtarzałem jej imię w kółku i w kółku.
Po chwili dziewczyna zaczęła kasłać i otwierać oczy. Odetchnąłem z ulgą i przytuliłem ja mocno.
- Co się stało? - szepnęła. Odsunąłem się od niej i poprawiłem włosy.
- To ja powinienem o to spytać. Dlaczego się pocięłaś? Co się stało? Louis coś zrobił?
- Proszę! Nie wypowiadaj jego imienia. Nie chcę go znać.
- Ale co się stało?
- Zdradził mnie! Wiesz z kim?! Z pierdoloną Larrisą! - krzyknęła i wstała.
- Spokojnie. - podniosłem ręce do góry w geście obronnym.
- Czemu jestem goła? - spytała, a ja zachichotałem.
- Bo musiałem cię jakoś wyjąć z wody? - bardziej spytałem niż odpowiedziałem.
- Aha - przeciągnęła każdą literkę. Poprawiła ręcznik i wyszła. Usiadłem na jej łóżku i schowałem twarz w dłoniach. Dlaczego ona jest taka idealna? I tak bardzo mnie kusi abym się na nią rzucił? Nim się zorientowałem znów stała przede mną w samej piżamie i ze związanymi włosami.
- Zostaniesz ze mną? - szepnęła i wdrapała się na łóżko. Zgodziłem się i położyłem obok niej. Co z tego, że jest dopiero 16? Ważne jest, że ona chce abym został.
- Jak się czujesz? - spytałem kiedy głaskałem ją po głowie. Blondynka mruknęła coś pod nosem i się do mnie przytuliła. Chyba chce spać.
- Dobrze, bo ty tu jesteś - szepnęła i zamknęła oczy. Uśmiechnąłem się lekko i  mocno do siebie przyciągnąłem.
- Będę zawsze kiedy tylko będzie trzeba - powiedziałem i pocałowałem ją w głowę. Usłyszałem trzask drzwi na dole i tupot stóp na schodach. Po chwili drzwi pokoju się otworzyły.
- Harry? - spytał...




Jest już 20 rozdział. Cóż...Muszę wam powiedzieć, że na razie rozdziały nie będą długie, tylko takie jak ten albo troszke dłuższe. Nie będę tłumaczyła czemu bo to denne. Po prostu takie będą. Co jeszcze...KOMENTUJCIE. Kolejny pojawi się prawdopodobnie 5 lub 6 maja. :)
Zapraszam TU I TU oraz na mój blog z zwiastunami --> TU.

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Rozdział 19 ,,Zdradził mnie...''

- Julia? - usłyszałam nad uchem. Odwróciłam się i zauważyłam nieznanego mi jak dotąd chłopaka. Widać, że był pijany i cały czas się na mnie patrzył.
- Ty mnie chyba z kimś pomyliłeś - prychnęłam i wsiadłam razem z resztą do taksówki. Przez całą drogę słyszałam ciche podśpiewywanie Harrego i chrapania Austina. Brad i Mike siedzieli cicho i grali w papier, kamień, nożyce. Madi była oparta o Zayna, który cały czas głaskał ją po głowie. A ja? Ja siedziałam jak zahipnotyzowana i rozmyślałam. Nad czym? Nad tym co zrobi mi tata, kiedy zobaczy nas w takim stanie.
***
- Jesteśmy - powiedział kierowca i się odwrócił. Louis wręczył mu pieniądze do ręki i pomału wyszliśmy z samochodu. Każdy podpierał się o kogoś, bo nikt z nas nie mógł się utrzymać na nogach.
- Mike zostaw tą latarnię! - krzyknęłam do chłopaka, który przytulał słup.
- Ale on mnie kocha! - odpowiedział i usiadł na ziemi. Podeszłam do niego i za bluzkę pociągnęłam do góry. Co ja mam zrobić? Stoimy właśnie przed domem, jest prawie czwarta rano, a mieliśmy być o drugiej, a do tego każdy jest zalany w trupa. Czeka mnie śmierć jak tylko przekroczę próg domu. Mam tylko nadzieję, że tata i Esmeralda śpią. Po jakichś pięciu minutach wszyscy staliśmy pod drzwiami i się śmialiśmy. Z czego? Nie mam pojęcia, ale zauważyłam jak światło na korytarzu się zapaliło.
- Chować się! - szepnęłam do wszystkich i rzuciliśmy się w ucieczkę. Każdy poleciał w inną stronę. Ja biegłam cały czas się potykając za dom. Gdy tam dotarłam zauważyłam, że reszta też tu jest. Znów wybuchliśmy śmiechem, ale szybko schowaliśmy się za krzaki i drzewa w ogrodzie. Siedziałam obok Louisa i Mike'a i powstrzymywałam chichot. Gdy usłyszeliśmy jak ktoś wyszedł na taras przestaliśmy się śmiać i siedzieliśmy cicho. Po jakimś czasie osoba weszła do środka, a my spokojnie wyszliśmy z kryjówek i stanęliśmy w kółku.
- Co wy na to, że przenocujemy w tym domku? - spytał mój brat i wskazał na domek na drzewie. Skąd on tu...? Wcześniej go nie widziałam...Wszyscy się zgodzili i po chwili wchodziliśmy do środka.
- Czyj on jest? - spytałam kiedy zostałam na dole razem z Bradem.
- Mój. Jak byłem mały to mi go tata wybudował - uśmiechnął się i również wszedł do środka. Rozejrzałam się dookoła i również weszłam. Rozejrzałam się po wnętrzu i zawahałam się trochę.
- Jesteś pewny, że on utrzyma naszą ósemkę? - spytałam brata.
- Raczej tak - wzruszył ramionami i położył się na podłodze. Obok niego spali już Mike i Austin. Po drugiej stronie domku leżał Zayn, na którym leżała Madi. Obok nich był Harry, który patrzył się na mnie. Przy mnie stał Louis, który trzymał moją dłoń.
- Kładziemy się? - szepnął mi na ucho. Pokiwałam głową i po chwili leżałam na zimnych deskach przytulona do mojego chłopaka. Z racji, że byliśmy kompletnie pijani nie przeszkadzał nam chłód od drewna, ani ptaki.
***
- Ciszej bądźcie - obudził mnie szept Madi. Otworzyłam oczy i się podniosłam. Wszyscy jeszcze leżeli i rozmawiali między sobą. Zaraz po mnie reszta również wstała. Słońce świeciło prosto w małe okienka i padał na twarz. Głowa mnie strasznie bolała, ale teraz gorsze było to co się zaraz stanie.
- Idziemy do domu? - spytałam kiedy wszyscy staliśmy. Reszta się ze mną zgodziła więc wyszłam. Niestety zapomniałam, że są tu schody i się o nie potknęłam i bym spadłam, ale ktoś złapał mnie za rękę. Harry.
- Dzięki - szepnęłam i zeszłam normalnie po schodkach na ziemię. Obeszliśmy dom dookoła i stanęliśmy przed drzwiami. Lekko zapukałam i gdy usłyszałam kroki po drugiej stronie od razu zatkałam uszy. Po chwili przede mną stał tata i Esme z bardzo groźnymi minami. Zmrużyłam lekko oczy i się odsunęłam.
***
- No przepraszam! - krzyknęłam po raz kolejny.
- Ale Stella! Nam nie chodzi o to żebyś nas przepraszała! Tu chodzi o to, że jesteś nieodpowiedzialna! - odpowiedział tata i załamał ręce. Po co mi to mówi kiedy ja to wiem? Jestem w pełni świadoma, że zawiodłam jego zaufanie i nie musi mi tego powtarzać.
- Dobra! Wiem o tym i nigdy więcej nie zabiorę Brada do klubu, chyba że będzie pełnoletni. Wybaczycie mi? Proszę - powiedziałam cicho.
- Pewnie, że ci wybaczymy - uśmiechnęłam się Esmeralda i poklepała mnie po ramieniu.
- A teraz pożegnajcie się na razie z przyjaciółmi, bo jedziemy do dziadków - powiedział tata i wstał. Tak jak kazał pożegnałam się z przyjaciółmi i poszłam się przebrać.
***
- Stella tylko zachowuj się kulturalnie dobra? - spytał tata kiedy jechaliśmy do jego rodziców. Pokiwałam głową, ale się nie odezwałam. Kac się mnie trzymał i cały czas mnie suszyło. Mam nadzieję, że ten dzień nie będzie taki zły, bo nie mam ochoty na żadne kłótnie. A jutro muszę wstać o piątej rano, bo o siódmej mamy wyjazd na lotnisko i wylot na Bora Bora!
- Już jesteśmy - odezwała się Esmeralda. Nic nie mówiąc wysiadłam z samochodu i posłusznie poczekałam na resztę. Po chwili staliśmy przed drzwiami domku. Tata lekko zapukał, a po kilku sekundach przed nami stała kobieta po 60. Popatrzyłam na nią zboku i zgaduję, że jest moją babcią.
- Stella? - spytała staruszka. Pokiwałam głowę i do niej podeszłam. Ta zgarnęła mnie w swoje ramiona i mocno przytuliła. Niepewnie odwzajemniłam jej uścisk. - Cieszę się, że w końcu cię poznałam.
- Ja też się cieszę...babciu - zacięłam się.
***
- A masz chłopaka? - spytał dziadek podczas obiadu. Cały czas zadawali mi pytania dotyczące mojego życia prywatnego. Na wszystkie odpowiadałam z uśmiechem.
- Tak - powiedziałam i nagle poczułam wibrację w kieszeni. Wyjęłam telefon i zauważyłam wiadomość od nieznanego. Zawahałam się chwilę, ale nacisnęłam otwórz. Od razu tego pożałowałam. W moich oczach zbierały się łzy, a ja czytałam treść wiadomości trzeci raz.
''Właśnie spędzam najcudowniejsze chwile z twoim chłopakiem. Nie sądziłam, że jest taki dobry w łóżku. Pozdrowienia siostrzyczko, Larrisa xx''
A pod spodem było zdjęcie. Zdjęcie jej i ciała Louisa. Widać było jego niektóre tatuaże i kawałek włosów. Boże... Czytałam kolejny raz treść wiadomości kiedy nagle telefon wypadł mi z rąk i spadł pod stół, a ja zakryłam sobie usta ręką.
- Miałam - szepnęłam i wstałam od stołu. Widać moje przypuszczenia i zwidy nie były zwykłym przypadkiem...Jaka ja byłam głupia! Zawsze jestem... Wyszłam na korytarz gdzie oparłam się o ścianę i po niej zjechałam. Schowałam głowę między nogami i zaczęłam płakać. Dlaczego to ja mam zawsze tak trudne życie? Najpierw David ze mną zerwał, bo był ze mną dla zakładu. Teraz okazało się, że chłopak, którego pokochałam całym sercem mnie zdradził. I to z...nią.
- Co się stało? - usłyszałam głos babci obok. Podniosłam głowę, wytarłam łzy i na nią spojrzałam.
- Zdradził mnie... - szepnęłam i znów zaniosłam się szlochem. Staruszka klęknęła obok mnie i pogłaskała po ramieniu.
- Widocznie nie zasługiwał na twoją miłość - uśmiechnęła się.
- Ale ja go kocham! A zarazem nienawidzę - powiedziałam i wstałam.
- Przejdzie ci - powiedziała. Prychnęłam cicho i wróciłam do jadalni.
- Kiedy będziemy wracać? - spytałam tatę. Wiem zachowałam się niekulturalnie, ale no halo! Chłopak mnie zdradził i co mam robić? Skakać z radości?
- Możemy nawet teraz - odpowiedział. Pożegnaliśmy się z dziadkami i wyszliśmy. Przez całą drogę do domu siedziałam przytulona do Brada i płakałam.
***
- Stella jesteśmy - powiedział tata. Otworzyłam oczy i szybko wyszłam z samochodu. Od razu poszłam do swojego pokoju gdzie rzuciłam się na łóżko i dalej płakałam. Chyba wyleję z siebie wszystkie łzy.
- Skarbie my idziemy do znajomej Esmeraldy, chcesz iść z nami? - spytał tata, który właśnie wszedł do samochodu. Zaprzeczyłam, a on wyszedł. Po jakichś 10 minutach usłyszałam trzask drzwi i zapadła cisza. Przynajmniej mogę sobie spokojnie płakać i się nad sobą użalać. Leżałam tak już około godziny kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Nie zwracałam na niego uwagi i miałam nadzieję, że osoba za drzwiami zaraz odpuści i sobie pójdzie. Niestety tak się nie stało. A do dzwonka doszło walenie. Zła zeszłam na dół i podeszłam do drzwi. Otworzyłam je, a gdy zobaczyłam za nimi Louisa chciałam je zamknąć, ale w ostatniej chwili zatrzymał je dłonią.
- Co się stało?! - zapytał głośno. Prychnęłam i otworzyłam szerzej drzwi, ale nie dałam mu wejść.
- No nie wiem. Może ty mi powiesz?
- Ale ja nie wiem.
- Oj przestań kłamać. Przyznaj...Chciałeś tylko mnie zaliczyć i lecieć do kolejnej, nie?
- Co?! - krzyknął, a ja zaśmiałam się gorzko.
- Nie udawaj. Fajnie się bzykało z Larrisą?
- O czym ty mówisz?
- Niezły z ciebie aktor Tomlinson, ale na mnie to nie działa. Z nami koniec...Chociaż nie wiem po co był początek, ale trudno. Leć do barbie, może cię pocieszy - warknęłam i wraz z chwilą jego nieuwagi zamknęłam drzwi, a następnie po nich zjechałam i znów zaczęłam płakać. Sorry, płakać to złe słowo. Zaczęłam ryczeć jak głupia i walić głową w te cholerne drzwi.
- Stella otwieraj! - krzyknął z tamtej strony. Zignorowałam go i szybko pobiegłam do kuchni. Chwyciłam w swoje dłonie...





Na początek wielkie SORRY!!! Wybaczcie, że tak późno, po prostu pisałam rozdziały na inne blogi.. Przepraszam, że taki krótki i nijaki, ale myślę, że nie jest najgorszy. Miał wyglądać całkiem inaczej, ale wyszło jak wyszło i jest. Kolejny pojawi się 2 maja. Jeśli macie jakieś pytania to zapraszam do zakładki 'Kontakt'. Ostatnio dostałam nowe nominacje do LA więc zapraszam do zakładki 'Nominacje'. Jak zauważyliście jest nowy szablon. Jeszcze nie taki jak bym chciała więc w najbliższym czasie może się on zmienić. No to tyle ode mnie. 
Pozdrawiam i zapraszam TU , TU oraz na blog na którym wykonuję zwiastuny na zamówienie KLIK.
Violette xoxo