wtorek, 24 czerwca 2014

Rozdział 32 ,,Oddaj moje buty!''

***
- Wróciłem! - usłyszałam krzyk z dołu. Tata. Po rozmowie z Esme zamknęłam się w swoim pokoju i cały czas płakałam. Nie mogę sobie wybaczyć swojego zachowania. Mimo iż Esmeralda powiedziała, że jej nie uderzył to ja w to nie wierzę. Ale muszę tam iść! Muszę go przeprosić! To co powiedziałam...Ja wcale tak nie myślę...Ja nie mam prawa tak myśleć...Ja...Ja...Muszę zniknąć! Tak. Postanowiłam, znikam.
Wstałam z podłogi i podeszłam do okna. Ściemnia się. Cały czas słyszałam jak mój telefon dzwonił i wibrował, ale nie miałam czasu ani ochoty aby go odebrać. Wytarłam policzki z łez i podeszłam do drzwi. Otworzyłam je, ale nie umiałam postawić kroku do przodu. Co ja mu powiem? 
- Stella? - usłyszałam głos Brada. Przeklęłam pod nosem i spojrzałam w jego stronę. On również miał czerwone policzki.
- Tak? - spytałam cicho. Ja stałam w progu swojego pokoju, a on swojego.
- Przytulisz mnie? - szepnął. Bez zawahania do niego podeszłam i mocno wtuliłam. Chłopak schował swoją głowę w moich włosach i zaszlochał.
- Jestem okropnym synem - powiedział.
- To ja jestem okropną córką - zaszlochałam.
- Nawet tak nie mów. Gdyby tak było to tata by cię nie szukał tyle lat i nawet by nie pozwolił ci tu zamieszkać. On cię kocha, a to, że coś powiedziałaś tego nie zmieni - powiedział lekko się uśmiechając.
- W takim razie ty też nie jesteś okropny, bo gdybyś był to tata nie zostawił by mojej mamy - powiedziałam. Pocałowałam go lekko w policzek i wróciłam do swojego pokoju. Muszę przeprosić. Muszę...Teraz!
- Muszę - szepnęłam sama do siebie i szybko wyszłam z pokoju. Zeszłam, a wręcz zbiegłam po schodach i znalazłam się w salonie. Nikogo w nim nie było, za to usłyszałam głos taty i Esme z kuchni. Na palcach podeszłam do drzwi i zaczęłam przysłuchiwać.
- Ben musisz jej to wybaczyć - odezwała się Esme.
- Wiem, ale nie rozumiem czemu tak powiedziała - usłyszałam smutny głos taty.
- Jest nastolatką. Ostatnio sporo się w jej życiu dzieje, musisz ją zrozumieć.
- Rozumiem, ale czy ja serio jestem jak Betty?
- Nie jesteś i to dobrze o tym wiesz. Gdyby tak było nie zamieszkała by tu. Powiedziała to pod wpływem emocji. Daj spokój...
- Ale Esme...To boli kiedy własna córka porównuje cię do tak okropnej osoby.
- Ona nie chciała...Wiesz, że myśli, że mnie uderzyłeś? - spytała kobieta.
- Co?! Przecież...Boże...
- Nie musimy jej tego tłumaczyć, niech to będzie nasza mała tajemnica, okej? I nie zadręczaj się już tym. Ja wiem, że mnie nie uderzyłeś, ty też wiesz, a ona...się dowie, ale w inny sposób, okej?
- Dobra, ale...Serio jestem tak okropnym ojcem? Najpierw Brad, później Stella... - jęknął tata. Nie mogłam dłużej podsłuchiwać...Wyszłam zza ściany i pierwsze co zobaczyłam to plecy taty i twarz Esme.
- Przepraszam - powiedziałam cicho, ale wystarczająco głośno aby usłyszał. Odwrócił się nagle, a ja ujrzałam jego twarz pełną smutku.
- Nie przepraszaj..
- Muszę. Nie zasłużyłeś na to, a ja nie mogę tak myśleć. To nie prawda, a powiedziałam tylko dlatego, że...się sprzeciwiłeś. Zachowałam się jak smarkula, a sam powiedziałeś, że jestem dorosła. Widocznie nie dorosłam do dorosłego życia - powiedziałam zupełnie plącząc się w słowach.
- Jest okej. Każdy ma prawo się zezłościć. Co prawda, nie było to słuszne, ale ci wybaczam. Jesteś moją córeczką i zawsze ci wybaczę.
- Kocham cię tato - powiedziałam przez łzy i mocno się do niego przytuliłam. Objął mnie ramionami mocniej do siebie przyciągając.
- Ja też cię kocham córeczko.

***

- Brad?! Brad oddaj moje buty! - krzyknęłam z pokoju. Mój kochany braciszek przyprowadził dzisiaj Mike'a i Austin'a i postanowili sobie 'pozwiedzać' mój pokój i jak widać zabrali mi buty. I ładowarkę do telefonu. I stanik. I na pewno coś jeszcze. Słyszałam ich śmiechy z jego pokoju  więc postanowiłam tam iść. Kiedy zapukałam, otworzył mi Austin i zaczął mi się przyglądać, zorientowałam się, że byłam ubrana tylko w stanik z ćwiekami i rurki. I jednego buta na koturnie.[klik].
- Wow - wydusił nadal mnie podziwiając. Machnęłam na niego ręką i wpadłam do pokoju. Od razu podeszłam w stronę Brada i Mike'a, który miał mój stanik na głowie.
- Gdzie mój but? - spytałam i zaczęłam przytupywać nogą. Wzruszył ramionami i zaczął się śmiać. Nie myśląc długo zabrałam moją bieliznę Mike'owi i zajrzałam pod łóżku. Tak jak myślałam był tam. Podniosłam go i wzięłam w rękę, w której miałam stanik, a wolną wystawiłam w jego stronę.
- Ładowarka - powiedziałam stanowczo. Wywrócił oczami i oddał mi moją własność. - Dziękuję - dodałam i skierowałam się w stronę wyjścia.
- Nie umiesz się bawić - rzucił z pretensją. Zaczęłam się głośno śmiać i weszłam do swojego pokoju. Założyłam zagubionego buta i do tego wyjęłam z szafy koszulę. Kiedy zapinałam ostatni guziczek dostałam sms-a. Wzięłam telefon w dłonie i zaczęłam czytać treść. Odpisałam i rzuciłam telefon na łóżko. Ostatni raz przejrzałam się w lustrze i zeszłam na dół.
- Wychodzę - powiedziałam kiedy stanęłam w salonie.
- Dokąd? - spytał tata.
- Mówiłam, że idę się rozerwać z chłopakami i Madi - uśmiechnęłam się lekko.
- No dobra. Ale nie wróć za późno, bo jutro musisz ćwiczyć, pamiętasz? - spytał, a ja dopiero sobie przypomniałam. Przecież pojutrze mam turniej!
- Dzięki za przypomnienie.
- Nie ma za co - uśmiechnął się i powrócił do oglądania telewizji. Po chwili usłyszałam klakson na dworze więc pożegnałam się i wyszłam.
- No ile można na ciebie czekać! - krzyknęłam brunetka, która stała oparta o samochód. Pokręciłam głową i do niej podeszłam. Zmierzyła mnie od góry do dołu, a jej wzrok zatrzymał się na mojej koszuli.
- Co to ma być? - spytała, a ja spojrzałam na nią zdezorientowana.
- Emm...Wybacz, ale nie jestem czarodziejem i nie czytam w myślach. O co ci chodzi?
- Po jaką cholerę zapinałaś tę koszulę? Masz ćwieki pod spodem! Dziewczyno albo to rozpinasz albo to z ciebie zerwę! - krzyknęła, aż chłopaki wyjrzeli z samochodu.
- Dobra, już się nie gorączkuj - podniosłam ręce do góry w geście obronnym, a ta zmierzyła mnie wzrokiem. Już wyciągała ręce w moim kierunku, ale ją powstrzymałam i sama odpięłam trzy górne guziki.
- Może być? - spytałam. Kiwnęła głową i wsiadła do samochodu. Pokręciłam głową z dezaprobatą i zrobiłam to samo. Harry ruszył z piskiem opon, a ja oparłam się o siedzenie. Czemu mój Louis musi siedzieć z przodu? Nawet nie mam jak się do niego przytulić.
- Jesteśmy - usłyszałam głos loczka. Nawet się nie zorientowałam kiedy dojechaliśmy. Otworzyłam drzwi i wyszłam. Już stąd dało się słyszeć głośną muzykę z klubu. Kiedy tylko Louis postawił nogi na asfalcie rzuciłam mu się na szyję.
- Tęskniłam - powiedziałam i przywarłam do jego ust. Objął mnie w pasie i oparł się o samochód pogłębiając pocałunek.
- E kochasie idziecie? - krzyknął Hazz. Oderwałam się od niego i wystawiłam język Harremu. Ten pokazał nam środkowego palca, po czym zaczął się śmiać.
- Chodź - chłopak pociągnął mnie za rękę, a ja jęknęłam nie zadowolona. Po pokazaniu dowodów weszliśmy do środka. Od razu poczułam zapach alkoholu i papierosów. Skierowaliśmy się w kierunku wolnej kanapy, a Zayn i Harry poszli zamówić drinki. Usiadłam obok Madi, a ta od razu zaczęła rozmowę.
- Co dzisiaj robiłaś?
- Em...Szukałam buta - odpowiedziałam. Po części była to prawda.
- Dlaczego?
- Mike i Austin przyszli do Brada i zrobili 'napad' na mój pokój - powiedziałam robiąc cudzysłów w powietrzu.
- A rozumiem - uśmiechnęła się, a po chwili przyszli chłopaki z naszymi kolorowymi napojami. Zaczęłam pić, ale nagle usłyszałam tak bardzo znienawidzony przeze mnie głos.
- Stella! Madeleine! - na te słowa razem z moja przyjaciółką się odwróciłyśmy.
- Co ty tu robisz?





Kurczę wybaczcie...Napisałam, że dodam rozdział dzień wcześniej jak będą komentarze i co? Komentarze były a rozdziału nie. :c Czemu? Bo miałam straszne urwanie głowy ostatnio związane z moim wyjazdem i nie ogarniam. Ale jakoś zatrzymałam swoje życie i napisałam ten rozdział. Mam nadzieję, że nie jest taki zły jak mi się wydaje i, że wam wystarczy. Kolejny pojawi się 26, a jeśli mi się uda to będą nawet dwa, a wraz z nim ważna notka. No to pozdrowionka!
+ Zapraszam was tu - http://complicated-one-direction.blogspot.com/ może się wam spodoba :)

wtorek, 17 czerwca 2014

Rozdział 31 ,,Tato! Tęskniłam!''

***
- Gotowe? - krzyknął jakiś chłopak w afro, który miał poprowadzić nasz turniej. A raczej coś co miało przypominać konkurs, ale okej. 
- Tak - krzyknęła blondyna. Prychnęłam cicho i skinęłam głową. Brunet zapuścił jakąś muzykę, a ja rozejrzałam się dookoła. Stało wokół nas około 100 osób. Zdziwiłam się tym lekko, bo w końcu to nic takiego, ale widać ludzie stąd lubią zabawę. I pojedynki. Najpierw był czas Ally. Zaczęła robić kroki na boki wymachując przy tym rękami, a ja się cicho śmiałam pod nosem. To ma być taniec?
- Stella! - usłyszałam swoje imię. Odwróciłam się do tyłu i zobaczyłam jak moja przyjaciółka siedząca na baranach u Zayna macha do mnie rękami. Odmachałam jej i się zaśmiałam. Moja kolej.

***

- Wygrywa...Stella! - krzyknął chłopak. To było do przewidzenia, bo ona tylko się upokorzyła. Kiedy ona tańczyła była cisza i wszyscy tylko co jakiś czas się śmiali, a kiedy ja? Oklaski i okrzyki. Tak wiem, skromna jestem. Ukłoniłam się teatralnie i biegiem ruszyłam do swoich przyjaciół.
- Ale jej dokopałaś! - krzyknął Zayn i klasnął w dłonie. Zaśmiałam się, ale kiwnęłam głową. Cóż...Ma chłopak rację. Zezłoszczona blondynka cała czerwona pobiegła gdzieś ze swoją przyjaciółką.
- Ktoś musiał jej pokazać, że jest okropna w tym co robi - uśmiechnęłam się i bez ostrzeżenia wskoczyłam Louisowi na plecy. Zachwiał się do przodu, ale udało mu się utrzymać równowagę.
- Co ty robisz? - spytał przez śmiech.
- Siedzę - zaśmiałam się. Ruszyliśmy do domku gdyż robiło się późno.
- Co będziemy robić? - spytałam znudzona kiedy weszliśmy na pomost. Znaczy oni weszli, bo ja siedziałam na plecach u Louisa.
- Idziemy spać, już późno - ziewnęła moja przyjaciółka. Ma rację. Powoli się ściemnia, a ja jestem strasznie zmęczona dzisiejszym dniem. Kiedy tylko przekroczyliśmy próg domku zostałam rzucona na łóżko. I to dosłownie, a następnie mocno przytulona przez szatyna. Poleżeliśmy chwilę wtuleni w siebie, a kiedy usiadłam zauważyłam, że Madi i Zayn już śpią. Szybcy są...Hazz leżał na łóżku i tępo wpatrywał się w sufit. Pewnie próbował zasnąć.
- Idę się przebrać - mruknęłam do chłopaka i wstałam. - Mogę twoją bluzkę? - spytałam robiąc maślane oczka. Zaśmiał się cicho pod nosem, ale zdjął ją z siebie i mi ją podał. Podziękowałam uśmiechem i szybko poszłam do łazienki. Nie miałam siły brać prysznica i stwierdziłam, że zrobię to rano. Zrzuciłam z siebie ciuchy i założyłam bluzkę Louisa. Była na mnie ciut przy długa, ale to dobrze, bo przynajmniej zasłaniała mi tyłek. Włosy zaczesałam w warkocz i wyszłam. Harry chyba spał, bo słychać było pochrapywanie. Louis leżał pod kołdrą i patrzył prosto na mnie. Powoli do niego podeszłam i położyłam obok. Głowę miałam na jego klatce, a rękę na jego brzuchu. On swoją ręką mnie obejmował.
- Dobranoc skarbie - szepnął i pocałował mnie w głowę.
- Dobranoc - mruknęłam i bardziej się w niego wtuliłam. Przez jakiś czas nie mogłam zasnąć, ale w końcu tak się stało...

***kilka dni później***

Właśnie wysiedliśmy z samolotu. Tak, wróciliśmy. Było super!
Dwa dni po pojedynku na plaży 'wyjaśniłam' sobie wszystko z Horanem. Chociaż nie wiem czy to słowo jest odpowiednie...Raczej...Pokłóciliśmy się jeszcze bardziej. Ale trudno. To jego wina. On powiedział, że wszystko co mówił było kłamstwem i zemstą. I, że gdyby nie Louis i to, że do niego wróciłam to bym cierpiała. Chciał mnie w sobie rozkochać, a potem zostawić. Ale ja się cieszę, że tak się nie stało! Chyba bym wtedy sobie tego nie wybaczyła. Wyzwał mnie od szmat, a ja nie byłam mu dłużna i również go wyzywałam. Skończyło się tym, że Madi i Louis siłą mnie od niego odciągnęli. I od tamtej pory nie widziałam ani jego ani Liama. Zabrali swoje rzeczy i podobno poszli do tej kuzynki blondyna, bo miała dwa miejsca wolne w pokoju. I ja się teraz pytam. Po cholerę on się pchał do nas jak miał wolne tam?! Ale odpowiedzi na to pytanie nie dostałam i nie dostanę.
Kolejnego dnia chodziłam zła i wszystko mnie denerwowało. Po południu Madi wyciągnęła mnie na plażę i nie pozwalała wrócić do domku przez cztery godziny! Próbowałam coś z niej wyciągnąć, ale ona nie! Jak się uparła to nie mogłam tego znieść. W końcu pozwoliła mi wrócić jak tylko dostała sms-a. Myślałam, że ją uduszę. I do tego tylko ja miałam iść do domu! Ona sobie siedziała spokojnie na plaży, za dala od wszystkich ludzi i jak później zauważyłam szedł do niej Zayn i Harry. Nie dowiedziałam się za wiele dopóki nie doszłam, a była to godzina 17! Kiedy tylko przekroczyłam próg nogi się pode mną ugięły. Dosłownie, bo na chwilę straciłam równowagę. Dookoła, po całym domku rozsypane były płatki róż i innych kolorowych kwiatków. Na środku pokoju stał stolik, na którym były dwa kieliszki, świecie i dwa talerze. Na talerzach leżało jakieś jedzenie, ale nie mogłam zobaczyć co to. Na naszym łóżku z płatków różowych róż ułożone było serce...Koło stolika stał Louis i cały czas się do mnie uśmiechał. Wtedy też jak się okazało mieliśmy cały domek dla siebie do północy. I zgadnijcie co się wtedy stało?! Kochaliśmy się!! Nadal nie mogę w to uwierzyć. Był taki delikatny i czuły. Potem zasnęliśmy w swoich objęciach. Reszta wycieczki minęła w spokoju i ciszy. Dobrze się bawiliśmy.
- Gdzie twój tata? - z transu wyrwał mnie głos Louisa. Wzruszyłam ramionami.
- Zaraz powinien być - odpowiedziałam i rozejrzałam się dookoła.
- Poczekać z tobą? - spytał.
- Wracaj do domu z chłopakami. Zadzwonię do niego, nie martw się.
- Dobra, ale uważaj na siebie ok? - spytał i przyciągnął mnie za pas.
- Oczywiście - mruknęłam i go pocałowałam. Pogłębił pocałunek, ale został on przerwany przez chrząknięcie za mną. Oderwaliśmy się od siebie, a ja się odwróciłam.
- Tato! Tęskniłam! - krzyknęłam kiedy zauważyłam mojego tatę razem z Bradem. Rzuciłam mu się w ramiona mocno przytulając.
- Ja też skarbie - powiedział i się zaśmiał. Puściłam go i odwróciłam się napotykając spojrzenia Louisa, Harrego i Zayna. Madi już wróciła do domu.
- Widzimy się wieczorem? - spytałam. Pokiwali głowami i odeszli.
- Fajnie było? - spytał mój brat. Kiwnęłam głową i razem z nimi ruszyłam do samochodu. Opowiadałam im po drodze o wszystkim co mi się przytrafiło. Oczywiście pominęłam kilka szczegółów, ale to nie ważne.

***

- Stella co chcesz do picia? - spytała Esmeralda.
- Sok pomarańczowy - uśmiechnęłam się i wzięłam kęsa kurczaka do ust. Właśnie siedzimy sobie przy stole i jemy obiad, który oczywiście został przyrządzony przez Esmeraldę. Opowiedziałam im prawie wszystko co działo się na wycieczce, pokazałam kilka zdjęć, które zrobiłam i oczywiście mocno przytuliłam wszystkich po kolei.
- Jak dobrze, że wróciłaś! - krzyknął nagle Brad. Przekrzywiłam głowę w bok, w ogóle nie rozumiejąc o co mu chodzi.
- Dlaczego? - spytałam.
- Jak ciebie nie było to byłem smutny - powiedział i zrobił minę szczeniaczka. Zaśmiałam się lekko, a on kontynuował. - A do tego Mike chciał się z tobą zobaczyć, i chciałem...chciałem...- zaczął się jąkać. - Chciałem...Chciałem...Żebyś zabrała nas na imprezę! - powiedział na jednym tchu, a ja się zaśmiałam. Spojrzałam na tatę, który siedział i wzrokiem wypalał dziurę w moim ciele. Ups...
- Ja...Spoko - powiedziałam i się zaśmiałam.
- Nigdzie nie idziecie! - krzyknął nagle tata.
- Ale dlaczego? No tato... - przeciągnęłam i usiadłam na krześle obok, tak aby być przy nim - Proszę - zrobiłam 'słodkie' oczka i na niego spojrzałam.
- Powiedziałem nie. Pamiętasz co było na ostatniej imprezie? - spytał, a mi przypomniał się wieczór przed wyjazdem.
- No dobra, przyznaję, że byłam trochę nieodpowiedzialna, ale no...Obiecuję, że teraz będzie lepiej...
- Nie, nie i jeszcze raz nie. Chcesz to możesz iść sama, jesteś już pełnoletnia, a on zostaje w domu - powiedział.
- Jak to? - spytał piskliwym głosem mój braciszek.
- Tak to...
- Foch - krzyknął Brad i odszedł od stołu. Wywróciłam oczami i wróciłam na swoje miejsce. Do końca obiadu nikt się nie odzywał, a Brad nie zszedł już na dół.
- Tato... - zaczęłam, ale mi przerwał.
- Nie Stella. On jest niepełnoletni i nie może pić alkoholu, ty też nie powinnaś więc ty też nie możesz iść - powiedział dokładnie akcentując każde słowo.
- Nie wierzę... - zaczęłam. - Jesteś taki sam jak matka - powiedziałam i odeszłam od stołu. Może przesadziłam, bo tata wcale taki nie jest, ale no...To był impuls. Tak jak wszystko co robię. Potrząsnęłam głową i chciałam zawrócić i przeprosić, ale usłyszałam krzyk ojca i trzask drzwi. Co.Ja.Zrobiłam?! Jaka ja jestem głupia! Kiedy już jest wszystko dobrze, to ja muszę wszystko zniszczyć! Nienawidzę się! Walnęłam pięścią w ścianę na korytarzu, a następnie po niej zjechałam, chowając głowę w kolanach. Łzy zaczęły zbierać się w moich oczach, ale poczułam nagle dłonie na plecach. Podniosłam wzrok i napotkałam smutne spojrzenie Esmeraldy. Chwila...Czy ona ma czerwony policzek?! Zaczęłam głośno płakać i się do niej mocno przytuliłam.
- Co ja zrobiłam...Jestem taka głupia...Ja nie chciałam...Jak tak nie myślę...Tata jest super...To ja jestem okropna...Przepraszam...Przepraszam, przepraszam - zaczęłam mówić jak najęta przez łzy. Kobieta poklepała mnie po plecach i lekko od siebie odsunęła.
- Nie mów tak. Masz prawo się zezłościć jak każdy. Twój tata trochę za ostro zareagował, ale przejdzie mu. Nie martw się - powiedziała i lekko się uśmiechnęła. Widziałam w jej oczach łzy, ale starała się być silna. W przeciwieństwie do mnie, bo ja tego nie potrafię.
- Moje życie jest do dupy. Kiedy już wszystko się układa ja coś niszę, a potem muszę to naprawiać, a to wszystko jest tak cholernie trudne...Nie chcę...Nie chcę takiego życia...Ja...Muszę...Muszę się wyprowadzić i zniknąć z waszego życia raz na zawsze...







Uwaga! Uwaga! Od teraz i na długi czas obowiązuje zasada! 10 komentarzy = następny rozdział. Może być więcej ale minimum 10! ( Jak będzie 3 kom więcej to jeden dzień szybciej dodam rozdział! Jak 6 więcej to dwa dni szybciej! ) Mam nadzieję, że nie będzie wam to przeszkadzać? Oh...I proszę was...Jak dodajecie komentarz to choć trochę się wysilcie, bo słowa typu ''super, czekam na następny'' nie bardzo motywują. Napiszcie co sądzicie, co chcieli byście zmienić, wszystko co myślicie o tym opowiadaniu, ok? Tylko tak dłuuugo żebym ja też miała co poczytać. ^^
A rozdział...Podoba się? Nie będę już wam tłumaczyć, dlaczego taki krótki, bo sama do końca nie znam powodu. Jak tylko go odkryję to wam powiem.. :)
Kolejny będzie 22 lub 23 czerwca, a potem? Pewnie 26 dwa rozdziały (może) i przerwa! Ale to napiszę w następnym rozdziale albo w 33 :D
Pozdrawiam, 
Violette xoxo

piątek, 13 czerwca 2014

Rozdział 30 ,,Ściągnij koszulkę...''

**oczami Stelli**
Kiedy tylko wyszłam z Louisem z domku zaczęłam śmiać się jak opętana. Ciekawiło mnie jak poradzi sobie Zayn i jak zareaguje Madi.
- Serio? Idziemy na plażę? - spytałam przez śmiech przypominając sobie słowa Lou.
- A ty wymyśliłabyś coś innego? - spytał z udawaną powagą.
- Może i nie, ale powiedziałabym to bardzo przekonująco - uśmiechnęłam się i złapałam mojego chłopaka za rękę. Ale ja się cieszę, że między nami wszystko ok. I mam nadzieję, że tak zostanie na długo.
- Nie mądrzyj się - szturchnął mnie lekko. Szliśmy pomostem i cały czas się popychaliśmy.
- Patrz mewa! - krzyknął nagle Lou i wskazał palcem niebo za mną. Odwróciłam się, ale nic nie zobaczyłam, ale za to po chwili poczułam jak łapie mnie w pasie i popycha do wody. W ostatniej chwili zdążyłam złapać go za rękę i wpadł razem ze mną. Wynurzyłam się i utrzymywałam na powierzchni, ale nie dotykałam piasku. Zaczęłam rozglądać się dookoła, ale nigdzie nie widziałam Louisa. Ogarnęła mnie panika i kiedy już miałam go wołać poczułam jak coś ciągnie mnie pod wodę, a następnie całuje. Po chwili się wynurzyliśmy.
- Głupek! - krzyknęłam i walnęłam w taflę wody.
- Ale twój głupek! - uśmiechnął się i poruszał zabawnie brwiami.
- Mój - mruknęłam i tym razem to ja go pocałowałam, ale nie pod wodą. Jakie szczęście, że nie zdążyłam założyć butów, bo teraz pewnie pływały by po dnie. Moja spódnica, którą założyłam rano podniosła się do góry i pływała po powierzchni wody. [zobacz]. A moje włosy? Lepiej nie gadać...
Po jakichś 20 minutach 'zabawy' w wodzie wyszliśmy i skierowaliśmy się do domku. Kiedy tylko weszliśmy zobaczyliśmy Zayna i Madi, całujących się. Wiedziałam.
- Ekhem - odchrząknęłam. Oderwali się od siebie i na nas spojrzeli.
- My tylko... - zaczął Zayn.
- Jesteśmy razem - dokończyła Madi z szerokim uśmiechem. Podskoczyłam i klasnęłam w dłonie. Cieszę się razem z nią. Ona też zasługuje na szczęście, jak każdy z resztą...Przypomniałam sobie o moim stroju więc podeszłam do mojej walizki, z której wyjęłam parę szortów, koszulę na ramiączkach i górę od bikini. [zobacz] . Powędrowałam z tymi ciuchami do łazienki i tam się w nie przebrałam. Gdy wyszłam założyłam jeszcze sandały, rozczesałam włosy i zaplotłam w koński ogon.
- Gdzie idziecie? - spytała brunetka, która siedziała na swoim łóżku w objęciach Zayna.
- Na plażę, a wy idziecie z nami - uśmiechnęłam się. Zgodzili się i pół godziny później siedzieliśmy na ciepłym piasku i się opalaliśmy.
- Co będziemy dzisiaj robić? - spytała nagle Madi. Podparłam się na łokciach na kocu i na nią spojrzałam.
- Będziemy tu leżeć - uśmiechnęłam się.
- Cały dzień? - jęknęła nie zadowolona. Pokiwałam głową i odwróciłam się w stronę Louisa. Spał. Chyba. Nachyliłam się nad nim i lekko pocałowałam jego usta, ale kiedy chciałam się odsunąć zostałam przyciągnięta tak, że leżałam na nim.
- Co robisz? - spytałam starając się nie roześmiać.
- Trzymam moją dziewczynę - uśmiechnął się szeroko i cmoknął mnie w nos. Zachichotałam jak mała dziewczynka i opadłam na jego klatkę piersiową.
- Brakowało mi tego - mruknęłam wsłuchując się w bicie jego serca.
- Mi też - powiedział.
- Jesteście tacy słodcy! - krzyknęła nagle Madi. Kilkoro przechodzących ludzi spojrzało się na nią jak na wariatkę, ale poszli dalej.
- Wy też jesteście - wskazałam palcem na nią i Zayna, która spał na jej brzuchu. Nigdzie nadal nie widziałam Harrego, ale stwierdziłam, że dobrze się bawi gdzieś indziej.
Ciekawa jestem czy będę kiedyś naprawdę szczęśliwa. Czy założę rodzinę? Czy będę mogła oglądać małe bobaski raczkujące po dywanie? Czy będę zdrowa? I najważniejsze, czy cały czas będę z Louisem?
- Co ty na to? - szturchnęła mnie Madi.
- Co? - spytałam zdezorientowana, bo nie słyszałam pytania.
- Pytałam czy pogramy w prawda czy wyzwanie - wywróciła oczami. Pokiwałam głową na znak zgody i wstałam z ciepłego ciała Louisa. On również podniósł się do pozycji siedzącej.
- Ale ej...Za mało nas jest - jęknęłam niezadowolona. No bo...Jak grać w takie coś w cztery osoby? To niefajne...
- Zawołaj kogoś jak taka mądra jesteś - powiedziała Madi.
- Dobra. Zaraz wracam - rzuciłam i szybko wstałam. Otrzepałam spodenki z piasku i ruszyłam w kierunku domku Christiana. Kiedy tylko stanęłam przed drzwiami mocno zapukałam, a po chwili otworzył mi Jackson. Posłałam mu szeroki uśmiech i nie czekając na zaproszenie weszłam do środka.
- Gdzie reszta? - spytałam.
- W pokoju - mruknął i zamknął drzwi. Po chwili stałam na środku ich pokoju z rękami założonymi na biodrach.
- Wyście poszaleli? - spytałam i starałam się wyglądać na złą. No bo kto słyszał być na wakacjach w takim miejscu, a leżeć na łóżku i grać na konsoli lub patrzeć w sufit? Chyba tylko oni tak robią.
- O co ci chodzi? - spytał Daniel i się podniósł.
- Ładna pogoda, słoneczko świeci, a wy w domu? Całą piątką ruszać dupska i chodźcie na plażę. Pogracie ze mną i moimi przyjaciółmi. A! I jeśli możecie to weźcie ze sobą jeszcze kogoś. I nie chcę słyszeć sprzeciwu! Macie 5 minut! - krzyknęłam ostatnie zdanie i wyszłam. Skierowałam się z powrotem na plażę. Kiedy tam doszłam zauważyłam Harrego, który rozmawiał z Louisem. Obok Zayna siedziały trzy dziewczyny. Jedna ruda, druga brunetka, a trzecia to typowy plastik. I z tego co zauważyłam to aż śliniła się na widok...mojego Louisa! Usiadłam sobie między nogami Louisa opierając się o jego tors. Objął mnie ramionami, a ja się uśmiechnęłam.
- Przyjdzie ktoś? - spytał Zayn.
- Chłopaki i mają kogoś jeszcze wziąć - powiedziałam. Po chwili tak jak powiedziałam przyszli chłopaki, a za nimi przyszły cztery dziewczyny. Przypatrzyłam im się i mogę śmiało powiedzieć, że urwały się z kosmosu. Jedna miała różowe włosy, druga miała fioletowe, trzecia zielono-niebieskie, a czwarta czerwone. Przez myśl przeszło mi, że może one naprawdę są z kosmosu, ale to chyba nie możliwe, prawda? Prawda? Bo jeśli to jest możliwe, to właśnie siedzę przed kosmitkami.
Wszyscy usiedli w kółku gdzie było miejsce i ktoś położył butelkę na środku. Ja sama usiadłam obok Louisa, a po mojej drugiej stronie miejsce znalazł sobie Zayn, a obok niego Madi. A obok Louisa siedział ten jebany blond plastik. Pierwszy kręcił Harry. Wypadło na tą w różowych włosach.
- Prawda czy wyzwanie?
- Prawda.
- Jesteś jeszcze dziewicą? - spytał, a wszyscy zachichotali.
- Tak - odpowiedziała bez żadnego zawahania, a śmiech stał się głośniejszy. Ona tylko wzruszyła ramionami i wzięła butelkę. Zakręciła i wypadło na Lucasa. Wybrał wyzwanie.
- Pocałuj Emily - powiedziała. Przekrzywiłam głowę w bok tak samo jak Lucas.
- Która to? - spytał i podrapał się po karku.
- Ta w czerwonych - odezwała się zielonowłosa. Ona przypomina mi syrenkę. Chłopak pochylił się w jej kierunku i lekko pocałował, ale kiedy chciał ją zostawić ona go przyciągnęła. Zachichotałam tak samo jak Madi. Na jego szczęście Daniel ją szturchnął, a ona go puściła. Nagle poczułam jak Lou się wzdrygnął więc pochyliłam się do tyłu i zobaczyłam jak blondi próbuje złapać Louisa za rękę.
- Weź zostaw mojego chłopaka - warknęłam zła. Szybko go zostawiła i spuściła wzrok. O...Jakaś nieśmiała...
- Ally prawda czy wyzwanie? - spytała ruda patrząc na plastik. Czyli nazywa się Ally.. Nawet nie zauważyłam kiedy wypadło na nią.
- Wyzwanie.
- Ściągnij koszulkę i zostań bez niej do końca gdy - powiedziała. Oho...Blondynka wzruszyła ramionami i wykonała polecenie. Wzięła butelkę i nią zakręciła. Wypadło na...mnie.
- Wyzwanie - powiedziałam za nim zdążyła zadać mi pytanie.
- Zatańcz coś - powiedziała z chytrym uśmiechem. Skąd ona wie, że ja tańczę? Chwila...Nie wie. Chce żebym się upokorzyła. To się przeliczy. Wstałam i stanęłam z boku. Wszyscy przekręcili się tak aby widzieć moje poczynania. Spojrzałam na moją przyjaciółkę, a ta szeroko się uśmiechnęła.
Pstryknęłam sobie na początek trzy razy palcami aby wyczuć jakiś rytm i zaczęłam. Usłyszałam ciche prychnięcie ze strony Ally, ale miałam to w dupie. Zaczęłam tańczyć i czułam, że żyję. Taniec to coś co kocham i kochać będę zawsze. Po chwili usłyszałam jak Madi, Zayn, Louis i Harry zaczynają klaskać, a do nich dołącza się reszta. Oczywiście oprócz Ally. Skończyłam i się ukłoniłam. Wszyscy klaskali jakby to było nie wiadomo co. A to tylko zwykły taniec.
- Wow - usłyszałam ze strony syrenki.
- Gdzie nauczyłaś się tak tańczyć? - spytał Christian. Wzruszyłam ramionami, bo sama do końca nie znałam odpowiedzi na to pytanie. Sama z siebie, chyba.
- Pff...To miało być coś? Weź się nie ośmieszaj, ty tańczyć nie umiesz -prychnęła blondynka i wstała.
- Och do prawdy? - spytałam ze złością i do niej podeszłam. Z chęcią bym jej włosy wyrwała, ale nie mogę być taka agresywna.
- Umiem lepiej - powiedziała.
- To wyzwanie? - spytałam podnosząc wyżej brwi.
- Tak - odpowiedziała pewna siebie.
- Dobra! Za godzinę na plaży. Ocenia publiczność. Zbierz jak najwięcej ludzi....









Przepraszam za jednodniowe opóźnienie i za to, że taki krótki, ale ostatnio dużo się dzieje, a ja nie ogarniam własnego życia...Wybaczcie...
Wybił 30! Podoba się? Mam nadzieję, że tak. A teraz sprawa. Mogę was prosić abyście wszyscy skomentowali ten rozdział? Bardzo mi na tym zależy, bo wiecie...To już 30...Ja się tak bardzo staram pisać...Wy też się postarajcie i napiszcie komentarz. Jak najwięcej. Ale to nie znaczy, że jakaś określona ilość. Po prostu tyle ile dacie radę. To tak niewiele, a tak bardzo wyraża wasze podziękowanie. Przynajmniej w moim rozumowaniu xD.
Kolejny pojawi się 18 lub 19 czerwca. :)
Pozdrawiam 
Violette xoxo

sobota, 7 czerwca 2014

Rozdział 29 ,,Idziemy na plażę!''

**oczami Madi**
Obudziłam się strasznie nie wyspana. Mimo iż cały czas spałam wtulona w Zayna to i tak to nic nie dało. Ale to co zobaczyłam później zupełnie zbiło mnie z tropu. W pierwszej chwili nie mogłam oddychać, a w drugiej skakałam z radości. Oczywiście po cichu. Zayn patrzył na mnie jak na wariatkę, ale kiedy zobaczył mój powód radości, również się uśmiechnął.
- Pogodzili się? - spytał zaspanym głosem Harry.
- Na to wygląda - uśmiechnęłam się patrząc na moją przyjaciółkę, ubraną w bluzkę Louisa i do niego przytuloną. Bo nie wydaje mi się, że zrobiła to z nienawiści. Oni muszą być razem i koniec. Pasują do siebie, nawet bardziej niż ja i Zayn!
- Co robimy? - spytał mulat. Wzruszyłam ramionami i wzięłam telefon w swoje dłonie. Włączyłam aparat i pstryknęłam im fotkę. Muszę mieć jakąś pamiątkę! Oni są tacy słodcy jak są razem. Nagle usłyszałam ciche pomruki ze strony blondynki. Po chwili otworzyła oczy i się uśmiechnęła. Chyba nie zauważyła, że się jej przyglądamy. Kiedy tylko zdała sobie z tego sprawę poprzez rozejrzenie się po pokoju, zrobiła się cała czerwona i zakryła twarz dłońmi. Zaczęliśmy się śmiać, tym samym budząc Louisa. Chłopak popatrzył na nas, ale po chwili jego wzrok utkwił w dziewczynie obok. Uśmiechnął się do niej, a następnie pocałował.
- Słodko! - krzyknęłam uradowana. Oderwali się od siebie i spojrzeli na mnie.
- Chyba obrzydliwie - powiedział Harry.
- Sam jesteś obrzydliwy - walnęłam go w ramię i wszyscy zaczęli się śmiać. Chciałam powiedzieć aby przestali, bo obudzą Horana, ale przypomniałam sobie, że wyszedł jak tylko zobaczył Stellę z Louisem. Tak samo Liam.
- Kiedy? - spytałam. Spojrzeli na siebie, a później na mnie.
- W nocy - odpowiedziała uśmiechnięta Stella. Lubię patrzeć jak jest szczęśliwa. Bo gdy ona cierpi to cierpią wszyscy. A zwłaszcza ja, bo jestem jej przyjaciółką, prawda?
- Gratki - mruknął Harry, a po chwili nie było go w domku. 
- Co mu? - spytała zdezorientowana Stella. Wzruszyłam ramionami i ruszyłam za nim.
- Czekaj! - krzyknęłam i szybko do niego podbiegłam. Złapałam za ramię i odwróciłam do siebie. Wydałam z siebie cichy pisk kiedy go takiego zobaczyłam. On.płakał? To nie możliwe...Przetarłam oczy, ale on nadal tak wyglądał.
- Co się stało? - pisnęłam. Złapał mnie za rękę i pociągnął przed siebie. Zeszliśmy z pomostu i weszliśmy w jakieś krzaki, w których nikogo nie było.
- Ja... - zaczął, ale nie mógł dokończyć.
- Ty co? - spytała lekko zdenerwowana.
- Ja...Jestem zakochany - wysapał i wytarł policzek.
- To chyba fajnie, nie?
- No właśnie nie! Ja jestem zakochany w Stelli! - mruknął. Zatkało mnie. On co? Kiedy? Czemu? A co z Louisem? Milion pytań kręciło się w mojej głowie, ale na żadne nie znałam odpowiedzi.
- Ona wie? - zadałam tylko jedno.
- Nie, ale...znaczy...powiedziałem jej, że mi się podoba i że ją kocham, ale ona spała i tego nie słyszała - odpowiedział. Skinęłam głową i analizowałam jego słowa. Ona wie, ale nie wie, że wie.
- Czyli...Ona nie ma o tym pojęcia, tak? - spytałam żeby sprostować. Pokręcił przecząco głową i głośno westchnął.
- Ja wiem, że ona kocha Louisa i że są razem szczęśliwi, ale nie mogę tego zrozumieć. Chciałbym żeby była moja, ale wiem, że nigdy nie będzie, niezależnie jak bardzo bym się starał. A po za tym to nie mogę. Nie mogę tego zrobić Louisowi, to mój przyjaciel. Przejdzie mi, na pewno. - powiedział i się odwrócił.
- Jesteś wspaniałym przyjacielem - uśmiechnęłam się lekko. Spojrzał na mnie ostatni raz i odszedł. Nie powiem o tym nikomu. Nie jestem taka.

**oczami Harrego**
Wyrzuciłem to z siebie. Ulżyło mi i to bardzo. Wiem, że Madi nie powie nikomu, bo ona taka nie jest. To ona jest wspaniałą przyjaciółką, nie ja. Ja jestem okropny, bo jak mogłem zakochać się w dziewczynie przyjaciela? Tak robią tylko najgorsze sukinsyny. Szedłem powoli ze spuszczoną kiedy nagle na kogoś wpadłem i go przewróciłem. Właściwie to ją. Przede mną leżała słodka brunetka. Szybko podałem jej rękę, a ona z moją pomocą wstała.
- Przepraszam! - krzyknęła głośno.
- Nie, to moja wina. Muszę patrzyć gdzie idę - uśmiechnąłem się lekko. Jaka ona ładna!
- Lily - posłała mi szeroki uśmiech i podała rękę.
- Harry - uścisnąłem jej rękę.
- Jesteś dziś zajęty? - spytała nagle. WOW! Jaka ona bezpośrednia.
- Emm...Chyba nie - odpowiedziałem.
- Pójdziesz ze mną wieczorem na imprezę przy plaży?
- Em....Ja...Pewnie
- To super. Spotkamy się tu o 17 ok?
- Dobra. Ale wiesz co ci powiem?
- Hmm?
- Nigdy nikt nie zaprosił mnie na randkę po dwóch minutach znajomości - uśmiechnąłem się lekko.
- Widzisz...To już teraz tak - również się uśmiechnęła, a po chwili pobiegła do jakiejś dziewczyny. Nadal stałem w tym samym miejscu i analizowałem to co się przed chwilą stało. Ona mnie zaprosiła na randkę! A ja nawet jej nie znam! Dziwne...Ale wydaje się być fajna...

**oczami Zayna**
Kiedy tylko Madi weszła do domku od razu do niej podeszłem. Miałem świetny pomysł i chciałem go zrealizować. Rozmawiałem już o tym ze Stellą i Louisem i doradzili mi aby tak zrobić. Więc zrobię. A co do tej dwójki to dobrze, że się pogodzili. Nie wiem czy zniósł bym ich dalsze kłótnie i humorki blondynki. Nie to, że coś...Ale jest strasznie denerwująca. Ale...Jest moją przyjaciółką i jakoś to zniosę. Może nie jesteśmy tak blisko, ale chyba możemy nazywać się przyjaciółmi, prawda? Ale wracając do Madi...Złapałem ją za rękę i poprowadziłem na nasze łóżko i kazałem jej usiąść. Posłusznie wykonała moje polecenie, a ja popatrzyłem znacząco na Lou i Stellę.
- Em...To my ten...Będziemy już szli...Bo...Idziemy na plażę! - krzyknął zająkany Louis. Chciałem przywalić mu w ten jego móżdżek, ale już go nie było. Stella zamknęła drzwi za nimi, ale przed tym pokazała kciuk do góry. Kiedy zostaliśmy sami wziąłem głęboki wdech i złapałem ją za ręce.
- Coś się stało? - spytała zmartwiona. I to w niej kocham. Martwi się zawsze o wszystkich, ale nigdy o siebie. A ktoś musi się o nią troszczyć, prawda? I postanowiłem, że to będę ja...
- Nie, znaczy tak, znaczy nie wiem. - zacząłem się plątać w słowach.
- Wysłów się wreszcie - popędziła. Kurczę...Jak mam to zrobić kiedy przede mną siedzisz?
- Bo ja...Ja cię kocham! - powiedziałem głośno. Chyba trochę za głośno. Brunetka otworzyła buzię, ale nie wiem czy z wrażenia, czy z rozbawienia. Fakt. Nie przemyślałem tego tak do końca. A co jak mnie wyśmieje? Nie czuje tego co ja? Chociaż po jej ostatnim zachowaniu nie wiem. Przytulała się do mnie i w ogóle...Ale to przecież mogło dla niej nic nie znaczyć.
- Zayn ja... - zaczęła, ale przerwałem jej ruchem dłoni.
- Przestań. Zrobiłem z siebie pajaca. Zapomnij o tym co powiedziałem - mruknąłem i wstałem. Chciałem dać krok do przodu, ale pociągnęła mnie za rękę przez co wylądowałem na niej.
- Chciałam powiedzieć, że też cię kocham - szepnęła i mocno mnie pocałowała...









Dzisiaj rozdział z perspektywy Madi, Harrego i Zayna. Podoba się? Chciałam napisać go tak gdyż o nich jeszcze nie było, a w końcu musicie wiedzieć jak to wygląda z ich perspektywy, nie? 
I bardzo, bardzo przepraszam że dodałam dzisiaj, bo miał być wczoraj ale nie miałam czasu na napisanie go! Wybaczcie! Teraz też pisząc cały czas nie mogłam się skupić przez głupią kosiarkę za oknem i wyszło jak wyszło. Krótko i beznadziejnie, ale kolejny postaram się napisać lepiej.
Jakiś komentarz od każdego? Jeden malutki, dwa, osiem? Proszę? 
A jak nie to mogę was zaszantażować? Plose? I tak to zrobię. Postarajcie się zostawić pod tym rozdziałem 20 komentarzy? Wiem, że to dużo, ale chciałabym tyle zobaczyć. Bo w końcu każdy rozdział ma mniej więcej 80 wyświetleń (niektóre więcej), a tylko parę komentarzy. Proszę.
Kolejny będzie 12 lub 13 czerwca. (jeśli będą komentarze) :)
AAA! I zapomniałabym bardzo bardzo bardzo zapraszam was na mojego bloga którego piszę razem z Nathalie, jest on o dwóch gangach i dopiero zaczynamy http://hate-love-one-direction.blogspot.com/. - Dwie dziewczyny niedawno wyszły z poprawczaka i założyły największy gang w Londynie. Są postrachem wielu ludzi, ale gdy przyjeżdża obcy gang rozpętuje sie wojna. Czy uda im się pogodzić? A może ich relacje się nie zmienią? Ktoś sie zakocha? A może wszyscy zginą? Sprawdź sam czytając bloga.  
A co do bloga tamtego co zacznę w sierpniu to będę go prowadzić i nie sama tylko poszukam kogoś. Ale to w sierpniu. :)
Pozdrawiam,
Violette xoxo

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Rozdział 28 ,,I odeszła...''

Chcesz kolejny? Proszę o komentarz po przeczytaniu. :)

Kiedy moje oczy przyzwyczaiły się do ciemności zobaczyłam Louisa, który...płakał? Tak, chyba tak. Siedział skulony na łóżku i co chwilę pociągał nosem. Wszyscy spali, a Harry nawet pochrapywał. Zaśmiałam się lekko pod nosem, ale Louis chyba nawet mnie nie zauważył. Spojrzałam na niego i toczyłam wewnętrzną walkę ze sobą. Podejść czy wyjść niezauważona? Nie umiem...Nie umiem patrzeć jak osoba, którą kocham (?) cierpi. Bo chyba nadal go kocham, nie? Dobra, i tak wiem, że kocham. Stella ruszaj dupsko i do niego podchodź. Powoli i jak najciszej stawiał kroki w stronę łóżka. Chłopak co chwilę ocierał oczy rękawem. Serce krajało mi się na ten widok. Jestem okropna. Madi miała rację, jestem żałosna. Najpierw się tnę, bo myślę, że mnie zdradził, później płaczę, bo tak się nie stało. Chcę do niego wrócić, ale tego nie robię. Zamiast tego udaję, że jestem z Horanem, którego nienawidziłam. On mnie przeprasza, a ja co? Wychodzę. No Stella, pogratulować inteligencji.
- Louis - szepnęłam i położyłam dłoń na jego ramieniu. Wzdrygnął się i odwrócił. Kiedy zobaczył, że to ja z jego oczu wypłynęło więcej łez. Pierwszy raz widzę jak on płacze. Ostatnimi czasy to ja to robiłam.
- Odejdź - mruknął pod nosem i strzepnął moją dłoń.
- Nie, nie odejdę - powiedziałam i usiadłam obok niego. To będzie trudna rozmowa. Jeśli w ogóle będzie.  Bo przecież może mnie spoliczkować, zwalić z łóżka i wygonić. Albo on może wyjść.
- Proszę porozmawiajmy - szepnęłam i znów położyłam dłoń na jego ciele. Tym razem jej nie ruszył. 
- Mów - powiedział i wytarł ostatnie łzy z policzków. Rozejrzałam się po pomieszczeniu, jakby szukając ratunku. Ale go nie znalazłam.
- A może wyjdziemy na dwór? - spytałam. Po części dlatego, że potrzebuję świeżego powietrza, a po części dlatego, że tutaj reszta może wszystko słyszeć. Oczywiście nie mam zamiaru krzyczeć, ani nic z tych rzeczy, ale mogą podsłuchiwać.
- Okej - mruknął i wstał. Zrobiłam to samo i po chwili byliśmy na dworze. Chciałam usiąść na schodkach, ale Louis pokazał palcem koniec pomostu gdzie nikogo nie było. Kiwnęłam głową w znaku zgody i po chwili siedzieliśmy na drewnianym moście. Nogi zwisały w dół, ale nie dosięgały wody.
- No to... - zaczął, ale mu przerwałam. To ja będę mówić. On będzie słuchał.
- Po prostu mnie posłuchaj, dobrze? - spytałam, a kiedy kiwnął głową wzięłam głęboki wdech i wydech.
- Ja...Przepraszam - zaczynam, ale brak mi słów. Nie mam pojęcia co mam dalej powiedzieć. Podnosi na mnie wzrok i marszczy czoło.
- Za co?
- Ymm...Ja...Ten...Zachowałam się jak kompletna idiotka - w końcu wypuszczam jakieś słowa z ust.
- To nie twoja wina - mruknął.
- Jak to nie? To wszystko tylko i wyłącznie moja wina. Jak tylko dostałam sms-a od Larrisy to się załamałam. Nie zastanowiłam się nawet nad tym czy to prawda czy nie i po prostu się...pocięłam. Byłam zła. Czułam się zdradzona przez osobę, którą kocham. Zależało mi na tobie i to był straszny cios w serce. Zresztą dalej mi zależy. Później w samolocie napisała mi, że kłamała i dałam się nabrać. Zrozumiałam jaką jestem idiotką i, że na ciebie nie zasługuję. - mówiłam, a kiedy on otwierał usta aby coś powiedzieć, przerwałam mu gestem ręki i kontynuowałam - Jesteś cudowny, a ja...jakaś niedorozwinięta. Popatrzyłam na ciebie i zrozumiałam ile straciłam. Przez własną głupotę. Później powiedziałeś mi, że z kimś się spotykasz. To było jeszcze gorsze. Płakałam. Potem przyszedł Horan. Zaproponował abym udawała jego dziewczynę przed kimś tam. Nie zastanowiłam się i po prostu się zgodziłam. Chciałam się zemścić za to, że kazałeś mi tak cierpieć. Ale wtedy pomyślałam, że to ty bardziej cierpisz przez moją głupotę. Słyszałam jak rozmawialiście w krzakach, że masz kogoś pocałować, ale nie jestem pewna o kogo chodziło. I wtedy przyszła taka dziewczyna i ja się jej wyżaliłam. Powiedziała, że to dobrze, że mnie zmieniłeś - znów otworzył usta, ale ja dalej mówiłam - I odeszła. Siedziałam i myślałam. Nie wymyśliłam nic logicznego więc wstałam i wracałam do domku. I wtedy spotkałam Christiana, tego chłopaka co mieszka na przeciwko nas, i zaprosił mnie do siebie. Zgodziłam się i jak siedziałam z nimi i jego kolegami wtedy wszystko zrozumiałam. Dzięki nim. Zrozumiałam, że jeśli teraz do ciebie nie przyjdę i nie porozmawiam to stracę cię na zawsze, a tego nie chcę. - zakończyłam swoją wypowiedź i wytarłam mokre policzki.
- Ja.. - zaciął się.
- Louis zmieniłeś mnie. Nie potrafię stwierdzić czy na gorsze czy na lepsze, ale zdecydowanie mnie zmieniłeś. Przez ciebie zrobiłam się uczuciowa i w ogóle, a przecież taka nie byłam, nie? Powinnam ci za to dziękować, ale nie umiem. Żadne słowa nie wyrażą tego co czuję. Louis ja...Przepraszam za wszystko co zrobiłam. Ja...Kocham cię - powiedziałam i się rozpłakałam. W ogóle nie mogłam zapanować nad uczuciami, które mną targały. To takie trudne.
- Teraz ty posłuchaj mnie, dobrze? - spytał, a ja kiwnęłam głową. Nie byłam w stanie więcej powiedzieć przez szloch wydobywający się z moich ust. - Po pierwsze nie płacz - zaczął i sięgnął dłonią do mojego policzka. Wytarł kciukiem łzy po nim spływające i kontynuował - Po drugie z nikim się nie umawiam. Powiedziałem to tylko dlatego żebyś była zazdrosna. Masz rację cierpiałem. Nawet bardzo. Ale kiedy przypadkiem zobaczyłem jak całujesz się z Horanem na plaży - powiedział, a mnie zamgliło. On to widział? - Załamałem się. Madi cały czas powtarzała, że zrozumiesz swój błąd i do mnie wrócisz, ale kiedy dzisiaj wyszłaś z domku straciłem nadzieję. A wtedy w tych krzakach? Oni chcieli abym pocałował jakąś dziewczynę na twoich oczach i wtedy byś do mnie wróciła. Nie chciałem tego zrobić. Powiedziałem, że jeśli będziesz chciała to sama mi wybaczysz. Zachowałem się jak pajac, ale ja...również cię kocham. Bardzo mocno cię kocham Stella - zakończył.
Patrzyłam z niedowierzaniem prosto w jego oczy. Jak mogłam być tak podła? Jak mogłam go tak krzywdzić? Cały czas wydawało mi się, że to ja cierpię najbardziej. Ale tak nie było. Jestem egoistką.
- Czyli mi wybaczasz? - spytałam niepewnie. Muszę wiedzieć na czym stoję.
- Oczywiście. A! I to ja nie zasługuję na ciebie - uśmiechnął się lekko. Pokręciłam głową nie zgadzając się z nim. To nie prawda. To ja na niego nie zasługuję. Nie wiem jak mogłam tego wcześniej nie zauważyć.
- Kocham cię - mruknęłam i się do niego przysunęłam.
- Ja ciebie bardziej - szepnął i zbliżył się do moich ust. Po chwili nasze języki tańczyły wspólny taniec według własnego rytmu. Jezu! Jak ja go kocham! Nie wierzę, że mogłam go stracić przez własną głupotę. Kiedy tylko się od siebie odsunęliśmy uśmiechnęłam się szeroko.
- Wracamy do domku? - spytałam cicho. Nie chciałam przerywać tak pięknej chwili, ale robiło mi się zimno. A poza tym to jest już późno. Bardzo.
- Jasne - uśmiechnął się i wstał. Uczyniłam to samo i po chwili za rękę szliśmy przed siebie. Cały czas miałam uśmiech na twarzy i nawet nie było widać, że przed chwilą płakałam.
Kiedy doszliśmy wszyscy nadal spali. Louis zdjął buty, koszulkę i spodnie i położył się w samych bokserkach do łóżka. Popatrzyłam na niego i lekko zachichotałam. Poklepał miejsce obok siebie, a ja po chwili zastanowienia również się rozebrałam. Znaczy zdjęłam spódnicę i top, a na to założyłam jego koszulkę, którą mi wręczył. Była tak duża, że sięgała mi do połowy uda.Włosy związałam w kucyka aby mi nie przeszkadzały i położyłam się obok niego. Nakrył nas kołdrą, a ja się do niego bardziej przysunęłam. Głowę położyłam na jego rozłożonym ręku, a moją rękę na jego klatce piersiowej.
- Dobranoc skarbie - szepnął i cmoknął mnie w głowę. Z tej całej radości aż zadrżałam.
- Branoc - mruknęłam i zamknęłam oczy. Po chwili odpłynęłam w objęcia Morfeusza...






Witam! Oto i 28 rozdział. Wyszedł całkiem inaczej niż planowałam ale nie jest najgorzej. Co prawda kiedy wcześniej o nim myślałam miało być w ogóle inaczej, ale nie umiałam tego zrobić. Wiecie, że chciałam zrobić aby Stella bardziej cierpiała? Ale nie umiałam. Nie lubię czytać o cierpieniu. :c
Ale! Mam nadzieję, że wam się to podoba. 
Tak jak napisane wyżej. Chcecie rozdział kolejny to komentujcie ten. A następny pojawi się 6 czerwca ^.* 
Jak już pisałam, będzie druga część tego opowiadania. http://mistakes-one-direction.blogspot.com/ - I tak właściwie to napisałam tam już prolog, i bohaterów, ale ich nie dodaję, bo to wszystko zdradzi. A to ma być niespodzianka! Hihi.
Zapraszam również tu http://loveyouandhate.blogspot.com/. :)
Pozdrawiam 
Violette xoxo

czwartek, 29 maja 2014

Rozdział 27 ,,Wybacz mu''

- Że cię kocham...
- Ja...Nie mogę, przepraszam - szepnęłam i wybiegłam. Nie wierzę. On nie może mnie kochać. To nie tak ma być! Biegłam przed siebie nie rozglądając się. Chciałam być sama. Tylko ja i moje uczucia. Zwolniłam kiedy usłyszałam głosy. Głosy moich przyjaciół. Byli gdzieś w krzakach. Kierowałam się powoli w ich stronę i starałam się być jak najciszej. Kiedy byłam na tyle blisko aby ich słyszeć, ale aby mnie nie widzieli, stanęłam.
- Musisz ją pocałować - powiedział Harry. Ale nie wiedziałam kompletnie o co chodzi. O mnie?
- Ale ja nie potrafię! - bronił się Louis.
- Albo ją pocałujesz albo ją stracisz - warknęła Madi. Chwila...To chyba chodzi o mnie.
- Jak ją pocałuję to tym bardziej ją stracę! - krzyknął Louis.
- Kurwa! Albo to robisz, albo ja to załatwię! - krzyknął Zayn. Lekko przerażona cofnęłam się krok do tyłu. Ale oczywiście musiałam na coś nadepnąć. Jak się okazało była to gałązka, która pod moim ciężarem pękła wydając hałas. Wszyscy zamilkli, a ja modliłam się aby mnie nie usłyszeli. Jednak się przeliczyłam kiedy usłyszałam jak zbliżają się do mnie. Szybko zaczęłam się wycofywać, a gdy znalazłam się na piasku znów zaczęłam biec. Biegłam przed siebie ile sił i czułam jak zaraz się rozpłaczę. Kiedy zobaczyłam zakochaną parę w wodzie rozpłakałam się na dobre. Podbiegłam jeszcze kawałek i upadłam na ciepły piasek. Moje włosy dotykały ziemi przez co będę miała pełno piachu, ale teraz się tym nie przejmowałam. Przyłożyłam dłonie do twarzy i zaczęłam ryczeć jak głupia. Co robię źle? Gdzie popełniam błędy?
- Coś się stało? - usłyszałam głos nad sobą i poczułam jak ktoś kładzie dłoń na moim ramieniu. Podniosłam głowę i zobaczyłam uśmiechniętą brunetkę. Chwila...Skądś ją kojarzę...
- Ymm...Nie - mruknęłam i pociągnęłam nosem. Przyjrzała mi się po czym usiadłam obok mnie.
- Chyba raczej tak. - uśmiechnęła się - Jestem Lily - wyciągnęła do mnie dłoń.
- Stella - uścisnęłam jej dłoń.
- No to co się stało? - spytała, a ja się bardziej rozpłakałam. Louis co ty ze mną zrobiłeś?! Nie wiem czemu, ale jej zaufałam i zaczęłam opowiadać. Wszystko od samego początku do teraz.

***
- No to ostro - skomentowała kiedy skończyłam. Wytarłam mokre policzki i skinęłam lekko głową.
- A wiesz co jest najgorsze? Że za nim zaczęłam chodzić z Louisem byłam odważna, twarda i w ogóle nie płakałam. A teraz? Cały czas to robię - mruknęłam.
- Wiem jaka byłaś. Uczę się z wami w szkole - oznajmiła, a mi się wtedy przypomniało, że parę razy wpadłam na nią na schodach. - Ale każdemu przydaje się taka zmiana - dodała.
- Dziękuję - mruknęłam i lekko ją przytuliłam.
- Wybacz, ale muszę już wracać. Spotkamy się kiedyś? - spytała. Skinęłam głową, a ona wstała, otrzepała się z piasku i odeszła. Zwiesiłam głowę i zaczęłam się zastanawiać. Zostałam sama. Tylko ja i moje myśli. Chociaż wolałabym być całkiem sama, bez żadnych myśli i problemów. Ale nie zawsze dostajemy to co chcemy. Dlaczego ja się tak zmieniłam? Przecież...Miałam być taka zawsze...Nie znoszę tego uczucia, że jestem słaba. Louis. To on mnie zmienił. Może nie świadomie, ale to zrobił. Zmienił mnie, ale czy na gorsze? Muszę wracać. Już późno...Ale po co? I tak pewnie nikt nie zauważył, że mnie nie ma. Ale nie mogę nocować na dworze. Wstałam i poprawiłam spódnicę. Wytarłam dłońmi mokre policzki i ruszyłam powoli ku pomostu. Zastanawiałam się, w którym domku mieszkają nasi opiekunowie i dlaczego się nami nie interesują. Ale dla mnie to lepiej. Kiedy weszłam na pomost zobaczyłam na końcu Christiana, który rozmawiał z kimś przez telefon. Uśmiechnęłam się lekko, ale po chwili moja mina zrzedła kiedy zdałam sobie sprawę, że zaraz znajdę się w tym samym pomieszczeniu co Louis. I Niall. Spuściłam głowę w dół i szłam dalej nie patrząc na nic.
- Hej co jest? - spytał uroczy brunet imieniem Christian. Podniosłam wzrok. Już nie rozmawiał przez telefon. I znów stał ubrany tylko w spodenki.
- Nie nic - mruknęłam i potarłam ramiona gdyż robiło się trochę zimno.
- No ej. Przecież widzę, że coś się stało - uśmiechnął się lekko i złapał za moje ramię.
- Ja...Nie wiem - zająkałam się. Nie wiedziałam co mam mu powiedzieć.
- Chyba coś poważnego, hmm? - spytał. Skinęłam lekko głową.
- Jestem beznadziejna - rzuciłam niby niechętnie i się do niego przytuliłam. Na początku wydawał się oszołomiony, ale po chwili oddał uścisk.
- Nie prawda. Chcesz zostać dzisiaj u mnie? - spytał i mnie od siebie odsunął. Skrzywiłam się lekko, ale to nie był zły pomysł. Może ma jakieś wolne łóżko, na którym mogła bym spać? Bo nie bardzo chce mi się spać z Louisem, a tym bardziej z Niallem.
- Jeśli to nie problem.
- Żaden. Taką ślicznotkę jak ty to mógłbym trzymać cały czas - zaśmiał się, a ja mu zawtórowałam.
- Poczekasz tu? Muszę iść wziąć telefon i zaraz przyjdę - spytałam.
- Jasne. To może przyjdziesz od razu do domku? Tutaj - wskazał palcem.
- Okej. Będę za dziesięć minut - posłałam mu uśmiech i stanęłam na schodkach od mojego domku. Nie wiem czemu. Chyba jestem głupia zgadzając się tam iść. Przecież prawie go nie znam. Nie wiem do czego jest zdolny, albo jego kumple. Nawet ich na oczy nie widziałam. Trudno. Raz się żyje, nie? Spojrzałam ostatni raz na niego i weszłam do domku. Gdy tylko zamknęłam za sobą drzwi zostałam obrzucona pytaniami. Przez kogo? Przez Madi. Nie zwróciłam na nią uwagi i podeszłam do szafki, na której zostawiłam wcześniej telefon, ale teraz go tam nie było.
- Gdzie mój telefon? - spytała znudzonym głosem i się odwróciłam. Rozejrzałam się po całym pokoju. Madi stała oparta o ścianę, a za nią Zayn, który ją przytulał? Co do chuja? Dobra, nie pytam. Harry siedział na swoim łóżku. Louis leżał na naszym i patrzył na mnie swoimi dużymi oczami. Widać było w nich tylko smutek  i żal. Ale to nie ja się z kimś umawiam! Może i kłamał, ale to nie on mi to powiedział. Może i ja nie jestem lepsza, bo też niby jestem z Horanem. A co do niego to siedział na łóżku i rozmawiał z Liamem.
- Tutaj - powiedziała cicho Madi i pokazała mi mój telefon, który trzymała w dłoni. Podeszłam i go jej zabrałam. Już szłam do wyjścia kiedy przypomniało mi się, że powinnam wziąć jakąś piżamę albo coś.
- Idziesz gdzieś? - spytał Harry.
- A obchodzi was to? - rzuciłam od niechcenia i podeszłam do mojej walizki. Otworzyłam ją i zobaczyłam różową kartkę złożoną na pół. Zdziwiłam się i wzięłam ją w swoje dłonie. Zastanowiłam się chwilę, ale jej nie otworzyłam. Wszyscy dookoła byli cicho, nawet Niall przestał rozmawiać z Liamem. Co jest? Odebrało im mowę? Wyjęłam z walizki moją piżamę i już miałam ją zamykać kiedy przypomniałam sobie o liście. Położyłam ubranie, a kartkę chwyciłam w dłonie. Otworzyłam ją i jedyne co rzuciło mi się w oczy to wielki napis ''Przepraszam, Louis''. Zaśmiałam się gorzko i przedarłam ją na pół. Podeszłam do niego i wepchnęłam mu ją do ręki.
- Żałosne - syknęłam i wyszłam. Zapomniałam zabrać piżamy, ale to nie miało w tej chwili znaczenia. Chciałam zrobić coś innego. Chciałam się do niego przytulić, powiedzieć, że go kocham, ale nie! Oczywiście! Przecież muszę sobie życie komplikować, nie? Trzasnęłam mocno drzwiami i walnęłam się z otwartej dłoni w czoło. Głupia, głupia, głupia. Nie wierzę, że to zrobiłam. Wzięłam kilka głębokich wdechów i zeszłam ze schodków. Pokonałam pewną odległość i znalazłam się pod drzwiami Christiana. Zapukałam lekko, a po chwili otworzył mi jakiś chłopak. Popatrzył na mnie z góry do dołu, a po chwili wciągnął mnie za rękę do środka.
- Ty jesteś Stella, prawda? - spytał, a ja kiwnęłam głową. To pewnie jeden z jego kumpli.
- Christian zaraz przyjdzie, chodź - uśmiechnął się i znów pociągnął mnie dalej. Kazał usiąść mi na jednym łóżku, a sam gdzieś zniknął. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Trochę inne niż nasze, ale również fajne. Znajdowało się tu pięć łóżek jednoosobowych. Czyli mieszka tu pięciu chłopaków. Fajnie.
- O jesteś - powiedział Christian, który właśnie wszedł do pomieszczenia.
- Mówiłam, że przyjdę - uśmiechnęłam się i poprawiłam spadający top.
- Zaraz przyjdą tu moi kumple to ich poznasz. Fajni są - również się uśmiechnął i usiadł obok mnie.
Posiedzieliśmy chwilę w ciszy, a po chwili do pomieszczenia wpadła czwórka ładnych chłopaków. Spojrzeli na mnie, a następnie na Christiana i zaczęli się śmiać. Speszyłam się lekko. Pewnie stwierdzili, że jestem gorsza niż sobie wyobrażali.
- Stella? - spytał jeden z nich, blondyn. Skinęłam głową, a po chwili stało się coś nieoczekiwanego. Rzucił się na mnie przygniatając mnie tym do łóżka. Przestraszyłam się, ale to minęło kiedy zaczął mnie gilgotać. Zaczęłam się wyrywać i śmiać, ale nie dawałam mu rady. Po chwili ze mnie zszedł.
- Jestem Jackson - przedstawił się. Dziwny, ale miły. Widać, że odważny.
- Miło mi.
- To jest Lucas, to Mike, a to Daniel - przedstawił pozostałą trójkę. Skinęłam głową w znaku zrozumienia i z powrotem usiadłam na łóżku.
- No to skoro już się znamy to może opowiesz czemu jesteś przygnębiona? - zaproponował Daniel. I znów mam się zwierzać komuś kogo nie znam? Co z tymi ludźmi nie tak?
- Nie jestem - odpowiedziałam. Cała piątka przekrzywiła głowy i założyła ręce na piersi.
- Opowiadaj - uśmiechnął się zachęcająco Christian. Wzięłam kilka głębokich oddechów i zaczęłam im w skrócie opowiadać. Uważnie słuchali i co chwila potakiwali. Nie wiem czemu znowu zaufałam komuś obcemu. Dziwna jestem.

- Musisz do niego iść! - krzyknął Mike kiedy skończyłam opowiadać.
- Ale ja jestem kompletną idiotką!
- Wybacz mu - mruknął Lucas.
- Ja mu nie mam co wybaczać. To on powinien mi wybaczyć za to, że zachowuję się debilka.
- Nie prawda! Obydwoje musicie sobie wybaczyć - poradził Christian.
- Ale co ja mam zrobić? - spytałam załamana. Naprawdę super mi się z nimi rozmawiało. Są super chłopakami i aż się zdziwiłam kiedy dowiedziałam się, że każdy jest singlem.
- Idź i porozmawiajcie. Tak szczerze, od serca. To wam pomoże - powiedział Jackson.
- Dzięki chłopaki. Jesteście super - przytuliłam każdego po kolei.
- Wiemy - uśmiechnął się szeroko Daniel.
- I bardzo skromni - zaśmiałam się, a oni razem ze mną.
- No już wiemy. Leć puki czas - popędził Lucas.
Skinęłam głową i po chwili wyszłam z domku. W naszej chatce było ciemno. Pewnie wszyscy śpią. Może powinnam zawrócić? Nie! Muszę to zrobić. Szybko przeszłam od ich domku do naszego, a kiedy stałam pod drzwiami ogarnął mnie strach. Iść? Tak! Złapałam za klamkę i ją nacisnęłam. Powoli weszłam. Kiedy moje oczy przyzwyczaiły się do ciemności zauważyłam Louisa, który...







Komentujesz = Dodajesz weny = Szybciej dodany rozdział = Wielki uśmiech
No i mamy rozdział 27. Podoba się? Mam nadzieję :) Krótki, ale taki miał być. Kolejny będzie o wiele dłuższy i ciekawszy ^^ 
Założyłam już blog do drugiej części - http://mistakes-one-direction.blogspot.com/. Na razie nic tam nie ma, ale zacznę publikować kiedy tylko skończę to. A właśnie! Przewiduję jeszcze około 10 rozdziałów + epilog. Mam nadzieję, że będzie wam to pasować. Pewnie skończę w sierpniu i wtedy zacznie się tamto. Kto jest za LouEllą? Ja! I większość z was. :)
Kolejny pojawi się w niedzielę lub w poniedziałek. 

Zapraszam was na mojego drugiego bloga - http://loveyouandhate.blogspot.com/. Za chwilę pojawi się tam 8 rozdział. :)
Pozdrawiam
Violette xoxo

poniedziałek, 26 maja 2014

Rozdział 26 ,,Stella zawsze najważniejsza!''

**oczami Louisa**następnego dnia**
Całą noc nie mogłem spać. Nie rozumiem. Czego? Siebie. Po co ja jej powiedziałem, że się z kimś spotykam? No po co? Żeby ją bardziej załamać? Żeby widzieć jak cierpi? Jaki ja jestem głupi! Serio...Jestem gorzej niż głupi, bo głupi na pewno by tak nie zrobił. 
A ona teraz zrobiła takie coś...No rozumiem, że zachowałem się jak świnia i tak dalej, ale czy ona serio musi spotykać się teraz z...nim? Nie rozumiem jej. W ogóle jej nie rozumiem...
- Louis słyszysz? - Madi pomachała mi przed nosem dłonią. Otrząsnąłem się z transu i dopiero zdałem sobie sprawę, że obok mnie siedzą chłopaki i Madi. Jej oczywiście nie ma. 
- Taa, co jest? - spytałem zdezorientowany.
- Pytałam co zrobimy ze Stellą? 
- A co mamy zrobić? Niech sobie jest z tym dupkiem - mruknął w odpowiedzi Harry. Zmroziłem go wzrokiem, a on od razu spojrzał się w inną stronę.
- Po prostu pogadajmy z nią - powiedział Zayn. Wszyscy się zgodziliśmy i oczekiwaliśmy na powrót blondynki. Podobno rano wyszła z Horanem i do tej pory nie wróciła. A jest już 14!

**oczami Stelli**
Szłam właśnie z Niallem brzegiem i rozmawialiśmy. Może i nie udawaliśmy teraz pary, ale czułam się przy nim naprawdę świetnie. A to jest dziwne, bo jeszcze tak nie dawno, to go nienawidziłam. Przeszło mi. 
Moja długa, morska spódnica powiewała na wietrze, razem z włosami, które służyły jako okrycie na moje gołe ramiona. Na nadgarstku brzęczała tego samego koloru co spódnica, bransoletka. [link]. Na stopach miałam czarne, płaskie sandałki.
- Wracamy już? - spytał nagle chłopak.
- Co? Nie... Jeszcze nie... - mruknęłam. Nie chciałam wracać. Wyszłam z samego rana kiedy wszyscy spali i nie mam tam zamiaru wracać. Wreszcie czuję się wolna. I chcę się nacieszyć tą chwilą, bo wiem, że gdy wrócę zaczną się pytania ze strony Madi, obojętne spojrzenia ze strony Louisa i cały ten ból powróci. A kiedy jestem tu. Razem z Niallem, nic nie ma znaczenia. Ani Louis. Ani Madi. Ani chłopacy latający co chwila obok nas. Ani dzieci bawiące się w wodzie. Ani ptaki. Ani przyroda. Ani powietrze. Nic, a nic. Całkowita pustka. Tylko ja i on. Może to zabrzmi dziwne, ale mam wrażenie, że jest dla mnie bardzo bliski i bardzo ważny mojemu sercu. Nie wiem czemu tak jest, ale jest.
- Okej - uśmiechnął się i objął mnie ramieniem. Dziwny prąd znów przebiegł wzdłuż mojego kręgosłupa kiedy nasze ciała się zetknęły.
- Czemu się nienawidzimy? - spytałam po chwili ciszy. To pytanie dręczyło mnie od wczorajszego wieczora, kiedy to tak świetnie się dogadywaliśmy
- Pamiętasz drugi dzień szkoły? W pierwszej klasie? - spytał, a ja się chwilę zastanowiłam.
- Ymm...Tak. Były wtedy przesłuchania do szkolnego przedstawienia na rozpoczęcie roku, tak?
- Tak. I pamiętasz kto dostał główną rolę?
- Madi i Zayn - powiedziałam przypominając sobie tamto przedstawienie.
- No właśnie i wtedy Liam również startował na księcia w głównej roli i mu się na udało. Przez Zayna.
- No dobra. No to Liam może nas nie lubić, bo Harry zajął jego miejsce, ale ty?
- Pamiętasz nabór do drużyny piłkarskiej? - spytał, a ja kiwnęłam głową - Przyjęli mnie, ale chciałem być kapitanem. A kapitanem został Louis, a jego zastępcą Harry. Wtedy powiedziałem sobie, że będę was gnębił, ciebie również, chociaż na to nie zasłużyłaś - zakończył.
- Ja...nie wiem co powiedzieć.
- Nie mów nic. Po prostu mnie pocałuj - powiedział i złapał mnie za ręce. Rozejrzałam się dookoła, patrząc przed kim mamy udawać, ale nikogo nie zauważyłam.
- Ale... - zaczęłam, ale przerwał mi przywierając swoimi ustami do moich. Chciałam zaprotestować, ale jego usta są tak cudowne, że nie umiałam. Położyłam swoje ręce u niego na ramionach, a on swoje na moich biodrach i przyciągnął mnie bliżej siebie.

***
- To...jesteś jeszcze z Louisem? - spytał Niall kiedy wracaliśmy do domku. Spędziłam z nim bardzo miły dzień. Jest już 18, a my dopiero wracamy do domu.
- Nie wiem - wzruszyłam ramionami.
- Emm...Stella...Bo jak tak jakby muszę ci coś powiedzieć - powiedział nagle i się zatrzymał. Spuścił głowę w dół i patrzył w swoje buty.
- Tak jakby?
- Bo nie jestem pewien czy chcesz to usłyszeć...
- Zacząłeś to dokończ - powiedziałam niecierpliwie.
- Bo...ja cię nie nienawidzę, ale... - mruknął i się zaciął.
- Ale? - ponagliłam go.
- Kocham cię - szepnął, a mi zabrakło tlenu. Że co proszę? Jesteśmy tutaj sami więc nie ma przed kim udawać. I nie wygląda mi to też na żart. Oddajcie mi tlen!
- Co? - spytałam ledwo oddychając. Nie wierzę.
- Kocham cię - powtórzył.
- Ale jak to? Ty...Ty...Nie...Możesz mnie kochać! - jąkałam się. To nie jest możliwe!
- Ale tak się stało - mruknął i ruszył dalej. Nie, to się nie dzieje na prawdę. Proszę powiedz, że żartujesz! Musisz żartować!
-  Chodźmy lepiej.

***
- Stella! - krzyknęła moja przyjaciółka kiedy tylko weszłam do domku. Za mną powoli wlókł się Horan.
- Co? - mruknęłam pod nosem i zdjęłam sandały z nóg. Postawiłam je koło łóżka, a sama na nim usiadłam. Nigdzie nie widziałam Louisa, a Harry i Zayn stali obok brunetki. Spojrzałam na nią ze zmarszczonymi brwiami i widziałam jak się denerwuje. Ups...
- Co? Ty się pytasz co? Jaka ty jesteś głupia! - krzyknęła i do mnie podeszła.
- No dzięki - prychnęłam i poprawiłam włosy, które spadały mi na twarz.
- Jak możesz? Powiedz mi jak ty tak możesz? Jeszcze dwa dni temu ryczałaś jak głupia, a teraz prowadzasz się z nim? - powiedziała dając nacisk na ostatnie słowo. Spojrzałam na blondyna, który siedział na swoim łóżku i szukał czegoś w swojej walizce. Uśmiechnęłam się lekko na wspomnienie dzisiejszego dnia.
- On ma imię! - również krzyknęłam kiedy 'wróciłam na ziemię'.
- Od kiedy to wiesz?
- Od dawna! Szkoda, że wy byliście tak zapatrzeni w siebie aby tego nie zauważyć. Nawet nie wiecie czemu się nienawidzicie! - syknęłam. Spojrzała na mnie zdezorientowana, ale po chwili jej twarz zrobiła się bardziej czerwona niż dotychczas. Jest źle...
- Jesteś okropna! - zaczęła - Powiedz mi jak ty to robisz? Tak płakałaś przez Louisa kiedy dowiedziałaś się, że niby z cię zdradził, a tak to się uśmiechasz. Pocięłaś się! Płakałaś prawie cały lot! - krzyczała - Zawsze powtarzałaś, że go nienawidzisz, a teraz co? Miłość? - warknęła zła wskazując dłonią na zdezorientowanego Nialla. Popatrzyłam na nią wściekła po czym wstałam. Dosyć tego.
- Zacznijmy od tego, że nie wiedziałam, że mnie nie zdradził. Dodajmy iż byłam w nim ślepo zakochana, myślałam, że jest inny. Myliłam się, jak zawsze. A Nialla to ja nawet nie miałam okazji poznać, aby zobaczyć jaki jest! A teraz poznałam i mogę ci powiedzieć, że jest o wiele lepszy niż wy! Nie wytyka mi błędów za każdym razem, nie próbuje mnie zmieniać! Jest inny niż wam się wydaje! A co do Louisa, to on sam powiedział, że się z kimś spotyka! - krzyknęłam zła.
- Kłamał! - również krzyknęła. Ostatnio dużo krzyczy.
- A gdzie teraz jest? Rozmawia z mamusią? Z siostrzyczkami? Z policją? A może pieprzy się z jakąś laską w krzakach? - powiedziałam. Trochę za dużo, ale trudno. Najpierw mówię, potem myślę.
- Stoi za tobą - szepnęła brunetka, a mnie wbiło w ziemię. Słyszał wszystko? Odwróciłam się powoli i zobaczyłam Louisa, który patrzył na mnie z niedowierzaniem.
- Serio tak myślisz? - szepnął.
- Ja... - zacięłam się. Nie wiedziałam co powiedzieć. Zranił mnie, ale ja nie jestem lepsza.
- Nie mów nic - mruknął i wyszedł. Odwróciłam się z powrotem i napotkałam zły wzrok Madi.
- Nie powiesz nic? Nawet za nim nie pójdziesz? - warknęła.
- Nie - ucięłam krótko. Wiem, że jestem zimną suką, ale nie tylko ja zasługuję na cierpienie.
- To odpowiedz mi tylko na jedno pytanie i się odczepię - powiedziała i nie czekając na odpowiedź zadała - Jak się spało z tym palantem?
- Po pierwsze to nie palant. Po drugie bardzo miło i przyjemnie. A po trzecie to skąd wiesz?
- Po pierwsze jesteś jeszcze gorsza niż on - zaczęła i wskazała dłonią na blondyna, który przyglądał się tej rozmowie - A po drugie już wszyscy wiedzą. Louis nie spał całą noc i liczył, że położysz się obok niego, ale ty oczywiście nie! Stella zawsze najważniejsza! Tylko ty i twoje uczucia się liczycie! Nie widzisz nic oprócz własnego nosa! Czas się ogarnąć, inaczej stracisz wszystkich na których ci zależy. Jesteś żałosna - rzuciła i wybiegła z domku. Zaraz za nią poszedł Zayn i Harry. Stałam cały czas w jednym miejscu i analizowałam jej słowa. Że ja jestem żałosna? I niby jestem egoistką?
- Stella wszystko ok? - spytał Niall, który właśnie do mnie podszedł. Spuściłam głowę i dopiero zdałam sobie z czegoś sprawę. Tracę przyjaciół.
- Nie! Nic nie jest ok! Nie zauważyłeś co się dzieje? Tracę ich! Tracę najważniejsze osoby w moim życiu! Własną matkę straciłam, teraz tracę przyjaciół. Niedługo i ojciec się ode mnie odwróci! Zostanę sama. - zaczęłam szlochać. To nie sprawiedliwe. Ja nie chcę być sama. Nie znoszę samotności.
- Nie stracisz ich. Nie zostawią cię, na pewno - mruknął i mnie przytulił. Zaczęłam płakać i mocniej się w niego wtuliłam. Ja...Nie daję rady. Jestem z tym wszystkim sama. Nie potrafię tak dłużej.
- Zostanę sama - powtarzałam sobie pod nosem.
- Nie zostaniesz. Jeśli cię zostawią to znaczy, że nigdy nie byli prawdziwymi przyjaciółmi i nie są warci twojego czasu i twoich nerwów. I pamiętaj, że ja będę z tobą - uśmiechnął się lekko, a ja znów zaczęłam analizować jego słowa w głowie. Rację to on ma. Jeśli zostawią mnie samą tylko dlatego, że polubiłam Nialla to nie byli prawdziwymi przyjaciółmi. Powinni go poznać i dopiero oceniać.
- Dziękuję - mruknęłam. Odsunął się ode mnie na długość swoich ramion i popatrzył na mnie z podniesionymi brwiami.
- Za co?
- Po prostu - posłałam mu lekki uśmiech i usiadłam na łóżku, a Niall położył się na swoim. Popatrzyłam na niego z miną a'la kot ze Shreka, a kiedy pokiwał głową klasnęłam w dłonie jak mała dziewczynka i szybko położyłam się obok niego. Objął mnie ramieniem, a ja swoją głowę usadowiłam na jego klatce piersiowej.
- Pamiętaj, że od teraz jestem tu dla ciebie i zawsze będę z tobą - powiedział i cmoknął mnie w głowę. Uśmiechnęłam się pod nosem. Jak miło. Jeszcze tak niedawno go nienawidziłam, a teraz leżę z nim w jednym łóżku i go przytulam.
- Będę pamiętać.
- I pamiętaj, że... - zaczął, ale znów nie dokończył. Chyba wiem co...
- Że...? - ale chcę usłyszeć to od niego.
- Że cię kocham.






Mamy rozdział 26! I jak wrażenia? Mi osobiście ten rozdział się nie za bardzo podoba. Taki jakiś....dziwny. Ale to tylko moje zdanie. Wasze na pewno jest inne. Miał być w środę, ale napisałam więc dodaję. Mam nadzieję, że jeszcze was to opowiadanie nie zanudziło.
DZIĘKUJĘ za te 17 komentarzy pod poprzednim rozdziałem. To bardzo wiele dla mnie znaczy. Bardzo. Oczywiście nie obrażę się jeśli ten również będziecie komentować, bo sami widzicie jak to motywuje. ^^ 
Widzieliście te cyferki u góry? 'Rebellion' osiągnęło 11 tys wyświetleń! Nie wierzę w to. :') Bardzo dziękuję. 
Mam do was pytanie. Chcecie abym zrobiła drugą część tego opowiadania? Mam już ogólnie pomysł i wydaje się super, ale zrealizuję go jeśli będziecie chciały. Więc to zależy od was. Tak czy nie? 
Kolejny rozdział pojawi się 30 maja (lub wcześniej).
Miałam coś jeszcze napisać, ale już nie pamiętam. xD
No więc do następnego 
Violette xoxo