środa, 9 kwietnia 2014

Rozdział 15 ,,Jesteś zagrożona...''

Stałam obok Louisa mocno trzymając go za rękę. Wtem postacie zdjęły kaptury i ukazali się...Esmeralda i tata. Wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
-Jak mogliście nas tak wystraszyć? - zapytałam kiedy się uspokoiliśmy. Kobieta szeroko się uśmiechnęła i wzruszyła ramionami. Posiedzieliśmy jeszcze chwilę, ale już nie oglądaliśmy.
- My będziemy się już zmywać, jutro do szkoły - powiedział Zayn i wstał, a za nim reszta.
- Okej, kto jutro po mnie zachodzi? - spytałam kiedy staliśmy w piątkę pod drzwiami.
- Ja, to jeszcze pogadamy sobie - odpowiedziała Madi i mnie przytuliła. Chwilę później zostałam sama na korytarzu. Oparłam się o ścianę i szeroko uśmiechnęłam.
- Coś ci jest? - spytał tata kiedy wszedł na korytarz. No tak nie codziennie widzi się córkę siedzącą pod ścianą i uśmiechającą się do powietrza.
- Ja wiem...Może tak...Może nie...Nie wiem tego - zaśmiałam się głośno i wstałam. Przeszłam pomału do salonu, gdzie siedział Brad z Grace.
- A ty jeszcze tu siedzisz? - spytałam dziewczynę. Taa wiem, to było dziwne pytanie.
- Yyy...tak, ale za chwilę tata po mnie przyjedzie - odpowiedziała zakłopotana.
- Dziewczyno nie wstydź się, ja już taka jestem i nie musisz się przy mnie jąkać - poklepałam ją po ramieniu. Uśmiechnęła się nie pewnie i wstała z kanapy.
- Dobrze. Mój tata już jest - powiedziała wyglądając przez okno. Mój brat odprowadził ją do drzwi, a kiedy wrócił popatrzył się na mnie.
- Co to miało być? - spytał. Chyba jest zły. Chyba jest zły na mnie. Ops...
- Co? Nie wiem o co ci chodzi - odpowiedziałam i usiadłam na kanapie.
- Stella, czemu to robisz? - spytał jakby błagalnie i usiadł obok mnie.
- Ja...nie wiem. Po prostu taka jestem. Wszędzie mnie pełno, jestem ciekawa i szczera. - spojrzałam na niego. - Musisz się przyzwyczaić. I obiecuję, że postaram się powstrzymywać przy niej. Widzę, że ci zależy - dźgnęłam go w ramię.
- Dziękuję. I mam nadzieję, że w najbliższym czasie lepiej się poznamy i nie będę musiał się za ciebie wstydzić, siostrzyczko - odpowiedział i mnie przytulił.
- Stella kiedy idziesz spać? - spytał tata, który właśnie wszedł do salonu. Popatrzył na nas dziwnie, ale to przemilczał. Spojrzałam na zegarek. Jak już późno!
- Właśnie teraz - uśmiechnęłam się i wstałam. Przytuliłam go i poszłam w stronę schodów. - Dobranoc! - krzyknęłam kiedy byłam już prawie na górze. Ktoś coś mruknął, ale nie zwracałam na to uwagi i weszłam do pokoju. Chwyciłam moją piżamę i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i od razu położyłam się do mojego kochanego łóżeczka. Te łóżko jest tak wygodne, że można w nim zamieszkać i nigdy z niego nie wychodzić. Przewróciłam się na drugi bok i nie wiem kiedy, ale odpłynęłam w objęcia Morfeusza.

**następnego dnia**
Obudził mnie budzi, który zadzwonił o 6.30. Pomału wstałam i przetarłam oczy. Podeszłam do szafy, z której wyjęłam czarno-białe rurki w paski i białą bluzkę z motywem Myszki Miki. Z wieszaka na komodzie zabrałam bransoletkę i kolczyki, i z ciuchami poszłam do łazienki. Ubrałam świeża bieliznę oraz ciuchy. Oczy pomalowałam tuszem i narysowałam cienką kreskę eyelinerem. Gotowa weszłam do pokoju gdzie założyłam białe, krótkie conversy [link]. W rękę chwyciłam plecak, do którego schowałam parę zeszytów na dzisiaj. Usłyszałam dzwonek telefonu więc szybko go odebrałam nie patrząc kto dzwoni.
- Halo? 
- Stella, jesteś już gotowa? Będę za pięć minut 
- Dobra, już schodzę
Powiedziałam i się rozłączyłam. Madi już idzie więc muszę schodzić. Przeczesałam jeszcze włosy, które zostawiłam rozpuszczone i zeszłam na dół. Weszłam do kuchni gdzie siedziała Esmeralda i Brad. Tata pewnie do pracy pojechał. Przywitałam się i wzięłam w dłoń jabłko.
- Stella! O której wrócisz? - spytała Esmeralda. Wzruszyłam ramionami i chwilę się zastanowiłam.
- Nie wiem, pewnie około 17 - uśmiechnęłam się i usłyszałam dzwonek do drzwi. - Ja już uciekam. Do zobaczenia potem - powiedziałam i cmoknęłam ją w policzek. Wyszłam z kuchni i od razu podeszłam do drzwi. Za nimi czekała na mnie moja przyjaciółka, z którą przywitałam się uściskiem. 
- Idziemy? - spytała. Pokiwałam głową i chwilę potem szłyśmy już chodnikiem w stronę szkoły. Cały czas rozmawiałyśmy o wycieczce na Bora Bora. Te przykre tematy trzeba zostawić i do nich nie wracać.
- Z kim weźmiemy domek? - spytała nagle. Popatrzyłam na nią zdziwiona. 
- Nie wiem. Z chłopakami? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie. - A ile osobowe one są?
- Sześcio, pięcio lub siedmio 
- No to my weźmiemy ten na pięć osób - odpowiedziałam.
- Tak, tylko jest mały problem - podrapała się po głowie. No co znowu? Czy zawsze musi być jakaś przeszkoda? Jakieś ale? Czemu ja mam takiego pecha? No czemu?
- Jaki znowu problem?
- Wszystkie pięciu osobowe są już zaklepane - westchnęłam głośno. A jeśli weźmiemy sześciu to będziemy musiały wziąć kogoś jeszcze do siebie. A ja nie chce nikogo! Chcę być sama z moim przyjaciółmi, a nie z kimś jeszcze! 
- Co? Jak to? Czemu nie zaklepałaś nam jednego? Dlaczego? - spytałam z żalem. Tak mam do niej żal. Nie zaklepała nam jednego. Jak ja to zniosę?
- Nie wiem. Chciałam poczekać na ciebie. - odpowiedziała. Dobra, nie będę się na nią złościła. Za tydzień mamy wyjazd i musimy to jakoś załatwić, a nerwy w tym nie pomogą. Nawet się nie zorientowałam kiedy, ale stałyśmy właśnie pod szkołą. Zobaczyłam, że przy drzwiach czekają na nas chłopaki. Szybko podbiegłam do Louisa i uwiesiłam mu się na szyi.
- Tęskniłam - powiedziałam cicho do jego ucha. 
- Ja za tobą też - odpowiedział i cmoknął mnie w usta. Całą piątką weszliśmy do szkoły, gdzie spotkałam ciekawe spojrzenia innych uczniów. Zaśmiałam się cicho i szłam dalej.
- Co mamy pierwsze? - spytałam kiedy staliśmy przy mojej szafce. Wszyscy już mieli swoje książki w rękach tylko nie ja.
- Historia - odpowiedziała Madi. Pokiwałam głową ze zrozumieniem i wzięłam w dłoń książkę z tego przedmiotu. Wsadziłam plecak do szafki, którą następnie zamknęłam. 
- Poczekajcie, ja zaraz do was przyjdę - powiedziałam kiedy byliśmy przy sali. Pokiwali głowami, a ja się oddaliłam. Skierowałam się w stronę łazienek z zamiarem poprawienia fryzury. Kiedy tam weszłam przed lustrem stały dwie największe pudernice w szkole. Tak mowa tu o Amandzie i Riki. Jak zwykle poprawiały swój makijaż. Ja nie rozumiem jak można kłaść tyle tapety...
- O patrzcie kto się zjawił - pisnęła Riki. Nie zwracając na nie uwagi podeszłam do zlewu i zmoczyłam w nim dłonie. 
- Długo cię nie było, księżniczko - dodała druga. Rzygać mi się chce jak je widzę, ale cóż poradzić...
- Wal się - syknęłam i poprawiłam włosy. Z racji, że chciałam zrobić im na złość znów zmoczyłam ręce w wodzie, ale tym razem ich nie suszyłam. Przeszłam obok Amandy i jednym palcem przeciągnęłam po jej oku, przez co jej makijaż zaczął się rozmazywać.
- Ups, coś ci się rozmazało - zaśmiałam się gorzko i wyszłam z łazienki. Słyszałam jeszcze jak lalunia jęczy i coś krzyczy, ale nie za bardzo mnie to interesowało. Kiedy doszłam do klasy, zadzwonił dzwonek. 
- Zapraszam do klasy - otworzył nam drzwi pan Greene. Miły staruszek, ale i tak go nie lubię.
- Stella idziesz? - spytał Louis. Pokiwałam głową i po chwili siedziałam na moim stałym miejscu. Ostatnia ławka od okna. Uwielbiam tu siedzieć. Nikt nie zwraca na mnie uwagi, mam blisko okno i siedzę sama.
- Zapiszcie temat i otwórzcie na setnej stronie - powiedział nauczyciel, a ja zauważyłam, że obok mnie siada mój chłopak. Otworzyłam zeszyt i zapisałam to co było na tablicy. 
- Jak tam? - usłyszałam szept przy uchu.
- Bardzo dobrze - uśmiechnęłam się i splotłam nasze dłonie pod ławką. 
Przez całą lekcję siedziałam i udawałam, że słucham tego co nauczyciel mówi, a tak na prawdę to myślałam. Myślałam o tej wycieczce. Jak tam będzie? Będziemy się dobrze bawić? Z dala od problemów? A może będą tylko kłopoty? Same kłótnie i awantury? Nie wiem, ale na pewno chcę aby było dobrze. 
- Idziemy? - poczułam szturchnięcie w ramię. Spojrzałam na szatyna i zdałam sobie sprawę, że jesteśmy sami w klasie. Chyba nie słyszałam dzwonka. Pokiwałam głową i razem wyszliśmy z klasy. 
- Chodź do mojej szafki - zajęczałam. Jakiś ten dzisiejszy dzień nie fajny. 
- Okej, ale najpierw chodź do mojej, jest bliżej - odpowiedział i pociągnął mnie za rękę. Wziął książki i skierowaliśmy się w drugą stronę. Kiedy doszliśmy do mojej szafki czekali tam na nas Zayn, Madi i Harry. Uśmiechnęłam się widząc przyjaciół i do nich podeszłam. Otworzyłam swoją szafkę i popatrzyłam na plan, który mam zawieszony na drzwiczkach. Oh nie... Teraz mam matematykę, a ja jej tak nie lubię...Wyjęłam zeszyt z matematyki i zamknęłam szafkę. 
- Co robimy po szkole? - spytałam i popatrzyłam na resztę. Wzruszyli ramionami i popatrzyli za mnie. 
- Nie wiem, możemy iść do nas - poruszył śmiesznie brwiami Hazz. Potaknęłam i poprawiłam włosy.
- Widzę księżniczko, chłopaka sobie nowego znalazłaś - usłyszałam głos za sobą. Tylko nie to. Tylko nie oni. Nie chcę się odwracać, nie mogę. 
- I to oby jednego - dodał drugi. Jak oni tak mogą? Wiedzą co zaraz zrobię, więc po co się odzywają? Po co? Znowu on chce stracić włosy? Gówno mnie obchodzą jego rodzice, tak jak i on.
- Walcie się - splunęłam i się do nich odwróciłam. Nie myliłam się. Przede mną właśnie stał Horan i Payne. Jak ja ich nienawidzę.
- Z tobą zawsze - uśmiechnął się blondyn. 
- Chyba cię coś pojebało - prychnęłam. Założyłam ręce na piersi i obserwowałam tą dwójkę. Po chwili poczułam dłoni na biodrach, które mnie do siebie przyciągnęły. Nie protestowałam, bo nie chcę zbędnych kłótni. A na nich nie chcę marnować swojej cierpliwości.
- Podobno poznałaś moich rodziców. Widzieli twój cudowny występ i ja też widziałem. Niezły był. - poruszył brwiami blondyn. - I wiesz, widziałem cudowne zdjęcia - dopowiedział, a mi serce stanęło. Dosłownie. Jak to widział zdjęcia? Jak to w ogóle coś widział? Nie było go tam! 
- Jeśli chcesz mieć zęby na miejscu to się zamknij i odejdź. - powiedziałam i wykręciłam się z objęć mojego chłopaka. Trudno się mówi, że będę miała potem kolejny problem z nim, ale nie pozwolę, aby ten debil coś komuś powiedział. Nie pozwolę.
- Grozisz, księżniczko? - uśmiechnął się jeszcze szerzej. Ja nie widzę powodu do śmiechu.
- Przestań nazywać mnie księżniczką, pojebańcu! - krzyknęłam i zacisnęłam dłonie w pięści. Zaczęłam odliczać do dziesięciu, ale to jak zwykle nic nie dało. Wokół nas zebrała się spora grupka uczniów. 
- Oj nie złość się skarbie. Złość piękności szkodzi - uśmiechnął się szyderczo i klasnął w dłonie. - Mam pomysł, wiesz? Skompromituję cię przed całą szkołą - powiedział dając nacisk na przed ostatnie słowo. Co on zamierza? Jeśli to co myślę, to go zabiję, dosłownie. 
- Spróbuj cokolwiek, a pożałujesz - syknęłam i popatrzyłam na przyjaciół z tyłu. Wymieniali między sobą jakieś spojrzenia, ale nie bardzo mnie to w tej chwili interesowało. Z powrotem się odwróciłam i przede mną oprócz blondyna i jego przyjaciela stał David z jakimś chłopakiem, którego nie znam. Chociaż...nie, jednak nie. Postawiłam krok do przodu, ale poczułam szarpnięcie za łokieć przez co się cofnęłam.
- Księżniczka sama sobie poradzić nie może? Jakie to przykre - powiedział blondyn. Ale on mnie wkurwia! Czy jak już było wszystko okej, to nie mogło tak zostać? Dlaczego ja tak mam? Dlaczego?
- Horan, nie szczekaj za dużo, bo przeginasz - warknęłam, a on się zaśmiał. Jaki on jest irytujący!
- Hill nie sądzisz, że czas aby wszyscy się wszystkiego dowiedzieli? - zapytał z drwiną w głosie. Zaraz wybuchnę, a tego nie chcę. Naprawdę tego nie chcę. Ale jak to się już stanie to nikt mnie nie powstrzyma.
- Nie mów do mnie po nazwisku - powiedziałam i znów postawiłam krok do przodu i tak jak wcześniej, zostałam pociągnięta do tyłu - Zostawcie mnie! - krzyknęłam do przyjaciół, ale oni się tym nie przejęli i dalej mocno mnie trzymali. Doceniam to, że się troszczą, ale ten frajer chce wyjawić nasz sekret. Mój i Madi! Jak on może?
- A wiesz, że twój chłopak cię zdradza? Tak samo przyjaciółka? I Harry i Zayn także? - zapytał.
- A wiesz, że jesteś największym palantem jakiego poznałam? Wiesz, że cię nienawidzę? I wiesz, że jeśli powiesz słowo to stracisz coś bardzo ważnego? - odpowiedziałam mu pytaniami na pytania. Tak grożę my, bo ten frajer inaczej nie zrozumie. I ja wiem na czym mu zależy najbardziej. I jak będzie kozaczył za dużo to straci. A tego by nie chciał.
- Nie odważysz się - machnął ręką.
- Oj Horan, Horan. Chyba mnie jeszcze nie znasz... I nie wiesz do czego jestem zdolna. A uwierz mi, nie chcesz aby jej się coś stało. - powiedziałam ze złością. To coś, a raczej ktoś, kto jest bardzo ważny dla blondyna. I ja to wiem. Uśmiechnęłam się szyderczo i założyłam ręce na piersi.
- Nie zrobisz tego. Wiem to. - powiedział nerwowym głosem. Czyżby Niall Horan się bał?
- Oj zrobię. - zaczęłam, ale przerwał mi dzwonek na lekcję. Nikt nie ruszył się z miejsca jakby czekali na to co powiem. - Wybieraj. Mówisz im wszystkim o tym, i tracisz kogoś bardzo cennego, albo milczysz i ja nic nie zrobię. Wybieraj, masz czas do dwunastej. - ostatnie zdanie wyszeptałam po czym odeszłam. Nie chce mi się z nim kłócić. A teraz zdałam sobie sprawę, że mam na niego sposób, bardzo skuteczny. Po chwili znalazłam się w sali od matematyki i jak zwykle zajęłam swoje miejsce w ostatniej ławce od okna. Tym razem siedziałam sama, bo Louis usiadł z Harrym, a Madi z Zaynem. Brunetka siedziała ławkę obok mnie, więc miałyśmy dostęp do siebie. Do sali weszła nasza matematyczka. Ale ja nie lubię tej baby. To tak jakby przez nią miałam spięcie z Horanem i potem spotkanie z Loganem. Ale i tak jej nienawidzę. Położyła dziennik na biurku po czym ustała na środku klasy i złożyła dłonie.
- Dzisiaj będziemy mieli temat w dziale 'Trygonometria' o 'Mierze łukowej kąta' - powiedziała, a ja westchnęłam. Nie lubię trygonometrii. Zresztą kto ją lubi? Na pewno nie moja przyjaciółka.
Ona jest kujonem matematycznym, ale wiadomo jak każdy nie zawsze wszystko rozumie. Zaśmiałam się gdy zobaczyłam jak uderza głową o ławkę. Chyba zrobiłam to trochę za głośno, bo po chwili zobaczyłam twarz nauczycielki. Mówiłam wam kiedyś jak bardzo jej nie lubię. Powtórzę to jeszcze raz. To jest na prawdę okropna baba. Spojrzałam na brunetkę po mojej prawej i się uśmiechnęłam. Ona jest kujonem matematycznym, ale wiadomo jak każdy nie zawsze wszystko rozumie. Nie zwracając uwagi na kobietę przede mną otworzyłam zeszyt i wzięłam do ręki długopis. Lecz po chwili nie miałam go już w dłoni, bo był w rękach pani Deruto. Spojrzałam na nią spod byka i wyciągnęłam rękę po moją własność.
- Proszę.Oddać.Mój.Długopis - wycedziłam zdanie. Kobieta tylko się zaśmiała po czym położyła długopis obok mnie.
- Jeśli ci przeszkadzam to możesz wyjść - powiedziała i się oddaliła. Stanęła pod tablicą i zaczęła tłumaczyć. Nie słuchałam jej, ale wychodzić również nie zamierzam. Nie dlatego, że się jej boję. Po prostu nie chcę mieć problemów z dyrektorem. I tak już opuszczam zajęcia za dużo.
Reszta lekcji minęła spokojnie, bez żadnych kłótni i krzyków. Gdy zadzwonił dzwonek powoli się spakowałam. Zauważyłam, że zostałam sama w sali z tą głupią nauczycielką.
- Stella podejdź. Musimy porozmawiać - powiedziała, a ja głośno westchnęłam. O czym ona chce rozmawiać? Niechętnie podeszłam do jej biurka i oparła się o nie dłonią. - Usiądź - wskazała ławkę. Jak wskazała tam zrobiłam. Usiadłam na ławce. - Miałam na myśli krzesło
- Wiem, ale nie chce mi się na nim siedzieć. O czym chciała pani porozmawiać?
- Proszę, aby twoja mama zjawiła się w szkole. Trzeba porozmawiać o twoim zachowaniu
- Moja matka wyjechała i nie wróci. Tata może przyjść - wytłumaczyłam niechętnie.
- To niech przyjdzie jutro o 17 do tej sali. I muszę ci powiedzieć, że jesteś zagrożona z matematyki. - powiedziała, a ja otworzyłam szeroko usta. Jak to jestem zagrożona? Ale ja muszę zdać!
- Co? - tylko tyle byłam w stanie powiedzieć. Dziwne, że w ogóle rozmawiamy.
- No tak
- Świetnie! Po prostu idealnie. Do widzenia. Nie mam ochoty pani widzieć - powiedziałam i wybiegłam z klasy. Niestety jestem niezdarą przez co wpadłam na....






Proszę i przepraszam. Przepraszam, że tak późno. Nie wiem czemu, ale jakoś tak wyszło.
Dostałam nowe nominacje do Liebster Awards, które znajdziecie w zakładce 'Nominacje'.
Dodałam również nowych bohaterów więc zapraszam do zapoznania się z nimi. :)
Kolejny dodam jutro wieczorem, obiecuję <3 Komentujcie, głosujcie w ankietach i obserwujcie :)
A co do rozdziału, podoba się? Mam nadzieję, że tak <3 Jest nie za długi i nie za krótki, lecz w sam raz :D
Jeśli macie jakieś pytania to zapraszam do zakładki 'Kontakt', tam wszystko znajdziecie.
Pozdrawiam, Violette xoxo

sobota, 5 kwietnia 2014

Rozdział 14 ,,Kochamy was bardzo mocno''

Weszłam do mojego pokoju, a tam Harry i Zayn...przymierzali moją bieliznę i macali się nawzajem po tyłkach? Co oni odpierdalają? Chyba mnie nie zauważyli więc cicho podeszłam od tyłu do Harrego i walnęłam go w głowę. Chłopak jęknął i złapał się za obolałe miejsce. Po chwili do pokoju weszła Madi, a za nią smutny Louis. Chwila...Smutny? Muszę z nim pogadać...
- Co wy odpierdalacie? - powiedziałam zirytowana zabierając im moje staniki i wciskając je do szuflady. Odebrałam również moje majtki, i się zaczerwieniłam zdając sobie sprawę, że mieli w rękach moje dwie pary stringów. No wiem, że mi nie potrzebne, ale mam zawsze dwie pary tak na wszelki wypadek.
- My tylko tańczyliśmy - zaczął bronić się Zayn, a Hazz mu przytakiwał. Spojrzałam na nich wzrokiem mordercy, a następnie usiadłam na łóżku.
- Taa tylko. Idźcie na dół, zaraz do was przyjdę - wyprosiłam ich, a ci ze śmiechem wyszli. Madi poszła za nimi i Louis też chciał, ale szybko złapałam go za rękę. - Ty zostań - uśmiechnęłam się. Gdy zostaliśmy sami usiadłam na łóżku 'po turecku' i poklepałam miejsce obok. Chłopak usiadł i spuścił głowę w dół. Chwilę milczałam, ale postanowiłam to przerwać.
- Hej, co się stało? - spytałam dziobiąc go lekko w ramię. Szatyn podniósł głowę do góry, skanując mnie swoim przeszywającym wzrokiem.
- Nic - odpowiedział cicho i zaczął bawić się swoimi palcami. Czy on nie może mi tego ułatwić i od razu powiedzieć o co chodzi? Nie jestem najlepsza w tego typu rozmowach.
- No proszę cię. Przecież widzę, że coś ci jest. No już mów - zachęciłam go.
- Czemu udajesz, że mnie nie widzisz i że mnie tu nie ma? - spytał, a mnie zamurowało. Że co ja niby robię? Przecież od rana tylko czekałam aż przyjdzie, a on mi mówi, że go nie widzę? No chyba nie.
- Wiesz ty co...Jak mogłabym cię nie widzieć? No powiedz mi jak. Jak mogłabym udawać, że cię tu nie ma skoro czekałam tylko na ciebie? No jak? - odpowiedziałam i teraz ja spuściłam wzrok.
- To czemu nawet się ze mną nie przywitałaś?
- No ja...nie miałam kiedy. Obudziliście mnie, a potem musiałam iść do łazienki - zająkałam się. Poczułam, że bierze mój podbródek w swoje palce i go podnosi. Teraz siedział na przeciwko mnie, tak jak ja, czyli 'po turecku'. Uśmiechnęłam się nieśmiało, co odwzajemnił.
- No dobra. Ale chyba należy mi się jakaś nagroda nie? - poruszył zabawnie brwiami, a ja się zaśmiałam. Pokiwałam ochoczo głową po czym lekko pochyliłam się ku niemu. Chcąc zrobić mu na złość, lekko musnęłam moimi wargami jego policzek i się odsunęłam. - Co tak mało? - jęknął.
- Nie umiem więcej - droczyłam się z nim. Pokręcił głową po czym pochylił się nade mną tak, że przez jego bliskość położyłam się na plecach, a on wisiał nade mną. Musnął moje wargi, a ja pogłębiłam pocałunek wplatając dłoń w jego miękkie włosy. Zagryzłam lekko jego wargę, a on wsunął swój język między moje. Warknął gardłowo kiedy nasze języki tańczyły namiętny taniec.
- Yyy...zgubiliśmy gdzieś Lo...-zaczął Harry wchodząc do pokoju, przez co się od siebie oderwaliśmy. Szatyn szybko się ze mnie podniósł i usiadł. Zrobiłam to samo i zalałam się czerwienią na policzkach. - Już znalazłem zgubę - krzyknął loczek w stronę korytarza, i odwrócił się do nas. - Zostawić was samych na chwilę, a prawie się połykacie - zaśmiał się zakładając ręce na piersi. Po chwili do pokoju wpadł Zayn, a na jego plecach siedziała śmiejąca się Madi. Chwila...Co oni odpierdalają? Zaraz za nimi przyleciał Brad z jakąś blond dziewczyną. Ale kim ona jest? Nie przypominam sobie, żeby tata mówił coś o jakiejś dziewczynie. Otworzyłam szeroko oczy i patrzyłam pytającym wzrokiem.
- Co tu się dzieje? - zapytał Zayn, a z jego ramion zeszła brunetka.
- Może wy powiecie co to - pokazałam na nich rękami - ma być?
- A no wiesz, chcieliśmy sprawdzić co robicie i się dowiedzieliśmy. - odpowiedział Zayn - A i chcieliśmy znaleźć Louisa, ale sam się znalazł - uśmiechnął się szeroko.
- Tracę wiarę w ludzkość - pacnęłam się dłonią w czoło i wstałam z łóżka. Louis nadal na nim siedział i patrzył na naszych przyjaciół. - Musicie wyjść, wszyscy, bo muszę się przebrać - wskazałam im drzwi po czym usłyszałam głośne śmiechy i prychnięcia.
- A może Louis zostanie i pomoże ci się ubrać? - poruszył zabawnie brwiami Brad. Chwyciłam poduszkę z łóżka i w niego rzuciłam.
- Wynosić mi się stąd - uśmiechnęłam się i poczekałam aż wszyscy wyjdą. Kiedy zostałam sama podeszłam do szafki i wyciągnęłam z niej czarną koszulkę, a z półki niżej wzięłam dżinsowe ogrodniczki z naszywkami. Zdjęłam ciuchy w łazience, które miałam na sobie i założyłam te przygotowane. [link]. Oczy pomalowałam tuszem, a następnie wyszłam z łazienki. Zeszłam na dół gdzie na kanapie siedziała Madi i Zayn, na ziemi leżał Louis, a na nim siedział Harry, a obok stał Brad i ta dziewczyna. Podeszłam i ustałam za kanapą.
- Czy ty mnie zdradzasz? - spytałam zakładając ręce na biodra. Usłyszałam śmiech Zayna i Madi oraz Brada i blondynki. Harry szybko wstał z szatyna i pomógł podnieść się jemu.
- Co? Nie, to on się na mnie rzucił - zaczął się tłumaczyć. Zaśmiałam się głośno i rozejrzałam po pomieszczeniu. Gdzie jest tata i Esme?
- Pojechali na miasto - powiedział Brad. On czyta mi w myślach? Zrobiłam minę a'la poker face. Spojrzałam na zegarek. Już 16... Usiadłam na kanapie po 'turecku'. Naprawdę lubię tak siedzieć. Może dlatego, że to mnie odpręża. Wiem, dziwne, ale tak jest. - Właśnie Stella poznaj Grace moją przyjaciółkę, Grace to jest moja siostra Stella, ale to już wiesz - przedstawił nas Brad. Dziewczyna niepewnie się uśmiechnęła. Wstałam i podałam jej rękę.
- Miło mi cię poznać, ale na pewno jesteście TYLKO przyjaciółmi? - spytałam dając nacisk na przedostatnie słowo. Brad się zaczerwienił tak jak dziewczyna.
- Tak - odpowiedział chłopak. Zaśmiałam się głośno.
- Pamiętajcie, że przyjaźń zazwyczaj kończy się miłością - dałam im jakże cenną radę. Zaśmiali się nerwowo, ale nic nie powiedzieli. Oj wiem, że może i zrobiłam mu wiochę, ale taka już jestem.
- Idziesz jutro do szkoły nie? - spytała Madi kiedy usiadłam obok niej. Pokiwałam twierdząco głową i popatrzyłam na Louisa. Cały czas stał na środku pokoju i się na mnie patrzył.
- Jak się czujesz? - spytał Zayn. Wzruszyłam ramionami jako odpowiedź. Szczerze to czuję się nijak. Ta cała sytuacja z matką była straszna. Na samo wspomnienie mam dreszcze.
- Stella wiesz, musimy porozmawiać o pewnej rzeczy - zaczęła Madi - Ale same, na osobności - dokończyła. Mam się bać?
- Pewnie - uśmiechnęłam się. Co z tego, że moje uśmiechy nie są do końca szczere? Ważne, że w ogóle są.
- To jutro przyjdę rano po ciebie i pójdziemy razem do szkoły i pogadamy
- Szczerze? Wolałabym teraz - odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Brunetka westchnęła i pokiwała głową. Wstała z kanapy i skierowała się w stronę schodów. Po chwili ruszyłam za nią.
- Tylko nie roznieście pokoju - powiedziałam w stronę chłopaków. Wszyscy się uśmiechnęli i pokiwali głowami. Madi już czekała na mnie na łóżku. Weszłam za nią i spojrzałam na jej załamaną twarz.
- Ej to coś poważnego? - spytałam siadając obok niej. Dziewczyna spojrzała na mnie swoimi brązowymi oczami, a ja zauważyłam w nich jedynie zakłopotanie.
- Stella, oni wiedzą - wyszeptała, a ja na początku nie wiedziałam o co jej chodzi.
- Czekaj...kto wie i co wie? - spytałam poprawiając włosy.
- Wszyscy wiedzą, nie dokładnie, ale jeśli pomyślą to się domyślą - odpowiedziała. O czym ona mówi?
- Ale czego się domyślą? Jacy wszyscy?
- W sobotę jak wybiegłaś, to ja kłóciłam się z Larrisą i ona powiedziała, że ona wie i powie wszystkim o tym co robiłyśmy rok temu w wakacje i ona myśli, ze robimy to dalej, ale ja mówiłam, że to nie prawda, a ona mnie tak bardzo prowokowała i powiedziała, że ma dowody i że zna tych wszystkich chłopaków i że to wszystko wyjdzie na jaw i... - zaczęła mówić szybko i nieskładnie. Powoli docierało do mnie co powiedziała. Jak to ta suka wie? Jakim cudem? Jak to zna chłopaków? Ale... - I...ona pokazała jedno zdjęcie, twoje i moje i jednego chłopaka. Ale widziałam je tylko ja, twoja matka, Verne i...Austin - dokończyła. Boże! Jak to oni to widzieli? Jak ona mogła? Sama robiła gorsze rzeczy! My tylko próbowałyśmy coś zarobić. To jest takie pojebane...

##oczami Louisa##
Szybko znudziło nam się siedzenie w salonie i bezczynne gapienie się w ciemny ekran telewizora.
- A może podsłuchamy o czym gadają? - spytał nagle Hazz. Wszyscy potaknęli.
- Ale tak nie można. One mają swoje sprawy - sprzeciwiła się Grace. Spojrzałem na nią spod byka.
- Ich sprawy to nasze sprawy, idziemy - odpowiedział Zayn. Potaknęliśmy i poszliśmy po cichu na górę. Ustałem przy drzwiach, a za mną chłopaki. Blondynka została na dole.
-I ona pokazała jedno zdjęcie, twoje i moje i jednego chłopaka. Ale widziałam je tylko ja, twoja matka, Verne i Austin - usłyszałem głos Madi. Chwila...jakie zdjęcie? Jakiego chłopaka? Co jest grane?
- Ale jak to? Jak ona mogła? Przecież...Nikt miał o tym nie wiedzieć - tym razem Stella mówiła. Usłyszałem w jej głosie załamanie. Spojrzałem na chłopaków, który mieli takie same miny jak ja. Ciekawość, niepewność pożerała mnie od środka.
- Tak wiem, ale skąd ona zna tych chłopaków? Przecież my nawet nie znamy ich imion... - Madi. O czym one mówią? Czemu my nie przyszliśmy tu wcześniej?
- Madi co będzie jak chłopaki się dowiedzą? Oni nas znienawidzą. A ja tak bardzo się tego boję...Ja go kocham, a jak on mnie zostawi to nie wiem co sobie zrobię - usłyszałem szloch Stelli. Nie wiem już co mam o tym myśleć.
- Tak wiem, ale nie możesz tak myśleć. Mi też zależy na tym aby nas lubili, a zwłaszcza zależy mi na tym aby Zayn nie myślał o mnie źle. Naprawdę go lubię i zaczynam coś do niego czuć. Wiem, że on mnie nigdy nie pokocha, ale nie chcę, aby mnie nienawidził. - takie słowa wypłynęły z ust naszej przyjaciółki. Spojrzałem na Zayn, który miał szeroko otwarte usta. Tak jak ja nikt się nadal nie odzywał. Chcieliśmy posłuchać więcej.
- Ale Madi! Ja go naprawdę kocham, a jak ta suka Larrisa pokaże im jakieś zdjęcia lub pozna ich z tamtymi chłopakami to możemy się im więcej na oczy nie pokazywać. Oni nas znienawidzą od razu - teraz wyraźnie słyszałem jak obie dziewczyny płaczą.
- Proszę nie myśl tak. Musimy być silne. Wytłumaczymy im to jeśli... - zaczęłam Madi, ale przerwaliśmy jej. Spojrzałem zły na Harrego, który przypadkiem nacisnął klamkę przez co wylądowaliśmy na środku pokoju. Szybko się podniosłem, a po mnie chłopaki. Dziewczyny wstały i było widać, że płakały. Nadal z ich oczu płynęły łzy. O co tu chodzi? Czemu one są w takim stanie?
- Jesteśmy skończone - wyszeptała cicho Stella po czym upadła na kolana i zaniosła się płaczem. Brunetka stała i tępo patrzyła się w ścianę, a po jej policzkach spływały łzy, które co rusz wycierała. Zauważyłem, że nie ma z nami Brada. Stoję tylko ja, Zayn i Hazz. I żaden z nas nie wie co powiedzieć. Dziewczyny nie krzyczą, a to jest dziwne. Zwłaszcza jak na Stellę. Ona już dawno powinna wywalić nas stąd. A teraz? Teraz klęczy na podłodze i płacze. Nie rozumiem nic.
- O co tu chodzi? - spytałem jako pierwszy. Blondynka wciągnęła dużo powietrza w płuca, a następnie je wypuściła. Podniosła się do pozycji siedzącej i oparła o łóżko. Pomału przestawała płakać, tak jak jej przyjaciółka. Wstała powoli po czym podeszła do szafy, z której zdjęła pudło, które już raz widziałem. Wyrzuciła z niego wszystko, a z samego dna wzięłam jakąś stertę zdjęć. Aż się boję co tam zobaczę.
Podeszła do brunetki i szepnęła jej coś na ucho. Ta tylko kiwnęła głową i usiadła.
- Proszę - powiedziała Stella i podała nam kilka fotografii. Zacząłem je przeglądać i robiło mi się słabo. Niech ona powie, że to jest jakiś żart. Na każdym zdjęciu była z innym facetem. Na większości klęczała przed nimi i...robiła im...dobrze. Zbierało mi się na wymioty. - Teraz znacie całą prawdę. Możecie to wziąć i pokazać całej szkole. Nie będziemy miały wam tego za złe. Tylko zostawcie nas w spokoju i się nad nami nie znęcajcie. - powiedziała i znów zaniosła się płaczem. Chwilę stałem jakby wryty w ziemię. Czekajcie... Czyli one...one...pracowały w TEN sposób? Zarabiały robiąc komuś dobrze? Jedne zdjęcie najbardziej przykuło moją uwagę. Była tam Stella, Madi i jakiś typ. Oni...nie mogę tego wypowiedzieć... Ale jakim cudem? Jak one mogły to robić? Jak?...
- Boże... - powiedziałem i upuściłem fotografie na podłogę, zasłaniając sobie usta dłonią. Nie mogłem nic powiedzieć... Bo co? Jak mogłyście? Czemu nie powiedziałyście?
- Dlaczego? - zadał za mnie pytanie Zayn. Madi podniosła głowę, ale po chwili z powrotem ją opuściła.
- Potrzebowałyśmy pieniędzy - pociągnęła nosem. Stella nie zwracając na nas uwagi wyszła z pokoju i weszła do łazienki. Nie myśląc długo podążyłem za nią. Nacisnąłem na klamkę, ale okazało się, że drzwi są zamknięte. No tak. Czego ja się mogłem spodziewać? Że otworzy i wpadnie mi w ramiona? Ona myśli, że my je znienawidzimy...
- Stella otwórz - powiedziałem cicho, ale wiem, że mnie usłyszała.
- Odejdź - usłyszałem jej głos. Nie odejdę! Jeśli ona myśli, że jestem jak każdy to się myli. Każdy inny chłopak by ją wyśmiał i zostawił, ale nie ja. Kocham ją i nie mogę jej zostawić. Ona potrzebuje wsparcia i je dostanie. Wiem, że chłopaki też nie uciekną. A zwłaszcza Zayn po tym co usłyszał, bo wiem, że brunetka też nie jest mu obojętna. Westchnąłem głośno.
- Stella proszę otwórz - ponowiłem próbę i po chwili usłyszałem dźwięk przekręconego zamka. Poczekałem chwilę i nacisnąłem na klamkę. Tym razem drzwi się otworzyły. Wszedłem do pomieszczenia i zobaczyłem dziewczynę siedzącą na wannie. Powoli do niej podeszłem i ukucnąłem przed nią. Jedną rękę położyłem na jej kolanie, a drugą wytarłem łzy. Palcami lekko podniosłem jej podbródek do góry.
- Co tu robisz? Czemu sobie jeszcze nie poszliście? - spytała cicho.
- Bo my się nigdzie nie wybieramy. Stella ja cię kocham i nie liczy się to co robiłaś w przeszłości. Liczy się teraźniejszość i to co się dzieje teraz. Nie jestem na ciebie zły. Wiadomo w pierwszym momencie mnie zamurowało, ale ja nie mogę cię zostawić. Nie mogę tego rozpowiedzieć. I nie mogę dopuścić do tego abyś sobie coś zrobiła. A wiesz dlaczego? - spytałem, a ta pokręciła przecząco głową. - Bo cię kocham.

##oczami Stelli##
- Bo cię kocham - kończy swoją wypowiedź, a mi oczy jeszcze bardziej zachodzą łzami. - I wiem, że ty też mnie kochasz - mówi jeszcze. Biorę głęboki wdech, a następnie wypuszczam powietrze.
- To dobrze wiesz - uśmiechnęłam się do niego. Tak, kocham go i jestem tego pewna. Wstałam z wanny, a po chwili Louis również się podniósł. - Na pewno nie jesteś na mnie zły? - dopytuję.
- Na pewno - powiedział i przyciągnął mnie do siebie, a ja założyłam mu ręce na szyję.
- Nawet nie wiesz jak bardzo mi na tobie zależy - wyszeptał prosto w moje ucho. Zaciągnęłam się jego cudownym zapachem i pokiwałam głową.
- Wiem, bo mi też na tobie zależy - powiedziałam równie cicho.
- Chodź zobaczymy co u reszty - odsunął się ode mnie i lekko pociągnął za rękę do mojego pokoju.
Weszliśmy, a tam Madi siedziała na łóżku, a przed nią klęczał Zayn i ją przytulał. Harry stał zboku i się im przyglądał z uśmiechem. Sama również się uśmiechnęłam.
- I jak? - spytał Harry. Nie wiem do kogo te pytanie było skierowane, ale wzruszyłam ramionami.
- Wy we dwie usiądźcie, a my wam coś powiemy - powiedział Zayn wstając i patrząc na chłopaków. Madi usiadła bardziej na środku łóżka, a zaraz obok niej kładąc nogi pod siebie. Patrzyłam na nich wyczekująco i po chwili złapałam przyjaciółkę za rękę. Bardzo się cieszę, że ją mam. Jest dla mnie bardzo ważna i to ona zawsze mnie pocieszała. Dziewczyna w odpowiedzi lekko ścisnęła moją dłoń.
- Jesteście naszymi przyjaciółkami i nie ważne co zrobicie i tak nimi będziecie. Nie liczy się to co robiłyście tylko to co zrobicie. Na nas zawsze możecie liczyć. My nie będziemy was pouczać i mówić jakie to było głupie, bo wy to wiecie, a my nie chcemy was bardziej dołować. - zaczął mówić Harry.
- Macie nas i o tym pamiętajcie. Trzeba pomóc to my to oczywiście zrobimy. I zrobimy wszystko aby nikt się o tym nie dowiedział. My wiemy, ale nikomu nie powiemy. Nie znienawidzimy was, bo to niemożliwe. Nie będziemy was oceniać po waszej przeszłości. - tym razem mówił Louis.
- Kochamy was bardzo mocno - dokończył Zayn i całą trójką rozłożyli ramiona. Popatrzyłam na Madi i kiedy skinęła lekko głową, obie wstałyśmy i do nich podeszłyśmy. Zamknęli nas w szczelnym uścisku. Taki grupy przytulas, a poprawia humor.
- Dziękujemy wam bardzo - powiedziałam za  nas obie. Odsunęliśmy się od siebie, a ja szeroko się uśmiechnęłam. Po chwili wszyscy się uśmiechaliśmy.
- A co to było, tu, między wami? - spytał Louis pokazując palcem Madi i Zayna. Dziewczyna się zaczerwieniła, ale nic nie powiedziała.
- A co miało być? Po prostu przytulas - uśmiechnął się mulat.
- Taa tylko - przedrzeźniał go Harry. Zaśmiałam się głośno, a po chwili reszta. Teraz wszyscy się śmialiśmy nawet do końca nie znając powodów. Jestem im naprawdę wdzięczna, że są z nami.
- Idziemy na dół? - przerwałam naszą 'zabawę' tym pytaniem. Wszyscy pokiwali głowami, i chwilę potem wszyscy siedzieliśmy na dole razem z Bradem i Grace. Fajna ta jego przyjaciółka i ładna. Nie to co ja...Taki brzydal...
- Oglądamy jakiś film? - spytał mój brat. Wszyscy przytaknęli więc podszedł do odtwarzacza. - Zmierzch?
- Tak! - krzyknął Harry. Poparł go Louis i Zayn. Ale ja tego nie chcę.
- Nie! - krzyknęłam razem z Madi, a Grace przytaknęła.
- To jaki?
- My chcemy zmierzch - powiedzieli chłopaki.
- A my nie chcemy! - powiedziałam razem z dziewczynami.
- Włącz Titanica - powiedziała Madi.
- Właśnie! - krzyknęłam uradowana.
- Ale to jest denne! - sprzeciwił się Hazz. Spojrzałam na niego złowrogo.
- Denne to są twoje loczki - odszczekałam. Wszyscy się zaśmiali.
- Włącz obejrzymy jakiś horror. Może 'Paranormal Activity' ? - zaproponowała Grace. Wszyscy się zgodzili na jej propozycję. Nawet ja... Tylko, że ja się boję. Ale im tego nie powiem. Mój brat wsadził płytę do odtwarzacza i włączył film. Ja podeszłam do okien i zasłoniłam zasłony, aby nadać fajny klimat. Z racji, że jest już 18, a jest brzydka pogoda, to się ściemnia.
- Cicho już - powiedział Harry i wszyscy zaczęliśmy oglądać. Na początku nie było nic ciekawego, ale potem się rozkręcało. Po jakichś 20 minutach filmu poczułam dotyk na ramieniu. Przestraszyłam się i odskoczyłam z kanapy.
- Aaa - krzyknęłam. Harry zaczął się śmiać i zabrał rękę, którą mnie dotknął. Spojrzałam na niego złowrogo i wróciłam na miejsce. Dalej było spokojnie. Do czasu...
Po godzinie filmu wszyscy byli tak wpatrzeni w ekran, że nie widzieli co się dzieje dookoła. Zresztą ja też.
Usłyszałam kroki za sobą, a kiedy się odwróciłam zobaczyłam dwie czarne postacie. Wszyscy powędrowali za moim wzrokiem i wtem rozległ się jeden wielki pisk.
- Aaa duchy! - krzyknął Zayn. Wszyscy zeskoczyliśmy z kanapy, stając obok telewizora. Stałam obok Louisa mocno trzymając go za rękę. Wtem postacie zdjęły kaptury i ukazali się....





Ta-dam! Oto i jest! 14 rozdział! Podoba się? Mam nadzieję, że tak. Jak obiecywałam jest dłuższy od poprzedniego i bez dramy...No może trochę smutny, ale nie krytyczny... Przynajmniej moim zdaniem. Komentujcie i obserwujcie <3 A i dziękuję za ponad 3 tysiące wyświetleń ♥♥♥♥ <3
Pisałam go 4 godziny z przerwami i podoba mi się. Nie wiem jak wam... Ciężko było mi pisać, bo mam problemy rodzinne i jeszcze dowiedziałam się, że może będę musiała mieć operację...Ale daję radę! I jakoś się trzymam, dlatego piszę tego bloga. To mnie odpręża wiecie? Dużo czasu spędzam na obmyślaniu tego co będzie w każdym kolejnym rozdziale i zawsze wpada mi wiele pomysłów do głowy. Nawet nie wiecie jak się cieszę wiedząc, że to czytacie i wam się podoba. 
Kolejny pojawi się 7, 8 lub 9 kwietnia. <3
Zapraszam również na mojego drugiego bloga. Dopiero go rozkręcam także miło jak wpadniecie, skomentujecie czy coś. - http://loveyouandhate.blogspot.com/.
Pozdrowionka, Violette xoxo

czwartek, 3 kwietnia 2014

Rozdział 13 ,,Tak pamiętam, Louisek ciupisek''

Czułam ból zaczynający się w dłoni, a kończący za łokciem. Nie mogłam ruszyć dłonią. Nie mogłam nawet otworzyć oczu. Słyszałam oddechy obok mnie i cicho szepczące głosy, ale nie mogłam rozpoznać do kogo należą. Nie rozumiałam również co mówią. Znów spróbowałam otworzyć powieki, ale nie udało mi się. Dlaczego to takie trudne? Co się stało? Gdzie ja jestem? Pamiętam tylko jak weszłam do sali i powiedziałam o policji, ale nic więcej. Oczywiście to ja wezwałam tą policję. Chcę aby to się już skończyło. Ja naprawdę mam dość matki, Verne i tej suki Larrisy.
Całą swoją energię włożyłam aby otworzyć oczy. I się udało! Jasne światło mnie oślepiło, przez co z powrotem zamknęłam powieki. Po chwili przyzwyczaiłam się do jasności.
- Stella? Skarbie słyszysz mnie? Stella! - usłyszałam głosy obok. Spojrzałam i zauważyłam zmartwione miny taty i Esme. Pokiwałam lekko głową, a po chwili poczułam jak tata mnie przytula.
- Gdzie Louis? - spytałam cicho.
- Jest za drzwiami. Zawołać go? - odpowiedział. Pokiwałam głową i zamknęłam oczy. Po chwili usłyszałam jak drzwi się otwierają i zamykają. Łóżko się ugięło i poczułam jak ktoś łapie mnie za rękę. Uśmiechnęłam się widząc Louisa. Chłopak odwzajemnił mój czyn po czym ucałował moją dłoń. Syknęłam. Szatyn szybko położył moją rękę na pościeli, a sam wstał.
- Bardzo cię boli? - spytał. Spojrzałam na swoją rękę, która była cała w bandażu.
- Taa. Co się stało?
- Wybiegłaś i rozpętała się kłótnia, Madi krzyczała i biła Larrisę, przyszłaś i zemdlałaś, a oni uciekli. - powiedział krótko i zwięźle. Ja to bym opowiedziała wszystko ze szczegółami. Kiwnęłam głową w geście zrozumienia. Porozmawiałam jeszcze chwilę, a potem przyszła Madi. Po godzinie wszyscy wyszli, a ja zasnęłam.

**dwa dni później**
Dzisiaj wychodzę ze szpitala. Dowiedziałam się, że moja matka razem ze swoją 'rodzinką' wyjechali do Ameryki. Przez te dwa dni w szpitalu cały czas był Louis. Za godzinę ma po mnie przyjechać tata. Spakowana i ubrana siedziałam na szpitalnym łóżku i przeglądałam gazetę, którą ktoś mi przyniósł.
- Panno Hill musi pani wyjść. Łóżko jest nam potrzebne. Może pani poczekać na dole. - powiedziała pielęgniarka wchodząc do sali. Kiwnęłam głową po czym zeskoczyłam z łóżka. W lewą rękę chwyciłam torbę, bo prawa dalej mnie bolała. Otworzyłam drzwi, a następnie zjechałam windą na sam dół. Zajęłam miejsce w poczekalni i czekałam. Po dziesięciu minutach tata wszedł do szpitala, a za nim Brad. Wstałam i do nich podeszłam. Przytuliłam ich na powitanie po czym skierowaliśmy się do samochodu.
Kiedy dojechaliśmy do domu, czekała tam Esmeralda.
- Stella! Jak się czujesz? - spytała od razu kiedy przekroczyłam próg.
- Dobrze, tylko boli mnie ręka - uśmiechnęłam się. Przeszliśmy do salonu gdzie usiadłam na kanapie. Chwilę później obok mnie pojawił się mój braciszek. Tak będę do niego mówić. Jest młodszy i w ogóle. Teraz jest dla mnie małym braciszkiem. Albo młodym. Louis obiecał, że przyjdzie dzisiaj razem z chłopakami i Madi po szkole. W końcu mamy poniedziałek. Ja już jutro muszę iść do szkoły. Ale jest plus, bo już za tydzień jedziemy na Bora Bora!
- Co tam siostra? - spytał. Uśmiechnęłam się do niego szeroko.
- Super, a co u ciebie młody? - odpowiedziałam i się zaśmiałam. Nie lubi kiedy go tak nazywam. Przez te dwa dni jak byłam w szpitalu, tak do niego mówiłam i mu się to nie podobało.
- Przychodzi dzisiaj twój chłopak?
- Mój chłopak ma imię i dobrze o tym wiesz - odpowiedziałam.
- Tak pamiętam, Louisek ciupisek - zaśmiał się, a ja walnęłam go w ramię. On to naprawdę ma poczucie humoru. Posiedzieliśmy tak do 14:30, a potem Esmeralda zawołała nas na obiad.
Po obiedzie poszłam do siebie i położyłam się na łóżku. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam...

##oczami Madi##
Właśnie skończyliśmy lekcje i skierowaliśmy się w stronę domu taty Stelli. Obiecaliśmy jej, że ją odwiedzimy. A ja tak bardzo się za nią stęskniłam. Idąc z trójką idiotów jest naprawdę ciężko się nie śmiać. Ze szkoły do niej do domu nie było daleko więc szliśmy piechoto co chwila wybuchając śmiechem.
Przypomniałam sobie sytuację z soboty i na samą myśl o tym, aż przewróciło mi się w żołądku. Jestem bardzo wdzięczna Zayn'owi, że odciągnął mnie wtedy od Larrisy, bo nie wiem co bym jej zrobiła. A mówiąc o Zaynie to muszę przyznać, że dziwnie czuję się w jego towarzystwie. Nie wiem czemu, ale tak jest. Może dlatego, że ci się podoba, idiotko? - nabijała się ze mnie moja podświadomość.
Kiedy weszliśmy na ulicę, na której mieszka moja przyjaciółka szeroko się uśmiechnęłam.
- Madi co o tym myślisz? - spytał mnie Harry. Chyba za bardzo się rozmyśliłam i nie wiem, o co im chodzi..
- Ale o czym? - odpowiedziałam jak gdyby nigdy nic. Chłopak spojrzał na mnie jak na debilkę, ale tego nie skomentował.
- Co myślisz o tym że jak polecimy na Bora Bora to żeby wziąć pokój dla naszej piątki? - spytał Zayn.
- Myślę, że to dobry pomysł, chyba - odpowiedziałam i zauważyłam, że stoimy pod domem. Zapukałam, a otworzył nam tata Stelli. Uśmiechnął się szeroko i zaprosił nas do środka. Zdjęliśmy buty, a następnie przywitaliśmy się z Esmeraldą i Bradem. Fajny ten jej brat. Naprawdę go lubię, tak jak chłopaki.
Po chwili poszliśmy na górę do pokoju Stelli. Jako, że tu nigdy nie byliśmy, oprócz Louisa, to on nas prowadził. Zatrzymaliśmy się przed czarnymi drzwiami i czekaliśmy. Ale na co? Na oklaski? Popatrzyłam na resztę jak na debili i nacisnęłam na klamkę. Weszłam i zastałam tam słodki widok. Stella spała wtulona w poduszkę. Lekko uśmiechała się przez sen, co znaczyło, że śni jej się coś miłego. To dobrze, bo ostatnio naprawdę dużo się dzieje w jej życiu. Chłopaki gdy tylko zobaczyli blondynkę, na och ustach pojawiły się wścibskie uśmieszki. Powoli ruszyli w stronę dziewczyny, ale szybko zareagowałam powstrzymując ich. Nie mogą jej obudzić. Nie tym razem.
- Uspokójcie się - krzyknęłam szeptem, a ci się roześmiali.
- Oj nie bądź taka sztywna - odpowiedział Harry i zbliżył się do dziewczyny. Ustał przy jej łóżku, a obok niego Zayn i Louis.
- Louis, serio? Ty też przeciwko mi? - spytałam zawiedziona. Pokiwali głowami i się pochylili. Myśl Madi, myśl. Wiem.
- Jak ją obudzicie to was wykastruje! - krzyknęłam zapominając o śpiącej przyjaciółce. Poruszyła się na łóżku i otworzyła oczy. Rozejrzała się po pomieszczeniu, a następnie podniosła się do pozycji siedzącej. Walnęłam się z otwartej dłoni w czoło.
- Widzisz, sama ją obudziłaś - powiedział oburzony Hazz. Fuknęłam tylko i podeszłam do dziewczyny, siadając obok. Złapałam ją za zranioną rękę i spojrzałam na trochę czerwony bandaż.

##oczami Stelli##
Obudził mnie krzyk. Otworzyłam oczy, a następnie się podniosłam. Siedziałam teraz na łóżku, a obok stał Louis, za nim Harry i Zayn, a przede mną Madi. Dziewczyna uderzyła się w czoło na co się zaśmiałam.
- Widzisz, sama ją obudziłaś - powiedział Harry. Wyglądał jakby ktoś mu coś zabrał. Ziewnęłam. Chwilę po tym obok mnie siedziała Madi i trzymała moją poszkodowaną rękę. Spojrzałam na bandaż, który był we krwi. Chyba czas zmienić opatrunek.
- Ymm...poczekacie tu? - wstałam i skierowałam się do łazienki. Pokiwali głowami, a ja weszłam do pomieszczenia. Sięgnęłam apteczkę, z której wyjęłam bandaż. Położyłam to na bok, a sama zajęłam się odwijaniem tego z mojej ręki. Gdy już to zrobiłam, przeraziłam się. Co ja sobie zrobiłam? Przecież będę miała blizny do końca życia! Rany nie są płytkie i to widać. Powoli na ręku znów zbierała mi się krew, więc chwyciłam spirytus, który odkręciłam. Zacisnęłam zęby wiedząc, że będzie bolało. Rękę trzymałam nad zlewem. Polałam po ranach i aż syknęłam. Zaczęłam dmuchać w mokre miejsce, a kiedy piekło mniej polałam znów. Tym razem nie wytrzymałam i krzyknęłam z bólu. Po chwili do łazienki wparowała Madi, a za nią chłopaki. Spojrzeli na moją twarz, a następnie na rękę. Zayn zakrył oczy i wyszedł, a zaraz po nim Harry. Madi podeszła i zabrała mi buteleczkę z dłoni odstawiając na bok.
- Już to wyczyściłaś - powiedziała i zaczęła bandażować mi rękę. Nie sprzeciwiałam się, bo sama bym tego dobrze nie zrobiła. Podziękowałam jej uśmiechem, a następnie wyszłam z łazienki, a za mną Louis i Madi.
Weszłam do mojego pokoju, a tam Harry i Zayn...




Przepraszam, przepraszam, przepraszam... Przepraszam, że taki krótki i nudny...Po prostu...Nie mam nawet wytłumaczenia. Chociaż mam. Zepsuł mi się humor przez moją jakże znienawidzoną przeze mnie nauczycielkę polskiego. Przez to odebrało mi wenę. -,- Jestem bardzo zła na nią, ale na siebie również. Mogłam się postarać, ale jestem jaka jestem i się nie postarałam...Przepraszam jeszcze raz. OBIECUJĘ, że następny będzie trzy razy dłuższy i o wiele ciekawszy i pojawi się 5 kwietnia. Wybaczcie za to coś...nie mogę tego nawet nazwać rozdziałem. Mam nadzieję, że mnie za to nie schłostacie xD. Nie wymagam nawet od was abyście komentowały ten rozdział, bo wiem, ze tu nie ma co komentować. 
Pozdrawiam z grobu, Violette xoxo

wtorek, 1 kwietnia 2014

Rozdział 12 ,,Policja już tu jedzie...''

Ale przecież byłoby za pięknie gdyby było spokojnie. Coś, a raczej ktoś musiał to przerwać. Do sali wpadła rozwścieczona...Larrisa, a za nią wbiegła moja matka, Verne, Logan i ci tajemniczy goście z mojego starego domu, czyli dwie babki i dwóch facetów. Przechyliłam głowę w bok i zauważyłam, że wszyscy goście idą w moją stronę, tak jakby chowając się za moimi plecami. Założyłam ręce na piersi i spojrzałam wyczekująco na moich ''gości''.
- Co wy tutaj robicie? - spytałam opanowanym głosem. Na razie jestem opanowana. Na razie.
- Ty mała suko! Jak mogłaś? Nie wystarczyło ci to co dostałaś? Chciałaś więcej? Nie wierzę, że twoja matka nie pozbyła się ciebie wcześniej! - zaczął krzyczeć Verne. Spojrzałam na niego jak na debila. O co mu chodzi? Czego chciałam więcej?
- O co ci chodzi? - spytałam. Nie krzyczałam, jeszcze nie.
- O co nam chodzi? Jak mogłaś ukraść nam 100 tysięcy? Jak mogłaś? - tym razem dołączyła się moja matka. Usłyszałam jak ktoś za mną zadławił się napojem. Nie odwróciłam nawet głowy, aby sprawdzić kto.
- Że niby ja wam coś ukradłam? Ha ha śmieszne... - prychnęłam. Jak oni mogą posądzać mnie o takie coś? Dostałam tyle ile chciałam i koniec. Ale oczywiście oni jak zwykle muszą mieć jakieś problemy.
- To jak wytłumaczysz tajemnicze zniknięcie pieniędzy w dniu twojej wyprowadzki? Zanim wyszłaś do tego frajera 100 tysięcy zginęło! - krzyknął tym razem Verne. Patrzyłam na nich, nic nie robiąc. Dzisiaj są moje urodziny i nie dam ich zepsuć. Nie wrobią mnie w coś czego nie zrobiłam. Moje nerwy są na granicy...
- On nie jest frajerem! - krzyknęła Esmeralda wychodząc trochę do przodu.
- Och, zamknij się głupia suko. Nie widzisz, że on cię nie kocha? Mnie też nie kochał tylko udawał. Zrobił dzieciaka i szczęśliwy. Uważaj na niego i na tą smarkulę, a swojego dzieciaka lepiej oddaj gdzieś, bo on na pewno jest taki sam jak on - powiedziała z wyższością w głosie moja matka. Jest moją matką, ale tylko w genach. Nie chcę mieć takiej matki. Nie wierzę jak ona mogła się tak zmienić...
- Kocha mnie tak samo jak Brada i Stellę! - krzyknęła zdenerwowana Esmeralda. Mój tata podszedł do niej i złapał za ramiona. Przytulił ją do swojego torsu. Złość się we mnie gotowała coraz bardziej.
- Jak możesz mnie o takie coś osądzać? Przecież wiesz, że taka nie jestem. Wiesz to - ostatnie zdanie wyszeptałam. Poczułam dłoń na moim ramieniu, ale szybko ją strzepnęłam nie patrząc nawet na właściciela. Postawiłam dwa kroki do przodu, nie zwracając uwagi na protesty za mną. Stałam teraz jakieś 3 metry od mojej rodzicielki. Spojrzałam w jej oczy i jedyne co widziałam to nienawiść. - Na prawdę sądzisz, że to zrobiłam? - spytałam.
- Ja tak nie sądzę, ja to wiem - syknęła. Nie mam ochoty krzyczeć, ale nie daje mi wyboru. Spojrzałam na Larrisę, której uśmiech nie schodził z twarzy. Nie myśląc wiele podeszłam do niej i ją spoliczkowałam. Ta zachwiała się do tyłu, ale złapała równowagę. Pisnęłam głośno.
- Przestań udawać, bo w to nie wierzę. Ty mnie w to wrobiłaś prawda? Wiem, że mnie nienawidzisz, ale po chuja to robisz? Wyprowadziłam się. Mało ci? Ty jebana, rozpuszczona dziwko! - ostatnie dwa zdania wykrzyczałam, tracąc kontrolę nad sobą. Wiem, że to na 70% ona.
- Nie posądzaj mnie o takie rzeczy i mnie nie wyzywaj. Sama jesteś dziwką skoro już jesteś w ciąży i nie wiesz z kim! - zaczęła nawijać tym swoim piskliwym głosikiem. Usłyszałam głośne łapanie powietrza za sobą. Zgaduję, że właśnie się zdziwili. Tylko, że ja kurwa nie jestem w żadnej ciąży!
- Nie jestem w ciąży! Nie ja wskakuję każdemu napotkanemu chłopakowi do łóżka, tylko ty! Spierdalaj stąd chyba, że chcesz, żeby twoja piękna buźka już nie była taka piękna - syknęłam do niej. Poczułam szarpnięcie za rękę przez co upadłam na podłogę. Kostka znów zaczęła mnie boleć, więc szybko zdjęłam moje szpilki i odrzuciłam je na bok. Osobą przez, którą teraz znajduję się na ziemi okazał się Verne. Stał nade mną z założonymi rękami. Próbowałam wstać, ale poczułam uderzenie w policzek przez co znów upadłam. Tym razem moja głowa leżała na ziemi, a ja trzymałam się za twarz.
- Ty chuju! Jak możesz bić niewinną dziewczynę? Gdzie twoje uczucia? - krzyknął mój tata rzucając się na tego kutasa. Kiedy oni się bili, ja wstałam, ale kiedy zakręciło mi się w głowie to musiałam przytrzymać się stołu. Kiedy trochę doszłam do siebie szybko podeszłam do dwóch mężczyzn próbując odciągnąć mojego tatę, ale on ma za dużo siły. Spojrzałam błagalnie na Louisa i resztę. Ci chyba zrozumieli o co mi chodzi, bo już po chwili razem z Harrym i Zaynem odciągnęli tatę od niego. Esmeralda szybko podleciała do swojego chłopaka? i zaczęła go uspokajać. Chciałam podejść do matki, ale powstrzymały mnie ręce owinięte wokół mojej tali.
- Proszę puść. Obiecuję, że nic jej nie zrobię - zaczęłam prosić. Ręce ustąpiły, a ja podeszłam do kobiety.
- Jesteś najgorszą suką jaką mogłam poznać w życiu. Wyprowadziłam się tak jak mi kazaliście, a teraz przychodzisz i osądzasz mnie o kradzież, której nie dokonałam. Robisz awanturę i to w moje urodziny. Wiesz, że cię nienawidzę? - splunęłam po czym się odsunęłam.
- Co z tego, że masz urodziny? Nie zasługujesz na lepsze traktowanie. - powiedziała i teraz to ona do mnie podeszła. - Oni wszyscy - zaczęła i wskazała dłonią na moich przyjaciół i moją rodzinę - wcale cię nie lubią. On - powiedziała i tym razem pokazała na mojego ojca - cię nie kocha, udaje teraz dobrego ojca, a jak było trzeba to go nie było. Ona - tym razem jej palec wskazywał Esmeraldę - nigdy cię nie pokocha, tak jak nie kocha tego bachora. Myślisz, że oni zastąpią ci rodzinę? Ty nawet na to nie zasługujesz. On - spojrzałam w kierunku, który wskazywała. Louis. - cię nie kocha. Tak wam się tylko wydaje, ale zobaczysz, zrobi ci dzieciaka i cię zostawi. Tak to już jest. - klasnęła w dłonie i szeroko się uśmiechnęła. Zaczęłam analizować jej słowa w głowie, ale to przecież stek bzdur.
- Oni mnie kochają i ja to wiem! - krzyknęłam i kontynuowałam - Ten bachor to możesz mówić na tą sukę - pokazałam dłonią Larrisę, a ta zasłoniła sobie usta - I ja wcale nie myślę, że zastąpią mi rodzinę. Ja to wiem! A Louis mnie kocha tak samo jak mój tata kocha Esmeraldę. Ciebie nigdy nie kochał, bo TY na to nie zasługujesz! To ty nie zasługujesz na niczyją miłość ani na wspaniałe traktowanie. I zauważ, że to ty jesteś w ciąży nie ja! I lepiej pilnuj abyś babcią nie została, bo ta szmata już może być w ciąży, skoro pieprzy się ze wszystkimi! - zaczęłam krzyczeć i wymachiwać rękami na wszystkie strony.
- Śmieszna jesteś. Nic jeszcze nie wiesz o życiu. Tata? Od kiedy ty znasz takie słowo? I on ją kocha, a ten pajac kocha ciebie? Weź mnie nie rozśmieszaj! - śmiała się.
- Wiesz co ci powiem?! - zaczęłam krzycząc - To ciebie nikt nigdy nie kochał i nie pokocha. To ty jesteś tą złą, nie ja. To ty na nic nie zasługujesz, wiesz? - zapytałam, ale nie czekałam na odpowiedź. - I jeśli zaraz stąd nie znikniecie, to uwierz mi, nie chcesz wiedzieć co zrobię - zagroziłam. Szczerze to nie wiem, co mogę zrobić, ale postraszyć trzeba nie? Zauważyłam, że Verne podniósł się z podłogi i podszedł do swojej żony. Rzygać mi się zachciało na ich widok. Zaczęła się głośno śmiać, a we mnie wszystko buzowało. Myśl Stella, myśl. Co mogę zrobić, aby raz na zawsze dali mi spokój?
- Słuchaj dziecko. Masz oddać skradzione pieniądze, bo inaczej pogadamy. - zagroził Verne. Spojrzałam na dwie babki za nimi. Stały całkiem niewzruszone. Ale one mi kogoś przypominają! A ten jeden gościu to przypadkiem nie jest ten...Bobby Horan? Tak, to chyba on.
- A weź się pierdol. Nie mam żadnych pieniędzy więc możesz spierdalać
- Naucz się kultury do starszych. - zwróciła mi uwagę jedna z kobiet. Zacisnęłam zęby i ręce złożyłam w pięści. Po chuja ona się wtrąca? Chce wypluć zęby, to zaraz się tak stanie.
- A kim ty jesteś żeby mnie pouczać, hmm? Widać nikt mnie nie nauczył kultury, i ciebie chyba też.
- Dla twojej wiadomości to jestem znajomą twojej mamy i należy mi się trochę szacunku - powiedziała kobieta i założyła ręce na piersi, przytupując nogą.
- Sorry bardzo, nie mam mamy i nie obchodzą mnie jacyś pojebani znajomi. - syknęłam i również założyłam ręce na piersi, krzyżując je. Podniosłam wysoko głowę mimo, że strasznie bolał mnie policzek.
- Nie jesteśmy pojebani. Za to ty tak. Dużo nam o tobie opowiadano - odezwał się jeden mężczyzna, a drugi przytaknął. Prychnęłam cicho pod nosem. - I to wcale nie od twojej matki, tylko od naszych synów. - dokończył, a ja otworzyłam lekko usta. Jakich synów? O czym on kurwa mówi? - Tak, dobrze słyszałaś. Kojarzysz może blondyna, któremu ostatnio wskoczyłaś na plecy? Hmm? - spytał, a ja już wiedziałam o kogo chodzi. Jaka ja jestem głupia! Przecież od razu mogłam skojarzyć, że Horan to ten blond debil! To on i pewnie ten Liam powiedzieli coś o mnie! Jak ja nich nienawidzę!
- Pierdolcie się. Jak zasłużył to dostał i chuj was to obchodzi! - krzyknęłam i poczułam, znów, uderzenie. Tylko na jednym się nie skończyło, bo było ich AŻ cztery. Zakręciło mi się w głowie, ale nie upadłam dzięki stojącemu obok mnie stołowi. Te urodziny były wspaniałe, ale jak zawsze ktoś musiał to zniszczyć. Teraz mogę powiedzieć, że były najgorsze w całym moim życiu. Pokręciłam przecząco głową, jakby to miało mnie uspokoić. Niestety stało się tylko gorzej. Odsunęłam się od stołu i ustałam na środku sali. Spojrzałam jednym okiem na ludzi, z którymi spędzałam miło czas, a następnie na tych przez których ten czas się skończył. Złapałam się dłońmi za głowę i głośno krzyknęłam. Mam dość. Ja się poddaję...

- Nienawidzę was - powiedziałam kiedy obok nich przechodziłam. Nie zwracając na nic uwagi wyszłam na dwór, a następnie przeszłam na drugą stronę ulicy. Poczułam ukłucie w stopę i przypomniałam sobie, że stoję na boso. Zignorowałam to i skierowałam się w stronę parku, który widziałam z daleka. Szłam powoli ze spuszczoną głową i co chwila wycierałam łzy. Co chwila mijałam jakichś ludzi, na których nawet nie patrzyłam. W końcu dotarłam do parku gdzie usiadłam na pierwszej lepszej ławce. Podkuliłam nogi pod brodę i schowałam w nich twarz. Dlaczego ja mam takie trudne życie? Co ja im wszystkim zrobiłam? Czy kiedy jest już dobrze to nie może tak zostać? Mam dość. Mam dość siebie, matki, Verne i wszystkiego. Zamknęłam oczy i odliczałam sobie do dziesięciu.

##oczami Louisa## - w tym samym czasie
Kiedy Stella wybiegła chciałem pobiec za nią, ale Harry mnie powstrzymał, tłumacząc, że musi pobyć sama. Ja to rozumiem, ale ona może sobie coś zrobić! To jak zachowała się jej matka jest niewybaczalne.
- Jak mogłaś? Jak mogłaś aż tak zniszczyć jej urodziny? - zaczął mówić Ben, a ja tylko stałem i tępo patrzyłem się w ścianę. Co jeśli ona zrobi coś głupiego?
- Smarkula musi wiedzieć jakie jest życie. Przed nią jeszcze tyle urodzin... - odpowiedziała niewzruszona.
Nie patrzyłem już na protesty Harrego, ani nikogo tylko wyszedłem szybko z lokalu. Rozejrzałem się po okolicy, ale nigdzie nie zauważyłem blondynki. Westchnąłem zdenerwowany.
Po chwili usłyszałem płacz zza drzwi. Wróciłem tam szybko i widziałem jak Madi płacze w ramionach Zayna. Mój wzrok przeszedł na drugą stronę gdzie stała Larrisa z tym chłopakiem. Co tu się stało?
- Nie wierzę ci w to! Jesteś zwykłą dziwką i od zawsze uprzykrzałaś życie Stelli - usłyszałem krzyk brunetki kiedy Zayn ją puścił. Patrzyłem zdezorientowany na nie. Co ta szmata takiego powiedziała, że Madi się tak zdenerwowała? Podeszła do niej i z całej siły popchnęła do tyłu. Zayn szybko zareagował, odciągając dziewczynę. Zaczęła się szarpać, ale nie udało jej się. Ojciec Stelli stał w osłupieniu, tak samo jak reszta. Czemu to się dzieje?
- Ale kiedy to prawda! Przyznaj się do tego, bo ty robiłaś to razem z nią! - zaczęła piszczeć Larrisa. O co chodzi? Co robiły? Czemu ja nic nie rozumiem?
- Kłamiesz! Jesteś największą zdzirą jaką ten świat widział! Zgiń w piekle suko! - odszczekiwała się cały czas brunetka. Otworzyłem szerzej oczy, o ile to w ogóle możliwe i nie mogłem nic powiedzieć.
- W piekle to zginiecie wy. Jak możecie tak wszystkich oszukiwać? Przyznaj się teraz, że jedziesz na tą jebaną wycieczkę, bo to robiłaś!
- Nie robiłam tego! Czemu ty jesteś taka pojebana?! - krzyknęła Madi - Czemu twierdzisz, że to my kiedy to ty to wszystko robiłaś? Jak możesz tak wszystkich oskarżać? - słowa wypływały z jej ust w bardzo szybkim tempie. A ja? Stałem i nie wiedziałem o co im chodzi. Zayn musiał bardzo mocno trzymać ją w pasie, gdyż strasznie się wyrywała. Nigdy nie widziałem jej w takim stanie, nigdy. - Nie pozwolę ci mówić złego słowa ani o mnie, ani o mojej przyjaciółce rozumiesz? - warknęła i jakimś cudem wyrwała się Zayn'owi podchodząc do blondynki. Wstrzymałem oddech nie wiedząc co zamierza. Chciałem się ruszyć, ale nie mogłem. Madi mocno szarpnęła ją za włosy, przez co ta się przewróciła. Zaczęła ją kopać ile wlezie i krzyczała cały czas. Zayn cały czas próbował ją odciągnąć, ale mu się nie udawało, a ja nadal nie wiedziałem o co chodzi.
- Jesteś z siebie zadowolona? Jesteś? - krzyknął poddenerwowany Ben w stronę matki Stelli - Odpowiadaj kurwa - szarpnął ją lekko. Wiem, że na pewno nie zrobi jej krzywdy, bo taki nie jest.
- Tak jestem! Należy się i tobie i tej smarkuli! - krzyknęła i schowała się za Verne. O widać jaka odważna. Na pomoc dla Zayna rzuciła się Harry i razem udało im się odciągnąć Madi od blondynki. Zmrużyłem oczy. Co tu się właśnie dzieje? To jest chore! Spojrzałem na Esmeraldę i jej syna. Kobieta cała się trzęsła, a jej syn stał oszołomiony. W pomieszczeniu panował jeden, wielki chaos. Wszyscy krzyczeli. Do czasu. Usłyszałem ciche pomruki i otwieranie drzwi. Wzrok wszystkich skierował się w stronę odgłosu. W progu stała Stella z zakrwawioną ręką i czerwonymi oczami. Dziewczyna skrzywiła się widząc zaistniałą sytuację, ale nic nie powiedziała. Szybko do niej podszedłem, a gdy chciałem coś powiedzieć, to gestem ręki mnie uciszyła. Minęła mnie obojętnie i wyszła na środek sali. Wszyscy byli cicho jakby czekali na wybuch dziewiętnastolatki. Tak się jednak nie stało. Stanęła w miejscu i spojrzała na swoje stopy. Zauważyłem, że nie miała butów i miała pokaleczone nogi. Podniosła wzrok i przymknęła oczy jakby nad czymś rozmyślała.

##oczami Stelli##
Wróciłam z powrotem na tą salę, a gdy tam weszłam panował tam istny chaos. Madi krzyczała i wyrywała się chłopakom, matka chowała się za Verne, tata mordował wszystkich wzrokiem, Esmeralda płakała, Brad się bał, a Louis stał i nic nie mówił. Gdy mnie zauważyli zamilkli. Spojrzałam na swoją rękę, z której aktualnie spływała krew. Spytacie dlaczego. Otóż, siedząc na ławce znalazłam butelkę po piwie. Zbiłam ją, a jednym kawałkiem 'porysowałam' sobie rękę. Mówiąc porysowałam, mam na myśli porządnie pocięłam. Nie hamowałam moich łez, które swobodnie spływały po moich policzkach. Louis podszedł do mnie i chciał coś powiedzieć, ale machnęłam dłonią, aby nic nie mówił. Zamilkł, a ja ominęłam go powoli i wyszłam na środek sali. Wszyscy stali i czekali na to co zrobię lub powiem. Spuściłam wzrok na moje poranione stopy, przez rozbitą butelkę. Po chwili podniosłam głowę do góry. Zrobiło mi się strasznie duszno i zakręciło mi się w głowie. Zamknęłam oczy, myśląc, że to przejdzie. Niestety duszność nie ustawała, a gdy otworzyłam oczy, wszystko w okół zaczęło wirować. Wzięłam głęboki oddech, aby wypowiedzieć jedno znaczące zdanie.
- Policja już tu jedzie - nie powiedziałam tego głośno, ale i nie wyszeptałam. Usłyszałam tylko głośne wciągnięcia powietrza. - Przepraszam - to był ostatni wyraz jaki wypowiedziałam, zanim pojawiła się ciemność....


CZYTASZ = KOMENTUJESZ

I mamy 12 rozdział. Nie wiem czy wam się podoba... Mam wrażenie, że was to nudzi, ale to tylko moje wrażenie. Ten jest o wiele dłuższy niż poprzedni. Proszę, komentujcie, bo to bardzo zachęca, a jak widzę tylko 3 komentarze... Nie zmuszam was do tego, bo rozumiem, że nie każdemu musi się podobać to opowiadanie, ale miło by było gdyby komuś jednak pasowało...
Następny pojawi się 3 lub 4 kwiecień. I będzie spokojniejszy niż ten. xD
Głosujcie w ankietach i komentujcie. <3
No to pozdrowionka, Violette xoxo



sobota, 29 marca 2014

Rozdział 11 ,,Niespodzianka!''

Rano wstałam około godziny 10. Obok mnie nie było Louisa, więc wstałam i podreptałam do łazienki. Przemyłam twarz wodą i ubrałam moje kapcie. Zeszłam powoli po schodach, ale nie zauważając tam nikogo poszłam do kuchni. Wcześniej tu nie byłam... Zauważyłam, że wszyscy już tu są, więc usiadłam na wysokim krzesełku między Louisem, a Bradem. Chwyciłam jabłko leżące w misce, ale Brad mi je zabrał. Spojrzałam na niego oburzona, a on się zaśmiał. Spojrzałam na stojącą przy kuchence Esmeraldę, a ta w tym samym czasie wyjęła talerze z szafki. Postawiła je przed nami i chwyciła za patelnię.
kuchnia
Skrzywiłam się nie wiedząc co w niej jest.
- Spokojnie, to tylko jajecznica - uśmiechnęła się Esme i nałożyła mi trochę jedzenia na talerz. Odwzajemniłam uśmiech i od razu chwyciłam za widelec, gdyż od wczoraj nic nie jadłam, a na prawdę jestem głodna. Wzięłam jeden kęs i rozejrzałam się na boki. Wszyscy mi się przyglądali.
- No co? - spytałam z pełną buzią, a chłopaki się roześmiali. W tym samym czasie do kuchni wszedł mój tata.
- Dzień dobry, co tu tak ładnie pachnie? - spytał i zajrzał przez ramię kobiety na kuchenkę.
- Co będziemy dzisiaj robić? - spytałam po skończonym posiłku.
- Ja muszę wyskoczyć na miasto załatwić parę spraw - odpowiedziała Esmeralda.
- Ja muszę jechać do szpitala na jakiś czas - odpowiedział mój tata.
- Ja nie mogę, bo...yyy...no...ten muszę... - Brad zaczął się jąkać - Jadę dzisiaj z Louisem do...centrum handlowego - wykrzyknął nagle. Spojrzałam na niego zdziwiona.
- A mogę jechać z wami? - spytałam.
- Nie! - odkrzyknęli nagle razem. - Znaczy nie, bo na pewno masz ciekawsze rzeczy do roboty - poprawił Louis. Wykrzywiłam twarz w zdziwieniu. Okej...to było dziwne.
- Nie. Z chęcią z wami pojadę - odpowiedziałam im i wstałam z krzesełka.
- Ale my będziemy chodzić po sex-shopach - wykrzyknął nagle mój brat i spalił buraka.
- To lepiej umówię się z Madi - odpowiedziałam i potarłam ręce. Widać było, że tata i Esmeralda powstrzymywali śmiech.
- Tak, to dobry pomysł - uśmiechnął się Louis. Chyba naprawdę polubili się z Bradem, co mnie bardzo cieszy. Wyszłam z kuchni i poszłam do mojego pokoju. Podeszłam do worków i stwierdziłam, że muszę się rozpakować. Ale zrobię to później. Wyjęłam z jednego worka leginsy we wzorki, a z drugiego czarną koszulkę z liczbą. Weszłam do łazienki, gdzie się przebrałam. [link]. Włosy związałam w kucyka, zostawiając grzywkę i założyłam bandamkę. Oczy pomalowałam tuszem i narysowałam kreski eyelinerem. Wyszłam z łazienki i na stopy nałożyłam skarpetki. Ubrana zeszłam na dół i zastałam tam tylko Louisa i Brada. Rozmawiali o czymś, ale gdy weszłam to przestali.
- O czym rozmawiacie? - spytałam ciekawa.
- O...no wiesz...o majtkach i w ogóle - powiedział czerwony Louis.
- Okeej, wolałam nie wiedzieć - uśmiechnęłam się i weszłam do kuchni. Wzięłam szklankę z suszarki i nalałam sobie wody. Postawiłam na stole i otworzyłam drugą szafkę. Rozejrzałam się po półkach i zauważyłam ciasteczka. Zastanawiałam się chwilę, ale wzięłam paczkę, którą otworzyłam i wyjęłam kilka. Usiadłam na stołku i zaczęłam jeść i popijać. Gdy kończyłam do kuchni weszli chłopaki z wielkimi uśmiechami. Spojrzałam na nich zdziwiona.
- My już wychodzimy - powiedział Louis i do mnie podszedł. Dał mi krótkiego całusa i wyszli. Po chwili usłyszałam trzask drzwi i nastała cisza. Odstawiłam szklankę do zlewu i poszłam do salonu. Usiadłam na kanapie i zaczęłam rozmyślać.
Zostałam sama w domu mojego taty, który na razie jest również moim domem. Jestem z Louisem, którego kocham, chyba. Wyprowadziłam się od matki, której nienawidzę. Płakałam parę razy co w ogóle nie jest do mnie podobne. Czy ja staję się mniej twarda? Nie, to nie możliwe. W ogóle nie przejęłam się tym, że David ze mną zerwał. Zbiłam sobie nogę, o której całkiem zapomniałam i mnie już nie boli. Widziałam mojego tatę gdy uderzył Verne. Poznałam mojego brata, który jest bardzo fajny i dogaduje się z moim chłopakiem. Poznałam cudowną kobietę, Esmeraldę, która może mi zastąpić matkę. Niby okropne rzeczy mnie spotkały, ale również i dużo dobrych. Można powiedzieć, że moje życie nie jest najgorsze.
Nagle przypomniałam sobie, że miałam zadzwonić do Madi. Szybko zerwałam się z miejsca i poleciałam po schodach do mojego pokoju. Chwyciłam telefon i wybrałam numer przyjaciółki. Po trzech sygnałach odebrała.
- Co tam? - spytałam kiedy odebrała.
- Dobrze, a u ciebie?
- Też, co dzisiaj robisz? Spotkamy się? 
- Dzisiaj? Nie mogę...chyba, że dopiero około 17
- Ech...no dobrze - odpowiedziałam.
- To o 17 koło kawiarni?
- Taa, tej naszej. Pa
Powiedziałam i się rozłączyłam. Co z nimi wszystkimi dzisiaj się stało? Nikt nie ma czasu. Zawiedziona rzuciłam telefon na łóżko i westchnęłam. No trudno... Mogłam przynajmniej w spokoju rozpakować swoje rzeczy. Podeszłam do szafki i ją otworzyłam. Zaczęłam układać moje ciuchy, a gdy była pełna otworzyłam szafę. Tam powiesiłam bluzy, koszule, sukienki i spódnice. Następnie poustawiałam moje ozdoby na półce, a karton ze zdjęciami postawiłam na szafie. Poprawiłam włosy i rzuciłam się na łóżko.
Zaczęłam się śmiać mimo, że nie miałam do tego powodu. Uśmiech nie schodził mi z twarzy. Może dlatego, że jak na razie jestem szczęśliwa? Może dlatego, że odnalazłam ojca? Może dlatego, że jestem z Louisem? Nie wiem, ale wiem, że na razie jestem szczęśliwa.
Ale to nie zmienia faktu, że nadal mi się nudzi. Spojrzałam na zegarek w telefonie. Dopiero 13:35. Co ja będę robiła?! Nie mam pojęcia o której wróci Esmeralda, ani tata. A tym bardziej nie wiem kiedy wrócą chłopaki. Z Madi mogę spotkać się dopiero o 17. Ale przecież jest jeszcze Harry i Zayn! Szybko wybrałam numer do loczka, a chłopak po czterech sygnałach odebrał.
- Hej Harry masz dzisiaj czas? - spytałam.
- A co? Księżniczka się nudzi?
- Taa. to jak? Masz czas?
- Tak, ale dopiero o 20
- Co? Dobra, nieważne. Pa 
Rozłączyłam się i wybrałam numer Zayna. Może on znajdzie dla mnie czas. Jedne sygnał, drugi, trzeci, aż w końcu złapała mnie poczta. 
pokój taty i Esme
Wściekła rzuciłam telefon obok siebie, a sama wstałam. Skierowałam się w stronę schodów, ale po drodze postanowiłam trochę pozwiedzać ten dom. Weszłam w pierwsze drzwi i zastałam tam pokój jak się nie mylę taty i Esmeraldy.
Następnie widziałam pokój gościnny, pokój Brada i dwie łazienki. Gdy już wszystko widziałam zeszłam na dół i usiadłam na kanapie. Nogi podwinęłam i siedziałam jak to mówią, po turecku. Chwyciłam pilot i włączyłam telewizję. Zaczęłam skakać po kanałach, ale gdy nie znalazłam nic ciekawego po prostu włączyłam muzykę. Zaczęłam cicho podśpiewywać i stukać palcami po nodze. Po trzech piosenkach mi się znudziło więc wyłączyłam telewizor i postanowiłam, że pomaluję sobie paznokcie. Poszłam do swojego pokoju, a następnie chwyciłam kosmetyczkę, z którą wróciłam na miejsce. Zaczęłam malować, a gdy skończyłam efekt był powalający. [link]. Poczekałam aż wyschną i spojrzałam na zegarek. Już 14:30. Co ja będę robić?! Postanowiłam się zdrzemnąć. Odłożyłam torebkę na stolik obok, a sama się położyłam. Przymknęłam powieki, ale w ogóle nie mogłam zasnąć. Włączyłam znów telewizor i ściszyłam. Ponownie zamknęłam oczy i tym razem zasnęłam.
**2 godziny później**
Obudził mnie dźwięk dzwoniącego telefonu. Zaspana chwyciłam i nie patrząc kto dzwoni, odebrałam.
- Halo? - spytałam.
- Stella?! Ty śpisz? Wstawaj szybko, będę u ciebie za 20 minut i idziemy na imprezę - Madi.
- Co?! Za ile? Jaką imprezę? 
- Za 20 minut. Masz się ładnie ubrać, sukienka albo szpilki, pamiętaj. Paa
Krzyknęła i się rozłączyła. Jaka znów impreza? Dwadzieścia minut? Sukienka albo szpilki? Co jej jest? Wstałam i się przeciągnęłam. Poszłam powoli na górę, ale za nim doszłam dostałam jeszcze wiadomość od przyjaciółki. Odblokowałam telefon i przeczytałam.
,,Louis będzie na miejscu. Nie martw się. Madi xx''
Uśmiechnęłam się i podeszłam do szafy. Nie znoszę sukienek więc wybrałam czarne rurki, niebieski top i niebieskie szpilki. Takich butów też nie znoszę, ale no cóż. Jak trzeba to trzeba. A wolę się nie sprzeciwiać Madi, bo jak się wścieknie to nie fajnie. Do tego wybrałam czarną torebkę. [link]. Włosy rozpuściłam, a makijaż poprawiłam. Po dwudziestu minutach usłyszałam dzwonek do drzwi. Ale hej...Skąd ona wie gdzie teraz mieszkam? Ach Louis... Zeszłam powoli po schodach i otworzyłam jej drzwi. Brunetka ubrana była w czarną sukienkę i czarne koturny. [link]. Oczywiście jak zwykle wyglądała lepiej ode mnie, ale to szczegół. Uśmiechnęła się widząc mnie i lekko przytuliła.
- Gotowa? Możemy już iść? - spytała i wskazała dłonią taksówkę przed moim domem.
- Taa, tylko wezmę jeszcze telefon i lecimy - powiedziałam. Weszłam do salonu i chwyciłam telefon, który następnie schowałam do torebki. Sprawdziłam wszystko i chwytając klucze z wieszaka wyszłam z domu. Zamknęłam drzwi na klucz i razem z przyjaciółką skierowałam się do samochodu. Wsiadłyśmy, a kierowca ruszył. Skręcaliśmy w kolejne uliczki, a ja nie przypominam sobie żeby tu był klub.
- My na pewno dobrze jedziemy? - spytałam i spojrzałam na brunetkę.
- Tak, ale jeszcze musimy zajechać po....yyy...kuzynkę Harrego - zaczęła się jąkać, ale odpowiedziała. Spojrzałam na nią jak na debilkę, ale nic nie powiedziałam. Podjechałyśmy pod wielki dom, wręcz powinnam powiedzieć, że pod restaurację. Wysiadłyśmy i skierowałyśmy się w stronę drzwi.
- Zapukaj i wejdź, ja muszę się poprawić - powiedziała i się zatrzymała. Wzruszyłam ramionami i podeszłam do drzwi. Na dworze było już ciemno. Zapukałam w drewnianą powłokę i nacisnęłam na klamkę. Weszłam i rozejrzałam się. Widziałam jedną wielką ciemność, ale słyszałam jakby z oddali ciężkie oddechy. Czy to na pewno dom? Czuję jakbym znajdowała się w jednym wielkim pomieszczeniu. Westchnęłam i poprawiłam włosy. Postawiłam dwa kroki do przodu, zagłębiając się w ciemność.
- Niespodzianka!!! - usłyszałam po chwili krzyki i klaskanie, a światło się zapaliło. Rzeczywiście znajdowałam się w jednej wielkiej sali. Na około stało kilka stołów z jedzeniem i piciem. Nade mną wisiał wielki napis 'Happy Birthday Stella'. O.mój.Boże!!! Zapomniałam o własnych urodzinach. Dookoła mnie stali ludzie. Był tam Louis, Harry, Zayn, Madi, Brad, tata, Esmeralda, Jake, Mike i Austin - chłopaki ze szkoły tanecznej. Wszyscy się do mnie uśmiechali. Zakryłam usta dłonią i nie mogłam nic powiedzieć. Ale jak? Jak oni wszyscy pamiętali?
- Wszystkiego najlepszego kochana - pierwsza podeszła do mnie moja przyjaciółka. Przytuliłam ją bardzo mocno, a ta się zaśmiała.
- Dziękuję - odpowiedziałam kiedy ją puściłam. Ta wręczyła mi prezent. - Nie trzeba było, ważne, że w ogóle pamiętaliście, kiedy ja zapomniałam. - powiedziałam i przytuliłam wszystkich po kolei. Każdy złożył mi życzenia i dał prezent. Na koniec podeszłam do Louisa i na niego popatrzyłam.
- Nie mam jakichś wielkich życzeń, ale chcę ci życzyć, abyś się nie zmieniała, no może troszkę, żebyś była milsza, ale pamiętaj, że jesteś wspaniała. - powiedział i mnie przytulił. - I jeszcze jedno. Kocham cię - uśmiechnął się, a mnie zamurowało. Czy on właśnie powiedział, że mnie kocha? To najpiękniejszy prezent jaki tylko mogłam dostać. Założyłam ręce na jego kark i go do siebie przyciągnęłam mocno wpijając się w jego wargi. Chłopak pogłębił pocałunek, a ja wplotłam dłoń w jego miękkie włosy. 
Po chwili usłyszałam krzyki i oklaski. Oderwałam się od chłopaka i rozejrzałam się dookoła. Wszyscy się nam przyglądali, a ja nie patrząc na to odwróciłam się z powrotem do szatyna.
- Ja ciebie też kocham - odpowiedziałam na jego wcześniejsze słowa. Ja go kocham i to pewne.
- Mam coś jeszcze dla ciebie - powiedział i wyjął podłużne pudełko z kieszeni i mi je podał. Otworzyłam je powoli i zobaczyłam tam piękny naszyjnik z literka 'L' w serduszku. [link]. Szybko zamknęłam pudełko i chciałam mu je oddać.
- Bardzo bym chciała, ale nie mogę tego przyjąć. To musiało kosztować fortunę - powiedziałam.
- Oj nie przesadzaj. Jesteś warta każdego grosza. Daj to, założę ci - uśmiechnął się i odebrał pudełko. Niechętnie się odwróciłam i zgarnęłam włosy na bok, aby mógł zapiąć. - To żebyś pamiętała o mnie zawsze - powiedział gdy już zapiął. Chwyciłam palcami zawieszkę i szeroko się uśmiechnęłam.
Po tym wszyscy zaczęli się bawić. Grała muzyka, wszyscy tańczyli. Ale przecież byłoby za pięknie gdyby było spokojnie. Coś, a raczej ktoś musiał to przerwać. Do sali wpadła rozwścieczona....



Proszę. 11 rozdział jest...Mam nadzieję, że wam się spodoba i będziecie czytać. Przepraszam, że krótki. Mam prośbę do każdego kto to przeczyta abyście skomentowali. Nawet głupim tekstem 'fajne' lub 'głupie'. Chciałabym wiedzieć ile osób to czyta. Zapraszam was do głosowania w ankietach po lewej. Kolejny rozdział pojawi się 1 lub 2 kwietnia. 
Jeśli macie jakieś pytania to zapraszam do zakładki 'Kontakt'.
Jeśli chcecie być informowani to skierujcie się do 'Informowani'.
No to na tyle...
Pozdrawiam, Violette xoxo

czwartek, 27 marca 2014

Rozdział 10 ,,Rozbierzesz się sam, czy mam ci pomóc?''

Zeszłam powoli po schodach i zastałam tam...Louisa siłującego się na rękę z Bradem. Głośno się zaśmiałam przez co mnie zauważyli.
- Chodź do nas - krzyknął radośnie mój brat. Jejku...Chyba nigdy nie przyzwyczaję się do tego, że mam brata. Podeszłam i usiadłam obok nich. Posiedzieliśmy tak w trójkę jakieś 10 minut, a później Louis wstał.
- Chyba już muszę lecieć - powiedział i spojrzał na zegarek. Szybko wstałam i złapałam go za rękę.
- Proszę nie...Zostań ze mną, ja nie chcę być sama - jęknęłam niezadowolona. Chłopak pokręcił przecząco głową, a ja tupnęłam nogą jak małe dziecko gdy nie dostanie zabawki.
- Louis... - powtórzyłam jęknięcie, ale na niego to nie zadziałało.
- Nie mogę... Pójdę pożegnam się z twoim tatą i spadam - powiedział i wszedł do kuchni, w której zapewne jest mój ojciec. Zostałam sama z Bradem. Westchnęłam zrezygnowana i opadłam na kanapę przyciągając kolana pod brodę. Chwyciłam poduszkę leżącą obok i wtuliłam w nią twarz.
- Louis zostań z nią. Ona naprawdę potrzebuje wsparcia, a ty jesteś jej chłopakiem - usłyszałam głos Esmeraldy z kuchni - Jeśli trzeba to zadzwonię to twojej mamy i wytłumaczę jej o co chodzi
- Emm ale ja nie mieszkam z mamą , mieszkam z przyjaciółmi - tym razem Louis przemówił. Dalej już nie słuchałam, tylko patrzyłam tępo w jeden punkt na ścianie. Po jakimś czasie poczułam, że moje powieki stają się coraz cięższe, aż w końcu zamknęłam oczy.

## z perspektywy Louisa ##
Naprawdę nie chcę zostawiać Stelli, ale nie mogę z nią zostać. Chłopaki znów będą mieli pretensje, że nic im nie powiedziałem. Poszedłem do kuchni aby pożegnać się z ojcem Stelli. Cieszę się, że go odnalazła i z nim zamieszka, chociaż wolałbym gdyby mieszkała u nas. Ważne, że jest z dala od swojej matki.
- O Louis, szukasz czegoś? - spytał się Ben kiedy tylko mnie zobaczył. Uśmiechnąłem się i podszedłem bliżej.
- Nie, właściwie to przyszedłem się pożegnać, bo muszę uciekać - odpowiedziałem. Chciałbym zostać, ale...
- Jak to? - zdziwiła się Esmeralda.
- No muszę już spadać - wyjaśniłem.
- Louis zostań z nią. Ona naprawdę potrzebuje wsparcia, a ty jesteś jej chłopakiem. Jeśli trzeba to zadzwonię to twojej mamy i wytłumaczę jej o co chodzi  - powiedziała i do mnie podeszła.
 - Emm, ale ja nie mieszkam z mamą, mieszkam z przyjaciółmi, a z rodziną nie mam kontaktu - sprostowałem. Zdziwiła się lekko, ale po chwili szeroko uśmiechnęła.
- To tym bardziej! Zadzwoń do nich i powiedz, że nie wracasz na noc. Oczywiście nie zrozum mnie źle, współczuję ci, że nie masz z rodziną kontaktu, ale zostań z nią, dobrze? - zaczęła mówić. Naprawdę urocza z niej kobieta. Na pewno zastąpi Stelli mamę. Pokiwałem twierdząco głową i posłałem jej uśmiech. Wyszedłem z kuchni i podszedłem do kanapy, na której zobaczyłem śpiącą Stellę. Usiadłem obok jej brata, który jest naprawdę super, tak jak ona.
- Kochasz ją? - spytał mnie nagle.
- Co? Ja...kocham ją od dawna. Wcześniej wydawało mi się, że to tylko zauroczenie i miałem nadzieję, że mi przejdzie, ale się myliłem. Z czasem tylko coraz bardziej pragnąłem jej obecności, tego aby się do mnie chociaż odezwała. Nie liczyłem na nic, bo ona była z Davidem, ale kiedy ten chuj ją rzucił to miałem ochotę go wykastrować, za to, że ją zranił. Ona jest niby taka twarda i w ogóle, ale jak każdy ma uczucia i nie zasługuje na cierpienie. - powiedziałem mu wszystko co leżało mi na sercu. Wiem, że można mu zaufać. Chociaż może to głupie, ale ufam mu bardziej niż Harremu. Tamten głupol to nawet przez przypadek może powiedzieć co wie, a Brad na takiego nie wygląda.
- Na pewno będzie z tobą szczęśliwa - uśmiechnął się.
Nagle do salonu wszedł tata Stelli i jego dziewczyna.
-Chłopcy my już idziemy spać, też powinniście iść. Patrzę Stella zasnęła, dacie z nią radę? - mówił jej tata, a my tylko potakiwaliśmy głowami. Kiedy para weszła po schodach na górę, młodszy chłopak podszedł do telewizora i go włączył.
- Obejrzymy jakiś film? Czy chcesz iść spać? - spytał z drwiną i rozbawieniem.
- Co? Nie chce mi się spać, co to, to nie. Ale co ze Stellą? - odpowiedziałem i zadałem pytanie.
- Nie wiem, weź ją połóż na razie i już - wzruszył ramionami i usiadł obok mnie. Wstałem i poprawiłem blondynkę tak aby jej się wygodnie leżało. Sam usiadłem tak, że jej nogi były przy moich udach. Chłopak włączył 'Szybcy i wściekli'. Fajny film.

##z perspektywy Stelli##
    Jestem sama w moim starym pokoju. Ale chwila...co ja tu robię? Po chwili obok mnie pojawia się biała chmurka. Ale jaka kurwa chmurka? Przecież nie palę teraz, to co ona tu robi? Rozglądam się dookoła i widzę, że chmurka się porusza, ale nie znika. Wstaję z łóżka i idę do łazienki. Ta chmurka cały czas podąża za mną? Co to kurwa? Co ja tu robię? Co to za jakaś jebana chmurka? Podchodzę do umywalki i przemywam twarz. Spoglądam w lustro, ale nic nie widzę. Nie widzę mojej twarzy! Kręcę przecząco głową i widzę tą samą chmurkę, tylko teraz w kolorze pudrowego różu. Co to kurwa ma być? Jeśli ktoś robi sobie jaja to za to zapłaci. Wyszłam z pomieszczenia, a chmurka przemknęła mi przed twarzą lekko trącając mój nos, przez co się zaśmiałam, i zatrzymując się przy drzwiach. Co ja powinnam teraz zrobić? Podeszłam do zamkniętych drzwi i chciałam złapać to coś, ale moja ręka przez nią przemknęła. Wystraszona postawiłam krok do tyłu, a gdy się odwróciłam przed twarzą zobaczyłam niebieską chmurkę. Odsunęłam się w bok i teraz przede mną były dwa 'magiczne' zjawiska. Jedna podleciała do drzwi i je otworzyła, chociaż nie wiem jak, a druga znalazła się za moimi plecami popychając mnie w stronę korytarza. Co to ma być? Moja ręka przez to przenika, ale to przeze mnie już nie. I jak takie małe gówno ma tyle siły? Nagle znalazłam się przed pokojem Larrisy. Spojrzałam do tyłu i zobaczyłam dwie chmurki, które mnie tu przyciągnęły i jeszcze jedną, tym razem zieloną, która zbliżała się w moją stronę. Usłyszałam jęki i stęki zza drzwi, więc pomyślałam, że barbie znów się z kimś pieprzy, ale po co te jebane, nie naturalne chmurki mnie tu przyciągnęły? Ta nowa, zielona znalazła się na moim ręku i zbliżyła ją ku klamce. Szybko zatrzymałam ją, ale nadnaturalne zjawisko chyba pracowało za mnie i otworzyło drzwi. Na łóżku leżał...Louis, a na nim siedziała Larrisa. Krzyknęłam zaskoczona i upadłam na podłogę. Spojrzałam za siebie i nie widziałam już żadnych chmurek. Podniosłam wzrok i usłyszałam za sobą słowa 
- Uważaj na niego - powiedział tajemniczy głos i poczułam puknięcie w ramię. Spojrzałam w górę i zauważyłam Louisa z szyderczym uśmiechem. Nagle podeszła do niego blondynka i pocałowała w usta. Spojrzałam na nich zdezorientowana i usłyszałam za sobą klaskanie. Swój wzrok skierowałam do tyłu i zobaczyłam Madi, Harrego, Zayna, Nialla i Liama oraz jakąś dziewczynę, której nie znam. Uśmiechali się od ucha do ucha, a ja nie wiedziałam o co im chodzi.
- Wreszcie się udało, wiedziałam, że jesteś taka łatwowierna i w końcu się udało - te słowa wypowiedziała moja przyjaciółka. Chyba przyjaciółka. 
Otworzyłam oczy i krzyknęłam głośno. To tylko sen, Stella, tylko sen. Zauważyłam, że siedzę w salonie mojego ojca i przygląda mi się mój chłopak i mój brat. Patrzyli się zatroskani. Nie myśląc wiele rzuciłam się na Louisa i mocno przytuliłam. Zaskoczony na początku nie zareagował, ale po chwili mocno otoczył ramionami. 
- Proszę, przyrzeknij mi, że nigdy, przenigdy mnie nie zdradzisz - wyszeptałam bliska płaczu. Chłopak odsunął mnie na długość swoich ramion, ale cały czas miał dłonie na moim ciele. 
- Oczywiście, że cię nie zdradzę - odpowiedział i dał mi buziaka w nos. Zaśmiałam się cicho i mocno w niego wtuliłam.
- Dziękuję - powiedziałam cicho.
- Za co? 
- Za to, że jesteś - odpowiedziałam. Spojrzałam na Brada, który nam się przyglądał. Uśmiechnęłam się do niego, co odwzajemnił. - Która jest godzina? - spytałam.
- Około 1 w nocy, może już idziemy spać? - odpowiedział mój brat.
- Tak, jestem zmęczona. Chodź Louis - powiedziałam i wstałam. Szatyn zrobił to samo i złapał mnie za rękę. - Dasz tutaj radę sam? - spytałam braciszka. Pokiwał twierdząco głową więc pociągnęłam Louisa na górę. Weszłam do mojego pokoju. Bo chyba mogę tak mówić prawda? Położyłam się na łóżku i poczekałam na chłopaka. Po chwili do mnie dołączył. - Chyba nie zamierzasz spać w ciuchach, nie? - spytałam zdziwiona.
- Czemu nie? - odpowiedział, a ja szybko wstałam. 
- Bo to nie wygodnie. Już mi się rozbieraj, przecież wiem, że mnie nie zgwałcisz - uśmiechnęłam się i założyłam ręce na biodra. Chłopak zaśmiał się na mój tekst, ale posłusznie wstał. Ustał przede mną i założył ręce na piersi. 
- Widzę, że chcesz mnie pooglądać. Mi to tam nie przeszkadza, tylko boję się, że to ty mnie zgwałcisz - zaczęłam się śmiać i do niego podeszłam. Złapałam go za dół koszulki i lekko podniosłam do góry. 
- Rozbierzesz się sam czy mam ci pomóc? - spytałam z zadziornym uśmiechem.
- Obawiam się, że sam nie dam rady - odpowiedział i podniósł ręce do góry. Szybko pociągnęłam materiał ubrania do góry, ściągając go z niego. Rzuciłam koszulkę na szafkę i złapałam za pasek chłopaka odpinając go. Wiem, że jesteśmy razem tylko trochę, ale przecież nie robimy nic złego, tylko pomagam mu się rozbierać. Odpięłam go, a po chwili guzik. 
- Mam to robić dalej, czy już dasz radę? - spytałam patrząc mu w oczy. Po chwili mój wzrok powędrował w dół na jego boski brzuch. Jakie on ma mięśnie! 
- Jak zaczęłaś to skończ - odpowiedział i złapał za moje ręce. Szybko chwyciłam za szlufki od jego dżinsów i pociągnęłam w dół przez co został w samych bokserkach. Spojrzałam na niego całego i nie mogłam oderwać wzroku. - Dobra dość oglądania, czas do spania - powiedział i pociągnął mnie za rękę w stronę łóżka. Zarumieniłam się i położyłam obok chłopaka. Zamknęłam oczy na chwilę, a gdy je otworzyłam zobaczyłam na sobą twarz Louisa. Spojrzałam mu prosto w oczy i widziałam radość. 
Cmoknął mnie lekko w usta, a po chwili opadł obok. Mało mi... Podparłam się na łokciu i oparłam o jego klatkę. Popatrzyłam na jego usta i się do nich przyssałam. Jego usta i moje tak idealnie współgrają ze sobą. Są jak dwie części układanki. Chłopak oddał pocałunek, a po chwili wsunął się swoim językiem do wnętrza moich ust.
Po jakimś czasie oderwaliśmy się od siebie i położyłam się obok. Wtuliłam się mocno w ciało chłopaka i zaciągnęłam się jego zapachem.
- Dobranoc księżniczko - to były ostatnie słowa jakie usłyszałam zanim odpłynęłam.





No to macie tutaj rozdział 10. Podoba się? Jeśli tak komentujcie, jeśli nie, to również komentujcie <3. Miałam go dodać jutro lub w sobotę, ale napisałam więc jest.
Chciałam wam powiedzieć, że te chmurki to wzięły mi się nie wiadomo skąd i to nie było przewidziane, ale jak już napisałam jej sen to mi się to tak spodobało więc nie usuwałam :)
Bardzo mi się podoba ten rozdział i powiem wam, że jak go pisałam to cały czas się śmiałam chociaż nie wiem czemu xD
Jest tu perspektywa Louisa i bardzo mi się podoba, nie wiem jak wam...
Głosujcie w ankietach i komentujcie. Przepraszam za błędy... i za to, że jest taki krótki... 
Kolejny pojawi się 29 lub 30 marca i będzie długi...
Pozdrawiam i do następnego, Violette xoxo



wtorek, 25 marca 2014

Rozdział 9 ,,Nie mogę tu mieszkać...''

- Jak to się kurwa stało?! Czemu to zrobiliście?! - krzyknęłam zdenerwowana zbierając ciuchy i wciskając je do walizek.
- Nie słuchałaś się, to masz. Jesteś jakaś nie ograniczona, wiesz? Nie wiem jak mogłam cię urodzić i wychowywać. Żałuję, że nie oddałam cię do adopcji - przemówiła moja matka, a ja słyszałam wyraźne obrzydzenie w jej głosie. Rzuciłam trzymane w rękach spodnie i podeszłam do niej. Stanęłam przed nią i nie zwracając uwagi na gości uderzyłam ją w twarz. Zachwiała się i złapała za policzek. Słyszałam jak te dwie kobiety wstrzymują powietrze. Serio? Dobre z nich aktorki.
- Dziecko! Jak ty się zachowujesz? Czemu bijesz własną matkę? - zaczęła jedna z nich, a druga dokończyła.
- Twoja mama miała rację mówiąc, że mogła cię oddać
- Słuchaj ty tleniona szmato! - krzyknęłam wskazując na tą pierwszą - Nie wtrącaj się w nie swoje sprawy, bo na prawdę nie powinno cię to obchodzić - mówiłam podchodząc do niej, a ta z każdym moim krokiem stawiała krok w tył, aż w końcu trafiła na ścianę - Jeśli nie zamkniesz mordy to zamkniesz oczy, kumasz? - spytałam, a ta pokręciła przecząco głową. Ja ich tu chyba zaraz powybijam! Jeśli ktoś mnie zaraz nie powstrzyma to się to dobrze dla nikogo nie skończy. - Wy kurwa zdajecie sobie sprawę z tego, że moja cierpliwość się właśnie skończyła?! - krzyknęłam okręcając się w okół. Jedna z tych kobiet aż podskoczyła na moje słowa. - Zdajecie sobie z tego sprawę?! - ponownie spytałam nie otrzymując odpowiedzi. Spojrzałam na Verne, który stał i nie mógł nic powiedzieć. - Chcecie żeby się wam coś stało? Chcecie tego kurwa?!
- Stella! Jak ty się odzywasz? Kim ty jesteś żeby tu rządzić?! - krzyknęła moja matka otrząsając się. Podeszłam do niej, a ona się lekko odsunęła. Wiem, że się mnie boi.
- Mam was dość. Dręczyliście mnie przez jebane 5 lat! Teraz za to zapłacicie! - syknęłam w jej stronę, a ta się zamachnęła żeby mnie uderzyć. - Nie, nie tym razem - uśmiechnęłam się kiedy złapałam ją za rękę. Oczywiście był to uśmiech ironiczny. Usłyszałam walenie w drzwi z dołu więc podejrzewam, że tata i Louis chcą wejść. Muszę dokończyć to co zaczęłam. Podeszłam do Verne i stanęłam na palcach. - Jeśli masz jakieś spięcie to powiedz teraz - wypowiedziałam po czym dostałam od niego w twarz.
- Nie zapędzaj się gówniaro - powiedział i podszedł bliżej mnie. Puściłam trzymany policzek i chciałam się na niego rzucić, ale poczułam, że ktoś mnie odciąga do tyłu, a następnie wprowadza do pokoju. Zaczęłam krzyczeć i się wyrywać, ale to nic nie dało.
- Stella, uspokój się - Louis zaczął szeptać mi do ucha lekko mnie uspokajając. Westchnęłam opuszczając ręce wzdłuż tułowia i zaczęłam cicho łkać. To naprawdę jest nie na moje nerwy. Jestem twarda i w ogóle, ale to już za dużo. Słyszałam krzyki na korytarzu i zgaduję, że tata 'rozmawia' tam z resztą. Po chwili usłyszałam huk, jakby ktoś poleciał na ścianę. Szybko wyrwałam się z objęć Louis i otworzyłam drzwi widząc mojego tatę przyciskającego Verne do ściany. Uśmiechnęłam się złośliwie.
- Stella zbieraj szybko ciuchy i jedziemy - powiedział, gdy zauważył, że im się przyglądam. Pokiwałam głową i wróciłam do pokoju. Louis już zbierał moje rzeczy i wrzucał do worków.
- Zbieramy to szybko i musimy lecieć - powiedziałam do Louisa.
Po 10 minutach wszystkie ciuchy i inne rzeczy były w workach i walizkach. Louis złapał dwie walizki i jeden worek i ustał przy drzwiach. Ja podeszłam i je otworzyłam. Na korytarzu dalej trwała zacięta rozmowa, ale nie wiem do końca o czym. Z nosa Verne płynęła krew tak samo z brwi.
- Tato możemy już jechać? - spytałam głośno. Mężczyzna pokiwał głową i ostatni raz uderzył mojego 'ojczyma' w nos z pięści. Ten się zachwiał i wpadł na ścianę. Zaśmiałam się głośno, a matka spojrzała na mnie złym wzrokiem.
- Tak jedziemy - odpowiedział i chwycił dwa worki z mojego pokoju i zszedł po schodach z Louisem. Weszłam jeszcze na chwilę do pokoju i zabrałam moją gitarę, a wychodząc z całej siły rzuciłam kluczykami o ścianę. Zeszłam powoli na dół, następnie 'przypadkiem' strącając drogi dzban na podłogę w wyniku czego się zbił. Wyszłam z domu trzaskając drzwiami.
- Jak się czujesz? - spytał mój tata, gdy już odjeżdżaliśmy.
- A jak mam się czuć? Najlepiej nie jest, ale nie mogę narzekać - odpowiedziałam przechylając głowę w bok. - Zawieziesz mnie do hotelu? - spytałam.
- Co? Do jakiego hotelu? Nie ma opcji żebyś została w hotelu! Jedziesz do nas i zostajesz jak najdłużej - odpowiedział obrażony mężczyzna.
- Ale...
- Nie ma żadnych ale! Jesteś moją córką. Nie widziałem cię prawie 10 lat, muszę to nadrobić, a po za tym potrzebujesz teraz wsparcia. Esmeralda i Brad się ucieszą - powiedział, a ja już nie protestowałam. Muszę mu przyznać rację. Nie mogę teraz zostać sama, bo mogę wtedy zrobić coś głupiego.
- Dobrze - odpowiedziałam cicho i przez resztę drogi nikt się nie odzywał. W tle leciała cicho muzyka z radia. Gdy dojechaliśmy byłam bardzo śpiąca. Wyszłam pierwsza i poczekałam aż tata i Louis wezmą moje rzeczy i razem poszliśmy do domu. W drzwiach czekała na nas Esme. Posłałam jej niemrawy uśmiech, a ta od razu przyciągnęła mnie do siebie. Gdy poczułam jak jej ręce poruszają się w powolny sposób po moich plecach próbując dodać mi otuchy rozpłakałam się. Kobieta słysząc mój płacz zaprowadziła mnie do salonu. Posadziła mnie na dużej kanapie, a sama wstała wędrując do kuchni. Złapałam za poduszkę leżącą obok
salon
i przycisnęłam ją sobie do twarzy. Krzyknęłam ze złości i zaczęłam bardziej płakać. Nagle poczułam, że siedzenie obok się lekko zapada i ktoś mnie przytula. Odkryłam twarz i ujrzałam twarz mojego chłopaka. Wtuliłam się w jego pierś i cicho łkałam.
- Stella, kochanie spójrz na mnie - usłyszałam głos z naprzeciwka mnie. Z niechęcią usiadłam prosto, ale nadal trzymałam rękę Louisa. Zauważyłam, że przede mną siedzi mój tata, Esmeralda i Brad.
- Już jest wszystko dobrze, nie musisz się martwić. Teraz my jesteśmy twoją nową rodziną, pamiętaj. Możesz liczyć na mnie zawsze, gdy jestem w pracy jest jeszcze Esmeralda i oczywiście Brad. Tutaj jest twój nowy dom, oczywiście jeśli tylko tego chcesz? - mówił, a ja cały czas słuchałam. Na koniec zadał mi pytanie, a mnie zatkało. On się jeszcze pyta?
- Oczywiście. Czuję, że tutaj będzie mi o niebo lepiej niż w tamtym domu. Oczywiście powiedzcie kiedy mam się wynieść, a to zrobię - zaczęłam, ale mi przerwali.
- Stella! Zostajesz tu już na zawsze, rozumiesz? Znaczy nie na zawsze, bo nie możemy cię tu więzić całe życie, ale dopóki nie zdecydujesz się zamieszkać z chłopakiem zostajesz u nas. Nie ma mowy, że się stąd wynosisz. Masz tutaj ojca, mnie i twojego brata. Wiem, że matki ci nie zastąpię, ale będę się bardzo starać. Brad mimo iż nie jest twoim całkiem rodzonym bratem to nim jest i wiem, że na pewno się dogadacie - zaczęła mówić Esmeralda, a ja patrzyłam na nią zaszklonymi oczami - Jest tu twój tata, którego nie widziałaś przez tyle lat. Wiesz jak on za tobą tęsknił? Ma nawet twoje zdjęcie jak byłaś mała na szafce nocnej. Ja cały czas czekałam tylko na to żeby cię poznać i jak się dowiedziała to modliłam się tylko o to abyś mnie zaakceptowała i nie obwiniała o zabranie ci rodzica i o to abyś mnie polubiła. Gdy zobaczyłam cię dzisiaj jak weszłaś razem z Louisem i jak się uśmiechnęłaś moje serce skakało jak pojebane - zaśmiałam się na jej słowa, ale pozwoliłam kontynuować - Oczywiście współczuję ci sytuacji jaka cię spotkała, ale wierzę, że jesteś silna i z pomocą kochających cię osób dasz radę. Jeśli tylko na to pozwolisz to bardzo chciałabym zaliczać się do tych osób ponieważ naprawdę cię pokochałam i wiem, że z czasem ty pokochasz mnie. Twój tata cię kocha najbardziej na świecie i nie pozwoli by stała ci się krzywda. Pamiętaj o tym, dobrze? - skończyła, a ja szybko wstałam i podeszłam do niej. Kobieta wstała, a ja mocno się do niej przytuliłam. Wiem, że zastąpi mi prawdziwą matkę, której nigdy nie miałam.
- Dziękuję. Dziękuję za wszystko, za miłe słowa, za to, że naprawdę traktujesz mnie jak swoje dziecko mimo, że nim nie jestem. Dziękuję - powtarzałam słowa w jej stronę, a ona tylko kiwała głową. Podeszłam do taty, którego również przytuliłam. Następnie stanęłam nad siedzącym chłopakiem. Spojrzał na mnie i wstał. Przytuliłam go bardzo mocno. - Mój mały braciszek. Zobaczysz, że na pewno się dogadamy - powiedziałam i zaczęłam się śmiać widząc minę Brada. Szturchnął mnie lekko w żebro i sam zaczął się śmiać.
- Moglibyście pokazać mi gdzie mam spać? Jestem strasznie zmęczona - powiedziałam gdy siedzieliśmy w ciszy. Kobieta pokiwał głową i pociągnęła mnie po schodach na górę. Otworzyła drugie drzwi po lewej i mnie wpuściła.
- To jest pierwszy, taki jaśniejszy - powiedziała i miała rację. Pokój utrzymany był w jasnych kolorach, głównie beż i róż. Nie bardzo mi się spodobał, ale trudno. Chociaż przecież powiedziała, że to pierwszy.
pierwszy pokój
Ale wątpię, żeby mieli specjalnie dla mnie kilka pokoi. Nie jestem jakimś prezydentem żeby tak było.
- Podoba ci się? - spytała kobieta i się uśmiechnęła. Aż szkoda powiedzieć, że nie...
- Mmm nie jest zły, ale on nie jest za bardzo w moim stylu. Oczywiście wytrzymam w nim i się przyzwyczaję. - odpowiedziałam, ale blondynka zaczęła się śmiać. Zmieszana na nią spojrzałam, a ta machnęła tylko ręką.
- Tak myślałam, że ci się nie spodoba. Zwłaszcza po tym jak dzisiaj powiedziałaś jaka jesteś to już miałam pewność, że nie jest on w twoim stylu. I całkiem cię rozumiem. Mi się podoba, ale nie potrafiłabym w niej cały czas mieszkać. Nie musisz tu być, jest drugi pokój, który ci się na pewno spodoba - pociągnęła mnie za rękę w stronę drzwi.
- Jak to drugi? Kiedy zdążyliście to wszystko zrobić? - zadałam jej pytania, a ona zatrzymała się przed drzwiami na przeciwko.
- No drugi. Tamten był zrobiony kiedy się tu wprowadziliśmy, a ten - powiedziała i wskazała palcem na zamknięte drzwi - Zrobiliśmy wczoraj i dzisiaj, po tym jak twój tata oznajmił, że przyjdziesz nas odwiedzić.
- Skąd wiedzieliście, że u was zamieszkam? - zadałam jej kolejne pytanie.
- Zrobiliśmy to abyś jak będziesz przychodziła do nas to żebyś mogła spokojnie nocować - znów odpowiedziała i pociągnęła za klamkę wpychając mnie lekko do środka.
- O.mój.Boże! - to były jedyne słowa jakie w tej chwili mogły wyjść z moich ust. Przecież to nie jest pokoik, a sypialnia. Czuję jakbym znajdowała się w raju. Zakryłam usta ręką, aby nie zacząć krzyczeć na widok tego miejsca. Od zawsze marzyłam aby mieć pokój takiego rodzaju, ale nigdy nie myślałam, że moje
drugi pokój
marzenie się spełni. Pokój utrzymany był w bieli i czerni. Przed łóżkiem zwisały koraliki w kształcie kółek i kwadratów. Zamknęłam oczy nie mogąc nadziwić się temu wszystkiemu.
- Nie mogę tu mieszkać. To wszystko musiało kosztować fortunę. - zaczęłam gadać kiedy dotarło do mnie co to wszystko jest.
- Jak nie możesz?! To już kupione, postawione i jest twoje! - powiedziała głośno kobieta.
- Dobra, dobra. Widzę z tobą nie wygram - uśmiechnęłam się do niej i podeszłam do łóżka, na które się położyłam. Nigdy nie sądziłam, że łóżko może być tak wygodne. Zauważyłam, że pod ścianą stoją moje walizki i worki, których wcześniej nie widziałam.
- Rozejrzyj się i zejdź do nas na dół na trochę, dobrze? - spytała, a kiedy kiwnęłam głową, wyszła. Zostałam sama w moim królestwie. Nie wiem jak długo będę z nimi mieszkać, ale wiem, że pokocham to miejsce tak jak domowników. Podeszłam do worka i zaczęłam przeglądać ciuchy próbując znaleźć moją piżamkę. Nie było jej w tym więc zajrzałam do drugiego. Wyjęłam z niego moje kapcie i rzuciłam na podłogę. Przerzuciłam ubrania i w końcu znalazłam moją piżamę. [link]
Postanowiłam poszukać łazienki więc chwyciłam w ręce ubranie i wyszłam na korytarz. Zajrzałam do drzwi obok i na moje szczęście była to łazienka. Wcale się nie zdziwiłam widząc jej wystrój.
Ciekawa jestem skąd mają na to wszystko pieniądze. Ale tata pewnie jako lekarz dużo zarabia, a Esme pewnie też. Nie zastanawiając się długo weszłam pod prysznic zmywając wszystkie złe emocje.
Po umyciu wytarłam się wiszącym ręcznikiem i ubrałam moją piżamkę. Ręcznik odwiesiłam i umyłam porządnie twarz zmywając pozostałości makijażu. Wyszłam i na chwilę jeszcze weszłam do mojego pokoju zostawiając tam ciuchy i zakładając moje kapcie. Zeszłam powoli po schodach i zastałam tam...




Haha! Proszę bardzo i teraz domyślajcie się co zastała tam Stella... :) Ahh nie dobra ja...ucinam w takim momencie. Mam nadzieję, że rozdział się wam spodoba i będziecie komentować. Cieszycie się z tego, że zamieszkała z tatą? 
Kolejny pojawi się 28 lub 29 marca ponieważ w szkole mam trochę dziwnych sytuacji i ciężko mi je ogarnąć ale jakoś daję radę. Mam nadzieję, że będziecie czekać... 10 będzie bardzo długi ponieważ chcę w nim zamieścić dużo rzeczy, które przepełniają moją głowę. 
Jeśli macie jakieś pytania do mnie lub do bohaterów to zapraszam do zakładki 'kontakt'
Głosujcie w ankietach ^^
Pozdrawiam i do następnego, Violette xoxo